tyszkiewicz.wadim
25.01.09, 14:32
Już wcześniej napisałem: Przed wyborami, w walce o punkty
procentowe i rząd dusz, gęby pełne
frazesów i wytykanie błędów poprzedników, po czym po dojściu do
władzy, robienie tego samego, czyli „lipy”- to jest współczesna
polska polityka. Zawsze byłem i jeszcze nadal jestem zwolennikiem i
sympatykiem PO. Nie mam alternatywy. Jak można być wiernym partii
(nie jestem i nigdy nie byłem członkiem PO, ani żadnej innej
partii), która łamie normy moralne i w nicość zamienia ideały,
które głosiła, dla pozyskania wyborców? Przypomnę nawoływania PO do
zatrudniania najlepszych ludzi w konkursach, a po dojściu do władzy
ci sami ludzie wprowadzają kuriozalny przepis, przeforsowany przez
Waldy Dzikowskiego, o możliwości bez konkursowego zatrudniania
asystentów przez wójtów, burmistrzów czy prezydentów, dla zrobienia
dobrze płatnego miejsca swoim politycznym kolesiom. Absurd.
Zadałbym pytanie panu posłowi: czy to polityka, czy politykierstwo?
Ja nie potrzebuję żadnego asystenta. Po co mi? Na co? Szkoda kasy.
Odnośnie KSSSE, ja osobiście już raz uczestniczyłem w podobnej
farsie za rządów PiSu, kiedy to odwołano prezesa strefy i powołano
nowego na tych samych zasadach, jak kilka dni temu przewodniczącego
Rady Nadzorczej. Na walnym zgromadzeniu wspólników pojawił się
przedstawiciel większościowego udziałowca, czyli Skarbu Państwa,
którego rola ograniczyła się tylko do odczytania z karteczki
imienia i nazwiska nowego prezesa. Więcej „ani be , ani me , ani
kukuryku”. Nasza rola, czyli pozostałych kilkunastu udziałowców
spółki pod nazwą Kostrzyńsko-Słubicka Specjalna Strefa Ekonomiczna,
ograniczyła się tylko i wyłącznie do roli biernych statystów,
których ani obecność, ani nasze głosy nie miały najmniejszego
znaczenia, choć to my jesteśmy solą tej ziemi i my
współuczestniczymy w budowaniu i rozwoju KSSSE. Choć na usta ciśnie
mi się bardziej dosadne określenie, zostaliśmy potraktowani, jak
pionki na szachownicy, niby jeszcze w grze, ale z przesądzonym przy
zielonym stoliku wyniku. Czasy się zmieniły. Przyszła nowa władza,
tak bardzo mi ideowo bliska, ale jak widać mechanizmy pozostały te
same. Uczestniczący wczoraj w walnym zgromadzeniu wspólników
udziałowcy, poza Skarbem Państwa, w wszyscy co do jednego
opowiedzieli się za Jerzym
Korolewiczem, dotychczasowym przewodniczącym Rady Nadzorczej KSSSE,
uczciwym i prawym człowiekiem, kierującym się zdrowym
rozsądkiem i dobrem województwa, a nie politycznymi interesikami,
na którego zawsze można było liczyć, bo choć on z północy, to był
zawsze nasz, lubuski współtwórca KSSSE. Udziałowcy zapytali
przedstawiciela Skarbu Państwa, kim jest nowy przewodniczący?
Irytacja z braku wiedzy i brak jakiejkolwiek odpowiedzi. Z
internetu dopiero można było się dowiedzieć o dorobku (handel
szpitalnymi wierzytelnościami) i miejscu zajmowanym w politycznej
układance nowego prezesa. Nowy przewodniczący przyjechał do
siedziby KSSSE,
ale tylko w formie zapisu na karteczce ściskanej w dłoni przez
emisariusza wydelegowanego przez Skarb Państwa do spełnienia misji
odczytania nazwiska. Udziałowcy nie mieli tego szczęścia, ani
zaszczytu, żeby usłyszeć choćby uzasadnienie odwołania poprzedniego
przewodniczącego oraz nie mieli okazji, aby poznać oraz wysłuchać
samoprezentacji nowego szefa przywiezionego w
przysłowiowej "teczce". Myślę, że choć mam różne zdanie na temat
lubuskich polityków, to tym razem nie mieli oni zbyt wiele do
powiedzenia w tej kwestii. Czasy się zmieniają, ludzie i metody
nie. Dalej PO jest mi najbliższa, choć odczuwam ogromną gorycz i
wstyd za niektórych ludzi tą partią zarządzających. Są gdzieś
granice przyzwoitości, których mimo posiadania władzy niemal
absolutnej, przekraczać nie wolno. I nie chodzi o samo odwołanie,
bo nowa władza ma prawo do zmian. Chodzi mi o styl uprawiania
polityki. Zastanawiam się do jakich czasów się cofamy? Bo według
mnie to co się stało w czwartek, zbliża nas raczej do wczesnego
Bieruta, niż nawet do późnego Gierka. Pozdrawiam wszystkich
rozgoryczonych i zniesmaczonych członków i sympatyków PO.
Dodam, że moje domysły, graniczące z pewnością podpowiadają mi, że
tym razem nasi lokalni politycy w tej kwestii nie mieli wiele do
powiedzenia i że za decyzją stoi wiceminister Schetyna z Dolnego
Śląska. Premier Tusk w "try miga" odwołał ministra Ćwiąkalskiego za
samobójstwo gangstera, choć wina ministra była żadna. Odwołanie,
jak powiedział dzisiaj w TV pan Stefan Niesiołowski, było związane
z odpowiedzialnością polityczną. Ciekaw jestem, jak premier Tusk
zareagowałby, gdyby wiedział, na decyzje i postępowanie swojego
pierwszego zastępcy? Po ukazaniu się tego artykułu w GW już się na
mnie posypały gromy od kolegów z PO. Byłem i jestem sympatykiem PO.
Do tej partii i jej programu mi najbliżej. Będę nadal wspierał PO
jak tylko będę mógł, co nie znaczy, że muszę się godzić ze
wszystkim co robią niektórzy politycy tej partii, których decyzje i
postępowanie często szkodzą jej wizerunkowi, poprzez działanie na
naszą szkodę, szkodę zwykłych obywateli.