może to już trochę przeterminowane, ale jestem ciekawa Waszych opinii na
temat tej płyty. zauważyłam, że budzi bardzo skrajne emocje- albo ktoś jest
nią zachwycony i na jej podstawie gloryfikuje umiejętności Gilmoura, albo
wylewa łzy z powodu jego ospałego wieku, co jest przyczyną sennego nastroju
płyty. jeśli o mnie chodzi, to jestem nią zachwycona

takie utwory do
posłuchania w nocy, przy kubku herbaty, kiedy sen nie chce nas nawiedzić..
poza tym genialne solówki! gdy słuchałam jej pierwszy raz, od razu przyszła
mi na myśl "the division bell", z czasem i ciemną stronę księżyca
wysłuchałam

krążek utrzymany w floydowym klimacie, ma w sobie coś
intrygującego!