Jak co roku w maju będziemy wspólnie z rodziną i znajomymi przeżywać
wspaniałe wydarzenie medialne, jakim bez wątpienia jest coroczny festiwal
Eurowizji. Telewizja Polska, chcąc podkreślić prestiż tej imprezy, od
zeszłego roku wprowadziła nową, świecką tradycję preselekcji, czyli programu
telewizyjnego, w którym wystąpią różne zespoły, a piosenka wybrana przez
telewidzów będzie podczas Eurowizji reprezentować nasz kraj.
Już w momencie, gdy wiadomo było, że imprezę prowadzić będzie Artur
Orzech, którego potem wspomagali jeszcze niezawodny Tomasz Kamel z Magdą
Mołek, stało się jasne, że będzie to wieczór niezapomniany. Wystąpiło
piętnastu wykonawców, z których każdy pozostawił niezatarty ślad na tych,
którzy oczekiwali muzyki na światowym poziomie. Na razie jest
trzecioświatowy, ale to niedokładnie to samo. Ale zabawa była przednia. Oto,
kto wystąpił:
1. OFFSIDE „Dreaming About You” – kolejna próba udowodnienia przez
Piotra Zandera, że może sobie świetnie poradzić bez grania w Lombardzie.
Wokalista przypomina nieco handlarza ze Stadionu Dziesięciolecia. Utwór
niczego nie przypomina, ale był jednym z lepszych, co nie znaczy, że dobry.
2. MAŁGORZATA OSTROWSKA „Nie uwierzę” – widzowie też mieli prawo nie
uwierzyć, gdy zobaczyli Małgorzatę Ostrowską, odzianą w czerwony lateks.
Wokalistka chyba pomyliła programy, ale na szczęście po trzech minutach
marudzenia zeszła ze sceny. Inaczej zeszłaby widownia.
3. GOYA „All My Senses” – właśnie, wszystkie zmysły, a zwłaszcza słuch,
mogły zostać poważnie uszkodzone po obcowaniu z muzyką tej formacji. Jedną z
najbardziej niewyjaśnionych zagadek mediów polskich jest to, kto i dlaczego
usilnie stara się skłonić ludność do nabycia płyt zespołu Goya. Utwór „All My
Senses” przypomina starą gumę do żucia, która przykleiła się do buta – nie
chce świństwo zniknąć z widoku, nawet gdy atakujemy ją nożem.
4. PLANETA „Easy Money” – efekt podobny do tego, gdyby Gang Marcela
przebrali się za Mercyful Fate albo gdyby Bartek Wrona robił za Alice’a
Coopera. Dźwiękowo też.
5. KATARZYNA KLICH „Let Me Introduce” – rozkoszne podrygiwanie
wokalistki (układ choreograficzny pt. „chce mi się sikać, ale nie mogę
jeszcze zejść ze sceny”

i jej fałsze były naprawdę mocną stroną utworu i
przykuwały uwagę. O ile o to chodziło.
6. SISTARS „Freudom” – dwie utalentowane przedstawicielki hip hopu
poniosły sporą stratę, wykonując ten utwór – tak bardzo stękały, że aż
wypadły im włosy. Następnym razem wystarczy po prostu dopisać melodię do
automatu perkusyjnego.
7. JANUSZ RADEK „Pocztówka z Awignonu” – druga w miarę przyzwoita
propozycja, kojarząca się jednak bardziej z Krainą Łagodności niż z
Eurowizją. To tak, jakby Tadeusza Woźniaka wysłać na Metalmanię.
8. GOLDEN LIFE „Labirynth Of ife” – z serii: jesteśmy fajni, śmieszni,
chwilowo nie wiemy, kogo mamy udawać, ale weźmiemy na scenę wystraszone
dziecko, żeby swoim fałszowaniem odwróciło uwagę słuchaczy od tego, że utwór
jest do dupy.
9. BLUE CAFE „Love Song” – Zatwardzenie wokalistki przyjęło
katastrofalną wręcz formę. Sama zainteresowana na pewno także poważnie
przeżywa tę przypadłość, bo z roztargnienia zapomniała włożyć na scenę
spódnicę, a potem nerwowo chodziła po estradzie, szukając rury do tańca, ale
był tylko Rurak-Sokal.
10. ŁZY „Julia, tak na imię mam”- zespół wystąpił bez lidera, Adama
Konkola. Jakość występu na pewno wzrosłaby, gdyby wystąpił bez reszty muzyków
i bez wokalistki, która wystąpiła w podartym prześcieradle, w które wcześniej
zawinięta była półtusza wieprzowa.
11. ALEX YANOSH „I’m Still Alive” – nie wiadomo, czy dokładnie o to
chodziło, ale na scenie pojawił się kluskowaty chomik. Chomik śpiewał, że
wciąż żyje mimo oddania karty kredytowej i kluczyków do BMW. Publiczność nie
bawiła się przy tym dobrym, rockowym kawałku, być może za ostre riffy
wgniotły ją w ziemię. Albo zamarła z podziwu.
12. KRZYSZTOF KILJAŃSKI „Stay” – nie, nie zostawaj. Jedź daleko, będziesz
suportem Jerzego Grunwalda, Waldemara Koconia i Pawła Rosaka. Byle dalej stąd.
13. INDIGO „Mogę dziś” – Magda Steczkowska to taka polska Dannii Minogue,
tylko się jeszcze nie rozebrała. Pieśń skutecznie uśpiła słuchaczy w ciągu
zaledwie trzech minut – powalający (dosłownie i w przenośni) efekt.
14. KOWALSKI „Sen Kowalskiego” – animowany teledysk do tego utworu z
remizy rodem miał jedną zaletę: nie wystąpił w nim zespół.
15. MARCIN ROZYNEK „Nick Of Time” – trzyminutowy poradnik dla
zestresowanych twórców „Jak być beznadziejnym, mieć gówniany repertuar i
sprawić, by cię pokazano w telewizji”.
Podczas, gdy publiczność gorączkowo oddawała głosy, wystąpiły dwie wielkie
gwiazdy zza granicy. Najpierw Sertab – Turczynka, która wygrała zeszłoroczną
Eurowizję dzięki parodii piosenek Tarkana. Miłosiernie podczas jej występu
zastosowano pełen playback, gdyż nawet po wysłuchaniu piętnastu polskich
propozycji, popisów Sertab na żywo publika mogłaby nie wytrzymać. Po niej
wystąpiła In-Grid, która skakała po scenie z tancerzami do akompaniamentu
młota pneumatycznego. „Pochodzi z Włoch, mówi do państwa po angielsku, trochę
po polsku, a śpiewa po francusku” – skwitował jej występ niezrównany Artur
Orzech, zapomniawszy dodać, iż w żadnym języku nie da się słuchać tego, co
In-Grid, nazwijmy to, tworzy.
Po tych ekscytujących występach trio Mołek/Kamel/Orzech zaprosiło na scenę
wszystkich występujących i ogłosili, iż w tym roku Polskę kompromitować
będzie Blue Cafe. Oczywiście, doskonale wiemy, że głosowanie było uczciwe,
demokratyczne i w ogóle, ale przecież wszystkie piosenki były w takim samym
stopniu dobre, więc cieszylibyśmy się tak samo, gdyby wygrał kto inny, a
najważniejsze to, że się wszyscy świetnie bawiliśmy, bo o to chodziło.