Dodaj do ulubionych

Rotacje personalne w zespołach

29.07.02, 18:57
Jest wiele grup, na ogół tych starszych, które nagrywały w bardzo różnych
składach (najbardziej zawsze działała na publikę zmiana wokalisty). Które z
tych zmian uważacie za słuszne, a które nie? Moje typy:
King Crimson - jakieś 238752069675295395 składów - każda płyta inna, ale na
ogół z korzyścią dla muzyki
Black Sabbath po odejściu Ozzy'ego - nie lubię płyt z Tony Martinem, ale z
Gillanem i Dio mogę słuchać. Płyta z Hughesem miała być solową Iommiego, więc
się nie wypowiadam.
Rainbow - lubię każdy okres, choć najbardziej ten rockowy z Dio. Może
najmniej kocham albumy "Down To Earth" z Grahamem Bonnetem i "Stranger In Us
All" z Dougie Whitem.

Co Wy sądzicie o zmianach personalnych w grupach różnych - można by
wymieniać - od Dżemu przez Sisters Of Mercy do Yes...
Obserwuj wątek
    • dreaded88 Re: Rotacje personalne w zespołach 29.07.02, 19:06
      Z niesłusznych - np. Deep Purple bez Gillana, Emerson Lake and Palmer bez
      Palmera ( inna sprawa, że jak wrócił też sytuacji nie uratował ).
      Z słusznych - np. The Gathernig i zastąpienie facetów niejaką Anneke.
      Sprowadzenie Alexa Zivojinovic vel Lifesona do Rush, co poza podniesieniem
      poziomu artystycznego zaowocowało stabilnością składu niespotykaną poza
      ścisłymi kierownictwami na Kubie i w Korei Ludowej.
      Hawkwind i tak nikt nie pobije pod względem ilości zmian.
      • vulture Re: Rotacje personalne w zespołach 29.07.02, 19:09
        dreaded88 napisał:

        > Z niesłusznych - np. Deep Purple bez Gillana,

        To z Davidem Coverdale jeszcze jestem w stanie bronić. Nawet gdyby na "Slaves
        And Masters" nie śpiewał Turner... Mnie przeraża Deep Purple bez Lorda!!! Nie
        wiem, czy Don Airey go udanie zastąpi...

        Emerson Lake and Palmer bez
        > Palmera ( inna sprawa, że jak wrócił też sytuacji nie uratował ).

        Bez Palmera (zamiast niego Cozy Powell) to pół biedy - słyszałeś bez Lake'a?
        Zespół przejął wtedy nazwę Three a śpiewał Robert Berry. Kaszana na maksa.
        Ale oczywiście płyty "In The Hot Seat" (1994) pod względem dziadostwa nic nie
        przebije.
        • dreaded88 Re: Rotacje personalne w zespołach 30.07.02, 15:04

          O Three szczęśliwie przeczytałem w porę w "Antykanonie" Tylko Rocka, więc
          okropne doznania zostały mi oszczędzone.
          Deep Purple czy ELP to niestety obok np. Uriah Heep przykłady tych, co nie
          wiedzą, kiedy skończyć raz na zawsze ( moim zdaniem historię pierwszej nazwy
          należało zamknąć w chwale po "Perfect Strangers" ). Przyznam się bez bicia, że
          płyt nagrywanych w ubiegłej dekadzie w całości nie słyszałem, to co
          prezentowali radiowcy było dostatecznie przygnębiające.
      • Gość: As Re: Rotacje personalne w zespołach IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 29.07.02, 21:05
        dreaded88 napisał:


        > Sprowadzenie Alexa Zivojinovic vel Lifesona do Rush, co poza podniesieniem
        > poziomu artystycznego zaowocowało stabilnością składu niespotykaną poza
        > ścisłymi kierownictwami na Kubie i w Korei Ludowej.

        Chyba się pomyliłeś. Aleksy grał w Rushach od początku, za to po pierwszej
        płycie wymienili prekusistę na Neila Pearta. Zresztą znam to tylko z opowieści
        i podań bo pierwszych paru płyt Rush nie słuchałem.
        • dreaded88 No i wyszło mi Radio Erewan 30.07.02, 14:54
          Masz absolutną rację, chodziło o zastąpienie Rutseya Peartem. Pierwsza płyta
          Rush jest przeciętna, "Fly by night" - duuużo lepsza. Dla mnie Rush to w
          zasadzie owe pierwsze płyty, do "Hemispheres". "Moving pictures", zaliczaną do
          kanonicznych się mocno rozczarowałem i zrezygnowałem z poznawania późniejszej
          twórczości aby nie psuć sobie dobrej opinii o artystach.
          • Gość: As Re: No i wyszło mi Radio Erewan IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 30.07.02, 16:37
            dreaded88 napisał:

            > Masz absolutną rację, chodziło o zastąpienie Rutseya Peartem. Pierwsza płyta
            > Rush jest przeciętna, "Fly by night" - duuużo lepsza. Dla mnie Rush to w
            > zasadzie owe pierwsze płyty, do "Hemispheres". "Moving pictures", zaliczaną
            do
            > kanonicznych się mocno rozczarowałem i zrezygnowałem z poznawania późniejszej
            > twórczości aby nie psuć sobie dobrej opinii o artystach.

            A słyszałeś "Grace Under Pressure" i "Counterparts"?
            To moim zdaniem jedne z lepszych płyt Rush ale ja nie znam ich wszystkich płyt.
            Moją ulubioną jest 2112 choć to była paruletnia fascynacja a "Moving Pictures"
            lubię ale też nie uważam za wybitną.
            • dreaded88 Re: No i wyszło mi Radio Erewan 01.08.02, 15:31
              "Counterparts" poznałem w czasie rzeczywistym - faktycznie, powrót do formy.
              Moje typy - "Farewell to kings" i "Fly by night". 2112 również sobie cenię,
              choć bardziej krótkie utwory niż suitę.
              • Gość: As Re: No i wyszło mi Radio Erewan IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 01.08.02, 16:54
                dreaded88 napisał:

                > Moje typy - "Farewell to kings" i "Fly by night". 2112 również sobie cenię,

                Oj, akurat tych dwóch nie znam. Słyszałem tylko pojedyncze utwory.

    • martolka Re: Rotacje personalne w zespołach 29.07.02, 19:59
      różne są opinie, ale jednak Marillion bez Fisha to nie to samo, a Genesis z
      Gabrielem i z Collinsem to w ogóle trzeba podzielić na dwa równie dobre zespoły.
      I popieram, że EL&P bez Lake'a to dno.
      Dodam jeszcze rozszczepiony Pink Floyd chociaż osobno też sobie radzą nieźle.
    • Gość: Argus Re: Rotacje personalne w zespołach IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 29.07.02, 20:23
      Zmiany skladów w King Crimson nigdy się na jakości artystycznej nie odbiły-
      wręcz przeciwnie.W ich przypadku(jego-wiadomo R.Fripp) to świetny spoób na
      granie.
      Pink Floyd- tu niestety brakuje mi bardzo,bardzo Rogera Watersa.I moim zdaniem
      jego solowe "Amused to death" bije na głowę "A momentary lapse of reason"
      i "Division Bell" Pink Floyd.Niedobrze się stało-że się pokłócili.I choć zespół
      prezentuje przyzwoity poziom-jakaś magia uleciała wraz z odejściem Rogera.
      • Gość: Kosa Re: Rotacje personalne w zespołach IP: *.acn.waw.pl 29.07.02, 21:28
        Na Świecie nie znam takiego przypadku, żeby zmiany filarów zespołu, powodowały
        artystyczne wzmocnienie, chyba, że powstaje zupełnie nowa formacja. W Polsce
        natomiast, to się niekiedy zdarza. Np.moim zdaniem, koncerty zespołu Perfeckt,
        (płyta Perfeckt live2001) są znacznie ciekawsze(Krzaklewski i Kozakiewicz), niż
        te sprzed 20stu laty(Sygitowicz lub Urny z Hołdysem), oczywiście z kompozycjami
        jest znacznie gorzej.
        Pozdrawiam.
      • Gość: Raf Re: Rotacje personalne w zespołach IP: *.net 27.01.03, 17:23
        Gość portalu: Argus napisał(a):

        > Pink Floyd- tu niestety brakuje mi bardzo,bardzo Rogera Watersa.I moim
        zdaniem
        > jego solowe "Amused to death" bije na głowę "A momentary lapse of reason"
        > i "Division Bell" Pink Floyd.Niedobrze się stało-że się pokłócili.I choć
        zespół
        >
        > prezentuje przyzwoity poziom-jakaś magia uleciała wraz z odejściem Rogera.

        A ja tam uwielbiam Division Bell. Ma tak cudowny i tajemniczy klimat. No i za
        grę na gitarze. Na żadnym wcześniejszym albumie ten instrument nie był tak
        wyeksponowany jak na DB. Efekt jest cudowny i tyle. Można mie przekonywać,
        że "magia uleciała", ale po co. Nikomu sie nie uda.
    • Gość: As Re: Rotacje personalne w zespołach IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 29.07.02, 21:21
      Wypowiem się na temat paru moich ulubionych zespołów.
      BLACK SABBATH - po odejściu Ozza cały czas nagrywali niezłe płyty a i zdarzały
      im się utwory wybitne ale to już nie był ten sam zespół. BS stał się solidną
      grupą "hardn'heavy", tracąc indywidualność jaką wnosiła osoba Ozziego.
      DEEP PURPLE - preferuję skład "klasyczny", jego najwybitniejszym według mnie
      osiągnięciem jest płyta Perfect Strangers ale drażnią mnie inni wokaliści w
      Deep Purple. Choć brak Ritchiego też mi doskwiera, gra Morse'a i brzmienia
      jakie proponuje nie pasują według mnie do stylu. No a co się będzie działo
      teraz to wolę nawet nie myśleć.
      IRON MAIDEN - szkoda że do zespołu przyszedł Dickinson, skierował twórczość
      grupy w okolice bardziej "power-metalowe" a i zespół powoli tracił surowość i
      spontaniczność która tak świetnie jest szłyszalna na Killersach nagranych z
      Paulem Di'Anno. Choć trzeba przyznać że z Brucem na wokalu zespół stał się
      bardziej progresywny co z pewnością nie było minusem. Dobrze że Bruce odszedł
      po Fear Of The Dark gdyż z jego głosem działo się wtedy coś niedobrego. Płyty
      nagrane z Blaze, były ciekawym eksperymentem.
      FAITH NO MORE - przyjęcie Mike'a Pattona do grupy było strzałem w dziesiątkę. I
      najlepszy skład Faithów to ten z płyt The Real Thing - Angel Dust. Odejście
      Martina zaowocowało lekkim spadkiem formy zespołu ale płyty nagrane bez niego
      też są bardzo fajne.
      PINK FLOYD - fakt, z Watersem nagrali najwięcej dobrych albumów i piosenek ale
      chyba dobrze się stało że odszedł. Zaczynał być już nieprzyjemnym i uciążliwym
      dyktatorem a jak się okazało grupa bez niego też sobie nieźle poradziła.
      • buh Re: Rotacje personalne w zespołach 29.07.02, 21:45
        T. Love w każdej ze swoich odmian coś ciekawego zmontował.

        Formacja Nieżywych Schabuff bez Jacka Pałuchy to raczej porażka - za Jacka to przynajmniej śmieszne było.
        • dixit Re: Rotacje personalne w zespołach 30.07.02, 09:26
          Dosc spora znizke formy zanotowal po odejsciu Newsteda do Metalliki kwintet
          Flotsam and Jetsam (pozniejsze plytki dosc mizernie wypadaja przy albumach
          Doomsday for the Deceiver czy ew. No Place for Disgrace, przy ktorego tworzeniu
          Newsted czesciowo jeszcze bral udzial).

          Poza tym Varius Manx bez Anity to juz nie to wink))))))
          • Gość: Pimo75 Re: Rotacje personalne w zespołach IP: *.bytom.sdi.tpnet.pl 28.01.03, 11:24
            dixit napisał:

            > Dosc spora znizke formy zanotowal po odejsciu Newsteda do Metalliki kwintet
            > Flotsam and Jetsam (pozniejsze plytki dosc mizernie wypadaja przy albumach
            > Doomsday for the Deceiver czy ew. No Place for Disgrace, przy ktorego
            tworzeniu
            >
            > Newsted czesciowo jeszcze bral udzial).
            Pozwolę się nie zgodzic, bo wg. mnie Cuatro to ich najlepsza płytka, a i High
            jest całkiem dobre.
      • Gość: Marek Re: Rotacje personalne w zespołach IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.03, 13:49
        Owszem,Di Anno był znakomitym wokalistą z charyzmą i wyczuciem,ale odszedł w
        najlepszym momencie.Na więcej stać go nie było.Gdyby Dickinson nie
        przyszedł,wydaje mi sie,że mało kto kojarzyłby dziś nazwe Iron Maiden.Pozostali
        by po prostu kolejnym zespołem nowej fali,który tylko nieżle sie zapowiadał..
        Po jego odejściu zespól stracił cały swój impet.Da mnie Blaze był
        nieporozumieniem.
        Inne zmiany,dla mnie fatalne-Deris w Helloween,Owens w Judasach!
    • vulture Asia 30.07.02, 13:55
      Dla mnie taką grupą w której zmiany personalne doprowadziły do kuriozalnej
      sytuacji jest ASIA, dlatego że miała to być supergrupa (i w pierwszym składzie
      była: Geoff Downes, Carl Palmer, Steve Howe i John Wetton), ale w miarę upływu
      czasu odeszli z niej wszyscy znani muzycy poza Downesem, który pozbierał
      jakichś czwartoligowców i do dzisiaj nagrywa z nimi pod szyldem Asia płyty, z
      których muzyka może co najwyżej pasować do reklam batoników na lokalnych
      kanałach tv (pierwsze płyty Asii też zawierały proste utwory, bo nie inaczej
      miało być, ale przynajmniej jakoś zagrane i zaaranżowane). Tak więc supergrupa
      bardzo szybko supergrupą być przestała.
      • ugugunana Genesis... 01.08.02, 14:29

        Zdecydowanie wolę epickie Genesis z Peterem Gabrielem od piosenkowatego z
        Collinsem...
        • vulture Re: Genesis... 01.08.02, 19:55
          ugugunana napisał:

          >
          > Zdecydowanie wolę epickie Genesis z Peterem Gabrielem od piosenkowatego z
          > Collinsem...

          Tak, ale jak ktoś słusznie napisał powyżej, są to dwa różne zespoły. Faktycznie
          mogliby zmienić nazwę... chociaż Genesis z Rayem Wilsonem bardzo pozytywnie
          mnie zaskoczyło, płyta 'Calling All Stations' bardzo mi się spodobała i
          naprawdę bardzo żałuję, że następnej w tym składzie już nie będzie... Peter
          Gabriel to oczywiście mistrz,a Collins to kaszaniarz.
          • Gość: As Re: Genesis... IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 27.01.03, 15:58
            vulture napisał:

            > ugugunana napisał:
            >
            > >
            > > Zdecydowanie wolę epickie Genesis z Peterem Gabrielem od piosenkowatego z
            > > Collinsem...
            >
            > Tak, ale jak ktoś słusznie napisał powyżej, są to dwa różne zespoły.
            Faktycznie
            >
            > mogliby zmienić nazwę... chociaż Genesis z Rayem Wilsonem bardzo pozytywnie
            > mnie zaskoczyło, płyta 'Calling All Stations' bardzo mi się spodobała i
            > naprawdę bardzo żałuję, że następnej w tym składzie już nie będzie... Peter
            > Gabriel to oczywiście mistrz,a Collins to kaszaniarz.

            Ale kaszaniarz jako kto? Jako wokal czy jako bębniarz?
      • cze67 Re: Asia 27.01.03, 15:30
        Do pierwszej plyty tej grupy mam wielki sentyment. Nastepne to szybkie
        staczanie sie...
        • vulture Re: Asia 28.01.03, 17:00
          cze67 napisał:

          > Do pierwszej plyty tej grupy mam wielki sentyment. Nastepne to szybkie
          > staczanie sie...

          Zgadzam się - zresztą zaraz po nagraniu drugiej skład się zaczął wykruszać. W
          sumie teraz to już jest maksymalna żenada, a pierwszy album i może jeszcze
          drugi naprawdę zawierały fajnie zaaranżowane i zagrane, choć proste kawałki.
          Ostatnio udało mi się dorwać kilka nagrań z Gregiem Lake (zastąpił Wettona w
          Japonii). W zasadzie zero różnicy...
    • Gość: Raf Re: Rotacje personalne w zespołach IP: *.net 27.01.03, 17:33
      vulture napisał:

      > Black Sabbath po odejściu Ozzy'ego - nie lubię płyt z Tony Martinem, ale z
      > Gillanem i Dio mogę słuchać. Płyta z Hughesem miała być solową Iommiego, więc
      > się nie wypowiadam.

      Ja bardzo lubię albumy z Martinem. Są świetne. A już na pewno każdy z nich jest
      lepszy od "Never say die". (nie lubie tej płyty). A Dio był dla mnie najlepszym
      wokalistą zespołu. Mob Rules to dla mnie najlepsza metalowa płyta jaką
      kiedykolwiek słyszałem (o ile można to nazwać metalem, a nie hard rockiem)
      • Gość: kubasa Re: Rotacje personalne w zespołach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.03, 18:04
        Jeszcze nikt nie wymienił mistrzów zmiany składów czyli The Cure. Z pierwotnego
        jest tam tylko Smith, a tych wszystkich Tolhurstow czy inych Bamonte to
        pamietaja chybo tylko najwieksi fanatycy zespołu. Fajni byli też Animalsi
        przyjezdzajacy do Kołobrzegu swoim piatym skladem, bez niogo z pierwszego
        zespołu.
        • cze67 Re: Rotacje personalne w zespo?ach 28.01.03, 10:50
          Gos´c´ portalu: kubasa napisa?(a):

          > Fajni byli tez˙ Animalsi przyjezdzajacy do Ko?obrzegu swoim piatym skladem,
          bez niogo z pierwszego zespo?u.

          ...i do Gdanska...
          • teddy4 Re: Rotacje personalne w zespo?ach 28.01.03, 12:16
            W zmiananch personalnych dobry był Lombard w pierwszym okresie swojej
            działalności. Że ich menago się nie pogubił.....
            Najlepsze były te wąsate składy a szczególnie ten, w którym na perkusji grał
            niejaki Włodzimierz Kempf (łysy plus wąsy).
    • aric Re: Rotacje personalne w zespołach 28.01.03, 13:18
      To ja dopisze Lynyrd Skynyrd. Oni to sie rotowali bezustannie, aż nie zliczysz
      składów. Chociaz w ich przypadku śmierć stawiała ich przed faktem dokonanym.
      Jedynym muzykiem, który chyba jeszcz gra z pierwszego składu jest Gary
      Rossington. A na poczatku było ich siedmiu (czasem sześciu).

      A tak na marginesie to jaki zespół gra najdłużej w tym samym składzie. Bez
      dodatków, bez wymian, bez odejść. Ja obstawiam chyba ZZ Top, już ze 30 pare lat
      będzie.
      • ihopeyouwilllikeme Re: Rotacje personalne w zespołach 30.01.03, 13:12

    • Gość: lblblb Re: Rotacje personalne w zespołach IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.01.03, 15:18
      Hi hi, Varius Manx tongue_out

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka