Gość: Johnny B. Goode
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.07.05, 00:08
Drugi raz w życiu słuchałem sobie dzisiaj płyty "Hot Fuss" zespołu pieśni i
tańca The Killers. I co mogę powiedzieć?
Na pewno nie jest to twórczość przeznaczona dla miłośników rocka takiego, jak
rozumieją go gentlemani z The Ramones na przykład.
The Killers serwują garażowo brzmiące gitary, ale na brzmieniu ich związki z
"prostotą" podziemnego grania się kończą. Słychać i to dobitnie, że panowie
opanowali podręcznik nauki harmonii Rymskego-Korsakowa. Wyrafinowane
kompozycje, zrywające ze schematem zwrotka-refren-zwrotka-solo itd. o
strukturze (jeszcze tego nie rozgryzłem) przypominającej klasycznie
skonstuowaną symfonię, czytelne odwołania do muzyki klasycznej (via Queen na
przykład) tudzież inne, mogące przyprawić o oszołomienie miłośnika trzech
świętych akordów E-A-H atrakcje, czynią ten album moim jak narazie czołowym
typowaniem tego roku.
Szerzej znany jest stosunkowo przebojowy numer "All these things that I have
done", z prologiem zawierającym partie gitary, do złudzenia przypominającym
stare, z początków lat 80', U2. Utwory "Andy, you are a star", "Indie
Rock'n'Roll" albo "Believe me Natalie" to już wyrafinowane kompozycje,
chciałem napsać "rocka symfonicznego", ale nie mogę, ponieważ Killers nie są
jednak grupą kiczowatą, która braki umiejętności muzycznych nadrabia
dodawaniem ideologii albo graniem trzech prostych akordów, w tle okraszonych
dźwiękami zegarów, puszczanych gazów i innymi głupotami.
Stanowczo - nie jest to muzyka dla wszystkich. Nie jest to również muzyka dla
tych, którzy chcą sobie posłuchać "fajnych gitarek" ala Offspring.
Strzepanie, jeśliś młodzianem inteligentnem - coś dla Ciebie jest na rzeczy.
Pozdrawiam
Keep Rockin'