Dodaj do ulubionych

Black Sabbath - never say die

IP: *.zory.msk.pl 19.01.04, 20:47
Na początku lat osiemdziesiątych, w PR3 radia, można było usłyszeć mniej
więcej taką recenzję tej płyty z ust Pana Janiszewskiego:
zupełnie fatalna, najgorsza w dorobku grupy, pełna źle brzmiących nakładek.
Dalej opowiadał o heven and hell, która wtedy była prezentowana i korzystnie
przedstawiona.
Ponieważ w tamtych czasach ciężko było dotrzeć do każdej płyty co się
chciało, dopiero kilka miesięcy później, wpadła w moje łapki.
Jak dla mnie płyta jest po prostu świetna - być może najlepsza w całej
dyskografi. Ostra, surowa w brzmieniu, ale jednak pełna fantazji i polotu -
szczyty metalowego profesjonalizmu. W naszym kraju jedynie TSA potrafiło się
do tego zbliżyć.
Czy znacie tą płytę? Co o niej sądzicie?
Obserwuj wątek
    • vulture Never Say Never 19.01.04, 21:34
      Mam ten album i całkiem go lubię - to takie odbicie się od zapaści, w jaką
      dostali się Black Sabbath, nagrywając "Technical Ecstasy". Moim zdaniem "Never
      Say Die" jest przyzwoitym, acz nie pozbawionym wad albumem. Część kompozycji
      powstała nieco na siłę (np. wybrane nie wiadomo czemu na singla "Hard Road"), a
      inne wręcz kipią energią, choćby genialny utwór tytułowy. Ciekawostką na płycie
      jest dość wyraźnie zaznaczony udział syntezatorów (Don Airey, obecnie z
      zespołu, nagrywającego płyty o owocach południowych), np. w "Junior's Eyes".
      Ogólnie lubię płytę, ale nie da się ukryć, że wolę "Heaven And Hell", które po
      prostu jest bardziej hard'n'heavy, podczas gdy na "Never Say Die" Sabbaci
      odchodzą w stronę albo prostackiego rockandrolla albo nie wiadomo czego. Ale
      lubię sobie "NSD" włączać, nie powiem.
      • cze67 Re: Never Say Never 19.01.04, 22:40
        Ja także jestem zwolennikiem tej płyty, mam do niej sentyment. Owe syntezatory
        jakoś mi tam pasują. Dobra płyta, nie najlepsza, ale dobra.
        • jasiek666 Re: Never Say Never 20.01.04, 09:38
          A ja dla odmiany szczerze nie cierpię tej płyty. To juz nie jest black sabbath.
          To jakiś przedziwny twór bezradnie miotający się w poszukiwaniu nowego stylu,
          próbujący stworzyć coś świezego i coś co nie byłoby autoplagiatem na miarę
          odgrzewanych ziemniaków z "technical extasy".
          Niestety panowie, nie tędy droga. Owszem, trudno odmówić utworowi tytułowemu
          przebojowości i energii, ale jest to przebojowość i energia której bliżej do
          dokonań thin lizzy niz do kompozycji w rodzaju "paranoid" czy "sabbath bloody
          sabbath".
          Kompletnie zaś juz nie rozumiem po jaką właściwie cholere zespół na poważnie
          zaczął bawić się elektronicznymi brzmieniami i klawiszami, doprowadzając rzecz
          niemalże do absurdu [te potworne klawiszowe "łiiiiiiiiii, łiiiiiiii,
          łiiiiiiiiiiiiiiiiiiii" w - o ile dobrze pamietam - "juniors eyes"]. To co
          sprawdzało się jeszcze na (doskonałym skąd inąd) "sabbath bloody sabbath" tutaj
          wyszło jak parodia czy wręcz pastisz tejze płyty.
          • Gość: Lukas Re: Never Say Never IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 10:51
            > Kompletnie zaś juz nie rozumiem po jaką właściwie cholere zespół na poważnie
            > zaczął bawić się elektronicznymi brzmieniami i klawiszami, doprowadzając
            rzecz
            > niemalże do absurdu [te potworne klawiszowe "łiiiiiiiiii, łiiiiiiii,
            > łiiiiiiiiiiiiiiiiiiii"

            Nie znam tej plyty ,ale z powyzszego opisu wynika ,ze musi byc ciekawa.
            • vulture hehehe 21.01.04, 18:05
              Już wolę to łiiiiii łiiiiii niż burdel, panujący na "Technical Ecstasy".
              Zresztą, Don Airey wcale takiego najgorszego łiiiiii nie robi - przynajmniej
              Ozzy nie śpiewa "Aaaaaare you theeeeere"...

              A co do odejścia od stylistyki metalowej, zgadzam się - zresztą,
              porównanie "NSD" do stylu Thin Lizzy uważam za bardzo trafne, no ale wtedy
              chyba większość wykonawców, popularnych na początku lat siedemdziesiątych czuła
              się zagubiona. Być może dlatego też wyższe noty ma "Heaven And Hell", na którym
              zespół się zdecydowanie pozbierał.
    • bonobo44 Re: Black Sabbath - never say die 19.06.04, 17:51
      fani Black Sabbath podpisuja te petycje,
      czy Ty chcesz byc gorsza?

      NEVER SAY DIE... TO ANY LIVING CREATURE !

      45,015 12:51 am PDT, Jun 19 josep maria
    • Gość: As Re: Black Sabbath - never say die IP: *.vline.pl / 213.25.96.* 19.06.04, 20:01
      Uważam że to najgorsza płyta BS z Ozzym. Na poprzedniej był chociaż świetny
      kawałek "Dirty Women", a na tej jedyną w miarę udaną kompozycją jest utwór
      tytułowy. Poza tym użycie instrumentów dętych i Bill Ward zawodzący w jednym z
      utworów to dla mnie zbyt ciężkostrawne "eksperymenta". Faktycznie chyba 2
      ostatnie płyty tego składu dowiodły, że wyczerpał on już swój potencjał
      twórczy ... Dwie kolejne płyty z Dio moim zdaniem należą do bardzo udanych.
      • Gość: Pulpet Re: Black Sabbath - never say die IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.04, 10:14
        Heh. Posłuchałem sobie i wciągnęło!
        Ostra muzyczka, nowoczesna i na teraz. Zasadniczo inna od wielu poprzednich.
        Tony Iomi w znakomitej formie.
        • piotrek_63 Re: Black Sabbath - never say die 31.10.04, 11:30
          A ktory wokalista Black Sabbath jest dla was najlepszy? Dla mnie ten zespol bez
          Ozzyego powinien sie (byl) rozwiazac.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka