Dodaj do ulubionych

Dobry początek, kiepskie zakończenie (rocka)

IP: 213.25.22.* 27.05.02, 13:57
Powszechne jest obecnie mniemanie, że muzycy rockowi są pod wieloma względami
lepsi od twórców "muzyki poważnej". I może tak jest (ja sam wolę rocka, choć
nie gardzę też dobrym disco), ale jedna rzecz mnie zastanawia. Otóż jeśli
przyjrzymy się Beethovenowi, Mozartowi, czy innemu Couperinowi Wielkiemu, to
rzuca się w oczy, że byli to muzycy rozwijający się przez całe życie, nieraz w
podeszłym wieku osiągający swoje największe sukcesy. Przyglądając się muzykom
rockowym dostrzegamy niestety coś innego: wielu z nich zaczyna od niezłych
pomysłów, a potem szybko się wypalają, przychodzi zastój i upadek. Za sto lat
pewnie pamiętany będzie tylko Vangelis, wyjątek od reguły w rockowym świecie
(choć przyznam, że nie przepadam za jego muzyką). Ciekaw jestem, co jest tego
przyczyną i czy tak koniecznie być musi.
Obserwuj wątek
    • Gość: davis Re: Dobry początek, kiepskie zakończenie (rocka) IP: *.pilickanet.pl 27.05.02, 14:14
      To fakt, że współczesnym artstom szybko kończą się pomysły ale jestem pewien,
      że za te 100 lat nadal ludzie będą pamiętać o kapelach typu Metallica, Iron
      Maiden, Black Sabbath, Deep Purple, The Doors.
    • cze67 Re: Dobry pocza˛tek, kiepskie zakon´czenie (rocka) 27.05.02, 14:31
      Z Vangelisem to sie nie zgodze, a co do reszty to prawda. Przyczyna? Wydaje mi
      sie, ze zespol, ktory nie dostal sie w szpony show-biznesu komponuje -
      kombinuje, wymysla swoje patenty. Potem dostaje sie w tryby show-biznesu
      (cokolwiek rozumiemy pod tym wyrazeniem) i zaczynaja sie naciski - musicie miec
      przeboj, wiec napiszcie taki hicior jak ... (tu wstaw np. Child of mine Guns
      and Roses). Muzycy wiec zaczynaja pisac nie od serca, a to czego oczekuje od
      nich wytwornia. Macie patent na przeboj, to po co kombinowac?
      Poza tym, dlugie trasy koncertowe, zycie gwiazdy, nie zawsze sprzyja
      tworczosci. Ilosc zaliczonych panienek nie zawsze przeklada sie na potencje
      kompozytorska. Klotnie miedzy muzykami, wprowadzanie smyczkow i chorkow...Dla
      mnie takim przykladem jest wlasnie Guns i Roses - genialny Apetite for
      Destruktion a potem coraz gorzej. Z innej beczki - Phil Collins - znakomita
      pierwsza plyta - a potem coraz blizej komercji...
      To oczywiscie bardzo uproszczony schemat, ale mysle ze cos w tym jest....
      • Gość: brian Re: Dobry pocza˛tek, kiepskie zakon´czenie (rocka) IP: 212.244.37.* 28.05.02, 11:08
        Masz rację, coś w tym jest....
        1) Zrobienie z tworzenia i wykonywania muzyki "przemysłu"
        2) Charakter muzyki rockowej powodujący szybkie "wypalenie" się wykonawców
      • jello_b Re: Dobry pocza˛tek, kiepskie zakon´czenie (rocka) 29.05.02, 09:52
        cze67 napisał(a):

        > Przyczyna? Wydaje mi
        > sie, ze zespol, ktory nie dostal sie w szpony show-biznesu komponuje -
        > kombinuje, wymysla swoje patenty. Potem dostaje sie w tryby show-biznesu
        > (cokolwiek rozumiemy pod tym wyrazeniem) i zaczynaja sie naciski - musicie miec
        >
        > przeboj, wiec napiszcie taki hicior jak ... (tu wstaw np.


        coś w tym jest - np. posthardcoreowa kapela FUGAZI, która nie dostała się w tzw.
        szpony szołbiznesu z powodzeniem wymyśla ciągle nowe brzmienia, mimo, że
        instnieje już chyba od 15 lat - każdej ich nowej płyty warto posłuchać, wciąż nie
        ma się wrażenia, że kręcą się w kółko, jak to robi wielu innych. To chyba wynika
        po prostu z czegoś, co nazwałbym "radością tworzenia", a co nie jest
        ordynarnym "produkowaniem piosenek na sprzedaż".
        • cze67 Re: Dobry pocza˛tek, kiepskie zakon´czenie (rocka) 29.05.02, 13:33
          Tak na marginesie - uwielbiam Fugazi, ale znam tylko ich 13 songs i Margin
          Walker (chyba tak to sie pisze). Zarabiste plyty.
    • Gość: seqence Re: Dobry początek, kiepskie zakończenie (rocka) IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 27.05.02, 17:51
      Nie wiadomo do końca co to tak na prawdę jest muzyką rockową a co już nie.
      Według jednych może to być cała muzyka nie bedąca klasyką, jazzem choć czasami
      i to ciężko rozróżnić weżmy np tego nieszczęsnego Vangelisa, który to z jednej
      strony gra ni to elektonikę ni to klasyke ala Wagner. Dla innych będzie to
      sciśle określona stylistyka i kilka legendarnych zespolow dinzaurów. Poza tym
      przegladając "encyklopedię rocka" okazuje się że do rocka zalicza się i muzyka
      pop, metal, hard rock, bluse, punk, muzyka elektroniczna...uncertain
      Np. w muzyce elektonicznej można by było wyróżnić elektoniczy pop, jazz, rock,
      czy nawet klasyke chociazby dziła Bacha czy Ravela na syntezatory i to na Moogi
      czyli dzwięk maksymalnie "umowny" "abstrakcyjny" np. Wendy Carlos. A muszę
      przyznać, że elektroniczne jednosobowe Bolero podoba mi się bardziej niż
      normalne akustyczne z udziałem kilkudziesięcu muzyków.
      Wracjąc do sedna tematu w czasach kiedy tworzyli Betowen, Bach dużo w muzyce
      było jeszcze nie odkryte, nie było takiej konkurencji i w ogule wszystko wtedy
      miało mniejszą skale, mniej instrumentów, prymitywniejsza technika, cieżko to
      porównywać. Dzisiaj trudno wymysleć coś totalnie nowatorskiego i w coś cennego
      trzeba zapewne włorzyć sporo pracy. Myśle jednak, że jeszcze trochę pozostało
      do zrobienia szczególnie w kwesii brzmienia.....
    • Gość: Orc King Crimson ( kontrprzykład ) IP: *.chem.uni.wroc.pl 29.05.02, 15:00
      Muzyka, którą kreuje Fripp i współpracownicy jest intrygująca od 1969 do dziś.
      Ogółnie zgadzam się z przedmówcami - im dalej od mainstreamu tym lepiej. Dobrym
      przykładem rozwoju są niektórzy metalowcy - Sepultura od "Beneath the remains"
      do "Roots" powiedzmy, Emperor od pierwszych do "Prometeusa" czy Peccatum,
      Bathory ( OK, ktoś napisze, że była to ewolucja od bezsensownej rąbanki do
      czegoś zbliżonego do muzyki, ale ja się nie zgadzam smile. Inni, z różnych półek -
      Zappa, The Residents, Death In June, Nomeansno, Dead Can Dance, Laibach...
      Tylko, że oni nigdy nie zdobyli większej popularności - która jest porażająca
      dla inwencji. Gdyby "Epitaph" wspięło się na 1 miejsce brytyjskiej listy
      przebojów Fripp musiałby zapewne wydać 10 kolejnych albumów z wariacjami na
      jego temat, "bo się sprzedało, bo tego oczekują fani".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka