cze67 13.02.04, 18:21 NO właśnie. Kusi mnie, bo leży sobie w Media Markecie za stosunkowo niskie jak na podwójny album pieniądze, a ja lubię Jethro Tull, ale jakoś nigdy nie obiło mi się o uszy czy to dobra płyta czy można sobie darować... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
vulture zajebista płyta 13.02.04, 18:37 To chyba jedna z lepszych płyt JT. Świetne, żywiołowe wykonania najlepszych utworów z okresu, gdy zespół był u szczytu możliwości -kupuj śmiało! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jacek Re: zajebista płyta IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.04, 20:23 Witam ! Świetna płyta i w dodatku wydanie rozszerzone, w oryginale na 2 winylach, potem na jednym CD, teraz podwójny remaster. BTW w Rockserwisie kosztuje 52.75 zł. Pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szmatan Re: Jethro Tull - Bursting Out - czy to dobra pły IP: *.chello.pl 13.02.04, 21:23 Jest bardzo dobra, choć to Jethro bardziej elektroniczne już, a mnie akustyczne. Tym niemniej doskonała płyta koncertowa! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łysenko Re: Jethro Tull - Bursting Out - czy to dobra pły IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 13.02.04, 23:47 Mam nadzieję, że już kupiłeś. Jedna z lepszych koncertówek z lat 70. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: flash'n* Re: Jethro Tull - Bursting Out - czy to dobra pły IP: *.future-net.pl 14.02.04, 08:14 ten koncert transmitowany byl na caly swiat. zespol obchodzil swoje x-lecie. w dwoch kawalkach puscili nawet z poslizgiem w czyms takim, jak polskie "studio 2" w tv. ubawilem sie znakomicie, kiedy prezenter z zazenowaniem odczytal z kartki, ze po raz pierwszy pokaza w polskiej telewizji cos takiego (wczesniej byla tylko abba) i zeby sie nie obruszac! to byly czasy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ugi - boogie Re: Jethro Tull - Bursting Out - czy to dobra pły IP: *.acn.waw.pl 14.02.04, 08:56 Swego czasu miałem ten album na analogu... Opchnąłem bo nie miałem na dyktę... Do dziś nachodzą mnie koszmary... A poważnie - oblig dla każdego miłośnika talentu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łukasz Re: Jethro Tull - Bursting Out - czy to dobra pły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.04, 12:39 "Bursting Out" to kompilacja utworów z kilku europejskich koncertów, które odbyły się w maju 1978 roku, podczas trasy promującej album "Heavy Horses". Natomiast transmitowany również przez polską TV koncert, o którym wspomniałeś, miał miejsce pół roku później (9 października 1978) w nowojorskim Madison Square Garden. W tym samym miesiącu ukazała się płyta "Bursting Out", którą wypełnił podobny repertuar - stąd pewnie biorą się częste nieporozumienia... Podsumowując: "Bursting Out" nie jest jednym koncertem i żadne wykonanie koncertowe z tego albumu nigdy nie było pokazywane w TV. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kosiak Re: Jethro Tull - Bursting Out - czy to dobra pły IP: *.autocom.pl 14.02.04, 13:38 Łukasz słusznie prawi, co nie zmienia faktu, ze to jedna z najlepszych koncertówek wszech czasów. Fragmenty koncertu z Madison Square Garden znalazly się za to na ostatnio wydanym DVD. Odpowiedz Link Zgłoś
vulture Re: Jethro Tull - Bursting Out - czy to dobra pły 14.02.04, 14:26 Gość portalu: kosiak napisał(a): > Łukasz słusznie prawi, co nie zmienia faktu, ze to jedna z najlepszych > koncertówek wszech czasów. Fragmenty koncertu z Madison Square Garden znalazly > się za to na ostatnio wydanym DVD. A jest ich więcej niż na jubileuszowej kasecie wideo, wydanej kilka lat temu? W ogóle to lubię takie wydawnictwa przekrojowe, gdzie utwory są w całości, a na szczęście w przypadku JT większość cudownych teledysków pozostawiono nietkniętą. Podobne wydawnictwa Deep Purple czy Supertramp pozostawiają niedosyt (acz Supertramp w wersji DVD wzbogacono). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łukasz Re: Jethro Tull - Bursting Out - czy to dobra pły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.04, 15:51 > A jest ich więcej niż na jubileuszowej kasecie wideo, wydanej kilka lat temu? Nie, ponieważ niedawno wydane DVD "A New Day Yesterday" jest niczym innym niż reedycją wspomnianej przez Ciebie kasety VHS "Anniversary Video" (z jednym maleńkim bonusem, który można obejrzeć pod tym adresem: www.albinz.net/jethrotull/video.html ). Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
vulture Re: Jethro Tull - Bursting Out - czy to dobra pły 14.02.04, 15:58 Dzięki; na razie tego nie obejrzę, bo mi się nie chce instalować Real Playera, ale będę wiedział w razie czego, gdzie szukać. Pozdrawiam również. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jacek Re: Jethro Tull - Bursting Out - czy to dobra pły IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.02.04, 15:08 Witam ! Do kompletu warto zakupić "lżejszą" pół-akustyczną koncertową kompilację Jethro Tull, czyli płytkę A Little Light Music. Pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
vulture Re: Jethro Tull - Bursting Out - czy to dobra pły 14.02.04, 15:48 Gość portalu: Jacek napisał(a): > Witam ! > Do kompletu warto zakupić "lżejszą" pół-akustyczną koncertową kompilację Jethro > > Tull, czyli płytkę A Little Light Music. > Pzdr. Eeee... tu już bym się spierał; "A Little Light Music" to już takie pół- akustyczne, ale i pół-dobre JT. Za dużo udziwnień ("Too Old To Rock And Roll") plus sporo słabych kompozycji. Ale owszem, taka ciekawostka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szmatan Re: Jethro Tull - Bursting Out - czy to dobra pły IP: *.chello.pl 14.02.04, 16:08 "A Little Light Music" to jedna z najlepszych płyt Jethro. Właśnie dlatego, że jest bardzo akustyczna, a po drugie skład zespołu jest jednym z lepszych w historii (oprócz znanych dwóch panów gra Mattacks i Pegg). Najmocniejszą stroną Jethro jest właśnie delikatniejsze brzmienie nie udziwnione elektronicznym szajsem i ta płyta to najjaśniejszy punkt w historii zespołu po 1979 roku. Jethro standarty są jak zwykle dobre (doskonała lokomotywa i znakomita wersja "Living In The Past"), a przearanżowane słabsze kompozycje bardzo zyskują. Jeszcze jeden plus: płyta mimo, że koncertowa ma idealną jakość nagrania. Odpowiedz Link Zgłoś
vulture o wyższości Bursting Out nad Light Music ;-) 14.02.04, 16:30 Zgadzam się co do jakości dźwięku na "A Little Light Music", jednak inne argumenty niekoniecznie do mnie przemawiają. 1. Nie przesadzałbym z tym "elektronicznym udziwnianiem", jakie zarzucane jest albumowi "Bursting Out". Wtedy zespół tak grał normalnie na albumach, a w 1978 roku był jeszcze u szczytu formy i użycie instrumentów klawiszowych (będących w składzie od dawna, a nie od 5 minut) nie szkodzi żadnej z kompozycji. Są za to zagrane żywiołowo, z werwą, tam gdzie trzeba są żwawe, tam gdzie ma być spokojniej, są wyciszone. Po prostu świetny zestaw 'best of' na żywo. 2. Album "A Little Light Music" zawiera nagrania dokonane, gdy zespół był w takiej sobie formie artystycznej (1992). Akustyczne (w większości) aranżacje być może i są ciekawe, ale nie przewyższają tych "tradycyjnych" ze starszych płyt. Miejscami są właśnie - nie tam,na "Bursting Out", a tu - udziwnione (np. "Too Old..." w rytmie reggae), co nie zawsze im służy. Oczywiście, po wydaniu iluś tam płyt i zagraniu iluś tam koncertów grupa ma prawo się nudzić i wymyślać różne rzeczy, ale niekoniecznie wszystkie pomysły okazały się dobre. 3. Nowym (z lat 90-tych, znaczy się) utworom JT nie pomogło nic. "Rocks On The Road" czy "This is Not Love" są tak samo drętwe jak na płytach studyjnych. No, może nieco lepiej zagrane, bo nie utopione w direstraitsowopodobnej produkcji, ale generalnie chwały nie przynoszą. Za powrót do formy JT uważam album "Roots To Branches", na którym Martin Barre wreszcie przestał się bawić w Marka Knopflera, a reszta zespołu zaczęła też grać ciekawiej. Osobiście "Roots..." nie słucham (wolę "J-Tull Dot Com"), ale mogę to jakoś powiedzmy że obiektywnie stwierdzić. 4. Porównanie "A Little Light Music" i "Bursting Out" to tak jakby porównywać "Made In Japan" i "Come Hell Or High Water" Deep Purple czy "Live" i "Electrically Driven" Uriah Heep. Trochę nie ta klasa i nie te czasy... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
kozlorf Re: o wyższości Light Music na Bursting Out ;-) 14.02.04, 17:57 Ja co do własnych odczuć, to wiem tyle, że A Little Light Music bardziej mi się od Bursting Out podoba... I słucham jakoś tak częściej... A tak obiektywnie oceniając: zarówno jedna jak i druga płyta są nagraniami dokumentującymi trasy koncertowe, nb. obie po Europie. Obie prezentują zespół w takiej formie i takim składzie, jakie w danej chwili były, prezentują taki repertuar, jaki zespół wtedy grał. Co do składu, to wiadomo: na Bursting Out mamy w zasadzie ostatni i chyba najbardziej spektakularny skład zespołu z lat 70tych (Anderson, Barre, Barrie Barlow na perkusji, John Glascock na basie + dwóch klawiszowców: John Evans i David Palmer; nb. ten występ z Madison Square Garden emitowany m.in. w polskiej telewizji nagrany był już w składzie z innym basistą: Tonym Williamses); na ALLM mamy swoisty eksperyment: Do Andersona i Barre dołączyła najsłynniejsza chyba sekcja rytmiczna Fairport Convention: Dave Pegg i Dave Mattacks. Już tu jakby porównanie jest trudne, bałbym się stwierdzać, czy Anderson i Barre byli w gorszej formie w 1992 niż w 1978, Anderson być może śpiewał gorzej, ale na flecie grał lepiej, Barre z kolei nie wyklepywał już tylko nauczonych motywów, wykazywał za to więcej wrażliwości muzycznej. Brak klawiszowców nie razi, wręcz przeciwnie - jest to jeden z mocniejszych punktów tej płyty (nie mam nic przeciwko klawiszowcom, ale tu akurat dodaje on wyjątkowości; choć tak na prawdę trochę klawiszy (Dave Mattacks) jest), Dave Pegg od Glascocka basistą lepszym jest niewątpliwie, jeżeli za to porównywać Mattacksa z Barlowem, to tez trudno - Barlow w 1978 tendencyjnie rozbudował bardzo zestaw i grał porządnie, acz nie zachwycająco, Mattacks w 1992 wyszedł na scenę z zestawem minimalnym, pt.: bass drum + werbel + hi-hat + ride, i wyczyniał na nim rzeczy, o których nie śniło się filozofom (być może wielu z was słuchając ALLM nie było nawet tego w stanie zauważyć)... Jeżeli chodzi o dobór utworów, to porównanie jest proste: na Bursting Out mamy klasykę, na A Little Light Music utworów z kanonu jest kilka, jeżeli już, to mocno przearanżowane, mamy za to pare zapomnianych i odgrzebanych kawałków, niektóre również w innych niż w oryginalnych wersjach aranżacjach, mamy dwa hiciory z ostatniej studyjnej płyty, mamy cytat z muzyki klasycznej (oprócz oczywiście Bouree koncert na dwoje skrzypiec d-moll J.S.Bacha), mamy folkowy cover (John Barleycorn, też w oryginalnej aranżacji, i chyba lepszej od słynnych aranżacji Traffic Steve'a Winwooda czy Fairport Convention), myślę, że zarówno muzycy jak i publiczność bawiła się znakomicie, słowem, bardzo udana trasa. Udziwnień w aranżacjach raczej nie było, Too Old To R'N'R bynajmniej nie jest zagrane w rytmie reggae (przede wszystkim jest w metrum 4/4, a nie 2/4), nowa aranżacja Living In The Past z tej trasy na swój sposób stała się klasyczna, A New Day Yestarday z cytatem z Kelpie i głównym riffem w dwóch tonacjach broni sie doskonale w porównaniu z niezyt wybitnym oryginałem. Może tylko Lokomotywa brzmi nieco mizernie... A Little Light Music rzeczywiście brzmi trochę, jak płyta studyjna, chyba przez ten sztuczny pogłos, co to ma pokazywać, że jest to nagranie koncertowe. I tak na prawdę studyjna na swój sposób jest, gdyż kilka ścieżek (przede wszystkim tamburyn, a także niektóre partie wokalne Andersona) zostały w studio dograne... Rzeczywiście porównywanie BO i ALLM (w tej chyba kolejności) to trochę tak jak porównywanie MIJ z CHOHW Deep Purple, przede wszystkim ze wzgledu na to, że te pierwsze płyty nagrane były u szczytu popularności i by tę popularność podtrzymać, późniejsze natomiast stanowią raczej dokument czegoś co warto udokumentować (choć, dygresja, CHOHW (a szczególnie rejestracja DVD) dokumentuje chyba jedynie to, jak beznadziejny był Rysiek B.). Jednak z drugiej strony takie patetyczne porównania niczego nie wnoszą, chociażby dlatego, że DP takiej płyty ja A Little Light Music nigdy nie nagrało... Odpowiedz Link Zgłoś
vulture ........................ 14.02.04, 20:41 kozlorf napisał: > Mattacks w 1992 wyszedł na scenę z zestawem minimalnym, pt.: bass drum + werbel > > + hi-hat + ride, i wyczyniał na nim rzeczy, o których nie śniło się filozofom > (być może wielu z was słuchając ALLM nie było nawet tego w stanie zauważyć)... Nie, tylko Ty to zauważyłeś. Przyszłe pokolenia będą Ci wdzięczne. > Udziwnień w aranżacjach raczej nie było, Too Old To R'N'R bynajmniej nie > > jest zagrane w rytmie reggae (przede wszystkim jest w metrum 4/4, a nie 2/4), No, w każdym razie w rytmie innym niż wcześniej. Acz niekoniecznie dla mnie ciekawszym. > CHOHW (a szczególnie rejestracja DVD) > dokumentuje chyba jedynie to, jak beznadziejny był Rysiek B.) 1. Rysiek nie zawsze był beznadziejny. 2. CHOW w wersji audio jest, moim zdaniem, przyzwoite, jak na rejestrację występów grupy, która jest na granicy kolejnego rozwalenia się. A wersja wideo z Birmingham, rzeczywiście, bez komentarza. > DP > > takiej płyty ja A Little Light Music nigdy nie nagrało... I bardzo dobrze. Jeszcze by tego brakowało. Z resztą uwag się zgadzam, zaznaczając jednak iż monopolu na prawdę nikt nie posiada. Nadal lubię "Bursting Out" bardzo, a "A Little Light Music" - tak se. Raz, dwa, trzy...kocham Cię Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maciek Makowski A Little Light Music IP: *.acn.waw.pl 14.02.04, 16:37 > Eeee... tu już bym się spierał; "A Little Light Music" to już takie pół- > akustyczne, ale i pół-dobre JT. Za dużo udziwnień ("Too Old To Rock And Roll") > plus sporo słabych kompozycji. Ale owszem, taka ciekawostka. A moim zdaniem to najlepsza płyta Jethro wydana po 1978 roku. Świetna, oszczędna gra Dave'a Mattacksa i akustycznegy bas Pegga składają się na brzmienie, jakiego zespół nie osiągnął na żadnej innej płycie. Do tego jakość nagrań nie odbiega specjalnie od studyjnej. Odpowiedz Link Zgłoś
vulture Pussy Willow 14.02.04, 16:42 Gość portalu: Maciek Makowski napisał(a): > A moim zdaniem to najlepsza płyta Jethro wydana po 1978 roku. "Po" być może. Nie sądzę, żeby przebijało ją np "A" czy "Under Wraps" hehehe. Natomiast podtrzymuję swoją opinię o wyższości "Bursting Out". Nie uważam, że "A Little Light..." jest do końca beznadziejna, ale może faktycznie jest dobra, jak na formę, w jakiej wówczas był zespół. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kosiak Elektroniczny szajs IP: *.autocom.pl 14.02.04, 17:37 Moze sie nie znam, ale tym mianem mozna okreslic chyba tylko album "Under Wraps", bo przed i na plycie "Live Bursting Out", to zadnego szajsu nie slysze - w szczegolnosci elektronicznego... Odpowiedz Link Zgłoś
kozlorf Re: Elektroniczny szajs 14.02.04, 17:58 Gość portalu: kosiak napisał(a): > Moze sie nie znam, ale tym mianem mozna okreslic chyba tylko album "Under > Wraps", bo przed i na plycie "Live Bursting Out", to zadnego szajsu nie slysze > - > w szczegolnosci elektronicznego... Odpowiedz Link Zgłoś
kozlorf Re: Elektroniczny szajs 14.02.04, 18:00 Gość portalu: kosiak napisał(a): > Moze sie nie znam, ale tym mianem mozna okreslic chyba tylko album "Under > Wraps", bo przed i na plycie "Live Bursting Out", to zadnego szajsu nie slysze > - > w szczegolnosci elektronicznego... Ja tam Under Wraps lubię i określenie szajs do mnie nie trafia. Ciekawostka: Under Wraps jest ulubionym albumem Martina Barre (rzeczywiście gra na nim nieźle) a i Anderson uważa go za jeden ze swoich favourites... Odpowiedz Link Zgłoś
vulture szajs vs nieszajs 14.02.04, 20:18 Inna sprawa, że "Under Wraps" jest jakoś tak ogólnie uznawana za najsłabszy album JT. Inna sprawa, że takie były czasy i chyba znaczna większość twórców sceny progresywnej nieco się wtedy pogubiła albo w ogóle zniknęła... ja za "Under Wraps" nie przepadam. A co do "elektronicznego szajsu" - zapewne autorowi tego określenia chodziło o to, że pod koniec lat siedemdziesiątych zespół używał śmielej innych barw klawiszy niż samo pianino lub organy. Ale u JT nie brzmiało to wtedy (1978)"szajsowo" - "szajs" to są dla mnie np. klawisze na "cyferkach" Yes albo na płytach Whitesnake od "1987" wzwyż (bardzo podobne, zresztą). Odpowiedz Link Zgłoś
cze67 Re: szajs vs nieszajs 15.02.04, 11:41 Zostalem przekonany. Wymiane elektryki w mieszkaniu trzeba bedzie wiec przesunac... Odpowiedz Link Zgłoś