Dodaj do ulubionych

NME Awards 2004 RARE & UNRELEASED recenzja

29.02.04, 19:56

Wprawdzie postanowiłem ograniczyć czytelnictwo „New Musical Express” do
jednego numeru na miesiąc (w pozostałych trzech zwykle jest to samo), ale nie
uszła mojej uwadze płyta, dołączona do jednego z nowszych wydań NME,
zawierająca nagrania nominowanych do nagród tego szanowanego (niegdyś)
tygodnika. Jak ktoś nie wie, nagrodą jest śmieszna statuetka, przedstawiająca
dłoń, pokazującą środkowy palec. Taki drobiazg.

Po obejrzeniu płyty dokładniej i przeczytaniu zestawu wykonawców poczułem
lekkie drżenie i mrowienie nie wynikające wcale z podekscytowania zawartością
albumu, ale mimo wszystko postanowiłem go przesłuchać, bo A NUŻ… opiszę
zawartość utwór po utworze, by nie uronić niczego z tej niepowtarzalnej
kolekcji.

1. BLACK REBEL MOTORCYCLE CLUB - The Hardest Button To Button (live).
Kiepska i niczym się nie różniąca przeróbka najnowszego hitu The White
Stripes (chyba wszyscy zdążyli już obejrzeć teledysk). Nic nie zmieniono w
stosunku do oryginału, tylko jest gorzej zagrane. Nie wiem, po co nagrywa się
kowery, które są powtórkami oryginałów. Brak jakiejkolwiek inwencji jest dość
smutny.
2. FRANZ FERDINAND – Michael (live). Brzmi jak mieszanka The Stranglers,
Iggy’ego Popa itp. W zasadzie brzmi tak znajomo, że spodziewałbym się, że to
czyjś kower, ale nie jest.
3. OUTKAST- Happy Valentine’s Day. Tradycyjny, komercyjny pop-hop (nie
wiem, jak to nazwać, bo to coś pomiędzy hh a popem). Samplowany motyw
gitarowy, a na nim mruczenie i pokrzykiwania wokalistów i panna wyjąca w
refrenie. Robi się mało ciekawe już po pierwszej zwrotce. Uwagę zwraca mimo
wszystko motyw syntezatora pojawiający się na chwilę w drugiej połowie
nagrania i jest to jego najciekawszy fragment (około 10 sekund). Resztę można
sobie śmiało darować.
4. THE LIBERTINES – Up The Bracket (BBC Radio 1 Live). Strasznie
bałaganiarsko zagrany kawałek; zastanawia mnie czy niedbałość wykonawcza była
celowym zabiegiem artystycznym, czy wynika z ograniczonych umiejętności
muzyków. Utwór jest dość melodyjny i dość przeciętny – można go śmiało
połączyć z „Michaelem” Franza Ferdinanda. Pewne fragmenty melodii są dalekim
odbiciem rocka lat siedemdziesiątych (tych późnych i okołopunkowych), ale –
właśnie – jest to odbicie, a więc nic takiego bardzo fascynującego.
5. COLDPLAY – See You Soon. Ballada przy gitarze akustycznej, której
niewątpliwą zaletą jest długość (niecałe trzy minuty). I jest to jedyna jej
zaleta.
6. JET – Are You Gonna Be My Girl (live). Chyba większość posiadaczy MTV
zdążyła obejrzeć czarno-biały teledysk do dość przebojowego utworu Jet. Może
i byłoby to fajne, ale powstał kiedyś taki utwór Iggy’ego Popa „Lust For
Life”. I miał riff całkiem podobny do tego…
7. RADIOHEAD – Paperbag Writer. Nie wiem, skąd jest to nagranie, ale
słychać w nim, że panowie mieli chyba jakiś pomysł. Dźwięki orkiestry lub
czegoś, co ją udaje powtarzają się na narastającym podkładzie, brzmiącym
bardzo syntetycznie. Do tego dochodzi głos Yorke’a, nagrany jakby z drugiego
pokoju. Żeby to wybitne dzieło było, to nie powiem, ale na pewno coś w tej
muzyce jest. A że nie trafia do mnie, to już trudno.
8. THE STROKES – When It Started. Nie wiem, czy to miał być jakiś żart
czy pastisz muzyczny, ale ten kawałek jest po prostu tragiczny. Jest to
strona B singla „Last Nite”, a powinna być to strona C. Bzdetna melodyjka, z
którą kompozytorzy nie wiedzieli co zrobić ani jak ją rozwinąć. Szkoda tylko,
że zastanawianie się zajęło im aż trzy minuty. Można było w tym miejscu
umieścić ciszę.
9. THE THRILLS – Last Night I Dreamt That Somebody Loved Me. No cóż,
jest to bardzo dobra, nastrojowa kompozycja, ze świetną melodią i tekstem...
bo to utwór The Smiths, kolejnego zespołu, którym inspiruje się nowy niby-
rock anglosaski. Niezłe to wykonanie, chociaż wokal mnie irytuje (miaucząco-
zawodząco-beczący).
10. THE RAPTURE – Echoes (live). Znów Iggy Pop się kłania, trochę
Blondie, nieco Television i… no właśnie, i nic ciekawego z tego nie wychodzi.
Riff z cyklu „gdzie my to już słyszeliśmy” i żenująca niby-nowofalowa maniera
wokalisty. Okropne.
11. STARSAILOR -Hot Burrito #2. Zespół Starsalilor ma wprawdzie ambicje
robienia melodyjnego popu, bogato zaaranżowanego, ale ma pewien poważny
problem – wszystkie jego propozycje są tak śmiertelnie nudne, że nawet po
docenieniu melodii podczas pierwszego kontaktu z kompozycją nie mam ochotę na
wejście z nią w kontakt po raz drugi. Płaczliwe wokalizy dyskwalifikują dla
mnie ten zespół.
12. FUNERAL FOR A FRIEND – She Drove Me To Daytime Television (live).
Powiedzmy, że to miało być mocniejsze uderzenie. Publika dośpiewuje “ooo”,
ale obiektywnie rzecz biorąc, utwór jest średnio zagrany i równie średnio
nagrany. Niechlujne brzmienie i fałsze wokalisty jakoś mi do tej kompozycji
nie pasują – nie wiem, czy w studyjnej wersji też tak jest. Sam kawałek w
przyzwoitym wykonaniu jakoś by się bronił.
13. KYLIE MINOGUE – Slow (Chemical Brothers Mix). Gdybym był złośliwy,
napisałbym, że to najbardziej interesująca kompozycja na całej płycie, ale
oczywiście nie jestem złośliwy, więc nie napiszę tongue_out
14. THE VON BONDIES – Save My Life (BBC Radio 1 Session). Rzeczywiście,
można obawiać się o utratę życia podczas słuchania tej kompozycji. Mianowicie
jest tak wtórna, że można zejść podczas słuchania. The Kinks, The Knack i
inne tego typu zespoły powinny zostać opłacone za powstanie piosenki, w
której nie ma chyba niczego oryginalnego. Dobrze, że to już koniec.

No więc tak: ciekawie było się zapoznać z nominacjami NME. Na pewno jestem w
stanie stwierdzić pewną monotonię, jaka ogarnęła rynek wysp brytyjskich-
połowa wykonawców (częściowo znanych mi z innych nagrań) mogłaby powymieniać
się repertuarem i nie zauważono by żadnej różnicy. Chyba za wiele w tym
wszystkim zapatrywania się w to, co już stworzyli inni kiedyś tam dawno temu.
Może gdyby ta inspiracja przerodziła się w kreatywność, z paru artystów
udałoby się wycisnąć cokolwiek więcej, niż recital zatytułowany „Co by dziś
nagrali The Smiths i The Clash, gdyby jeszcze nagrywali” albo „Zgadnijcie, z
czego to zerżnęliśmy”. Przykre to o tyle, że część tych zespołów traktowano
jak objawienie (omijam Outkast i Kylie, bo to co innego), a są jedynie
odtwórcami lub imitatorami pomysłów, które urodziły się –dziesiąt lat temu.
Mało ciekawe te nagrody będą w tym roku.



No dobrze, a teraz już można mi napisać, jak bardzo się nie znam na muzyce.
Obserwuj wątek
    • Gość: kubasa Re: NME Awards 2004 RARE & UNRELEASED recenzj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 20:02
      A wiesz moze jaki byl klucz wyboru takich piosenek? Czemu akurat "last
      night..." Thrillsow lub "Hardest Button..." B.R.M.C.?

      Pozdr.
      • vulture Re: NME Awards 2004 RARE & UNRELEASED recenz 29.02.04, 20:05
        Gość portalu: kubasa napisał(a):

        > A wiesz moze jaki byl klucz wyboru takich piosenek? Czemu akurat "last
        > night..." Thrillsow lub "Hardest Button..." B.R.M.C.?
        >
        > Pozdr.

        Wydaje mi się, że klucz doboru był prosty - wybrano te kompozycje, na które
        zgodziły się wytwórnie płytowe, więc mam świadomość tego, że nie jest to
        żadne "Best Of", bo żadna rozsądna wytwórnia by na to nie poszła. A "Last Nite"
        ukazało się już na dwóch darmowych płytach, więc byłoby bez sensu umieszczać je
        jeszcze raz.
    • Gość: kubasa aaaaaaaa.... trzeba bylo przeczytac tytul watku... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 20:04
      • vulture ale moja geneza chyba jest dość prawdziwa...<n/t> 29.02.04, 20:05

    • Gość: kubasa Re: NME Awards 2004 RARE & UNRELEASED recenzj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 20:13
      > 1. BLACK REBEL MOTORCYCLE CLUB - The Hardest Button To Button (live).
      > Kiepska i niczym się nie różniąca przeróbka najnowszego hitu The White
      > Stripes (chyba wszyscy zdążyli już obejrzeć teledysk). Nic nie zmieniono w
      > stosunku do oryginału, tylko jest gorzej zagrane. Nie wiem, po co nagrywa się
      > kowery, które są powtórkami oryginałów. Brak jakiejkolwiek inwencji jest dość
      > smutny.

      Jestem w stanie w to uwierzyc (choc naprawde perkusja byla gorsza niz u White
      Stripes?). BRMC nagrali jedna, swietna, absolutnie nieodkrywcza, ale bardzo
      swieza, energiczna plyte i druga, jzu dosc mialka i nudna, dalej nieoryginalna.

      > 4. THE LIBERTINES – Up The Bracket (BBC Radio 1 Live). Strasznie
      > bałaganiarsko zagrany kawałek; zastanawia mnie czy niedbałość wykonawcza była
      > celowym zabiegiem artystycznym, czy wynika z ograniczonych umiejętności
      > muzyków. Utwór jest dość melodyjny i dość przeciętny – można go śmiało
      > połączyć z „Michaelem” Franza Ferdinanda. Pewne fragmenty melodii s
      > ą dalekim
      > odbiciem rocka lat siedemdziesiątych (tych późnych i okołopunkowych), ale ̵
      > 1;
      > właśnie – jest to odbicie, a więc nic takiego bardzo fascynującego.

      Sam utwór w wersji studyjnej jest swietny. Moglby znalezc sie... no wlasnie, na
      debiucie The Clash.

      > 7. RADIOHEAD – Paperbag Writer. Nie wiem, skąd jest to nagranie, ale
      > słychać w nim, że panowie mieli chyba jakiś pomysł. Dźwięki orkiestry lub
      > czegoś, co ją udaje powtarzają się na narastającym podkładzie, brzmiącym
      > bardzo syntetycznie. Do tego dochodzi głos Yorke’a, nagrany jakby z drugi
      > ego
      > pokoju. Żeby to wybitne dzieło było, to nie powiem, ale na pewno coś w tej
      > muzyce jest. A że nie trafia do mnie, to już trudno.

      To dobry utwor. I faktycznie tu przynajmniej nie mozna im zarzucic ze od kogos
      zzynaja.

      > 10. THE RAPTURE – Echoes (live). Znów Iggy Pop się kłania, trochę
      > Blondie, nieco Television i… no właśnie, i nic ciekawego z tego nie wycho
      > dzi.
      > Riff z cyklu „gdzie my to już słyszeliśmy” i żenująca niby-nowofalo
      > wa maniera
      > wokalisty. Okropne.

      The Rapture to chyba glownie PIL i Gang Of Four. A te piosenke lubie.

      > 12. FUNERAL FOR A FRIEND

      Ten zespol nawet melodyjny nie jest...

    • jmarr Re: NME Awards 2004 RARE & UNRELEASED recenzj 29.02.04, 21:11
      vulture napisał:

      > 2. FRANZ FERDINAND – Michael (live). Brzmi jak mieszanka The Stranglers,
      > Iggy’ego Popa itp. W zasadzie brzmi tak znajomo, że spodziewałbym się, że
      > to
      > czyjś kower, ale nie jest.

      O, to chyba i tak brzmi lepiej niż na płycie bo tam to mi przypomina tylko
      Electric Six.

      > 9. THE THRILLS – Last Night I Dreamt That Somebody Loved Me. No cóż,
      > jest to bardzo dobra, nastrojowa kompozycja, ze świetną melodią i tekstem...
      > bo to utwór The Smiths, kolejnego zespołu, którym inspiruje się nowy niby-
      > rock anglosaski. Niezłe to wykonanie, chociaż wokal mnie irytuje (miaucząco-
      > zawodząco-beczący).

      Po pierwszym przesłuchaniu nie zemdliło mnie czyli nie było tak tragicznie.

      > 12. FUNERAL FOR A FRIEND – She Drove Me To Daytime Television (live).
      > Powiedzmy, że to miało być mocniejsze uderzenie. Publika dośpiewuje “ooo&
      > #8221;,
      > ale obiektywnie rzecz biorąc, utwór jest średnio zagrany i równie średnio
      > nagrany. Niechlujne brzmienie i fałsze wokalisty jakoś mi do tej kompozycji
      > nie pasują – nie wiem, czy w studyjnej wersji też tak jest.

      W swoich utworach wokalista nie fałszuje smile

      > Może gdyby ta inspiracja przerodziła się w kreatywność, z paru artystów
      > udałoby się wycisnąć cokolwiek więcej, niż recital zatytułowany „Co by dz
      > iś
      > nagrali The Smiths i The Clash, gdyby jeszcze nagrywali"

      Vul, proszę...
      • vulture heh 29.02.04, 21:40
        jmarr napisał:
        > > Może gdyby ta inspiracja przerodziła się w kreatywność, z paru artystów
        > > udałoby się wycisnąć cokolwiek więcej, niż recital zatytułowany „Co
        > by dz
        > > iś
        > > nagrali The Smiths i The Clash, gdyby jeszcze nagrywali"
        >
        > Vul, proszę...

        Uważasz, że jednak by się nie dało? big_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDD
        • jmarr Re: heh 29.02.04, 22:27
          vulture napisał:

          > jmarr napisał:
          > > > Może gdyby ta inspiracja przerodziła się w kreatywność, z paru artyst
          > ów
          > > > udałoby się wycisnąć cokolwiek więcej, niż recital zatytułowany ̶
          > 2;Co
          > > by dz
          > > > iś
          > > > nagrali The Smiths i The Clash, gdyby jeszcze nagrywali"
          > >
          > > Vul, proszę...
          >
          > Uważasz, że jednak by się nie dało? big_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDD

          Gdyby The Smiths nagrywali do dzisiaj to podejrzewam, że z żadnego zespołu nie
          dałoby się wiele wycisnąć. Ale ja oczywiście mogę być uprzedzony smile))
          • ilhan Re: heh 29.02.04, 22:32
            jmarr napisał:

            > Gdyby The Smiths nagrywali do dzisiaj...

            ...mielibyśmy już pewnie za sobą koncert w Polsce... wink
            • jmarr taaaa... dobra rzecz pomarzyć...(n/t) 29.02.04, 22:36

              • ilhan A może by tak jakaś reaktywacyjka? (n/t) 29.02.04, 22:40
                • jmarr Re: A może by tak jakaś reaktywacyjka? (n/t) 29.02.04, 22:48
                  Pytanie na dziś: co musieliby zrobić Joyce i Rourke żeby Morrissey 'łaskawie'
                  zechciał znowu z nimi zagrać?
          • vulture eeee back to the future 29.02.04, 22:39
            jmarr napisał:

            > Gdyby The Smiths nagrywali do dzisiaj to podejrzewam, że z żadnego zespołu
            nie
            > dałoby się wiele wycisnąć. Ale ja oczywiście mogę być uprzedzony smile))

            Chodzi Ci o to, że wszyscy rżnęliby z The Smiths jeszcze bardziej niż teraz czy
            nikomu by się nie chciało grać?

            big_grin
            • jmarr Re: eeee back to the future 29.02.04, 22:45
              vulture napisał:

              > jmarr napisał:
              >
              > > Gdyby The Smiths nagrywali do dzisiaj to podejrzewam, że z żadnego zespołu
              >
              > nie
              > > dałoby się wiele wycisnąć. Ale ja oczywiście mogę być uprzedzony smile))
              >
              > Chodzi Ci o to, że wszyscy rżnęliby z The Smiths jeszcze bardziej niż teraz
              czy
              >
              > nikomu by się nie chciało grać?
              >
              > big_grin

              No właśnie - pewnie połowa tych zespołów w ogóle by nie powstała.
              • vulture reality bites 29.02.04, 22:48
                jmarr napisał:

                > No właśnie - pewnie połowa tych zespołów w ogóle by nie powstała.

                W świetle tego stwierdzenia wyrażam autentyczny żal w związku z rozpadem The
                Smiths ileś tam lat temu.

                Aha, a czy jak The Smiths się zejdą to te zespoły się rozejdą???
                • jmarr Re: reality bites 29.02.04, 22:52
                  vulture napisał:

                  > jmarr napisał:
                  >
                  > > No właśnie - pewnie połowa tych zespołów w ogóle by nie powstała.
                  >
                  > W świetle tego stwierdzenia wyrażam autentyczny żal w związku z rozpadem The
                  > Smiths ileś tam lat temu.

                  big_grinDDDDD

                  > Aha, a czy jak The Smiths się zejdą to te zespoły się rozejdą???

                  Przykro mi, Vul, rozwiewać Twoje nadzieje, ale The Smiths się nie zejdą.
                  Będziesz musiał niestety przyzwyczaić się do w/w kapel.
                  • vulture aaaajm sooooł sooooryyyyy 29.02.04, 22:55
                    jmarr napisał:

                    > Przykro mi, Vul, rozwiewać Twoje nadzieje, ale The Smiths się nie zejdą.
                    > Będziesz musiał niestety przyzwyczaić się do w/w kapel.

                    Jedno niekoniecznie musi wiązać się z drugim, ale też mi przykro.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka