Dodaj do ulubionych

Twoja muzyczna droga...

11.09.02, 15:49
Taki se egocentryczny wątek...
Nikt nie słucha cały czas tego samego (chyba, że macie inaczej), mamy w swoim życiu różne okresy, różne fascynacje i coś tam z nich zostaje... Więc jak to było z wami?
Bo ja...
Pierwsza normalna rzecz jaką pamiętam to Blondie, ale było to w czasach, gdy kręciło mnie Goombay Dance Band (czego te dzieci słuchają). Potem przyszły "prawdziwe" zainteresowania - Lady Pank, Republika, Oddział Zamknięty.
Po polskiej muzyce zacząłem słuchać... metalu. Accept, Iron Maiden, Running Wild, takie rzeczy. Byłem nawet na koncercie Kata <LOL>. W końcu Metallika i cały "frasz" - Slayer, Megadeath. I tu już coś przetrwało.
Z metalu przez uwaga Rush, wygrzebałem się w stronę hard rocka i powoli zaczynałem słuchać wszystkiego. Trochę dyktowało to polskie radio - widzę dziś - nie poznałem wielu ciekawych rzeczy bo nikt ich nie puszczał. Z tamtego czasu został mi King Crimson i wybrane rzeczy z 4AD. Plus Led Zep (to 4ever).
Potem objawił się grunge, akurat w momencie, kiedy kolega przekonywał mnie do alternatyw w stylu Fugazi czy Chumbawumba (niezbyt zresztą skutecznie). Więc Nirvana, Pearl Jam i z innej beczki - RHChP (mocno do dziś). To było jakieś 10 lat temu, więc w sumie niewiele.
Teraz co półka z płytami to inny klimat - od Bacha po jakieś nowe brzmienia. Pisząc te słowa słucham Jazzanovy...

Więc jak było z wami?
Bo to taki se egocentryczny wątek.
Obserwuj wątek
    • Gość: Ton Re: Twoja muzyczna droga... IP: 212.244.51.* 11.09.02, 16:10
      Zaczęło sie od Shakina Stevensa i Michaela Jacksona.
      Potem nadeszło Guns'n'roses i skid row i inne takie. ( wcale mi nie wstyd)
      Potem obsesyjnie Doorsi i troszke Zeppelini.
      Nadszedł czas punku, a wiec sex pistols, exploited i jak najbardziej the clash.
      Potem troszku regałowo sie zrobiło, ale szybko zmienił to grunge. Pearl Jam
      zawsze był dla mnie największy. Alice, Soundgarden, Mudhoney, Temple of the
      Dog,Stone Temple Pilots, Nirvana nigdy specjalnie. Za to deus z belgii.
      Do tego doszło Life Of Agony, Sepultura, Helmet, Biohazard (???).
      I tak powoli sie to ciagnelo, ale potem weszła elektronika.
      Kilka lat temu zaczął sie hiphop i nadal trwa, ale w miedzy czasie odkrylem po
      tylu latach ignorancji The Cure.
      Teraz The Strokes, wciąz Pearl Jam, Cure, z elektroniki to herbert, alex
      gopher, flanger, chain reaction no i hiphop, do ktorego choc chca mnie
      zniechecic mam wiele ciepla.

      I tyle. Rzeczywiscie egpcentryczne, ale co tam.

      Pozdr
    • dreaded88 Re: Twoja muzyczna droga... 11.09.02, 16:20
      I etap : czyli lata 80. na początku był chaos... Czyli "to co w radio puszczają
      i w TV pokazują", bez szczególnych wspomnień - z wyjątkiem jednego. Była taka
      piosenkarka italo disco Sabrina. Nie chodziło o walory wokalne a zupełnie inne,
      niektórzy zapewne pamiętają jakie smile
      II - od 6 klasy podstawówki, kiedy usłyszałem świeżutkie wtedy "One" Metalliki
      zacząłem się przekonywać do metalu, którego nie znosiłem do tej pory z zasady.
      Etap dogmatycznie metalowy trawał do początku II klasy ogólniaka, kiedy już nie
      było czego poznawać w tej materii, ponieważ królujący na początku lat 90. death
      zupełnie mnie nie pociągał. Do dziś Metallica, Slayer, Megadeth. I szczególnie
      wikingowski Bathory.
      Mniej więcej w środku owego etapu zacząłem poznawać starocie, gł. hardrockowe -
      Black Sabbath, Led Zeppelin, Deep Purple.
      III - dźwięki mniej ostre a bardziej zakręcone, choć ciągle wywodzące się z
      tradycji hardrockowo-metalowej : Faith No More, Soundgarden, Jane's Addiction,
      oczywiście wielki Danzig, The Cult, Rush, Primus, trochę RHChP. Trochę hc -
      Nomeansno.
      IV - w zasadzie równolegle z III otwarcie się dzięki poznaniu King Crimson i
      Jethro Tull na muzykę, która już nie musiała być ostra. Na szczęście fascynacje
      prog-rockowe przeszły szybko, kiedy okazało się, że starzy mistrzowie w rodzaju
      w.w. czy Pink Floyd pozostawili wyłącznie epigonów, na których nie warto
      zwracać uwagi. Poza tym Dead Can Dance i podobne. Przy okazji niesmiałe wejście
      w świat tzw. muzyki klasycznej - do dziś stoję w jego przedsionku. Z ulubionych
      nazwisk - Saint Saens, Bartok, Czajkowski, Prokofiew, Rachmaninow... Próba
      zaprzyjaźnienia się z jazzem nieudana, poza "Sketches of Spain" Daviesa.
      Później już etapów nie było, zgłębianie poprzednich. Wrócił metal, który zaczął
      się "progresywizować i klasycyzować" - Tiamat, The Gathering, MDB, Paradise
      Lost, Anathema itp. itd.
      Nie tak dawno - apokaliptyczny folk czy ambient - Blood Axis, Death In June,
      Der Blutharsch, z podtekstem ideologiczno-politycznym...
    • loveletter Re: Twoja muzyczna droga... 11.09.02, 17:54
      zajebisty wątek!! sam już o takim myślałem, ale się jakoś nie mogłem zabrać..
      No ale do rzeczy:
      droga była dłuuuuuuuuuuuga, może nie w sensie czasowym, a stylistycznym. Przed
      16 rokiem życia panowała u mnie grobowa cisza - niczego nie słuchałem (seriosmile,
      lub tak jak to określił dreaded88 - "co w radiu puszczają i w TV pokazują".
      Potem były jakieś dwa - trzy lata kiedy słuchałem dość dziwnej mieszanki popu i
      grunge, chyba trochę za bardzo się wstydzę więc nie napiszę, że wpadła mi wtedy
      w ucho (a może tylko w oko) jedna taka quasi-latynowska sierotka naszej sceny
      muzycznej wink Prawie od razu polubiłem też Nirvanę - choć pierwszy raz
      usłyszałem o niej kiedy w telewizji podali wiadomość o śmierci Cobaina sad(( ).
      No i tak się jakoś ciągnęło do matury: U2, Bon Jovi, Varius Manx, Oasis i inne
      w zbliżonym klimacie. Prawdziwy przełom przyszedł w wakacje po maturze kiedy po
      raz pierwszy usłyszałem Days of the New, a dokładnie ich pierwszy
      album: "Orange" I to była rewolucja co się zowie, od tego zawodzącego barytonu
      Meeksa ciarki chodziły mi po plecach w górę i w dół, w górę, w dół. To był
      chyba pierwszy album, który zamknąłem w walkmanie na dwa bite miesiące. Wtedy
      też muzyka jako taka zaczęła wchłaniać mnie coraz bardziej i zaczęły się,
      trwające zresztą do dzisiaj, nieustanne poszukiwania nowych brzmień. Niektóre
      były naprawdę zakręcone - słyszeliście np: Cornershop? W przeważającej mierze
      jednak był to Pearl Jam, Metallica, Suede, Reef i jeszcze w cholerę innych,
      których nie ma nawet sensu wymieniać. Następny znaczący przystanek to był Dave
      Matthews Band, którego płytę (chyba "under the table and dreaming") dostał
      skądś mój brat. Cały rok upłynął zanim zgłębiłem ostatni dźwięk, ostatni
      smaczek na tych kilku płytach DMB, których słuchałem. No a potem, i tak już
      zostało do dzisiaj (łącznie oczywiście z Days of the New, DMB i pół setką
      pomniejszych) - Tool i System of a Down, ale chyba przekroczyłem już wszelkie
      granice przyzwoitości i dozwolonej długości postu więc nad nimi nie będę się
      rozpisywał (a mógłbym, oj mógłbymsmile) Może jeszcze wspomnę tylko tyle, że w
      ciągu ostatnich paru miesięcy "odkryłem" kilka naprawdę niesamowicie
      wkręcających brzmień (wokalnych, instrumentalnych, jedno i drugie) min:
      hed(pe), Josh Groban (:0, tak tak, Groban), i najświeższe: Subramanian. Ale o
      tym kiedy indziej.
      Na raziesmile
    • Gość: hawkshaw Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.kra.warszawa.supermedia.pl 11.09.02, 18:01
      Wszystko się zaczęło od Maanamu i Kate Bush. Moja mama uwielbiała jedno i
      drugie (do tej pory lubi). To było takie nie świadome słuchanie tego co akurat
      w domu leciało. Później poszedłem do podstawówki i wtedy się zaczęło... Sandra,
      Kim Wilde, Samantha Fox, Europe, Bananarama itp. itd. Ten stan rzeczy trawł
      gdzieś tak do 5 - 6 klasy. Wtedy przypomniałem sobie o Kate Bush. Właśnie
      wydała "The sensual world". Po jakimś czasie do zacnego grona dołączyli The
      Cure, Siouxsie & The Banshees, Dead Can Dance i Cocteau Twins. Tak mi zostało
      do dzisiaj. Rok '92 - 1 klasa liceum. Nagle w moich zbiorach pojawiły się
      kasety Janis Joplin i The Doors (chyba firmy Brawo). Początek mojego liceum to
      także początek fascynacji Massive Attack. Chyba wtedy wydali "Blue lines" z
      klasykiem "Unfinished sympathy". Poza tym na nowo zaczęło się odkrywanie
      starego dobrego Maanamu, zwłaszcza "Nocny patrol" i "Się ściemnia" (moja
      ulubiona płyta Maanamu). A, byłbym zapomniał. Jak cud pojawiła się Tori Amos z
      genialym "Little earthquakes". To był chyba mój pierwszy kompakt. Liceum
      obfitowało w liczne odkrycia, z ważniejszyh migę wymienić: Bjork, PJ Harvey,
      Claire Hamill, Opus III, Stevie Nicks i Fleetwood Mac, Portishead, Brand New
      Heavies... Jeśli chodzi o studia, to dalej brnąłem w muzykę typu Tricky,
      Massive Attack. Z Anglii przywiozłem sobie One Dove "Morning dove white" (do
      dzisiaj jedna z moich ulubionych płyt)i prawie wszystko Loreeny McKennitt
      (niestety bardzo szybko straciłem płynność finansową, więc zakupy trzeba było
      przerwać). Oczywiście uzupełniałem braki w kolekcji Tori Amos i Kate Bush
      (dopiero w tym roku mi się udało prawie zakończyć zbiory). Pamiętam, że na
      studiach spodobała mi się też Cyndi Lauper (jak to mówią lepiej późno niż
      wcale) i Morcheeba. Z ostatnich odkryć chyba największe wrażenie na mnie
      zrobiły Alison Goldfrapp, I am the World trade Center i Supreme Beings of
      Leisure. Po drodze jeszcze zdarzyły się (niestety nie pamiętam dokładnie kiedy)
      Shawn Colvin, Sarah McLachlan, Sinead O'Connor, U2, The Moors, Lothlorien, The
      Cardigans, Deee Lite, Hungry Lucy, Nicole Blackman... mogę tak wymieniać bez
      końca. Na dzisiaj już starczy
    • roar Re: Twoja muzyczna droga... 11.09.02, 18:42
      Tak, cos dla takiego egocentryka jak ja...

      Najpierw bylem maly i sluchalem tego, co leci w radio,
      plus - to wazne - mama miala kasete Grupy Pod Buda.
      Strasznie mnie to wtedy jaralo - i chyba zostalo mi to do
      dzisiaj. Super grupa... smile
      Potem zaliczylem sluchanie polskiego rocka. Dlaczego
      tylko polskiego, to nie wiem, ksenofobia? W tak mlodym
      wieku? W kazdym razie - wtedy wykladnikiem byl dla mnie
      Brum, a spektrum sluchanych zespolow bylo dosc szerokie -
      od De Mono, przez IRE, Wilki, po takie wynalazki jak
      Ahimsa (super!), Strajk czy Dezerter. (Wilki i
      Gawlinskiego nadal uwielbiam, ale za "Baske" to
      najchetniej bym kogos zastrzelil...)
      (Aha, w miedzyczasie krotki epizod rapowy. Kolega mi
      puscil cos w stylu MC Hammera i mnie wciagnelo, a poza
      tym radio gralo Kazika. Szybko przeszlo, w kazdym razie.
      To jeszcze nie byl czas.)
      A potem powoli zaczalem sam szukac...
      (Rety, tyle napisalem, a nawet nie jestem w polowie...
      Dobra, bede sie streszczal.)
      Collage - od tego czasu kocham prog-rock. "Moonshine" to
      bez watpienia polska plyta wszechczasow. Co potem? -
      Marillion i Fish, Rush, Dream Theater, King Crimson,
      Procol Harum, etc, etc...
      Mike Oldfield - czlowiek-legenda. Najpierw Dzwony -
      jeszcze jako rock symfoniczny... a potem (jakze
      niedocenione!) "Piesni Dalekiej Ziemi"... Jesliby liczyc
      czas sluchania - moja plyta wszechczasow. Siedzialem
      tylko nad nia prawie rok. Co potem? - audycje Kordowicza
      w Trojce - tam uczylem sie el-muzyki. (I krotka, ale
      wciaz mile pamietana wycieczka w tzw. world music - Deep
      Forest, pierwsza plyta Ayi RL...)
      The Prodigy - uslyszalem raz i nie moglem spac po
      nocach... jak mozna bylo tak grac...? Tamta plyta ("Fat
      of the land") teraz juz troche traci myszka, ale pozniej
      uslyszalem wczesniejsza "Music for the jilted generation"
      - ta jest wspaniala i nigdy sie nie zestarzeje. Co potem?
      - @440, Chemical Brothers, w koncu cala muzyka taneczna.
      Potem przez jakis czas wisialem rozpiety pomiedzy
      elektronika i prog-rockiem, az wreszcie niedawno przyszlo
      cos, co pozwolilo mi je polaczyc...
      Radiohead - i plyta "Kid A". Wszyscy wiedza, czym byla,
      wiec rozpisywal sie nie bede. Co potem? - Post-rock!!!
      Caly, bez wyjatku, bez zastrzezen.
      Jeszcze Mercury Rev - ostatnie pol roku ciaglego
      sluchania (bardzo mi pomagalo w trudnych chwilach...)
      zaowocowalo totalnym uwielbieniem. Tak - wszystko jest
      snem... Co potem? - nie potem, a oprocz. Grandaddy,
      Flaming Lips, Kula Shaker... Tak zwana nowa (i tylko
      nowa, do starej nie moge sie przekonac...) psychodelia.
      I jeszcze pare zespolow, ktore nie naprowadzily mnie na
      nowe muzyczne drogi, ale tak czy inaczej byly dla mnie
      bardzo wazne - Pink Floyd, Smashing Pumpking, Autechre,
      Coldplay, Merz, Dire Straits, R.E.M.... wiecej grzechow
      teraz nie pamietam...
      ...nuff.
      • teddy4 Re: Twoja muzyczna droga... 11.09.02, 22:26
        No to po kolei: Czerwone Gitary-Sweet-Deep Purple-Pink Floyd-King Crimson-
        Yes/Genesis-SBB/Collegium Musicum-Laboratorium-Weather Report-Lutosławski-Sex
        Pistols-Brygada Kryzys-Joy Division/The Cure/Killing Joke-Cocteau Twins/X mal
        Deutschland- The Smiths-David Bowie-The Stone Roses/Happy Mondays-
        Nirvana/Soundgarden/Pearl Jam-Radiohead/Blur/Suede/Mansun-Rage Against The
        Machine-DJ Shadow/Underworld/Amon Tobin/Massive Attack-Air/St.Germain/Jazzanova.
        • teddy4 Re: Twoja muzyczna droga... 12.09.02, 22:43
          teddy4 napisał:

          > No to po kolei: Czerwone Gitary-Sweet-Deep Purple-Pink Floyd-King Crimson-
          > Yes/Genesis-SBB/Collegium Musicum-Laboratorium-Weather Report-Lutosławski-Sex
          > Pistols-Brygada Kryzys-Joy Division/The Cure/Killing Joke-Cocteau Twins/X mal
          > Deutschland- The Smiths-David Bowie-The Stone Roses/Happy Mondays-
          > Nirvana/Soundgarden/Pearl Jam-Radiohead/Blur/Suede/Mansun-Rage Against The
          > Machine-DJ Shadow/Underworld/Amon Tobin/Massive Attack-
          Air/St.Germain/Jazzanova

          Pomiędzy Brygadą a Joyem ma być jeszcze The Police/U2/Echo and The Bunnymen,a
          obokCocteau - Opposition.
          > .
          • Gość: efka Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.radom.pilickanet.pl 16.09.02, 14:28
            a ja zaczęłam 10 lat temu od odkrywania classic rocka będąc we francji i mając
            dostęp do wypożyczalni cd's, czy u nas ktoś puszczał The Rolling Stones, Neila
            Younga, D. Bowie, E. Claptona, Led Zeppelin. tak jak na to załugiwali?
            a takich Blue Oyster Cult, the Stooges, The Velvet Underground&Nico, ABB, CCR?

            Po classic rock przyszła Nirvana, Pearl Jam, Radiohead, Bjork, Garbage, Suede

            Potem jazz-klasyka Miles Davies,John Coltrane, Chet Baker

            Obecnie doszły nowe? (już klasyka) brzmienia: Portishead, Massive attack, Sigur
            Ros, Moby, Air, Chemical Brothers, Stereolab, Hoverphonics, Tricky,

            A co będzie dalej?


            • Gość: efka Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.radom.pilickanet.pl 16.09.02, 14:42
              zapomniałam o (ukochanej swego czasu) Janis Joplin, Jimim Hendrixie, Dereku &
              the Dominos i the Cream (the God), i Soundgarden

      • Gość: Argus Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.02, 22:40

        > Mike Oldfield - czlowiek-legenda. Najpierw Dzwony -
        > jeszcze jako rock symfoniczny... a potem (jakze
        > niedocenione!) "Piesni Dalekiej Ziemi"... Jesliby liczyc
        > czas sluchania - moja plyta wszechczasow. Siedzialem
        > tylko nad nia prawie rok.

        ja tylko w ramach sprostowania,bo o tej drodze muzycznej to za dużo bym musiał
        pisać(choć wątek ciekawy i też jestem egocentrykiem).
        ten album Mike Oldfielda(zresztą bardzo dobry) tłumaczy się "Piosenki (pieśni)
        z WNĘTRZA Ziemi"- tak samo jak książka A. Clarka,którą się Oldfield inspirował
        nagrywając ten album.pozdrawiam.

        • roar Re: Twoja muzyczna droga... 12.09.02, 09:28
          Gość portalu: Argus napisał(a):

          > > Mike Oldfield - czlowiek-legenda. Najpierw Dzwony -
          > > jeszcze jako rock symfoniczny... a potem (jakze
          > > niedocenione!) "Piesni Dalekiej Ziemi"... Jesliby liczyc
          > > czas sluchania - moja plyta wszechczasow. Siedzialem
          > > tylko nad nia prawie rok.
          >
          > ja tylko w ramach sprostowania,bo o tej drodze
          muzycznej to za dużo bym musiał
          > pisać(choć wątek ciekawy i też jestem egocentrykiem).
          > ten album Mike Oldfielda(zresztą bardzo dobry) tłumaczy
          się "Piosenki (pieśni)
          > z WNĘTRZA Ziemi"- tak samo jak książka A. Clarka,którą
          się Oldfield inspirował
          > nagrywając ten album.pozdrawiam.

          Mam te ksiazke (kupiona, jakze by inaczej, juz po
          wysluchaniu plyty, w ramach fascynacji) w polskim
          tlumaczeniu i jej tytul brzmi wlasnie "Piesni dalekiej
          ziemi". (Niestety nie jestem teraz w domu, wiec nie moge
          sie podeprzec wydawnictwem ani nazwiskiem tlumacza,
          przyznam sie tez, ze nie slyszalem o innych wersjach
          przekladu. Niemniej jednak tlumaczenie takie wydaje sie
          jak najbardziej poprawne. "Distant" znaczy przeciez tyle
          co "odlegly", "daleki".)
          Rowniez pozdrawiam.
          • Gość: MoleR Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.bci.net.pl 12.09.02, 10:26
            Gdzieś tak w piątej klasie szkoły podstawowej próbowałem przekonać
            (nieskutecznie) kolegów z klasy o wyższości Shakin Stevensa nad Modern
            Talking...smile)) Chwilę później usłyszałem superhit Looksharp "fantastycznego"
            bandu Roxette...smile))) W tym czasie, sięgałem też po Berlinde Carlise, Kim
            Wilde i Michalem Jacksonem z Thillerem na czele (do tej pory uważam, ze Thiller
            to bardzo ciekawa popówka...) Pod koniec szkoły podstawowej zacząłem przeżywać
            już całkeim świadomie polską muzykę rockową (wzorowałem się głównie na lp
            trójka NIedzźwiedzkiego). Dlugo myślałem, ze najlepszymi zespołami na świecie
            to Kobranocka, Róże Europy i jeszcze kilka innych. Świadomie zacząłem już
            doceniać Aye Rl i Republikę.
            W pierwszej klasie liceum usłyszałem Brathers in Arms Dire Straits i wtedy
            zaczeła się prawdziwa jazda. ...smile)) Kupiłem wszystkie płyty, głosiłem
            każdemu, z etakiego gitarzysty jak Knopfler nie ma i nie będzie itd. Chwilkę
            później trochę mniejszy, ale też odchył, na punkcie The Doors, a późiej to już
            tylko z górki...Faith no More, Pearl Jam, Throwing Muses, Nirvana, Janes
            Addiction. Dopiero po tych zjawiskach, o dziwo, odkryłem madchester i mój
            kolejny odchył ze Stone Roses i Charlatans na czele. W między czasie Sugar,
            świadome słuchanie Cure, Presidents of the USA i tym podobne...trochę później
            Deus, jeszce poźniej Gomez...
            W drugiej połowie lat 90 nastąpił kolejny przełom, gdy usłyszałem Signify
            Porcupine Tree...zostało mi do dziś, z tym, że rozszerzyłem to na No Man.
            Miałem także chwilę namiętnego słuchania klasyki z Chopinem, Lisztem, Mozartem,
            Griegem na czele (i wieloma innymi), chwila słabości wobec Góreckiego i jego
            III Symfonii...teraz też lubię te klimaty, ale już jakby odrobinę rzadziej....:-
            )))
            Kilka ostanich lat to próby jazzujące, a wśród nich Tosca i Simmonds, ale takz
            eklimy w stylu Kyuus i Queens of the stone age, ostatnio Trail of Dead.
            Na pewno zapomniałem o wielu kapelach, które mną wstrząsneły (właśnie
            przypomniałem sobie o Death in Vegas, U2, Wildhearts, D*Note, Dinosaur Jr,
            Smashing Pumpkins i bardzo wielu innych...) Zarys jednak został chyba
            przedstawiony.
            Aha, bardzo ważne...uległem wilkomanii i ciągle mam wielki sentyment do
            Gawlińskiego (mimo Baśki...smile )
            • Gość: MoleR Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.bci.net.pl 12.09.02, 15:48
              Gość portalu: MoleR napisał(a):

              > Gdzieś tak w piątej klasie szkoły podstawowej próbowałem przekonać
              > (nieskutecznie) kolegów z klasy o wyższości Shakin Stevensa nad Modern
              > Talking...smile)) Chwilę później usłyszałem superhit Looksharp "fantastycznego"
              > bandu Roxette...smile))) W tym czasie, sięgałem też po Berlinde Carlise, Kim
              > Wilde i Michalem Jacksonem z Thillerem na czele (do tej pory uważam, ze
              Thiller
              >
              > to bardzo ciekawa popówka...) Pod koniec szkoły podstawowej zacząłem
              przeżywać
              > już całkeim świadomie polską muzykę rockową (wzorowałem się głównie na lp
              > trójka NIedzźwiedzkiego). Dlugo myślałem, ze najlepszymi zespołami na świecie
              > to Kobranocka, Róże Europy i jeszcze kilka innych. Świadomie zacząłem już
              > doceniać Aye Rl i Republikę.
              > W pierwszej klasie liceum usłyszałem Brathers in Arms Dire Straits i wtedy
              > zaczeła się prawdziwa jazda. ...smile)) Kupiłem wszystkie płyty, głosiłem
              > każdemu, z etakiego gitarzysty jak Knopfler nie ma i nie będzie itd. Chwilkę
              > później trochę mniejszy, ale też odchył, na punkcie The Doors, a późiej to
              już
              > tylko z górki...Faith no More, Pearl Jam, Throwing Muses, Nirvana, Janes
              > Addiction. Dopiero po tych zjawiskach, o dziwo, odkryłem madchester i mój
              > kolejny odchył ze Stone Roses i Charlatans na czele. W między czasie Sugar,
              > świadome słuchanie Cure, Presidents of the USA i tym podobne...trochę później
              > Deus, jeszce poźniej Gomez...
              > W drugiej połowie lat 90 nastąpił kolejny przełom, gdy usłyszałem Signify
              > Porcupine Tree...zostało mi do dziś, z tym, że rozszerzyłem to na No Man.
              > Miałem także chwilę namiętnego słuchania klasyki z Chopinem, Lisztem,
              Mozartem,
              >
              > Griegem na czele (i wieloma innymi), chwila słabości wobec Góreckiego i jego
              > III Symfonii...teraz też lubię te klimaty, ale już jakby odrobinę
              rzadziej....:
              > -
              > )))
              > Kilka ostanich lat to próby jazzujące, a wśród nich Tosca i Simmonds, ale
              takz
              > eklimy w stylu Kyuus i Queens of the stone age, ostatnio Trail of Dead.
              > Na pewno zapomniałem o wielu kapelach, które mną wstrząsneły (właśnie
              > przypomniałem sobie o Death in Vegas, U2, Wildhearts, D*Note, Dinosaur Jr,
              > Smashing Pumpkins i bardzo wielu innych...) Zarys jednak został chyba
              > przedstawiony.
              > Aha, bardzo ważne...uległem wilkomanii i ciągle mam wielki sentyment do
              > Gawlińskiego (mimo Baśki...smile )



              Wiedziałem, że zapomnę o czymś bardzo, bardzo ważnym w moim życiu...Radiohead...
              • Gość: MoleR Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.bci.net.pl 12.09.02, 17:48
                Gość portalu: MoleR napisał(a):

                > Gość portalu: MoleR napisał(a):
                >
                > > Gdzieś tak w piątej klasie szkoły podstawowej próbowałem przekonać
                > > (nieskutecznie) kolegów z klasy o wyższości Shakin Stevensa nad Modern
                > > Talking...smile)) Chwilę później usłyszałem superhit Looksharp "fantastyczne
                > go"
                > > bandu Roxette...smile))) W tym czasie, sięgałem też po Berlinde Carlise, Kim
                >
                > > Wilde i Michalem Jacksonem z Thillerem na czele (do tej pory uważam, ze
                > Thiller
                > >
                > > to bardzo ciekawa popówka...) Pod koniec szkoły podstawowej zacząłem
                > przeżywać
                > > już całkeim świadomie polską muzykę rockową (wzorowałem się głównie na lp
                > > trójka NIedzźwiedzkiego). Dlugo myślałem, ze najlepszymi zespołami na świe
                > cie
                > > to Kobranocka, Róże Europy i jeszcze kilka innych. Świadomie zacząłem już
                > > doceniać Aye Rl i Republikę.
                > > W pierwszej klasie liceum usłyszałem Brathers in Arms Dire Straits i wtedy
                >
                > > zaczeła się prawdziwa jazda. ...smile)) Kupiłem wszystkie płyty, głosiłem
                > > każdemu, z etakiego gitarzysty jak Knopfler nie ma i nie będzie itd. Chwil
                > kę
                > > później trochę mniejszy, ale też odchył, na punkcie The Doors, a późiej to
                >
                > już
                > > tylko z górki...Faith no More, Pearl Jam, Throwing Muses, Nirvana, Janes
                > > Addiction. Dopiero po tych zjawiskach, o dziwo, odkryłem madchester i mój
                > > kolejny odchył ze Stone Roses i Charlatans na czele. W między czasie Sugar
                > ,
                > > świadome słuchanie Cure, Presidents of the USA i tym podobne...trochę późn
                > iej
                > > Deus, jeszce poźniej Gomez...
                > > W drugiej połowie lat 90 nastąpił kolejny przełom, gdy usłyszałem Signify
                > > Porcupine Tree...zostało mi do dziś, z tym, że rozszerzyłem to na No Man.
                > > Miałem także chwilę namiętnego słuchania klasyki z Chopinem, Lisztem,
                > Mozartem,
                > >
                > > Griegem na czele (i wieloma innymi), chwila słabości wobec Góreckiego i je
                > go
                > > III Symfonii...teraz też lubię te klimaty, ale już jakby odrobinę
                > rzadziej....:
                > > -
                > > )))
                > > Kilka ostanich lat to próby jazzujące, a wśród nich Tosca i Simmonds, ale
                > takz
                > > eklimy w stylu Kyuus i Queens of the stone age, ostatnio Trail of Dead.
                > > Na pewno zapomniałem o wielu kapelach, które mną wstrząsneły (właśnie
                > > przypomniałem sobie o Death in Vegas, U2, Wildhearts, D*Note, Dinosaur Jr
                > ,
                > > Smashing Pumpkins i bardzo wielu innych...) Zarys jednak został chyba
                > > przedstawiony.
                > > Aha, bardzo ważne...uległem wilkomanii i ciągle mam wielki sentyment do
                > > Gawlińskiego (mimo Baśki...smile )
                >
                >
                >
                > Wiedziałem, że zapomnę o czymś bardzo, bardzo ważnym w moim
                życiu...Radiohead..
                > .


                I jeszcze jedno....Spiritulized...ciągle jestem chory na ich punkcie...smile))
                • miecio4 Re: Twoja muzyczna droga... 12.09.02, 19:33
                  Musisz sie na przyszłość lepiej przygotować do wypowiedzismile)
                  Acha, i pewnie zapomniałeś o Joy Divisionwink
                  • Gość: MoleR Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.bci.net.pl 13.09.02, 09:04
                    miecio4 napisał:

                    > Musisz sie na przyszłość lepiej przygotować do wypowiedzismile)
                    > Acha, i pewnie zapomniałeś o Joy Divisionwink


                    No tak...dwója za nie przygotowanie się do lekcji...bo co tam Joy Division - to
                    jakoś przeboleję, ale nie wspomnieć o The Cult? Wielka gafa...smile))
        • Gość: Ivan Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 11:18
          Podróż do wnętrza Ziemi to dzieło Ricka Wakemana. Niestety nie trawię a swego
          czasu mój ojciec katował tym mnie i nie tylko smile

          Pozdrofka.
          I.
          • Gość: plooshack Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 15:57
            Gość portalu: Ivan napisał(a):

            > Podróż do wnętrza Ziemi to dzieło Ricka Wakemana. Niestety nie trawię a swego
            > czasu mój ojciec katował tym mnie i nie tylko smile
            >
            > Pozdrofka.
            > I.

            Nie sądzę, by przedmówcy się aż tak walnęli. Być może Oldfield, którego płyt
            nie znam za dobrze, 'nakręcił' coś o podobnym tytule.

            plooshack.
            moja 'lista' - może jutro.
            • Gość: Ivan Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 22:33
              Oldfield nagrał dzieło pt. Songs of distant Earth. Mam, kiedyś słuchałem
              namiętnie a teraz rzuciłem w kąt.
              A poza tym nikomu nie zarzucam niewiedzy. Po prostu ktoś się przejęzyczył.

              Swoja drogą głupie pytanie.
              Ile to juz razy Oldfield nagrał Tubular Bells ?

              Sorka za czepialstwo.
              I.
      • roar Re: Twoja muzyczna droga... 12.09.02, 22:53
        roar napisał:

        > (I krotka, ale
        > wciaz mile pamietana wycieczka w tzw. world music - Deep
        > Forest, pierwsza plyta Ayi RL...)

        Mój boże! Dopiero czytając posty Molera zauważyłem, jaką głupotę walnąłem! Oczywiście nie pierwsza, tylko trzecia płyta Ayi. Fanów starej Ayi za zaliczenie jej do world music przepraszam. (I oznajmiam, że muzykę tę bardzo lubię i szanuję - choć nie miała na mnie aż takiego wpływu jak zespoły wymienione w poście.)
    • michu164 Re: Twoja muzyczna droga... 12.09.02, 15:10
      No to moze teraz jasmile

      zaczelo sie od New kids on the block i roxette w podstawowcesmile. kolo 8 klasy
      pojawil sie 4nonblondes i kasety ojca z aerosmith i urah heep. To byl poczatek
      fascynacji muzyka mocniejsza. w liceum przyszly czasy na starocie, czyli deep
      purple, led zep, stonesow, hendrixa, the doors, ten years after. potem z
      kumplami poczulismy bluesasmile. z tamtego okresu pozostala fascynacja steve ray
      vaughanem i rorym gallagherem (przy okazji zajrzyjcie na www.rory.vel.pl smile).
      caly czas byl pink floyd z przepieknymi dzwiekami z wish you were here i
      ciemnej strony ksiezyca. no i odkryty dopiero po ostatniej plycie the cure.

      naturalnie nie stronilem od muzyki polskiej. Kult caly czas, troche hey,
      myslovitz, dzem, republika, kobranocka, roze europy. ostatnio scianka i lenny
      vallentino.

      byl tez okres seatlowski, z ktorego najlepiej kojarzy mi sie pearl jam.

      pod koniec liceum zachlysnalem sie czyms nowoczesniejszym: placebo, smushing
      pumpkins i oczywiscie wielkim radiohead! ostatnio odkrylem dla siebie archive
      ("again" - cudosmile), black rebel motorcycle club, no i ku mojemu wielkiemu
      zaskoczeniu anatheme, therion, tiamat. (tego sie po sobie nie spodziewalemsmile).

      Lubie posluchac polkskiego hiphopu, ale szerokich spodni nie noszesmile. mozart,
      czajkowski, szopen.

      to chyba tylesmile

      pozdrawiam
    • artur.dent Re: Twoja muzyczna droga... 12.09.02, 16:30
      Mieszkalem z bratem w jednym pokoju. Brat byl w liceum, ja w podstawowce.
      Wieczorem brat puszczal Joy Division, przy zgaszonym swietle, jak
      juz sie kladlismy spac.
      Brat, zeby zrobic na mnie wrazenie, powiedzial mi o samobojstwie Curtisa.

      No i balem sie faken, dla mnie to bylo jakbym slyszal glos ducha z zaswiatow,
      niezle dolujaca muzyka. Ale pozniej jak bylem w liceum tez sluchalem, i dzis
      nawet sluchamm, na soundtracku do 24 Hour Party People ktory wczoraj nabylem
      drogom kupna.

      Samodzielnie moje sluchanie muzyki, bez brata w roli DJ-a, zaczalem od
      elektroniki, Jarre, Vangelis i Tangerine Dream i inne takie crapy.
      Z tamtych czasow ostal sie tylko Kraftwerk, to dla mnie mistrzowie, ich wplywy
      na to co sie dzialo z muzykom po latach 80. som ogromne...

      Potem, na ile to bylo mozliwe w polskich siermieznych warunkach, podjaralem
      sie brytyjska ekspolzja acidowo-raveowo-madchesterska.
      Happy Mondays, Charlatans, Stone Roses, Inspiral Carpets, kurde blaszka Fools
      Gold S. Roses znaczy dla mnie tyle co dla innych jakiestam Stairway To Heaven
      czy jakies inne hymny rockowe.
      Zajebisty taneczny bit i totalnie psychodelicznie spiralnie krecace gitarki to
      byla dla mnie z kosmosu muzyka wtedy i do dzis jest

      Z drugiej strony mamy EMF i Jesus Jones, tak, byly kiedys czasy kiedy nie bylo
      Oasis i Blur, tylko bylo EMF i Jesus Jones, ilu jeszcze te czasy faken
      pamieta...

      Jesus Jones to dla mnie idealna hybryda rocka i elektronicznej tanecznej muzy.
      Taki Fatboy Slim czy Prodigy to garsciami tak naprawde czerpia z dorobku Jesus
      Jones, oni przeciez grali tak juz w 1988!!!!!!!!!!!!!!!

      Stanowczo tej grupie nalezy sie wiecej respektu.

      Potem lyknalem jeszcze sporo Jesus & The Mary Chain, i tyle jesli chodzi o
      moje zainteresowanie muzykom gitarowom. Potem, do dzis dnia, tylko sample,
      elektronika, komputery, szmery...

      W liceum zaczelo sie od industrialu i EBM: Ministry, Skinny Puppy, Nine Inch
      Nails,Laibach, Nitzer Ebb, Front 242, DAF, Cassandra Complex i inne jeszcze
      jakies
      Bylo duzo gotyku, z The Sisters Of Mercy na czele... Pamietam, ze najpierw ich
      "przeczytalem", nie uslyszalem. S.P. Tomasz Beksinski wymienil w "Magazynie"
      jego ulubione plyty lat 80. bylo wsrod nich "Floodland". Opisal plyte w taki
      sposob, ze natychmiast zapragnalem jej uslyszec...

      Dzis juz raczej nie slucham, wyroslem.

      No a przed mojom maturom pierwsze polskie "rave'y" zaczely byc organizowane,
      "Wastelands" w klubie Fugazi, klub Filtry, Amsterdam/Blue Velvet itp.

      Tak przeszedlem plynnie w pazdzierzowaty z mojego dzisiejszego punktu
      widzenia nurt goa/psychedelic trance.
      Pamietam, ze w ogole nie kumalem breakbeatu i liczylo sie dla mnie tylko
      4/4, dzis jest dokladnie odwrotnie.

      Odkryciem wielkim bylo dla mnie Autechre - "Amber" i "Incunabula" - tych
      dwoch plyt moge sluchac do dzis bez konca. To najlepsza muzyka elektroniczna
      jaka znam i najlepsza muzyka w ogole jaka mam w mojej kolekcji plyt.

      Bylo sporo tez rzeczy ktore nie od razu mi przypasowaly, przez dlugi czas
      nie lubilem Massive Attack, ale osluchalem sie w koncu i jest to dla mnie
      klasyka absolutna, Karmacoma to idealny blunt-soundtrack he he he

      Z czasem, im blizej mojego cwiercwiecza, zszedlem na rytmy bardziej downtempo,
      ktorego krolami absolutnymi sa panowie Kruder & Dorfmeister z miasta Wiednia
      ktore akurat dobrze znam i lubie.

      K&D Sessions to kolejna plytka ktorom spokojnie na wyspe bezludnom zabrac
      bym mogl.

      Aktualnie lykam wszystko z brytyjskiej sceny nu-skool breaks, a z ostatnich
      sentymentalnych podrozy to akurat New Order slucham w duzych ilosciach.

      Aha, jeszcze osobista uwaga do Pippina ktory napisal:

      >Pisząc te słowa słucham Jazzanovy...

      Pippin, zatrudniaj wiecej mlodych blondpraktykantek, to i wiecej lepszej muzy
      bedziesz sluchal smile)))
      Owszem, Jazzaonova chwyta za serce, szczegolnie remix Koopa!!!!!

      pozdr
      dent
    • Gość: Broda Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.chello.pl 12.09.02, 18:48
      To nie fair. Trzeba by z tydzien..i cala ksiazke (bo ja z dinozaurow).
      Zalosna proba skrotu:
      Najpierw ROLLING STONES (duzymi bede oznaczal swoje kolejne
      zaskoczenia i odkrycia) . Beatlesi jako tlo na ktorym "moi" blyszczeli, ale to
      dziecinne, bo nie na tym samym boisku grali. Fala brytyjskiego R@B:
      Animals, Pretty Things, THEM (!) Small Faces, Kinks, Who,
      Yardbirds,Spencer Davis Gr, az tu nagle MANFRED MANN i JETHRO
      TULL. Moody Blues, duzo, duzo pozniej Blood Sweat &Tears, Z Ameryki
      Paul Butterfield Blues Band, Grateful Dead Canned Heat i szok ZAPPY no
      i w tym wszystkim BOB DYLAN.
      Gruchnelo CREAM i mlodziez slowianska przewrocilo na glebe;
      HENDRIX przyszedl, odtanczyl taniec guru gitary i poszedl - a ludziska z
      gebami otwartymi pozostali do dzis. Dave Edmunds z Love Sculpture
      zagral "Taniec z szablami" na gitarze ale po co, natomiast po posluchaniu
      FOCUSa polubilem instrumentale. LED ZEPPELIN po prostu
      niewiarygodny debiut (porownywalny tylko z pierwszymi Stonesami).
      Odkrycie genialnych Amerykanow: ALLMANN BROTHERS BAND i LITTLE
      FEAT. A jeszcze Crosby Stills Nash&Young! Wydawalo sie, ze swiat nie
      byl przygotowany na DOORS ale chwycilo i przytrzymalo do dzisiaj. Powrot
      do tego czego sluchali moi wczesni idole, czyli do Chucka Berrego
      (oczywiscie), Muddy Watersa, Johna L.Hookera, a i glebiej: Willie Dixona i
      Elmora Jamesa. Na King Crimson i Colosseum bylem gotowy, bo
      przeciez bylo juz THE NICE. Rabanie ukochanych AC/DC czy Ten Years
      After przekladalem sobie jakimis Mayallami, Claptonami solo, wczesnym
      Fleetwood Mac (z Greenem) a takze Emerson Lake&Palmer,Vangelisem,
      Yes, i , dokad Mayall z plyta Turning Point nie wbil mnie w ziemie. Ere
      video z hukiem rozpoczal koncert z Dortmundu na kasecie z fantastycznym
      facecikiem w szarym garniturze pod ktorym sie gotowalo: Robertem
      PALMEREM. Fascynujacy film z Grace JONES. Potem wielkie postacie:
      PRINCE i POLICE - z ogromnym wplywem na muzyke lat 80. A byli
      przeciez dekadenccy ROXY MUSIC potem Ferry solo i przez te wszystkie
      lata Kate Bush, Nie chodzi tu o chronologie bo trudno mowic o jakiejs
      ewolucji. Wszystko to jakby dzialo sie jednoczesnie albo nastepowalo
      naturalna rzeczy koleja ale bylo jednorodne; kazdy tydzien, na poczatku w
      Radio Luxembourg a potem juz w plytach z calego swiata przynosil cos
      waznego. John McLaughlin z Mahavishnu i Return to Forever Chicka Corei
      jakos do siebie naturalnie pasowaly. Tak jak 20 lat pozniej Primal Scream
      czy Reef pasowali do tradycji Stonesow. A przy tym caly czas rozgladanie
      sie na boki: YELLO, Tangerine Dream, Simple Minds (za Belfast Child).
      Swiezo zabrzmialo polaczenie bialej i czarnej muzyki na plycie Vivid
      LIVING COLOUR. Talking Heads w "Stop Making Sense". Swietna
      pierwsza RHCP (Mother's Milk); Do dzis pamietam wrazenie jakie zrobily
      plyty "Ten"Pearl Jam i Soundgarden. Nowa muzyka MASSIVE ATTACK,
      Portishead i Tricky. Ale nie wiem czy cos da sie porownac z zachwytem
      pierwsza plyta Dire STRAITS przywieziona z Londynu przez kolege- skad
      takie cos, co to za ludzie?
      Wszystko sie w glowie klebi a tu jeszcze tyle perelek nie wymienionych a
      tak kiedys waznych - taki Gary Numan ze swoim pomyslem na brzmienie
      klawiszy i minimalistyczny wokal, ...
      Nie, sorry, nie da sie tego ulozyc, ten watek to jednak nie dla mnie smile
    • Gość: aontia Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.cc.uni.torun.pl 12.09.02, 19:31
      Ja zaczynalem od kabaretu OT.TO potem byl Kult a potem
      glownie muzyka lat 70-tych z Pink Floyd, King Crimson, VdGG, Camel i Procol Harum na czele
      a potem jeszcze zapomniane zespoly z tamtego okresu
      i tak juz mam nadzieje zostanie
      zdrowienia
    • Gość: dolgorukij MY WAY IP: 62.233.177.* 12.09.02, 19:32
      pierwsza płyta, która mnie powaliła, a właściwie były to 2 płyty poznane
      jednocześnie, około '88 roku: Michael Jackson "Bad" i Pink Floyd "Animals". Ta
      pierwsza wywołuje dziś tylko uśmiech na mojej twarzy, a tamta płyta floydów
      dalej pozostaje moją ulubioną, właściwie dawno pozbyłem się wszytskich ich
      pozostałych dziełek, które zaczęły mnie mierzić, jak zresztą cały prog-rock.
      Ale wracając do szkoły podstawowej: oczywiście metal,i to nie byle jaki, bo
      death-metal wink)) Cannibal corpse, death, napalm death, huehue, i takie tam!!!
      hehe, to były czasy! mały cherubinek o niewinnej różowej twarzyczce, w czarnych
      ciasnych spodniach (elastyczne "dżinsy") białych adidasach (no bo jak
      inaczej?!) i w czarnej koszulce, na której obraz z piekła rodem, trup żłopiący
      krew z kielicha!! huehue!!
      w liceum przerabiałem oczywiście historie w stylu: sztruksy, sandały, koszula,
      rozwiany włos a do tego Zeppelin, Parple, Doors (na Sabatów się jakoś nie
      załapałem - zawsze sądziłem że to straszna kicha)
      no i progres, który dzś wywołuje u mnie mdłości..!!! no może z wyj. genesis.

      A na studiach to już zacząłem wchodzić w taką muzykę, przy której pozostałem do
      dziś i w której odnalazłem się naprawdę.

      Tom Waits (wsio), David Bowie (wybiórczo), Bob Dylan , Jazz (z akcentem na
      Coltrane'a), no i najważniejsze:
      wyrafinowana myzyka z kręgów alternatywnych:TORTOISE, STEREOLAB, SEA AND CAKE,
      JIM O'ROURKE itd
      no i MINIMALIZM

      PHILIP GLASS (na kolanach)
      steve reich
      terry riley

      (polecam amatorom prawdziwej sztuki dźwiękowej)

      przeżywam też od bardzo dawna permanentną fascynację Góreckim

      ech.. no to ulżyłem sobie..!

      pozdr, dolgo
      rukij
    • Gość: mist moja droga IP: *.nowa-deba.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 21:45
      ech to co ja moge tu jeszcze napisac... zaczelo sie przypadkiem, ojciec
      podeslal mi z usa pare tasm, zupelnie przypadkowych, bo na muzie to on sie na
      pewno nie zna... a wiec:Michael Jackson, Randy Trawis, Johnny Cash, no i 2-ka
      LED ZEPPELIN...i na tej plytce odpadlem zupelnie, to bylo gdzies tak okolo 7-8
      klasy podstawowki... zebralem cala owczesna dyskografie ZEPPOW... i poszlo
      dalej... Deep Purple, Pink Floyd, Uriah Heep (oczywiscie pierwsze plytki, zna
      to ktos, tak by the way)... oczywiscie Black Sabbath... nastepny etap to coraz
      ciezsze granie, Judas Priest, Metallica, Slayer... i ciezej, ciezej, Death,
      Canibal Corpse, Carcass, Morbid Angel... Vader oczywiscie... po drodze zaczal
      sie metal klimatyczny... Tiamat, MDB, The Gathering.. potem Black Metal,
      jednoczesnie z cala reszta, Samael (oczywiscie ortodoksi sie beda smiali
      teraz)... i trwalo to troche, a potem powrot... znowu Led Zepps, no i
      amerykansie ekipy: Lynyrd Skynyrd, Stevie Ray Voughan,Allman Brothers Band,
      Gav't Mule... trwa to do dzis + sprawy jazzowe+ SBB+ wiele innych zespolow,
      generalnie otworzylem sie na muzyke zupelnie, nie ma dla mnie znaczenia
      etykietka, jest tylko MUZYKA... dobra MUZYKA, nie jestem w stanie wymienic
      wszystkiego... wiec koncze. generalnie muzyka to moje zycie, nie wyobrazam
      sobie ciszy wokol mnie.../mist
    • leia Re: Twoja muzyczna droga... 12.09.02, 22:56
      O rety, co za patos we wszystkich wypowiedziach... I to krygowanie sie!!! U
      mnie zaczęło się od "Gawędy": "Był wielki słoń, ogromny słoń, największy słoń
      nad Nilem...". Do dziś pamietam choĆ minęło 25 lat! Potem był Drupi. Wcale mi
      nie przeszedł do dziś, a pamiętam też, że z kolegą ze szkolnej ławki,
      późniejszym solistą zespołu Papa Dance zamieniałam się na kasety: ja mu "2+1" a
      on mi "Drupiego" z nieśmiertelną piosenką "Provincia". Potem zafascynował mnie
      niejaki Afric Simone, gość któregoś tam Sopotu, spodobał mi się jego występ,
      ciągle mam przed oczami te jego wygibasy z ogniem! No a potem przyszła "Jolka,
      Jolka pamiętasz" - mój magnetofon marki "Maja" pocił się i dyszał a zakonnice
      po plaży spacerowały 300 razy na dobę. Jakoś równocześnie
      przyszła "Autobiografia". Zakochałam się też w Chrisie de Burghu. Potem długo,
      długo nic i wreszcie parę lat temu prawie umarłam z wrażenia: Bregovic! Cudo!
      Do tego Wes, Era i muzyka z filmu "1492", oraz z filmu "Gwiezdne wojny". No i
      oczywiście romantyczny do obrzydliwości głos Erosa Ramazzotti, dyszkancik
      Gianny Nannini oraz inna włoszczyzna (wynikające zapewne z odwiecznej miłości
      do języka włoskiego ;smile
      • Gość: spinacz Re: Twoja muzyczna droga... IP: 213.231.15.* 17.09.02, 12:34
        leia napisała:

        > O rety, co za patos we wszystkich wypowiedziach... I to krygowanie sie!!! U
        > mnie zaczęło się od "Gawędy": "Był wielki słoń, ogromny słoń, największy słoń
        > nad Nilem...". Do dziś pamietam choĆ minęło 25 lat! Potem był Drupi. Wcale mi
        > nie przeszedł do dziś, a pamiętam też, że z kolegą ze szkolnej ławki,
        > późniejszym solistą zespołu Papa Dance zamieniałam się na kasety: ja mu "2+1"
        a
        >
        > on mi "Drupiego" z nieśmiertelną piosenką "Provincia". Potem zafascynował
        mnie
        > niejaki Afric Simone, gość któregoś tam Sopotu, spodobał mi się jego występ,
        > ciągle mam przed oczami te jego wygibasy z ogniem! No a potem przyszła
        "Jolka,
        > Jolka pamiętasz" - mój magnetofon marki "Maja" pocił się i dyszał a zakonnice
        > po plaży spacerowały 300 razy na dobę. Jakoś równocześnie
        > przyszła "Autobiografia". Zakochałam się też w Chrisie de Burghu. Potem
        długo,
        > długo nic i wreszcie parę lat temu prawie umarłam z wrażenia: Bregovic! Cudo!
        > Do tego Wes, Era i muzyka z filmu "1492", oraz z filmu "Gwiezdne wojny". No i
        > oczywiście romantyczny do obrzydliwości głos Erosa Ramazzotti, dyszkancik
        > Gianny Nannini oraz inna włoszczyzna (wynikające zapewne z odwiecznej miłości
        > do języka włoskiego ;smile
        Ale kwasy!!!
    • advokat Re: Twoja muzyczna droga... 12.09.02, 23:04
      O tym co było 5 lat temu wspominać nie będę,bo aż się wstydzę.Muzyki zaczynałam
      słuchać od popu-pierwsza była Abba.Zaraz po niej Beatlesi i Perfect i tak
      zaczeło się słuchanie na poważnie.Potem róznie-Nirvana,U2,Queen,Radiohead,Janis
      Joplin,Sinead O'Connor z polskiej muzy-Maanam,Hey,ONA.Staram się być otwarta na
      bardzo różną muzykę-uwielbiam też Marka Grechutę czy Dżem,a więc klimaty trochę
      inne niż np. Lady Pank,które także słucham.Lubię stare Wilki,choć te nowe też
      są ponoć niezłe.Lubię Myslovitz.W tej chwili słucham
      Coldplaya,Bartosiewicz,RHCP.Aha-po drodze były też gitarowe brzmienia-
      Clapton,Santana.
    • ozpol Re: Twoja muzyczna droga...= Historii R&R 13.09.02, 05:44
      Ja moze jako stary zgryz ale moze to pomoze wam zrozumiec gdzie wyladujecie
      muzycznie (moze?!?!).
      Ja akurat pamietam Czslawa Wydrzyckiego - teraz Niemana i na zywo podniecalem
      sie Czerwono-Carnymi i Niebeiesko-Czarnymi (Korda, Rusowic, Fabian).
      W sumie to co radio gralo (nasze czy Luxemburg). Ale powoli facynacja tym co
      zaczal Grechuta, Jackowski w Ossian itp. no i pierwszy koncert jazzowy w Jazzie
      nad Odra Surmana i totalny szok.
      Nie bede mowil o mainstream bo to wszyscy ale Dire Strait, Police sa w moich
      zbiorach.
      Teraz mam mase poezji spiewanaj Czerwony Tulipan, Pod Buda, Wolan Grupa itp itp
      Kraina Lagodnosci w pelni.
      Lubie i zbiram muzyke francuska od "staroci" Brel, Adamo do Kaas ale takze
      wloska czyli Drupi i Celentano.
      Blues to jest to co mnie cieszy od wszystkiego LJ Hooker do nowych twarzy.
      No i jazz ale glownie ten "relaksowy' Gordon Dexter type ale ma St Geramain
      tez.
      Czyli chyba zostaniemy z tym na czym wyroslismy (dla wspomnien mlodosci) i
      wybierzemy to co nas bedzie cieszyc i wprowadzac stan spokoju.
    • Gość: ewa Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 11:11
      zgadzam sie całkowicie... róże fascynacje, różne potrzeby, różne okresy!
      ja- hy były sobie te przygody z muzyką napierw takie delikatne brzmienia
      rockowe pużniej przyszedł czas na grunge i fascynacja puźniej była długa !
      wycieczka z gotykiem Type o Negatiwe i tiamat ale źle to na mnie działało bo
      słuchać muzyki żeby wleciała i wyleciała to dlamnie bezsens i wielka kżywda
      muzyczna muzyki trzeba słuchać wczuwać sie i coś z niej wynosić - ale to tylko
      moje zdanie każdy wyrabia je sobie sam więc... było naprawdę źle z ma
      osobowością to co sie działo we mnie w tej młodej 'kobiecie" przeraziło mnie
      do tego stopnia że przerwałam t9o żwłująć ale źle by sie to wszystko skończyło
      załuje bo rozumiem kocham tą muzykę i daje mi on wiele radości, miłości...
      teraz "przyjaźnię sie" z Alice in Chainc, polskim rokiem, Pink Floydami (...) i
      Axelem Rosem itp. daje mi to też wiele satysfakcji radości przemyśleń!
      wiem ze muzyka to ważna żecz w mym życiu zawsze była będzie to nieodłaczny
      element mojego dziwnego życia....
      frapująco, zę są ludzie podobnie myślacy
      serdecznie ściska i zycze wielu ekspresji zwiazku z ulubioną muzyką
      • gregkor Re: Twoja muzyczna droga... 13.09.02, 12:01
        Rok 1981 - Wiek 9 lat - The Beatles i Rolling Stones (wpływy Ojca.
        Lata 82-86 - Polski rock (Republika, Lady Pank, Budka suflera itp.) a takż
        trochę muzyki dyskotekowej (nawet italo na tzw. dyskotekach szkolnych) oraz
        muzyka elektroniczna Jarre, Vangelis, Koto itp.
        Lata 86 - 93 - Metallica - byłem pod wrażeniem "Ride the Lighting", Scorpions
        urzekła mnie płyta "Blackout", również spodobała mi się kapelka The Cure i
        Jesus and Mary Chaine, z polskiej muzyki polubiłem Sztywny Pal Azji i Róże
        Europy i te inne Klaus Mitfochy, Rezerwaty, Dezerterzy itp., no i
        podsłuchiwałem troszeczkę popu. Zaczałem też słuchać klasyki hardrockowej - The
        Doors, Uriah Heep, Deep Purple, najwięcej Jethro Tull, Ten Years After, Black
        Sabbath, Focus, Can, Franka Zappy, Wishboneash, Blue oyster Cult, Hendrix a
        także Pink Floyd, King Crimson i Emerson Lake and Palmer, byłem też pod
        wrażeniem solowych dokonań Wackemana i Jona Lorda. Wpadła mi też płytka Uli
        Dudziak z Walk Away - "Magic Lady" - fantastyczna rzecz, a także wypożyczyłem w
        digitalu płytę Mile and Davis - koncertówka - nie wiedziałem za bardz o co
        chodzi.
        Lata 93 - 94 - Wbrew pozoronm nie uderzyłem w tym okresie w dokonania zespołow
        z Seatlle, kupiłem płytkę Jamiroquai - "Emergency on Planet Earth" - świetna
        płyta dużo klimatu jazzowego, dzięki tej płycie polubiłem ten gatunek muzyki.
        Kawałki "I'm Too Young to Die", "Revolution" i "Music Of The Mind" to prawdziwe
        rodzynki.
        Lata 93-2002 - No i się zaczeło, najpierw od Hancocka jego płyty z lat 70 -
        Head Hunters i Man Child zastrzeliły mnie od razu, potem Weather Report itd.
        Następnie John Coltrane z "Love Supreme" odjechałem. Adam Holzman, Marcus
        Miller, itd można by wymieniać godzinami. Ostatnio interesuję sie również
        gatunkami czerpoiącymi z jazzu i vice versa. Bitem, muzyką klubową, dokonaniami
        DJ'ów itd. Natomiast jazz jest numero uno.
    • jmarr Re: Twoja muzyczna droga... 13.09.02, 12:22
      A co tam, tez sie egocentrycznie powywnetrzam.

      Najpierw, gdzies w piatej klasie podstawowki, Roxette. Postaralem sie o cala
      ich dyskografie, ktora gdzies jeszcze lezy na polce i poki co sie kurzy. Potem
      bylo Queen ("Innuendo" do dzis jest jedna z moich ulubionych plyt) i Led
      Zeppelin, ale bez szczegolnego przekonania. Troche The Beatles, The Who, Jethro
      Tull, pozniej trafilem na Blur i zaczalem sluchac tez okolic - Suede,
      Supergrass, Space. W koncu uslyszalem "This Charming Man" i to zalatwilo moje
      muzyczne fascynacje na dobre - przez rok nie sluchalem niczego innego oprocz
      The Smiths. Potem mi przeszlo (ale chyba niezupelniesmile) i zajalem sie
      Electronic, The The, Magazine, Ludus, Nico, Television Personalities, a obecnie
      jestem na etapie The Monochrome Set.
      • Gość: dolgo smiths IP: 62.233.177.* 13.09.02, 14:34
        ja teraz właśnie zachlysnąłem się smithsami - absolutnie powalajace granie!!
        mam 3 płyty, hatful of hollow, the smiths, queen is dead i słucham w kółko.
        Pytanie tylko, czy będzie to trwalo tyle co u ciebie wink?

        najbardziej uwielbiam wokal Morriseya, no i gitara Marra.... brak słów
        ech... to jest to!!!
        • jmarr Re: smiths 16.09.02, 11:58
          Gość portalu: dolgo napisał(a):

          > ja teraz właśnie zachlysnąłem się smithsami - absolutnie powalajace granie!!
          > mam 3 płyty, hatful of hollow, the smiths, queen is dead i słucham w kółko.
          > Pytanie tylko, czy będzie to trwalo tyle co u ciebie wink?
          >
          Wlasciwie jak sie dobrze zastanowic to chyba trwalo to wiecej niz rok wink
          Pewnie jakis wplyw na to mial fakt, ze nie moglem tych plyt normalnie kupic
          tylko musialem je zamawiac i zanim dostalem ktoras w swoje lapy mijal
          przynajmniej miesiac.

          > najbardziej uwielbiam wokal Morriseya, no i gitara Marra.... brak słów
          > ech... to jest to!!!
    • Gość: huanita Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 13:28
      Oj, niewiele tu kobiet się wypowiadało, więc może dorzucę coś od siebie smile.
      Początkowo moim muzycznym gustem kierowało starsze rodzeństwo, słuchające taśm
      z magnetofonu szpulowego odziedziczonego po wujku (straszny szpan).No i wtedy
      nauczyłam się słuchać Oldfielda,Pink Floyd,Bryana Ferry,Police,Dire Straits.
      Lubię taką muzykę do dziś.
      Moja pierwsza własna kaseta to muzyka Clannad do filmu Robin Hood smile).
      A potem poszło już standardowo... (prześledziłam,że kilku forumowiczów miało
      podobne doświadczenia) Nirvana,Pearl Jam,Alice in Chains,Stone Temple
      Pilots,Oasis. Potem wielka fascynacja The Doors i jednocześnie Sonic Youth(!)
      Generalnie zawsze bardzo mieszałam różne style...bo w trakcie liznęłam Tiamat i
      mojego wtedy ukochanego Type O Negative. Zresztą sentyment pozostał...
      A potem powrót do łagodniejszego smile grania: Faith no more,Rage
      Against,Radiohead,odkrycie rewelacyjnego TOOL,wielka miłość do Massive Attack.
      Potem w związku z tendencyjnym zaglądaniem do pewnej knajpy: Depeche Mode,
      których wcześniej absolutnie nie trawiłam.
      A teraz jest na zasadzie wszechogarniającej tolerancji do muzyki,ale nadal
      głównie zagranica: System of a down (super), Deftones, Korn,jakieś gotyckie
      klimaty,co wpadnie w rękę.
      A z polskich oprócz Kultu...hip hop i Kaliber,Paktofonika
      Pozdrawiam wszystkich,którzy są uzależnieni od muzyki.
    • Gość: Ja 17 Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.klub13.torun.pl 13.09.02, 15:29
      Ja słucham Republiki i IRY.
      • Gość: askia Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 13.09.02, 16:55
        he,hesmile))moj ulubiony tematsmile)))tez sie wywnetrzniesmile)
        jako,ze jestem dziewczyna jakos tak sie dziwnie zlozylo,ze najwiekszy wplyw na
        moj psudorozwoj muzyczny mieli kolejni faceci w moim krotkim jeszcze
        zyciu.wlasciwie tylko za czasow podstawowki bylam w tym wzgledzie niezalezna i
        najpierw przechoxdzilam etap bezgranicznej milosci do Michaela Jacksona, New
        Kidsow,Kylie Minoug("i should be so happy"wink),pozniej jakis rok sluchania
        polskiego rocka(mialam nawet zeszyt, w ktorym zapisywalam wszystkie bardziej
        uduchowione teksty Kobranocki,Maanamu,proletariatu...i lazilam z kumpela po
        osiedlu i spiewalysmy...to byly czasywink),a po polskim rocku znowu powrot do
        disco:Mr President(i faaantastyczne "Coco Jumbo"wink),Captain Hollywood,Fun
        Factory-muzyczny ciemnogrod po prostu.Ale nadeszlo oswiecenie!pierwsza miloscsmile
        milosc sluchala punk-rocka, pila tanie wina i palila papierosy-nagle poczulam w
        sobie anarchistyczny zew(a mialam moze 14 lat),wiec ponizej wszelkiej krytyki
        byloby sluchanie brudnej "komery".Zaczely sie czasy Dezertera,Armii,Farben
        Lehre,Deutera,Sedesu,Naglego Ataku Spawaczawink.A potem milosc sie skonczyla, ale
        pociag do mocniejszego uderzenia pozostal.Kolejny wplywowy kolega pokazal mi
        przede wszystkim Korna-jeszcze w czasach, kiedy Jonathan Davies nie byl gwiazda
        co drugiegi programu muzycznego.I zaczelo siebig_grineftones,RHChP,Sepultura,pozniej
        Soulfly,2TM2,3,Houk(ale ze wzgledu na muzyke,nie
        teksty),Flapjack,Pantera,wybitny Tool(przy "Undertow"padlam na kolana prawie-
        chociaz kolejne produkcje tez wielkie wrazenie zrobily),Primus,Rammstein
        (tekstow nie rozumiem wcalewink),Limp Bizkit...ten etap trwal kilka
        lat.probowalam nauczyc sie sluchac jazzu, otwierac sie na inne gatunki muzyki
        (nie lubie sie ograniczac)-nie bardzo wyszlosad.na szczescie do czasusmilewlasciwie
        bez przyczyny(no niee...jakas przyjemna przyczyna to jednak byla) zaczelam
        odkrywac Stinga,Depeche Mode(uwielbiam!!!),Bobby McFerrina,Morcheebe,Milhaud'a
        (fantastyczny koncert na perkusje),Jamiraquai...i na tym etapie chyba na razie
        jestem...aha!jeszcze polskiego hip-hopu lubie czasem posluchac-zwlaszcza
        kalibra,fisza i lone(aaa...i ostatnio "seniorita"pezet feat. ktos tam bardzo mi
        sie podobasmile).zobaczymy,w ktorym kierunku dalej pojde-lagodnieje na
        starosc.nawet kupilam ostatniego korna,ale bardziej z sentymenu,niz z
        potrzeby.dziadzieje-przestaje mnie krecic ostre granie...pozniej to juz chyba
        tylko Irena Santor i Ich Troje(niczego im oczywiscie nie ujmujac).muzyczne
        pozdrowieniawink.
    • Gość: tred Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.09.02, 22:14
      1986 -1989: Europe i Bon Jovi
      1988-1991: Def Leppard, Bon JoVi, Guns n Roses, Metallica(!)
      1991-1994: Metallica, Slayer, Anthrax, Sepultura
      1994 - dalej : Metallica,
      • Gość: czyzunia Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.09.02, 03:16
        jestem dinozaurem, chyba nawet starszym od brody.poczytajcie wiec emeryta.
        zaczynalo sie w polowie lat 50-tych, byla rewia piosenekpana l.k.i cos
        ciekawszego od choru czajanda.
        wtedy powstawal rock and roll.ja bylem przy jego narodzinach, malo tego bylem
        prawie jego ojcem chrzestnym.ale juz wtedy cos z lekka przechylalo mnie do
        bluesa.
        skrzypiace radi luxemburg.
        przedewszystki elvis, ale byli i inni:little richard,,chuck,bill haley.
        rewelacyjne solowki na gitarze tego ostatniego.
        pozniej bylo deczko latwiej.w pawilonach -pocztowki dzwiekowe. wiekszosc
        naklejona bylana radzieckich kartkach pocztowych. wtedy zaczynali sie bitle.
        sluchalo sie troche polskich ale tylo zastepczo" nc cc. w polszczyznie dopiero
        polanie dali popalic. ha w 67 grali u nas na balu maturalnym.
        stonsi, animalsi, byl tez czas zachwytu shadowsami.i kupa innych brytyjskich
        grup. ale oprocz tego caly czas w pamieci mialem bluesa ktorego jednak trudno
        bylo znalezc na plytach i w radio.lata 60 byly eksplozja.
        wspanialy w onych czasach by piotr kaczkowski ktory wprowadzal na w trudniejsza
        muzyke.
        byl czs kiedy moja jarecka ciagnela mnie do opery. bronilem sie rekami i nogami.
        dopiero pozniej ale o tym dalej.
        w 67 po raz pierwszy uslyszalem"hej joe"henia.to juz bylo to.
        kultowo sluchalo sie pozniej calej paki z woodstock nad ktorym unosil sie powiew
        roberta zimermana no no dylana.
        po woodstock byli cream,zepy, janis, cockera widzialem tylko w przyjaciolach
        ale za to jak zrobionych.
        i tu zaczela sie fascynacja tym co czulem od poczatku-blues.
        slucham nawet prehistorii.ledbetter
        butelkowanie muddy wartersa
        be be krol
        buddy guy
        j.l.hooker
        cory moje dorosle kobitki ktore sluchaly kidsow jakos tez zaczynaja to lubic.
        no moze zeby zgredowi nie sprawiac przykrosci.
        a jesli mozecie posluchajcie radosnej muzyki booker t and mg's i blues brothers
        band. ci ludzie naprawde sami fantastycznie sie bawiac grajac swoje kawalki.
        a jak chcecie pogadac tel.503165351.
        pa pa calusow sto dwa.
    • Gość: koliber Re: Twoja muzyczna droga... IP: 149.156.12.* 14.09.02, 07:50
      LP3, Mini-Max, Sobotnia Popołudniowa, Kaczkowski, Mann, Niedźwiecki, Wieczór
      Płytowy, Beksiński, Wiernik, Piekut, Non-Stop...
      Ale to niemodne, teraz wicei klubowo, cool, i badziewia ala komputerowa czy pop-
      lista i Figurski
      • martolka Re: Twoja muzyczna droga... 14.09.02, 08:32
        Gość portalu: koliber napisał(a):

        > LP3, Mini-Max, Sobotnia Popołudniowa, Kaczkowski, Mann, Niedźwiecki, Wieczór
        > Płytowy, Beksiński, Wiernik, Piekut, Non-Stop...

        ja też tak, plus ostatnio jeszcze Stelmach we własnych audycjach.
        • Gość: koliber Re: Twoja muzyczna droga... IP: 149.156.12.* 14.09.02, 09:16
          martolka napisała:

          > Gość portalu: koliber napisał(a):
          >
          > > LP3, Mini-Max, Sobotnia Popołudniowa, Kaczkowski, Mann, Niedźwiecki, Wiecz
          > ór
          > > Płytowy, Beksiński, Wiernik, Piekut, Non-Stop...
          >
          > ja też tak, plus ostatnio jeszcze Stelmach we własnych audycjach.
          Tylko Stelmacha własnego mało, prostytuuje się jedynie w muzycznej poczcie i
          swiecie na topie.
          • martolka Re: Twoja muzyczna droga... 14.09.02, 14:15
            Gość portalu: koliber napisał(a):


            > > Gość portalu: koliber napisał(a):
            Tylko Stelmacha własnego mało, prostytuuje się jedynie w muzycznej poczcie i
            > swiecie na topie.

            dlatego tylko we "własnych" - mało ich bo mało i późno na dodatek, ale lubię.
    • fnoll zaczelo sie od 'reksia'... 14.09.02, 13:47
      dzieki swojej corce odswiezylem sobie wiekszosc kreskowek ogladanych w
      dziecinstwie i sluchajac ich czesto fenomenalnych podkladow muzycznych
      doszedlem do wniosku, ze to one w duzej mierze uksztaltowaly moje gusta
      muzyczne i wyznaczyly kierunki dzwiekowych poszukiwan

      takze zaczelo sie od "reksia", "bolka i lolka", "sasiadow"... no i "looney
      toones"

      a gdy nauczylem sie obslugi adaptera to jakos okolo 3-ciej klasy SP zaczalem
      sluchac "doroslej" muzyki z kolekcji rodzicow - najpierw w ucho mi
      wpadli "czerwono-czarni" co jest chyba jedyna pozycja z Mojej Drogi Muzycznej
      do ktorej na pewno nigdy nie wroce; poza tym polska muzyka lat 80-tych to moje
      pierwsze doswiadczenia: republika, maanam, kombi, lady pank, tilt...

      pierwsza kaseta jaka sam sobie kupilem okolo 4-5 klasy bylo "spokojnie" kultu,
      jedna z moich ulubionych plyt do dzis, a jakies dwa lata pozniej zaczalem juz
      czesciej i z wiekszym zaanagazowaniem szukac i kupowac (co zostalo mi do
      dzis): kupilem pirackie the cure "disintegration", sex pistols "never mind the
      bollocks", jimi hendrix "band of gypsys", pink floyd "ummagamma",
      metallica "master of puppets" - i to sa wlasciwie podwaliny moich juz wlasnych
      zainteresowan muzycznych, od tego sie zaczelo w 6-7 klasie SP - najwazniejszy
      byl dla mnie wtedy punk i poza sex pistols kapele takie jak ksu, dezerter,
      brygada kryzys, tilt, gbh, exploited, dead kennedys - a niejako w tle
      zbieralem kolejne albumy jimi'ego hendrixa oraz pink floyd

      mialem tez krotki acz intensywny romans z metalem (glownie kreator, predator,
      death, wczesna metallica, razor, hobb's angels of death) zakonczony spaleniem
      prawie wszystkich kaset w momencie naglego nawrotu na chrzescijanstwo (prze
      jakis czas sluchalem wtedy tomasza zoltko) - ktory jednak mi sie nie utrwalil

      jakos na poczatku szkoly sredniej zetknalem sie z jazzem poprzez muzyke
      louis'a armstronga (jakas skladanka), keith'a jarrett'a ("changeless"),
      miles'a davis'a ("bitches brew", "aura") i takie pirackie wydawnictwo, co
      wydawalo czerwone kasety glownie z jazzem

      rownologle do jazzu penetrowalem regiony wszelkiej mozliwej pokreconej
      dolujacej muzyki (wolfgang press, bauhaus, laibach, legendary pink dots...)

      i ciagle brakowalo mi transowej, elektronicznej muzy (mialem bjork, dwie
      skladanki goa-trance i tyle) - az do wyjazdu na studia, kiedy to odkrylem
      funki porcini, coldcut i w ogole dzwieki rodem z ninja tunes, a gdy odkrylem
      audiogalaxy...

      taaaak, moja droge muzyczna mozna podzielic na dwie glowne czesci: epoke
      bezinternetowa, i epoke po odkryciu blogoslawienstw p2p!

      wczesniej to byla kreta sciezka - a teraz to jest wielopasmowa autostrada smile

      i probuje generalnie wszystkiego, najpierw zaspokoilem swoj glod elektroniki
      (poza juz wymienionymi flanger, mouse on mars, squarepusher, dj shadow, dj
      spooky, amon tobin...), pokreconego rocka (mogwai, modest mouse), potem jazzu
      (jezu! mozna sie utopic...), a obecnie etno w roznych stopniach pierwotnosci
      (mari boine, ravi shankar, trilok gurtu, sainkho namtchylak, atman, iva
      bittova...)

      jedyne co odkrylem w erze internetowej tradycyjna droga - to klimaty jassowe i
      w ogole polski nowy jazz, jak tylko mnie stac to zawsze kupuje jakis cd
      (ostatnio nabylem trio oles/trzaska/oles "mikro muzik" - rewelka!)

      dla dopelnienia obrazu wymienie jeszcze rozne drobniejsze fascynacje ktorych
      sie nabawilem w ostatnich latach: muzyka choralna (wzorzec: allegri "miserere"
      oraz hildegarda z bingen), wszystko rodem z jamajki, muza klezmerska (kroke,
      john zorn), ciezkostrawne produkcje wspolczesnej muzyki klasycznej
      (penderecki, schaeffer, ikue mori) i perelki mainstreamu (jak lauryn hill czy
      kent na przyklad)

      plyta numer jeden jak dotad jest dla mnie "mazzol & knuth diffusion ensemble -
      azure excess"



      dziekuje za uwage, milo bylo to spisac smile

    • sarenka_forum Re: Twoja muzyczna droga... 14.09.02, 14:11
      Roxette - Depeche Mode - The Cure - The Doors - Led Zeppelin - Morcheeba -
      Portishead - The Cure (2 raz) - Sting - Eric Clapton - Nick Cave.
    • ihopeyouwilllikeme Re: Twoja muzyczna droga... 15.09.02, 16:42

      • greyrat Re: Twoja muzyczna droga... 15.09.02, 17:04
        Roxette,Guns'NRoses,Wilki(podstawówka piękne czasy, hehe ;> ) - OMD,
        Alphaville, Ultravox - Marillion, Pink Floyd, Eloy , Collage etc. - The Sisters
        Of Mercy, Fields Of The Nephilim, Bauhaus, Garden Of Delight, Clan Of Xymox ,
        Dead Can Dance, Fading Colours etc. ,etc. ,etc. - Ministry, NIN, Waltari,
        Cassandra Complex - Project Pitchfork , VNV Nation, Apoptygma
        Berzerk , :wumpscut: , Covenant, Hocico...etc razy mnóstwo

        przy czym poza pierwszym etapem wszystkiego czego kiedyś słuchałem słucham
        nadal w mniejszym lub większym stopniu, nawet newromanticowych kiczy.
        • Gość: Luk Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 18:43
          METTALICA,Him
          Rock,folk,metal
          • Gość: dyrygent Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.ipt.aol.com 15.09.02, 19:48
            10 lat temu zaczelo sie od Siekiery, Sex Pistols, Gowno Prawdy, Dezertera,
            Zielonych Zabek, KSU, Defektu Muzgo, potem nalogowo przez kilka lat
            DZEM jeszcze z Riedlem, The Doors, Led Zepellin, The Who, Pearl Jam, the
            Police, Nocna Zmiana Bluesa, Lady Pank, OZ pozniej Black Sabath i OZZY!!!,TOOL,
            Metallica, Covenant etc. teraz poslucham praktycznie wszystkiego chociaz
            najbardziej lubie powracac do muzyki lat 70 i 80tych.
            • Gość: Xamel Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.ntvk.com.pl 15.09.02, 21:18
              heh
              myslelem ze bede orginalny a tu ktos mnie ubiegl smile
              w skrocie (pomijajac okrespopjacksonowomadonnowoitp)
              Bon Jovi
              Def Leppard,G'N'R,
              Metallica
              the four trash horseman (czyli mechanix)
              Metallica,Anthrax,Megadeath,Slayer

              a teraz w dluuuuuuuuuuudze
              najpierw byl stary adapter (Chyła,kabaret Dudek ,BUDGIE
              !!! (Alice) , i Niemen) oraz stary grundig (piosenki
              starszego pana)
              potem lista przebojow programu trzeciego
              potem pojawilo sie Bon Jovi i Def Leppard
              krotki ale intensywny okres G'n'r (you could be mine i
              niesmiertelny elektroniczny morderca 2 na motorcyrklu)

              oh ile ja sie nachodzilem za high'n'dry def leppardu !!!!

              gdzies w miedzyczasie Welcome Home Metallicy

              okres Queenow (od miracle a potem wstecz a day at the
              races, a night at the opera ... echhhh )

              potem progggram w trojce - lista najlepszych utworow
              metalowych ...
              ohhh boski wiatr Orion i One
              i wtedy sie zaczelo

              to byl czas ze zaraz byla czarna Metallicy
              Enter Sandman i rownolegle odkrywanie wszystkiego co
              wczesniej

              i potem przez pare lat Metallica tylko z dominacja coraz
              to innej plyty (mialem nawet okres zasluchiwania sie w
              ... And Justice For All)
              nigdy jednak nie czarna ...
              (co ciekawe moj mlodszy znajomy ktory w tym czasie
              uslyszal czarna poszedl w kierunku nowoczesnego metalu
              ktory sie z tego wyklul smile

              jak Metallica to wiadomo - Megadeath, SLayer, Anthrax,
              Pantera, Sepultura

              w miedzyczasie pojawil sie grunge ale chyba nie
              zauwazylem smile

              w warszawie byla NTV i program mlodego Olbrychskiego O
              (tam jeszcze ktos z nim prowadzil ale wstyd przyznac nei
              pamietam kto)
              przez nich pobieglem kupic Dirt Alice in Chains

              no i jeszcze wielka milosc (czyzby nikt ich nie sluchal???)
              Ac/Dc zwlaszcza z wczesnego okresu (choc razor edge
              niezle wbijalo - ale to juz nie dirty deeds ... )

              i tak caly czas metallica
              a cala reszta jako dodatki

              z polskich Acid Drinkers z Litza
              potem Litzowsko-Malejonkowo-Budzynskie 2Tm2,3
              heh do tego nawrocony Megadeath
              Houk

              i ciagle czekanie zeby Metallica zrobila cos na miare
              Ride The Lighting albo Mastera

              odkrycie z kilku letnim opoznieniem grunge - coz na mnie
              mody nie dzialaja - Soundgaden,Perl Jam dolaczyli do Alice'ow

              pojawily sie takie rodzynki jak Red hotsi, Fiathy, Rage,
              ba nawet Creed

              jescze ozywcze Garage days

              i zmierzch bogow - S&M

              teraz nawet nie wiem co sie u nich dzieje ? chyba sie
              rozpadli ?
              ale Kill,Ride i Master pozostana na zawsze ...

              oczywiscie slyszelem tez Zeppelinow (I-IV) sabbathow,
              purpli, manowar,runnig wild, helloween,





      • Gość: ReloM Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.bci.net.pl 16.09.02, 12:31
        ihopeyouwilllikeme napisał:

        > Od kiedy zacząłem słuchać
        > muzyki ( jakiś 10 rok życia ) słuchałem Pink Floyd i No Doubt

        Przepraszam za pytanie, ale ile teraz masz lat? Jak nie chcesz, to nie musisz
        odpowiadać...smile))
    • allegra Re: Twoja muzyczna droga... 15.09.02, 20:54
      Od chwili gdy miałam mniej więcej 12 lat i tak naprawdę po raz pierwszy w pełni
      świadomie odkryłam muzykę, wtedy przede wszystkim dzięki radiu, mój gust
      muzyczny kształtował się przede wszystkim dzięki chyba najlepszemu autorowi
      audycji muzycznych w Europie czyli Piotrowi Kaczkowskiemu. To dzięki niemu
      potrafię dziś zachwycać się muzyką różną i różniastą, także tą biegnącą pod
      prąd i nie wbrew modzie. I to dzięki Niemu czekam teraz z niecierpliwością na
      nową płytę Człowieka, którego muzyka towarzyszy mi już tyle lat i zawsze jest
      dla mnie szalenie ważna i bliska, a którego nazwiska w tej dyskusji jakoś nie
      dostrzegłam, a myślę o Peterze Gabrielu.
      Pozdrawiam i biegnę słuchać MiniMaxu.
      • Gość: pi Re: Twoja muzyczna droga... IP: *.prochem.com.pl / 1.0.0.* 16.09.02, 12:08
        wychowywałem sie na żoliborzu ,będąc sąsiadem piotra kaczkowskiego (chodzilismy razem na lekcje muzyki) i
        bywalcem klubu (pracowni) gdzie poznałem janka chojnackiego. kształtowało to w pewien sposób muzyczne gusta.
        muzyczne w szerokim tego słowa znaczeniu interesowała mnie rowniez muzyka klasyczna i inna niekomercyjną.
        W domu słuchano muzyki, a konkursami chopinowkimi się żyło. Gdy rodzina orzekła że jestem wystarczająco dorosły,
        zabrano mnie na pierwszy konkurs (przesłuchania pierwszego etapu). Ze wzgledu na stopien zainteresowania
        muzyką zgodnie ustalano, ze jeden ciężko zdobyty bilet na finał przypadnie mnie. I tak znalazłem sie w sali
        koncertowej filharmonii, gdzie to mój ukochany koncert e-moll grał mlodziutki 18-letni włoch - MAURIZIO POLLINI. Do
        domu wróciłem z wypiekami na twarzy, nie mogłem spać przeżywając setki razy ów koncert, a gdy ogłoszono
        Polliniego zwycięzcą - oszalałem ze szczescia po raz pierwszy.
        W szkole słuchalismy muzyki typu " Diana" Paula Anki, przeżywaliśmy koncert Marino Mariniego, co śmielsi bąkali cos
        o Elvisie, Cliffie Richardzie i Billym Halleyu. Na pierwszym roku studiów odkryliśmy Radio Luxemburg i razem z
        "kaczką" wyławialismy z trzasków eteru co sie dało. Na jesieni '62 zaciekawił nas pewien utwór o niespotykanej
        dotąd melodyce, dysonansowy na ówczesne czasy o nieprzeciętnym brzmieniu, wykonawcą była jakas grupa
        "bit-else, lub tez beatless" (!!) o której nigdy nie syszeliśmy a utwór nazywał sie: love me do. A gdy na wiosnę '63
        usłyszeliśmy :please please me, oszaleliśmy. Tak zaczęła sie era bitelsów. Zaczęło się słuchanie Top Twenty a nasz
        profesor od termodynamiki nawet nie dziwił się marnej frekwencji w poniedziałek o 8:00 rano. Aż tu naraz poszła
        wieść, ze do Polski przyjezdża Cliff Richard z Shadowsami. udało się cudem zdobyc bilet i wedrzec do Sali
        Kongresowej. Gdy rozległy sie pierwsze dzwięki gitar a zza odsłaniającej się zwolna kurtyny wyłonili się naprzód
        Hank Marvin a potem reszta Shadowsów - oszalałem po raz drugi w życiu!! cdn

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka