ilhan
31.10.02, 19:35
Postanowiłem napisać o nich parę słów, bo nikt tu od jakiegoś czasu nie
porusza tematu braci Gallagherów. Wobec tego czuję się do tego zobowiązany,
jako że to dla mnie zdecydowanie najważniejszy zespół.
Heathen Chemistry... Po lawinie krytyki jaka spadła na ostatni album Oasis
trudno upierać się przy opinii że to bardzo wybitna i przełomowa płyta. Ale
na pewno nie można powiedzieć, że zła czy nieciekawa. Moim zdaniem, gdyby
teraz jakiś młody zespół nagrał taki album i nim zadebiutował byłby
okrzyknięty kolejną wielką nadzieją rock'n'rolla i nikt by nie opowiadał, że
to wtórne i że nic nowego (patrz grupy typu The Vines czy The Hives). Po
prostu gdy się ma takie wejście na rynek jak 'Definitely Maybe'(oceniony
przez prasę na Wyspach jako najlepszy debiut wszechczasów obok 'Never Mind
The Bollocks' Sex Pistols), a potem nie dochodzi do "syndromu drugiego
albumu", tylko wydaje się płytę perfekcyjną, idealną od początku do końca,
jak '(What's the Story) Morning Glory?', to już później niewiele można zrobić
lepiej. A im się jeszcze udało wydać niezwykle ambitne 'Be Here Now' (71
minut esencjonalnej, energetycznej muzyki)... Gdyby wówczas doszło do rozpadu
zespołu, nikt by nie szargał teraz Noela Gallaghera, tylko stawiał go obok
największych kompozytorów jacy kiedykolwiek pojawili się na świecie, a zespół
byłby legendą rocka. A tak... Może rzeczywiście dwie następne płyty nie są do
końca tym, czego oczekiwali fani, ale dla mnie są i tak na poziomie, jaki
jest niedostępny dla zdecydowanej większości zespołów. Poza tym znakomity
skład to kolejny niezaprzeczalny atut Oasis - Liam Gallagher to jeden z
najbardziej charakterystycznych głosów w świecie rocka (i jest coraz lepszy),
Noel to już kompozytorska legenda, wyśmienity gitarzysta (może tylko śpiewać
powinien nieco mniej), Gem Archer radzi sobie na gitarze prawie tak doskonale
jak starszy z braci (i jeszcze komponuje wcale niezłe kawałki - patrz 'Hung
In A Bad Place'), Alan White - coraz lepszy. No i Andy Bell, członek słynnego
Ride i dobrego, choć mniej znanego Hurricane No1, ograniczający się wyłącznie
do gry na basie... Poza tym żeby naprawdę ich ocenić (i docenić) trzeba
zobaczyć jaki popis dają na koncercie. Wielka szkoda, że na występie w
Warszawie Torwar zapełnił się może w 1/2... Ale ludzie w Polsce nigdy nie
umieli ich docenić...
Może jestem stronniczy i ograniczony... Może wielkie zalety ich muzyki
przesłoniły mi niedoskonałości (które niewątpliwie są)... Ale dla mnie
ocenianie 'Heathen Chemistry' w niejakim 'Tylko Rocku' na 5/10 to gruba
przesada...(dopowiem tylko, że w tym samym numerze zespół Łzy dostał 6/10, a
Budka Suflera 8/10. I jak tu mówić o fachowości i kompetencji redaktorów? Ja
nie potrafię tego zrozumieć. Może ktoś mi wyjaśni???
Na pewno wiele osób nie zgodzi się z moją opinią, będzie ją podważać (a może
i drwić z niej), ale ja raczej nie zamierzam zmieniać zdania. Słyszę ich
muzykę i ona mówi sama za siebie...