Za oknem niby - to - zima a przede mną leżą dwie płyty - pełne słońca,
zmysłowości i...tańca.
GATO BARBIERI "Caliente!" - 1986 A&M Records
Jeśli do tej pory nie spotkaliście się z jego muzyką to krótka informacja: to
ten od ścieżki dźwiękowej do "Ostatniego tanga w Paryżu" (przebacz, Gato,
musiałam). Jest to jedna z najdroższych płyt w mojej kolekcji, jej koszt to
równowartość czterech innych, zakupionych tego samego dnia w tym samym
sklepie. Później był powrót do domu, przycisk 'play' i...szok, niedowierzanie
oraz wściekłość na krytyków, którzy opatrzyli "Caliente!" pięcioma
gwiazdkami.
Prawie wszystkie utwory to temat główny a potem...wyciszanie - żadnej
improwizacji. Sekcja muzyczna beznadziejna, słuchając tej płyty miałam
wrażenie, jak gdyby muzycy grali jeden podkład do wszystkich utworów, bez
zmiany tempa i wejść / wyjść poszczególnych instrumentów.
Ale jest Barbieri - gorący, rozwibrowany, sięgający dźwiekami do każdej
komórki ciała i jego bardzo emocjonalny saxofon tenorowy, który sprawia, że
czujemy sie jak podczas karnawału w Rio.
Jeśli ktoś chciałby zaszufladkować te dźwieki, to jest to tzw. 'latin
jazz', muzyka bliska S. Getz'owi czy C. Santanie. A tak przy okazji Santany,
to na płycie znajduje sie jego 'Europa', ale jak zagrana!
Barbieri gra tak, że nawet w środku zimy potrafi się zrobić gorąco. Reszta -
nie warta komentarza a producent powinien się zająć disco - polo.
SONNY ROLLINS "Sunny days starry nights"- 1984, Milestone Records
To też 'latin jazz', dobór repertuaru nastrojem i tempem zbliżony
do "Caliente!", ale zespół gra o niebo lepiej, muzycy czują ten rytm.
Osobiste pretensje mam jednak do Rollinsa, może zbyt duże oczekiwania pod
adresem tego saxofonisty? Bo gra, że tak powiem, poprawnie, idzie za frazą,
improwizuje, lecz...brak mi tutaj tego rollinsonowskiego przymróżenia oka,
zabawy muzyką i śmiechu z dżwięku i poprzez dźwięk, czyli tego wszystkiego,
co mają w sobie inne jego płyty - przede wszystkim te koncertowe.
Ta muzyka kołysze, pobudza, nastraja, ale...przynajmniej ja chciałabym
więcej. Jeśli chodzi o szczegóły, to najbardziej podoba mi
się 'Wynton', 'Mava Mava' i 'I'll see you again' a najmniej 'Tell me you love
me'.
A jednak, gdybym miała wybierać spośród tych dwu płyt, to - po dłuuugim
namyśle - jednak Rollins.
I taka refleksja ogólna: co mogłoby powstać, gdyby Barbieri zagrał z
takimi muzykami, jak Rollins? ech...
Dlaczego te dwie płyty? Niezależnie od tego, jakiej muzyki słuchacie na
codzień, TO granie zrozumie każdy. W trakcie wielu spotkań ze znajomymi,
niezależnie od preferowanego przez nich osobiście gatunku muzycznego, gdy
włączę jedną a potem drugą z tych płyt, atmosfera momentalnie się rozgrzewa
(nawet bez alkoholu!), nogi i ręce zaczynaja wybijać rytm a potem...to już
nawet Coltrane nadaje sie do tańca (sprawdziłam, wiem co piszę

).
I ten ochrypły, melodyjny, zawodzący dźwięk saxu, który zostaje na długo i
wpływa...szczególnie na kobiety. W końcu mamy karnawał!