Gość: Cukier IP: *.chello.pl 14.05.02, 15:47 Szukam jakieś fajnej płytki na urodziny mojego chłopaka, który słucha rocka i metalu.Pomóżcie!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
cze67 Re: P?YTA NA URODZINY 14.05.02, 16:18 Polecam - Janes Addiction - Ritual de lo Habitual - duzo rocka, troche metalu, duuuzo czadu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gaspar Re: P?YTA NA URODZINY IP: *.opa-carbo.com.pl 14.05.02, 16:33 Kup mu Toola-jakąkolwiek płytę albo Nine Inch Nails-cokolwiek lub Marylin Manson-tak samo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: soso Re: P?YTA NA URODZINY IP: 195.41.66.* 14.05.02, 17:02 'Lost Prophets' albo cos ze 'Stained'. soso Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: borzar Andrew WK IP: 2.1.* / *.pnu.com 14.05.02, 17:07 Gość portalu: Cukier napisał(a): > Szukam jakieś fajnej płytki na urodziny mojego chłopaka, który słucha rocka i > metalu.Pomóżcie!!!!!!!!! Andrew WK - I Get Wet Rewelacyjny wesoly i pogodny metal. Straszny czad i energia. Do dostania w MediaMarktcie. Ponizej recenzja z Machiny: (...) Andrew W.K. wygląda, jakby uciekł z heavymetalowego skansenu lat 80. - niemiłosiernie uświnione, zwężane ku dołowi dżinsy w kolorze "wsiowy blue" (pamiętacie "spodnie-gumki"?), białe adidasy za kostkę i prawdopodobnie nigdy nieprany podkoszulek. Do tego lśniące od łoju długie kudły, które oblepiają twarz zdradzającą Bardzo Mały Rozumek. Słowem - wcielenie metalowego obciachu w najgorszym, peerelowskim wydaniu. Tyle że Andrew ma 21 lat i jest z USA, raczej więc nie wychował się na Turbo i Wilczym Pająku. Po raz pierwszy zobaczyłem Andrzeja w teledysku do piosenki "She Is Beautiful". U mnie i u niego (w klipie) był środek nocy. Tyle że ja leżałem na dywanie znudzony pretensjonalną papką z logo "alternative", serwowaną przez MTV2, Andrew zaś szalał po opustoszałym domu, miotając banią na wszystkie możliwe i niemożliwe strony, demolując kuchnię i rycząc do mikrofonu kilka powtarzających się linijek tekstu z przesłaniem: "Ta panna jest zajebista". Z głośników lało się coś, co przypominało stare Van Halen puszczone na 90 obrotów, a może było to Slade, którym ktoś podrzucił wokalistę z Napalm Death... W powietrzu prawie że zapachniało potem, papierosami, brudnymi dżinsami i krwią z paluchów poprzecinanych strunami gitary. Czy było fajnie? Piosenka trwała 3,5 minuty. Po pierwszej minucie skakałem po tapczanie, wykrzykując refren, po drugiej zapukała sąsiadka, a po trzeciej byłem w niebie. Nazajutrz ściągnąłem z szafy wszystkie płyty Iron Maiden i AC/DC, ale to nie było to. Brakowało gdzieś tego neandertalskiego, brutalnego pierdnięcia, które wypełzło poprzedniego dnia z telewizora. Czekałem dni, tygodnie. Wreszcie dostałem w swoje ręce płytę z komunikatem: "Robię się mokry". Na okładce Andrzej z krwawiącym nosem. Włączam. Tempo jak z ostrego, weselnego obertasa i donośne "It's time to party, party!!!" niczym ryk stada zdesperowanych kibiców. Dalej Bon Jovi spotyka Sex Pistols i mamy nowy hymn pokolenia neohedonistów: "Robimy, co chcemy, lubimy to, co robimy, a kiedy się bawimy, to bawimy się ostro". Zupełnie obezwładniający okazuje się patent, który pojawia się w kolejnych utworach: popiskujące klawisze, tak tandetne, że mógł je wygenerować tylko klezmer z wojskowego kasyna grający na organach Vermona. A wszystko to ubrane w obłędne, oldschoolowe riffy i cudownie wieśniackie melodyjki, za które wielu pokochało The Ramones. Teksty spełniają obietnice zawarte w tytułach piosenek ("Czas na imprezę", "Imprezuj ostro", "Imprezuj, aż się porzygasz", "Nocna balanga"), a szaleńczo nabijane tempo sprawia, że adrenalina skacze do samego gardła. 34 minuty upływają bardzo szybko. W dobie dzisiejszych superprodukcji longplay "I Get Wet" brzmi jak jeden bezczelny, spocony facet w barze karaoke. Jest w tej muzyce tak zwany "czynnik o k...a!" - przy każdej kolejnej piosence chce się wykrzykiwać brzydkie słowo na "k". I nie wiem tylko, czy to wszystko żart, czy on tak na poważnie? (...) Odpowiedz Link Zgłoś
jasiek666 Andrew WK jest O.K., ale..... 15.05.02, 13:19 > Ponizej recenzja z Machiny: > > (...) Andrew W.K. wygląda, jakby uciekł z heavymetalowego skansenu lat 80. - > niemiłosiernie uświnione, zwężane ku dołowi dżinsy w kolorze "wsiowy blue" > (pamiętacie "spodnie-gumki"?), białe adidasy za kostkę i prawdopodobnie nigdy > nieprany podkoszulek. Do tego lśniące od łoju długie kudły, które oblepiają twa > rz > zdradzającą Bardzo Mały Rozumek. Słowem - wcielenie metalowego obciachu w > najgorszym, peerelowskim wydaniu. Tyle że Andrew ma 21 lat i jest z USA, raczej > > więc nie wychował się na Turbo i Wilczym Pająku. > > Z głośników lało się coś, co przypominało stare Van Halen puszczone na 90 > obrotów, a może było to Slade, którym ktoś podrzucił wokalistę z Napalm Death.. > . > W powietrzu prawie że zapachniało potem, papierosami, brudnymi dżinsami i krwią > z > paluchów poprzecinanych strunami gitary. Czy było fajnie? Piosenka trwała 3,5 > minuty. Po pierwszej minucie skakałem po tapczanie, wykrzykując refren, po > drugiej zapukała sąsiadka, a po trzeciej byłem w niebie. Nazajutrz ściągnąłem z > > szafy wszystkie płyty Iron Maiden i AC/DC, ale to nie było to. Brakowało gdzieś > > tego neandertalskiego, brutalnego pierdnięcia, które wypełzło poprzedniego dnia > z > telewizora. Czekałem dni, tygodnie. Wreszcie dostałem w swoje ręce płytę z > komunikatem: "Robię się mokry". Na okładce Andrzej z krwawiącym nosem. Włączam. > Tempo jak z ostrego, weselnego obertasa i donośne "It's time to party, party!!! > " > niczym ryk stada zdesperowanych kibiców. Dalej Bon Jovi spotyka Sex Pistols i > mamy nowy hymn pokolenia neohedonistów: "Robimy, co chcemy, lubimy to, co robim > y, > a kiedy się bawimy, to bawimy się ostro". Zupełnie obezwładniający okazuje się > patent, który pojawia się w kolejnych utworach: popiskujące klawisze, tak > tandetne, że mógł je wygenerować tylko klezmer z wojskowego kasyna grający na > organach Vermona. A wszystko to ubrane w obłędne, oldschoolowe riffy i cudownie > > wieśniackie melodyjki, za które wielu pokochało The Ramones. Teksty spełniają > obietnice zawarte w tytułach piosenek ("Czas na imprezę", "Imprezuj > ostro", "Imprezuj, aż się porzygasz", "Nocna balanga"), a szaleńczo nabijane > tempo sprawia, że adrenalina skacze do samego gardła. 34 minuty upływają bardzo > > szybko. > W dobie dzisiejszych superprodukcji longplay "I Get Wet" brzmi jak jeden > bezczelny, spocony facet w barze karaoke. Jest w tej muzyce tak zwany "czynnik > o > k...a!" - przy każdej kolejnej piosence chce się wykrzykiwać brzydkie słowo > na "k". I nie wiem tylko, czy to wszystko żart, czy on tak na poważnie? (...) Jezuuuuu.... ręce opadają.... Kto napisał te koszmarne bzdury ?!?!?!?!? Odpowiedz Link Zgłoś
jasiek666 Re: PŁYTA NA URODZINY 15.05.02, 13:22 na urodziny polecam "birthday party" MOTORHEAD. Odpowiedz Link Zgłoś