Gość: sława
IP: *.acn.waw.pl
12.02.05, 18:08
Słucham sobie debiutu VU od jakiegoś czasu ale nie umiem się do niego
przekonać. Mam ogromny problem z przyswojeniem tej płyty bo zwyczajnie nie
wiem czy branie jej na serio nie mija się z jej naturą. Z jednej strony mamy
tutaj alternatywę, niezależność, odkrywczość, odważne teksty (choć to
wszystko już trochę stępił czas) a z drugiej strony popowość, ckliwe
melodyjki, sensancyjność przy czym wszystko jest trochę hermatyczne jak
kiepski "inside joke" i raczej osadzone w epoce którą nie do końca czuję.
Nawet jeżeli doceniłabym historyczną rolę tej płyty w żaden sposób nie
wpłynie to na mój odbiór. Domyślam się że rolą tego albumu było zaskakiwać i
łamać schematy jednak nie widzę jak ma to działać w dzisiejszej
rzeczywistości muzycznej. Z pierwotnej rewolucyjności bowiem mało pozostało
skoro dzisiaj pierwszy lepszy indie wannabie sili się na podobne brzmienie
lub stawia sobie VU za wzór. Trudno też słuchać tej płyty jako zbioru miłych,
popowych piosenek bo swoja konstrukcją, tekstami, aranżami i brzmieniem
totalnie rozwalają ten schemat. Dodatkowo przeszkadza słaba produkcja. Czym
dla was jest ta płyta dziś jeśli odrzucimy cały historyczny kontekst z nią
związany? Co ma do zaofiarowania uważnemu słuchaczowi który chciałby
poszerzyć swoją muzyczną percepcję jednak nie do końca wie czego szukać w
takim usankcjonowanym arcydziele? Innymi słowy co ma do zaoferowania nowemu
słuchaczowi dopiero poznającemu ten album ale nie przejmującego się historią?
Czy to już tylko klasyka która powinna wzruszać a nudzi?