Gość: Woda
IP: *.MAN.atcom.net.pl
13.09.02, 09:32
Moje struny głosowe są dziś mocno nadwyrężone, ale szczęśliwe.
Mało ludzi, ziąb, fatalne nagłośnienie. Publiczność - dziwna. 3/4 ludzi stało
z założonym rękami i smetnie kiwało głowami. Tylko nieduża grupka zapaleńców
pod scenę (w tym ja) śpiewała i tańczyła.
Na początek "Minor earth...", potem "Forever not yours". Ale wszyscy czekali
na starocie. No i się doczekali - "I've been loosing you", "Manhattan
Skyline", gitarowe "Stay on...", "Hunting...", "Scoundrel days", "Swing ..".
No i "Take on me". Później parę rzeczy z "Lifelines", no i "Living
Daylights", a na koniec "Sun always shines on TV" (nareszcie jakieś efekty
świetlne). Śmieszne, ale stare kawałki w nowej aranżacji nie brzmią tak, jak
kiedyś. Nic dziwnego, teraz nie gra się juz tak, jak 20 lat temu. Ale...
Morten uroczy - piękny głos, no i to ciało! Największy kontakt z
publicznością miał Magne, reszta nie przejawiała zbytniego zainteresowania.
Na "Hunting..." publiczność śpiewała a capella, ale bardzo rachitycznie.
Lepiej wyszło "Living...".
Niedosyt, niedosyt, niedosyt.
Nie sądzę , zeby spieszyli sie z ponownym przyjazdem, tak jak obiecywał
Magne. Ja jestem zachwycona, czekałam na ten koncert 15 lat i bawiłam się
świetnie, ale dla nich warszawski koncert pozostanie chyba jakimś dziwnym
wspomnieniem. Ani miłym, ani niemiłym. Szkoda.