markowskaanna1
20.02.12, 21:18
Byłam w sobotę na koncercie i to jakim, kolęd. Opowiadałam dzisiaj znajomym i było naprawdę wesoło. Pomyliłam koncerty i zamiast w niedzielę, poszłam na koncert w sobotę. Za to miejsce to samo Fort Sokolnickiego. Wpadłam zdyszana bo koncert miał być o 18.00 a autobus dowiózł mnie na Plac Wilsona o 18.30.
Czasami przypadek życiem rządzi. Koncert jeszcze się nie rozpoczął były problemy natury technicznej, siadł prąd w kontaktach, muzycy na scenie siedzieli, publiczność cierpliwie czekała. Szybko się zorientowałam, że to nie ten koncert na który się wybierałam. Gdyby była lepsza pogoda to bym wyszła, pomyślałam, że zaczekam i trochę pogrzeję się.
Jak już wyszła na scenę Pani Kasia Miller i zapowiedziała koncert kolęd, który poświęcony jest zmarłemu przyjacielowi Maciejowi Zembatemu to pomyślałam, że to żart. Pamiętam „Rodzinę Poszepszyńskich”, „Siedem życzeń” ale kolędy?
Aranżację kolęd wykonał facet z akordeonem, nazywa się Klimonda (ale nie zapamiętałam imienia). Czy kolędy mogą być atrakcyjne? Przyzwyczajeni jesteśmy do wykonania smutnego, chwytającego za serce. Kolędy zaaranżowane przez Klimondę w większości były wesołe, niektóre nostalgiczne jak „Kolęda dla nieobecnych”. Świetnie zaśpiewana przez Wojtka Pilwińskiego kolęda „Jam jest dudka Jezusa mojego” i Barbary Dziekan kolęda, której zupełnie nie znam, rewelacyjna, może ktoś był na tym koncercie i podpowie jaki jest jej tytuł. Rewelacyjnie też zaśpiewała Ela Dębska.
Warto było zostać i mam nadzieję, że takich kolęd będzie można słuchać przed przyszłym Bożym Narodzeniem.