Dodaj do ulubionych

wasze definicje

22.09.06, 13:38
Chodzi mi o definicje melodii .Czym ona wlasciwie jest .Chodzi mi o jakies nietuzinkowe przedstawienie tematu, aby powiazac melodie z tym, jaki ma wplyw na sluchacza. Dlaczego jedna melodia sluchana przez kilku odbiorcow moze sprawiac radosc lub przykrosc.
Obserwuj wątek
    • zamek Re: wasze definicje 23.09.06, 01:52
      Usiłujesz definiować kwestie subiektywne i niedefiniowalne.
      • apfelbaum Re: wasze definicje 28.09.06, 19:19
        Hmmmmm....... słuchając wie się praktycznie wszystko, ale żeby przelać to na
        język konkretu.... zgadzam się z Zamkiem, niemożliwe.
        • quasthoff Re: wasze definicje 28.09.06, 21:33
          Jak to niemożliwe. A Jerzy Waldorff umiał.
          • dobiasz Re: wasze definicje 28.09.06, 22:29
            quasthoff napisał:

            > Jak to niemożliwe. A Jerzy Waldorff umiał.

            Ktoś kiedyś ładnie powiedział, że "pisanie o muzyce jest jak tańczenie o
            literaturze". Można o muzyce pisać ściśle i wtedy będzie to muzykologia, często
            bezduszna. Można pisać pięknie - i wtedy będzie to poezja - poezja jest piękna
            ale z drugiej strony niespecjalnie nadaje się do polemiki czy dyskusji.

            Pytanie o definicje... Definicje to są w encyklopedii. A wszystko reszta to
            rzeczy, które albo się czuje i definiować nie trzeba albo nie czuje i żadne
            definicje nie pomogą.

            Ale takie pytania chyba muszą padać. Wieczny powerplay grupy pl.rec.muzyka.jazz:
            "Co to jest jazz?" wink Ile atramentu przelano...
            • antekgrzymala Re: wasze definicje 28.09.06, 23:30
              > "Co to jest jazz?" wink Ile atramentu przelano...

              No właśnie, to mnie frapuje od pewnego czasu.

              Nie jako miłośnika jazzu, bo nim nie jestem, tylko osobę która z jednej strony ceniąc jazz (za perfekcyjność gry, inwencję i talent muzyków przede wszystkim) z drugiej jest nim poirytowana... Właśnie tym, że włączając radio i słysząc kilka sekund dowolnego jazzu, myślę sobie: "tak, to jest jazz".

              Niezależnie od niezwykłej różnorodności źródeł jazzowych łączy tę muzykę jakiś element natychmiast rozpoznawalny, pewien drażniący *emocjonalny zapach*, zawsze podobny mimo wielości kszałtów muzycznych i, w ostatecznym rozrachunku (wybaczcie, miłośnicy jazzu), pewna płytota.

              Natomiast próba jaśniejszego lepszego określenia w gronie znajomych muzyków (w tym jazzowych), czym jest ten irytujący pierwiastek wspólny całemu jazzowi spełzła tymczasem na niczym smile.

              Co Wy na to?

              [a]
              • quasthoff Re: wasze definicje 28.09.06, 23:50
                Ja bym tego nie okreslił mianem "irytacja". Nie będę też się silił na
                tłumaczenie, czym jest jazz. Natomiast powiem, że osobiscie odbieram ten
                gatunek muzyki(przynajmniej tę jego część, która dociera emocjonalnie do mojego
                wnętrza) jako przeciwieństwo zapisu muzycznego i interpretacji. Jazz jest
                specyficzną formą przekazu, dokonywaną na gorąco, improwizacją w pewnym,
                zaznaczonym cienkimi ramami schemacie, elastycznym elementem wewnetrznej
                wrażliwości.
              • littlun1 ps 29.09.06, 12:55
                chodzilo mi wlasnie o to co pisze antekgrzymala o jazziesmile
          • zamek Szacunek dla P. Jerzego. 29.09.06, 09:17
            Waldorff to umiał nawet tchnąć życie w cmentarz i nazwać psa Puzon, a co dopiero
            pisać o melodii smile
            • quasthoff Re: Szacunek dla P. Jerzego. 29.09.06, 09:26
              Wspominając pana Jerzego własnie to miałem na myśli.
              • littlun1 Re: Szacunek dla P. Jerzego. 29.09.06, 10:37
                Mnie zawsze interesowala istota , sedno sprawy - choc faktycznie dopiero zaawansowane badania nad mozgiem pozwola nam wyjasnic fenomen muzyki , w tym melodii . Mysle jednak ze jakas tam definicja melodii jest ,choc dla mnie sama sucha definicja jest nieistotna . Moze to byc powiedzmy - ciąg minimum 3 nut ( nie wiem czy 2 nuty mozna nazwac melodią)wywolujacy wrazenia sluchowe negatywne lub pozytywne . Definicja krociutka i nie oddajaca glebii tego zjawiska . Slowa tez maja swoja melodyke , spiewnosc... np nietzsche okreslil zaratustre jako dzielo muzyczne i faktycznie czuje sie tam osobliwy rytm . Mimo to slowa nie sa w stanie okreslic rzeczy ktore w sposob bardzo naturalny ksztaltowaly sie przez miliony lat . Moze dlatego ze slowo powstalo stosunkowo pozno po muzyce i te 2 sposoby wyrazania mysli czy emocji nie zdazyly sie ze soba oswoic.
                Wracajac do watku, chcialem tylko dowiedziec sie jak odbieracie melodie roznego rodzaju . chcialem zebrac wasze przemyslenia na ten temat a nie formuowac kolejna definicje do slownika. Macie duza wiedze i wiecie jak muzyka ksztaltowala sie na przestrzeni dziejow co moze byc pomocne . Ja tylko licze na to ze slowo kiedys dorowna muzyce czy malarstwu ( moze juz dorownalo biorac pod uwage ekspresje) ale w taki sposob ze bedziemy miec wiecej mozliwosci analitycznych bo muzyke i jej niuanse mozna dzis predzej wyrazic za pomoca fizyki niz nawet za pomocą najbardziej szlachetnego slowa.
                • quasthoff Re: Szacunek dla P. Jerzego. 29.09.06, 12:26
                  portalwiedzy.onet.pl/4868,11123,1360992,1,czasopisma.html
                  Może ten artykuł odpowie częściowo na to pytanie.
                • pafcio01 Re: Szacunek dla P. Jerzego. 29.09.06, 12:32
                  > Moze to byc powiedzmy - ciąg minimum 3 nut ( nie wiem
                  > czy 2 nuty mozna nazwac melodią)wywolujacy wrazenia sluchowe negatywne lub poz
                  > ytywne

                  Co to są wrażenia słuchowe pozytywne lub negatywne?

                  Sama "melodia" nie ma zbyt dużej siły oddziaływania na człowieka. Melodia to
                  tylko jeden z wielu, bardzo wielu środków przekazu muzycznego.
                  • littlun1 Re: Szacunek dla P. Jerzego. 29.09.06, 13:39
                    > Sama "melodia" nie ma zbyt dużej siły oddziaływania na człowieka. Melodia to
                    > tylko jeden z wielu, bardzo wielu środków przekazu muzycznego.

                    Masz racje . Mysle jednak ze jesli chodzi o wiekszosc sluchaczy ( nie muzyki klasycznej)to melodia ma znaczenie zasadnicze - to co melodyjne jest dobre a to co nie jest to bee . Czesto sie mowi na utwor - "ale fajna melodia". Melodia i utwor staja sie poniekad synonimami ale to juz chodzi o pewien stopien wtajemniczenia w muzyke , Ja zawsze na tym forum mam tendencje do uogolniania. Interesuje mnie caloksztalt zjawiska bardziej pod wzgledem socjologicznym ze tak powiem .Np wczoraj mialem koszmarny dzien jechalem do krakowa i przez 10 godz musialem sluchac rmf fm "najlepsza muzyke" po 3 wytworach od zajecia miejsca w autobusie myslalem ze nie dojade caly do smoka , a w perspektywie mialem jeszcze 5 godzin odsluchu . Dziwne ze nie potrafilem odwrocic od tego uwagi -tak jak nie mozna odwrocic uwagi od bolu podczas przypiekania zelazkiem . Tam wlasnie sila sie na stworzenie czegos melodyjnego , co i tak stwarzalo wrazenie czegos bardzo wymuszonego ( to wlasnie nazywam wrazeniem sluchowym negatywnym - przepraszam za brak scislosci). Gdy slyszy sie dajmy na to marsz turecki mozarta melodia tam przywoluje na mysl odkrycie czegos co juz istnialo w absolutnie czystej formie .jesliby porownac to do kulinariow przypomina to dobrze upieczony placek podczas gdy ww "muzyka " to zakalec bez jakiejkolwiek nosnosci. Jak to pisal lem w "wysokim zamku" takie proby podejscia do muzyki sa jak atakowanie niepokonywalnej przeszkody maniakalnie az do uzyskania oplakanego skutku. Przeszkoda moze i drgnie co owocuje dajmy na to stworzeniem lini melodycznej ale zostaje i tak niepokonana co slyszy wytrawny sluchacz po kilku dzwiekach.Z reszta mniejsza o to bo np jesli chodzi o jazz to mam podobne odczucia do Antkagrzymaly . Z jednej strony poczucie czegos ambitnego z drugiej opor na ten gatunek.Tez nie wiem czemu - moze jesliby to przyrownal do ksztaltow jazz przypomina mi kule roznej wielkosci podczas gdy np muzyka dawna przybiera przerozne ksztalty a ja lubie roznorodnosc w sztuce. Albo jesliby przyrownac do malarstwa jazz to jakby malowanie ciagle jednego tematu na rozne sposoby (np kwiaty) . Zapraszam do dalszej dyskusji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka