(a nie Katowice, jak na mojej koszulce) :]
Otóż co ja mogę powiedzieć? Poprzeszkadzam Wam znowu trochę i napiszę, że mam
zdarte gardło, palec przypalony zapalniczką i w sumie to tyle ze szkód
odniesionych przeze mnie. Koncert jak dla mnie super (ale to U2 przecież, jak
mogło być inaczej). Co mnie ździwiło na cudownym 34 sektorze bardziej słychać
było The Edge'a niż Bono. Moja Matka twierdzi, że Larry wygląda "jak pedałek"
z tymi włosami. Faceta, który obok stał jak kołek, nie wziął niczego białego,
przy Running To Stand Still "sobie odpoczywał, bo to nudny i wolny utwór
był" i ogólnie rzecz biorąc przeszkadzał mi chciałam udusić, ale mi Rodzice
nie dali. Dobra, kończe, to nie ja tu jestem ekspertem od Irlandzkich
Pedałków, prawda?