Dodaj do ulubionych

The Velvet Underground & Nico

IP: *.acn.waw.pl 12.02.05, 18:08
Słucham sobie debiutu VU od jakiegoś czasu ale nie umiem się do niego
przekonać. Mam ogromny problem z przyswojeniem tej płyty bo zwyczajnie nie
wiem czy branie jej na serio nie mija się z jej naturą. Z jednej strony mamy
tutaj alternatywę, niezależność, odkrywczość, odważne teksty (choć to
wszystko już trochę stępił czas) a z drugiej strony popowość, ckliwe
melodyjki, sensancyjność przy czym wszystko jest trochę hermatyczne jak
kiepski "inside joke" i raczej osadzone w epoce którą nie do końca czuję.
Nawet jeżeli doceniłabym historyczną rolę tej płyty w żaden sposób nie
wpłynie to na mój odbiór. Domyślam się że rolą tego albumu było zaskakiwać i
łamać schematy jednak nie widzę jak ma to działać w dzisiejszej
rzeczywistości muzycznej. Z pierwotnej rewolucyjności bowiem mało pozostało
skoro dzisiaj pierwszy lepszy indie wannabie sili się na podobne brzmienie
lub stawia sobie VU za wzór. Trudno też słuchać tej płyty jako zbioru miłych,
popowych piosenek bo swoja konstrukcją, tekstami, aranżami i brzmieniem
totalnie rozwalają ten schemat. Dodatkowo przeszkadza słaba produkcja. Czym
dla was jest ta płyta dziś jeśli odrzucimy cały historyczny kontekst z nią
związany? Co ma do zaofiarowania uważnemu słuchaczowi który chciałby
poszerzyć swoją muzyczną percepcję jednak nie do końca wie czego szukać w
takim usankcjonowanym arcydziele? Innymi słowy co ma do zaoferowania nowemu
słuchaczowi dopiero poznającemu ten album ale nie przejmującego się historią?
Czy to już tylko klasyka która powinna wzruszać a nudzi?
Obserwuj wątek
    • Gość: TG Re: The Velvet Underground & Nico IP: *.waw.pl / *.waw.pl 12.02.05, 19:07
      Elo, ziom ziomecki. Pozdrowienia, ślepa Gienia!

      Fajnie, że słuchasz debiutu VU od jakiegoś czasu, to dobre i ważne. Jako
      naczelny ekspert z dziedziny psychologii, kynologii i Pierwszy Somnambulik
      Kraju pozwolę sobie zabrać głos także i w tej sprawie - w końcu to wolne forum
      i nikt mi nie zabroni.

      A więc do rzeczy! Odpierajmy po kolei te wydumane zarzuty!

      (coś mi się zrypało z prawym przyciskiem myszy i jak go naciskam to mi
      automatycznie robi "otwórz w nowym oknie". Znacie na to jakies niedrogie
      lekarstwo?)

      Gość portalu: sława napisał(a):

      Z jednej strony mamy
      > tutaj alternatywę, niezależność, odkrywczość, odważne teksty (choć to
      > wszystko już trochę stępił czas) a z drugiej strony popowość, ckliwe
      > melodyjki, sensancyjność przy czym wszystko jest trochę hermatyczne jak
      > kiepski "inside joke" i raczej osadzone w epoce którą nie do końca czuję.

      Bliskoś trafienia w sedno, mój panie! Chociaż nie bardzo rozumiem o co ci
      chodzi. No ale ten, no, ta płyta tak właśnie była robiona z założenia, że
      idealne piękno miało w niej pojawiać się obok totalnej brzydoty, tak to sobie
      zamyślili panowie velvetowie. W I'll Be Your Mirror na przykład tekst jest
      raczej staroświecki niż odważny, bym powiedział. Podobnie jak i melodia. A obok
      masz Black Angel Death Song - szemrana jazde z bezsensownym tekstem i tona
      brudu po drodze.

      Ej no! Wiecie jaka opcja? Murzyn wygrał w bobslejach! Ha ha! Oto co ja nazywam
      czarnym humorem.

      Z Kanady. Ten Murzyn. Ale już wracam do rzeczy.

      > Nawet jeżeli doceniłabym historyczną rolę tej płyty w żaden sposób nie
      > wpłynie to na mój odbiór. Domyślam się że rolą tego albumu było zaskakiwać i
      > łamać schematy jednak nie widzę jak ma to działać w dzisiejszej
      > rzeczywistości muzycznej. Z pierwotnej rewolucyjności bowiem mało pozostało
      > skoro dzisiaj pierwszy lepszy indie wannabie sili się na podobne brzmienie
      > lub stawia sobie VU za wzór.

      Posłuchaj, mój Panie. Ja naprawdę miałem dobre intencje, ale zaczynam wątpić,
      czy sam Pan wiedział, co chciał napisać. To zakrawa o jakiś bełkot! Skoro
      piszesz, że każdy zespół Indie stawia sobie VU za wzór to znaczy, że rewolucja
      się dokonała, czyż nie? No to ja nie wiem, co nie pasi.


      Trudno też słuchać tej płyty jako zbioru miłych,
      > popowych piosenek bo swoja konstrukcją, tekstami, aranżami i brzmieniem
      > totalnie rozwalają ten schemat. Dodatkowo przeszkadza słaba produkcja.

      Produkcja jest spoko kolo. Co kto lubi, rzecz jasna, ale właśnie produkcja jest
      do płyty dopasowana w 100 czymśtam. I'm Waiting For My Man to małe arcydziełko
      jesli chodzi o produkcję, gdyby ktoś mnie pytał - wylewa się z głośników, i te
      chowające się i wracające na pierwszy plan klawisze.

      A że to nie zbiór popowych piosenek... no ja nie wiem, przynajmniej okładka
      jest pop-artowa.


      W ogóle to jakieś szaleństwo, odpowiadać na ten post, który omamił mnie tytułem
      a okazał się zbiorem przypadkowych trójsylabowych słów udających mądrość.
      Żałuję, żę się za to zabrałem, przerywam, zapominam, ale postu nie kasuje, bo
      tekst o murzynie mnie śmieszy.
      • Gość: sława Re: The Velvet Underground & Nico IP: *.acn.waw.pl 13.02.05, 15:38
        Mój post nie jest prowokacją tylko próbą nawiązania dyskusji o klasycznym
        albumie bez czołobitności i powoływania się na historyczne konteksty.
        Chciałabym lepiej "poczuć" tą płytę a niestety w moich kręgach jakoś ciężko mi
        znaleźć kogoś kto by mi ją mógł przybliżyć. A o historii nie chcę mówić bo nie
        było mnie wtedy na świecie, nie doświadczyłam wejścia tego albumu na rynek i
        zupełnie nie potrafię brać pod uwagę kontekstu którego nie czuję. Nigdzie nie
        napisałam że to zła płyta a wprost przeciwnie zamiast pisać że to szajs i do
        kitu postanowiłam przyjrzeć jej się uważniej z pomocą forumowiczów bo może coś
        mi umyka. Ale rzeczywiście łatwiej jest powiedzieć że to wielki album tak jak
        Słowacki wielkim poetą był.
        • Gość: peronino Re: The Velvet Underground & Nico IP: *.seabridge.pl 15.02.05, 15:36
          no nie wiem czy ci pomoge czy nie, ale chyba z ta plyta jest podobnie jak z
          osiagnieciami starozytnosci, ze dopiero w odrodzeniu doszlo sie do tego samego,
          czy tez troche nizej, po ilu? no tak powiedzmy 1000cu lat.

          teraz obserwuje schylek powrotu muzyki VU z pierwszego okresu tworczosci, stad
          ci wannabes...

          ale sluchając innych wielkich tego okresu 1968/69? tak? to jest przepasc. ja
          tak to widze. poza tym nie wiem czy mowimy o tym samym klimacie tamtych lat, bo
          VU to przeciez nie hipisi w rozowych gaciach z dzwonami, to jakby generacja
          poźniej.

          z reszta muzycznie mlodziesz ich sciga (aranzacyjnie, produkcyjnie wyprzedza)
          ale klimat jest niepowtarzalny. nawet chyba dla samych VU po latach. a
          lirycznie Lou jest jednym z niewielu dla wielu.

          polecam uwadze plyty Nico bez VU ciekawa rzecz momentami, moze cie naprowadzi
          na ta wlasnie dziwna skadanke stylistyczna...

          czesto wracam do tej plyty i jest mi zawsze milo... pozdrawiam.
    • Gość: ren Re: The Velvet Underground & Nico IP: *.adsl.highway.telekom.at 15.02.05, 19:43
    • Gość: renfree Re: The Velvet Underground & Nico IP: *.adsl.highway.telekom.at 15.02.05, 19:51
      Mam taka propozycje: nie sluchaj VU!!!
      Ja np. nie czytuje Slowackiego bo do mnie nie przemawia.
      Na to, ze do ciebie VU nie przemawia nie ma lekarstwa wiec radze nie marnowac
      czasu. Studia nad tekstami i kontekstem historyczno-kulturalnym na nic sie tu
      nie zdadza, bo to jest sztuka nie matematyka. Ciao (never lose your head, even
      when........ smile
      • Gość: killer queen Re: The Velvet Underground & Nico IP: *.toya.net.pl 16.02.05, 01:15
        Dobry post renfree!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka