Dodaj do ulubionych

Powolny Otto Klemperer

23.10.06, 20:20
22 października słyszałam w południe na Mezzo IX Beethovena pod Klempererem.
Nie znam orkiestry ani daty, bo umknął mi sam początek. Sądząc z fryzur -
lata sześćdziesiąte. Chciałam jednak o interpretecji. Utwór grany był w tak
wolnym tempie, że w pierwszej chwili nie rozpoznałam go. I ledwo
rozpoznawałam w dalszym ciągu. Mam takie pytanie. Czy to maniera tego
dyrygenta, czy też powszechny sposób grania Dziewiątej (i innych utworów)
sprzed lat?
Obserwuj wątek
    • maro76 Re: Powolny Otto Klemperer 23.10.06, 20:45
      mi sie zdaje że to znak firmowy Klemperera
      w jednych utworach sprawdza sie bardziej w innych mniejsmile

      a tak apropos
      to spróbuj Arano, chocby na próbce z Amazona, jak zaczyna Requiem Mozarta
      Sergiu Celibidache
      to jest dopiero akcja
      jakiś recenzent-amator napisał że osiąga poziom Zen w Introitus
      ale Dies Irae jest niezłewink
    • maro76 Re: Powolny Otto Klemperer 23.10.06, 21:01
      jeszcze apropos Requiem
      czy jest gdzies w sieci dokładna rozpiska głosów?
      • bwv1004 Re: Powolny Otto Klemperer 24.10.06, 21:23
        maro76 napisał:

        > jeszcze apropos Requiem
        > czy jest gdzies w sieci dokładna rozpiska głosów?

        Znaczy nutki do głosów?

        Warto zajrzeć w linki na górze forum można tam znaleźć:

        www.cpdl.org/wiki/index.php/Requiem%2C_KV_626_%28Wolfgang_Amadeus_Mozart%29
        • maro76 Re: Powolny Otto Klemperer 24.10.06, 22:12
          bwv1004 napisał:

          > maro76 napisał:
          >
          > > jeszcze apropos Requiem
          > > czy jest gdzies w sieci dokładna rozpiska głosów?
          >
          > Znaczy nutki do głosów?
          >
          > Warto zajrzeć w linki na górze forum można tam znaleźć:
          >
          > www.cpdl.org/wiki/index.php/Requiem%2C_KV_626_%28Wolfgang_Amadeus_Mozart%29
          >
          >

          własnie coś takiego
          dziekuje
          • maro76 Re: Powolny Otto Klemperer 26.10.06, 21:11
            ale Missy Solemnis LvB chyba nie ma, co?
            przejrzałem te linki i nie zauważyłem, chyba ze zgapiłem
            a z chęcią bym posłuchał z partyturą
    • apfelbaum Re: Powolny Otto Klemperer 24.10.06, 20:44
      Taak, na starość Klemperer baardzo z tempami zwalniał.
      Mam w swojej wychuchanej fonoteczce nagranie VII Mahlera, 106 minut.
      Szaleństwo. Jak można było tak wolno itp, I część 28 minut, II- 23.. jak to
      możliwe, a jednak... w tym szaleństwie upatruję metodę. Interpretacyjną. Jaka
      to bowiem przestrzeń ukryta jest w tym wykonaniu, jaki potencjał.
      Wcześniej grało się szybko, Beethovena też, Klemperer był wielkim outsiderem,
      zapewne przez wzgląd na przejścia po wylewie
      a
      • dobiasz Re: Powolny Otto Klemperer 24.10.06, 21:24
        Apfelbaum znasz jakieś opracowania gdzie możnaby poczytać o tempach na
        przestrzeni historii? Bo słyszałem już z paru źródeł, że kiedyś grało się raczej
        dość szybko, potem mniej więcej w czasach Klemperera i Karajana wolniej. No a
        teraz to wiadomo - wraca się do temp szybszych częściowo pod wpływem HIP-u.
        Można o tym gdzieś (niekoniecznie) poczytać po polsku albo angielsku?
        • apfelbaum Re: Powolny Otto Klemperer 26.10.06, 13:10
          Nie znam, a byłoby to niezmiernie ciekawe. Jakoś nie zajmowałem się tym tematem.
          Może nasz Admin wspaniały ma jakiś koncept?
        • dobiasz Re: Powolny Otto Klemperer 26.10.06, 13:54
          dobiasz napisał:
          > Można o tym gdzieś (niekoniecznie) poczytać po polsku albo angielsku?

          Miało być: (niekoniecznie w sieci).
      • arana Jak to właściwie jest? 27.10.06, 17:49
        A tymi tempami? Odkąd usłyszałam Klemperera ciągle o tym myślę. Czy w
        partyturze nie ma informacji narzucających granice tempa? Przecież między
        Klempererem a Bruggenem, którego słyszałam ostatnio, jest taka różnica, że
        można mówić nie o interpretacji, a wręcz o dwóch różnych utworach.
        Oświećcie mnie,proszę!
        • dobiasz Re: Jak to właściwie jest? 27.10.06, 18:05
          arana napisała:

          > A tymi tempami? Odkąd usłyszałam Klemperera ciągle o tym myślę. Czy w
          > partyturze nie ma informacji narzucających granice tempa?

          Są, ale...

          Przed Beethovenem nie ma w ogóle oznaczeń precyzyjnych wg MM, tylko opisowe.
          Jeszcze wcześniej (ale nie wiem dokładnie od którego momentu w historii)
          oznaczeń nie ma wcale.

          Beethoven i później - w zasadzie są, ale wielu dyrygentów i tak robi swoje.
          Zwłaszcza tzn. "wielcy mistrzowie" co to lepiej od Beethovena wiedzieli co on
          chciał napisać wink

          Fragment z Wikipedii o IX Beethovena:

          --
          Beethoven's own metronome markings for his Ninth Symphony are controversial.
          Historically, conductors have tended to take a slower tempo than Beethoven
          marked for the slow movement, and a faster tempo for the military march section
          of the finale. Conductors in the historically informed performance movement,
          notably Roger Norrington, have used Beethoven's suggested tempos, to mixed reviews.
          --

          Ja finału IX Norringtona nie jestem w stanie znieść. A jeśli to to jest właśnie
          prawidłowe tempo?

          Z kolei Gardiner doszedł do wniosku, że w oznaczeniu tempa jest błąd i powinna
          być półnuta z kropką zamiast ćwierćnuty, no i zasuwa dokładnie 2x szybciej, niż
          Norrington (co - o dziwo - daje w rezultacie tempo zbliżone do tego, które
          momentami osiąga Furt wink.

          Żeby było jeszcze śmieszniej "wielcy dyrygenci" lubowali się w rubatach,
          fermatach i zmianach tempa (wstawianych nieraz zupełnie ad libitum), a HIP-owcy
          grają bardziej "pod linijkę". Porównaj sobie np. początek Egmonta pod
          Norringtonem i Karajanem. W partyturze nie ma ani słowa o tym, żeby zacząć
          wolniej i potem się rozpędzać do właściwego tempa, ale tak się utarło i
          praktycznie wszyscy to tak grają. A Norrington od początku leci w takim tempie
          jak napisane i wychodzi wstęp w zupełnie innym charakterze - ja wolę jego wersję.
          • bwv1004 Re: Jak to właściwie jest? 27.10.06, 18:41
            dobiasz napisał:

            > Przed Beethovenem nie ma w ogóle oznaczeń precyzyjnych wg MM, tylko opisowe.
            > Jeszcze wcześniej (ale nie wiem dokładnie od którego momentu w historii)
            > oznaczeń nie ma wcale.
            >
            > Beethoven i później - w zasadzie są, ale wielu dyrygentów i tak robi swoje.
            > Zwłaszcza tzn. "wielcy mistrzowie" co to lepiej od Beethovena wiedzieli co on
            > chciał napisać wink

            Była hipoteza, że LvB owszem metronom miał i wpisywał, ale nie za bardzo
            potrafil się posłużyć i czasem mu się myliło...
            • zamek Re: Jak to właściwie jest? 27.10.06, 21:06
              Ale Beethoven się znakomicie znał z Mälzlem, toteż powątpiewam w to, że nie
              wiedział, jak działa metronom.
              • bwv1004 Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 00:41
                zamek napisał:

                > Ale Beethoven się znakomicie znał z Mälzlem, toteż powątpiewam w to, że nie
                > wiedział, jak działa metronom.

                Wiem, że się znali.

                Ale to nie wyklucza niskiej sprawności w posługiwaniu się urządzeniem. Ale z
                pewnością nie będę się upierał, albowiem nie dość, że była to hipoteza (byc
                może równie mocno uzasadniona jak co poniektóre kotlety), to jeszcze nie wiem,
                gdzie czytałem.
        • hrabia_ory Re: Jak to właściwie jest? 27.10.06, 19:06
          Trzeba mieć na uwadze że nuty są tylko graficznym, UMOWNYM zapisem muzyki.
          Wprawdzie partytura zawiera wszystkie informacje dotyczące wykonania, ale i tak
          wszystko to jest bardzo płynne i nie do końca zdefiniowane. Nie istnieje (dla
          mnie przynajmniej) coś takiego, jak pojęcie "interpretacji właściwej" bo jest
          to zaprzeczenie samo w sobie: nie da się przecież zadowolić wszystkich. I nie
          pomogą tu ani kolejne pokolenia teoretyków produkujący taśmowe traktaty
          o "docieraniu do źródeł", ani instrumentaliści hasający na rupieciach z epoki,
          ani nawet dyrygenci lubujacy się w rekonstrukcjach muzealnych. Oczywiście nie
          chodzi o to aby zapanowało w muzyce owsiakowe "róbta co chceta", ale aby
          pamiętać że i tak każde wykonanie dryfowaniem po mieliźnie, czy to się komuś
          podoba czy nie. Nie sposób zgadnąć "tej jedynej" wizji kompozytora, nawet po
          przeanalizowaniu wszystkich niuansów stylistycznych, osobistych uwag etc. Można
          by spytać o zdanie samego twórcę, ale tego nie jesteśmy wstanie uczynić.
          Zresztą, tak chyba jest lepiej...
          • dobiasz Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 11:54
            > Wprawdzie partytura zawiera wszystkie informacje dotyczące wykonania, ale i tak
            > wszystko to jest bardzo płynne i nie do końca zdefiniowane.

            I pod tym pretekstem dyrygent wyrzuca nawet to co zdefiniowane i gra po swojemu.
            • hrabia_ory Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 14:22
              > > Wprawdzie partytura zawiera wszystkie informacje dotyczące wykonania, ale
              > i tak
              > > wszystko to jest bardzo płynne i nie do końca zdefiniowane.
              >
              > I pod tym pretekstem dyrygent wyrzuca nawet to co zdefiniowane i gra po
              swojemu.

              Nawet matematyka ma odstępswa od reguł. A co dopiero mówić o sztuce.
          • dobiasz Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 12:38
            > I nie
            > pomogą tu ani kolejne pokolenia teoretyków produkujący taśmowe traktaty
            > o "docieraniu do źródeł", ani instrumentaliści hasający na rupieciach z epoki,
            > ani nawet dyrygenci lubujacy się w rekonstrukcjach muzealnych.

            Podoba mi się ten subtelny lekceważąco-pogardliwy ton, jakim mówią przeciwnicy
            HIP-u. Jest w nim coś takiego PiS-owskiego, prawie jak słowo "wykształciuch".
            Skąd ta potrzeba, żeby między wiersze wtrącać tyle emocji? Z braku argumentów?

            > Nie istnieje (dla
            > mnie przynajmniej) coś takiego, jak pojęcie "interpretacji właściwej"

            Oczywiście, że nie istnieje. Bo jeśli kompozytor pisze "przyspieszać" a ktoś
            zwalnia to nie jest interpretacja. To jest przeróbka.
            • hrabia_ory Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 14:18
              > Podoba mi się ten subtelny lekceważąco-pogardliwy ton, jakim mówią przeciwnicy
              > HIP-u. Jest w nim coś takiego PiS-owskiego, prawie jak słowo "wykształciuch".
              > Skąd ta potrzeba, żeby między wiersze wtrącać tyle emocji? Z braku argumentów?

              Nie jestem przeciwnikiem ani HIP-u, ani nawet HIP HOP-u. Nie podoba mi się
              tylko bezwzględna zaciekłość i ortodoksyjność ich przedstawicieli. Stąd ta
              ironia.

              > > Nie istnieje (dla
              > > mnie przynajmniej) coś takiego, jak pojęcie "interpretacji właściwej"
              >
              > Oczywiście, że nie istnieje. Bo jeśli kompozytor pisze "przyspieszać" a ktoś
              > zwalnia to nie jest interpretacja. To jest przeróbka.

              Wszystko jest przeróbką bo nie ma dwóch takich samych wykonań. Rzecz jasna,
              można by się zabawić w realizowanie tempa co do setnej sekundy i mierzenie
              dynamiki w decybelach, ale to już by była nadinterpretacja. Przesada w tym
              kierunku również do niczego nie prowadzi.
              • apfelbaum Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 18:12
                Hmmm... a może z tempem jest tak z jak np. z dynamiką? Wszyscy zainteresowani
                wiedzą, co to forte, ale czy w życiu posługują się decybelami? Zresztą z tymi
                tempami - są niesamowite sprawy. Jedną z moich ulubionych pozycji jest IV
                Symfonia Norgaarda pod batutą Segerstama - trwa w tym wykonaniu 28 minut. I nie
                ma w tym krzty wydumania, czasem są nieziemskie zawieszenia (taki jest ten
                Norgaard, jeszcze żyje a już kanoniczny smile), a czasem niezły "szwung".
                Niedawno usłyszałem nagranie J. Panuli - stwerdziłem, że trochę szybciej. Ale
                to trwało niecałe 19 minut i nie było żadnych vide. Byłem zdumiony. (Norgaard w
                partyturze napisał ca. 23 min.)
                Ciekawy byłby pomysł ze zbadaniem, jak się zmieniały preferencje temp w
                zależności od czasu czy miejsca. Ale tutaj nawet metronomy nie pomagają, skoro
                dyrygenci w ferworze i tak robią po swojemu, a kompozytorzy czasem preferują
                ostatecznie cudze "przeróbki". To, czy jest to jeszcze ciekawa interpretacja
                czy już zdziwaczenie to rzecz do wyczucia przez intuicję, indywidualnie.
                BTW, okazuję tutaj całkowitą ignorancję, ale co oznacza termin HIP?
                apf

                PS. Czasem kompozytorzy są sami sobie winni, jak np. Szostakowicz, który źle
                wpisał ozn. metronomiczne w IX Symfonii, a potem się utrwaliło, na co on się
                wściekał.
                No więc znajomość z Maelzlem wcale nie musiała chronić Beethovena przed
                nieumiejętnością przełożenia swoich idei na określone podziałki, dyć zdarza
                się, że sami kompozytorzy dyrygując własnymi dziełami raz grają szybciej, a raz
                wolniej, jak np. K.Penderecki (np. IV).
                • apfelbaum Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 18:15
                  A jednak coś takiego, jak "właściwa interpretacja" jest zjawiskiem oczywistym
                  dla większości melomanów czy muzyków. To już chyba zagadnienie socjologiczne,
                  dlaczego w danym miejscu i czasie tworzy się uzus wykonania danego dzieła.
                  Chociaż obiektywnie może i nie istnieje.
                  a
              • dobiasz Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 19:41
                > Nie jestem przeciwnikiem ani HIP-u, ani nawet HIP HOP-u.

                Lubię złośliwości pod warunkiem, że są inteligentne a nie prostackie i brodate.

                > Nie podoba mi się
                > tylko bezwzględna zaciekłość i ortodoksyjność ich przedstawicieli. Stąd ta
                > ironia.

                W tym wątku zaciekłość i ortodoksyjność póki co reprezentujesz tylko Ty. Uderz w
                stół...?
                • hrabia_ory Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 20:19
                  > Lubię złośliwości pod warunkiem, że są inteligentne a nie prostackie i
                  brodate.

                  A ja nie lubię wypowiedzi z pogranicza wycieczek osobistych. W żadnej postaci.

                  > W tym wątku zaciekłość i ortodoksyjność póki co reprezentujesz tylko Ty.
                  Uderz
                  > w
                  > stół...?

                  To było zwyczajne odbicie piłeczki, czy mógłbym wiedzieć jeszcze w jakiej
                  kwestii?
                  • dobiasz Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 20:35
                    hrabia_ory napisał:

                    > > Lubię złośliwości pod warunkiem, że są inteligentne a nie prostackie i
                    > brodate.
                    >
                    > A ja nie lubię wypowiedzi z pogranicza wycieczek osobistych. W żadnej postaci.

                    Ja też nie lubię. I nie stosuję. Chyba, że mi ktoś za skórę zalezie, ale Tobie
                    jeszcze do tego daleko, więc nie wiem do czego pijesz.

                    > > W tym wątku zaciekłość i ortodoksyjność póki co reprezentujesz tylko Ty.
                    > Uderz
                    > > w
                    > > stół...?
                    >
                    > To było zwyczajne odbicie piłeczki, czy mógłbym wiedzieć jeszcze w jakiej
                    > kwestii?

                    Co w jakiej kwestii? Nie rozumiem pytania.
                    • zamek Spokój, Panowie! /nt 28.10.06, 20:54

                    • hrabia_ory Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 21:03
                      Insynuowanie, że czyjaś wypowiedź jest prostacka lub brak jej inteligencji
                      odbieram za personalny atak. Ale skoro mi jeszcze daleko do całkowitej pogardy
                      to dziękuje za "uznanie".

                      > Co w jakiej kwestii? Nie rozumiem pytania.

                      Ja również nie rozumiem na czym moja obleśnie ortodoksyjna postawa polega.
                      • dobiasz Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 21:21
                        > Insynuowanie, że czyjaś wypowiedź jest prostacka lub brak jej inteligencji
                        > odbieram za personalny atak.

                        Wybacz, ale żart polegający na nazywaniu Norringtona, Gardinera i spółki
                        "hip-hopem" jest wyświechtany jak...

                        > Ja również nie rozumiem na czym moja obleśnie ortodoksyjna postawa polega.

                        Np. na tym, że nikt tu nie wykopywał topora wojennego, niczego nikomu nie
                        zarzucał, nawet ja - zagorzały zwolennik hip-hopu (jak raczysz nazywać tą szkołę
                        interpretacyjną) - nie zająknąłem się ani słowem, że to dobre a tamto złe albo
                        odwrotnie, a Ty kopię nastawiłeś i ruszyłeś niczym Zbyszko na krzyżackiego posła
                        wyciągając z szuflady dawno przedyskutowany spór, od rupieci, muzealników i
                        innych teoretyków-gryzipiórków chwacko ubliżając. Walcz sobie, jeśli musisz. Ja
                        tylko zdanie swoje przedstawiam, w mieście z jedną filharmonią i jednym sklepem
                        płytowym na krzyż już nie mieszkam, więc jak chcę to sobie słucham Berlińskich
                        Filharmoników (nawiasem mówiąc - ostatnio grali Mszę H-moll Bacha pod...
                        Norringtonem - źle to, czy dobrze? ortodoksyjnie czy hip-hopowo? ja nie wiem,
                        nie poszedłem) a jak nie to Savalla. Mi to tito. Aktualnie Pavement sobie leci
                        (takie garażowe granie zblazowanych doktorantów literatury z Princeton albo
                        innego Harvardu) a w kieliszku południowoafrykański pinotage cinsalt się
                        czerwieni. Pis end law, ziomalu ;-P
                        • hrabia_ory Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 22:06
                          Wprawdzie admin już się odezwał ale muszę sprostować.
                          Nie każdy jest starym wygą który zna wszystkie żarty z przestrzeni kilku
                          dziesięcioleci, ale to chyba nie powód aby zarzucać wulgarność, więc po co te
                          nerwy? Nie przypominam sobie również abym gdziekolwiek użył sformułowania że
                          HIP jest zły lub "be" i że jego założenia są do podszewki pozbawione sensu (sam
                          posiadam nagrania Gardinera i reszty). Sarkastyczno-ironiczny styl jest mi
                          właściwy na co dzień i bynajmniej nie służy on czynieniu komukolwiek
                          złośliwości. Trudno zatem mi się przyznać, abym komukolwiek rzucał rękawice czy
                          też skakał do gardła. Wyrwanie jednak zdania z kontekstu najczęściej prowadzi
                          do złej interpretacji.
                          Pace e gioia... i więcej luzu. To tyle.
                          • dobiasz Re: Jak to właściwie jest? 28.10.06, 22:23
                            hrabia_ory napisał:

                            > Wprawdzie admin już się odezwał ale muszę sprostować.

                            Sprostowanie'm przeczytał i rad jestem, że sytuację wyjaśnia i atmosferę z
                            nazbytecznej stanowisk polaryzacji oczyszcza smile Takoż pozdrawiam.
                            • apfelbaum Re: Jak to właściwie jest? 29.10.06, 11:52
                              Zauważ Dobiaszu, że w pierwszej wypowiedzi Hrabiego było neutralne emocjonalnie
                              jego zdanie, subtelnie pogardliwy ton był jedynie Twoim wrażeniem.
                              Jakoś nie widzę tu pogardy, lecz tylko wyrażoną opinię i to otwartą - że nie ma
                              jednej opcji. Hrabia nie określa tutaj nikogo mianem wykształciuch itp., nie
                              pluje na daną opcję czy podejście, tylko spokojnie wyraża to co ma do
                              powiedzenia. I nie obstaje przy swoim. Ja się z tym poglądem nie zgadzam,
                              ponieważ - tutaj dzięki za objaśnienie - jestem zwolennikiem HIP.
                              Ale to nie znaczy, że mam prawo insynuować przeciwnikowi takie czy inne emocje,
                              ba - sugerować podobieństwo. Ty też masz oczywiście prawo napisać, jak
                              odbierasz taki czy inny wpis, ale umówmy się: te prawa są równe.
                              Zauważ, że to Ty pierwszy użyłeś epitetów "PISowski", "prostacki", "brodaty"...
                              Przepraszam za wymądrzanie się, a Zamka za wchodzenie w kompetencje. Z trudem
                              bowiem znoszę uciekanie się do metod mających zbić adwersarza z tropu zejściem
                              z merytoryki (takowym są autorytatywne oceny wypowiedzi czy
                              insynuowanie "wykopywania toporów"). Sprostowanie sprostowaniem, a ja się źle
                              czuję, że mogę być zaatakowany na forum tylko dlatego, że mam takie czy inne
                              zdanie. Toż to nie ring boksersko-polemiczny smile
                              Serdecznie pozdrawiam (bez ironii smile)
                              apf
                              • hrabia_ory Re: Jak to właściwie jest? 29.10.06, 13:46
                                Dzięki za wyrozumiałość wink Po prostu lubię mówić dobitnie i pikantnie, to
                                wszystko. Wyrażona "opinia" nie jest nawet opinią, gdyż jak już napisałem:
                                niczemu się nie sprzeciwiam i nie walczę gdyż wiele nagrań HIP-owych stanowi
                                mój "żelazny repertuar" i darze je szczerym uwielbieniem. Aby jednak nie
                                zwariować w tym świecie staram się mieć dystans do wszystkiego; nawet do
                                muzyki, która to stanowi sens mojego marnego jestestwa smile Ot, taka zadziorna
                                ze mnie bestyja wink
                                Pozdrawiam
                                • apfelbaum Re: Jak to właściwie jest? 29.10.06, 14:34
                                  Nie sądzę, żeby to była kwestia wyrozumiałości, ale moje przekonanie, że
                                  wartość polemiki obniża się wraz ze wzrostem agresji.
                                  A przede wszystkim to, że ja osobiście nie potrafię "odszczekać" się sprawnie,
                                  blokuję się zazwyczaj trafiony celną strzałą.
                                  Bo co komu po jakichś epitetach itp. Zresztą jaki byłby cel oddalania się od
                                  meritum przez odwracanie uwagi na styl wypowiedzi itp.
                                  To tyle, bo przyganiam, a sam lecę offtopem, zaraz mnie Zamek przywoła do
                                  porządku.

                                  Do rzeczy - osobiście jednak jestem zwolennikiem badania jaki mógł być zamysł
                                  kompozytora, ponieważ przy okazji wiele się wydobywa tajemnic życia w tamtych
                                  czasach, co pozwala uzupełnić świadomość historyczną. Jakkolwiek ja rozumiem
                                  Dobiasza, że trzeba jednak trzymać się jakiegoś gruntu pt. interpretacja
                                  właściwa, w przeciwnym razie konsekwentnie będziemy musieli przyzwalać na
                                  zwykłe hochsztaplerstwo. Trudne to i płynne, poza tym wciąż się zmienia, w tych
                                  czasach to wręcz co chwilę (skoro dekadę wcześniej zupełnie inaczej traktowano
                                  pewne rzeczy w sztuce, tutaj nawet też padło stwerdzenie o powrocie do HIP itp.)
                                  Niezależnie od wszystkiego najlepiej to ujął Stary71 w ostatnim akapicie, co
                                  genialnie zostało rozwinięte przez Kanarka.

                                  pozdrawiam
                                • dobiasz Re: Jak to właściwie jest? 29.10.06, 15:49
                                  hrabia_ory napisał:

                                  Ot, taka zadziorna
                                  > ze mnie bestyja wink
                                  > Pozdrawiam

                                  I ze mnie też ;-P
                              • dobiasz Re: Jak to właściwie jest? 29.10.06, 15:49
                                Można powiedzieć "grać na instrumentach z epoki" a można powiedzieć "rzępolić na
                                rupieciach". Pierwsze jest emocjonalnie neutralne, drugie nie. Jak się używa
                                (potrzebnie lub nie) słów i zwrotów emocjonalnie naładowanych, to się emocje
                                wywołuje tongue_out
                                • apfelbaum Re: Jak to właściwie jest? 29.10.06, 18:32
                                  Racyja i słuszność, na marginesie tak potrafią mówić pp. muzycy z tytułami
                                  (tzn. per rzępolić na rupieciach) - dla mnie podśmiechiwanie się z prób
                                  dotarcia do autentyku jest co najmniej nieeleganckie, a granie muzyki
                                  dawniejszej na współczesnych instrumentach (czyli jej uromantycznianie w
                                  istocie) to swojego rodzaju gwałt. Ale jeżeli piszę o tym, że ja tak czuję i to
                                  moja opinia a nie autorytatywne stwierdzenie, to chyba zachowuję szacunek dla
                                  przedmiotu oraz adwersarza.
                                  Zatem Hrabia tej granicy nie przekroczył zanadto, o ile pamiętam było tam
                                  jakowe "mnie przynajmniej". A poza tym ironia jakaś się tam kryła, zresztą -
                                  apfelbaum i ironia... o zgrozo, ja taki sieriozny jestem, tzn. biorę wszystko
                                  serio, że b. łatwo mnie "wkręcić".
                                  smile
                                  apf
        • stary71 Re: Jak to właściwie jest? 29.10.06, 01:07
          Nie wiem! Ale przypominam sobie, że w swej książce o Brahmsie Erhardt opisuje,
          jak to Brahms przymierzając się do wykonania własnego jakiegoś utworu ze
          spiewaczką, czy skrzypaczką, zapytał: "Jakie jest pani tempo?". Widać, że
          aptekarską skrupulatność uważał za zbędną. A znów w wydanej w tej samej serii
          monografii Mendelssohna Karl-Heinz Koehler wiele miejsca poświęca kwestii
          zmiany poczucia tempa, jaka w praktyce dyrygenckiej nastąpiła za sprawą
          Wagnera. Wagner krytykował mendelssohnowską ponoć tradycję utrzymującą się w
          londyńskiej filharmonii, sprawiajacą, że "każde allegro kończyło się jako
          niezaprzeczalne presto". Z drugiej strony Koehler zauważa, że gdyby próbować do
          dzieł Mendelssohna "wagnerowskich temp" - co przecież czyniono - to muzyka ta
          musiałaby sprawiać "zdecydowanie elegijne wrażenie", itd. Wynika z tego, że
          poczucie tempa jest sprawą indywidualnego stylu każdego kompozytora. Co do IX
          Beethovena - zwróćmy uwagę na niecodzienne określenie 1. części: Allegro ma non
          troppo, un poco maestoso. Dotychczas zawsze było to albo po prostu Allegro,
          albo - zwłaszcza wcześniej - Allegro con brio. Jeśli Beethoven tak szeroko
          określa tempo tej części, to na pewno warto się nad tym zastanowić. Podobnym
          wyjątkiem jest - szalenie interpretacyjnie trudna - 1. część Koncertu
          skrzypcowego - Allegro, ma non troppo. A znów Presto Ody do radości (jak wiemy
          w finale są liczne zmiany tempa) jest dość wyszukanym zabiegiem; przecież
          praktyczniej byłoby rzecz zapisać w drobniejszych wartościach niz szaleć z
          ćwierćnutami. A jednak Beethoven tak to właśni zapisał. Może chodziło mu o to,
          aby głęboko, pod powierzchnią melodii, przebiegał szybki, porywisty nurt. Coś
          podobnego zobaczymy póżniej u Sibeliusa.
          W każdym razie na pewno trzeba studiować styl różnych kompozytorów i z ich
          dzieł - takze kameralnych i solowych - wnioskować o tym, czemu służy u nich
          ekspresja agogiczna. Co można podkreślić, a co się traci, stosując takie, czy
          inne tempo. Bardzo ciekawe jest pod tym względem stare nagranie VII Schuberta z
          Praską Filharmonią i ś.p. Franzem Konwitschnym, niegdysiejszym szefem
          Gewandhausu. Jeśli na nie traficie, to przekonacie się, jak wspaniale wydobył
          on żelazną logikę architektury tego dzieła dzieki subtelnemu cieniowaniu tempa,
          dynamiki, artykulacji i proporcji pomiedzy poszczególnymi grupami instrumentów.
          Najważniejsze jednak nie ulegać manierom, każącym zwalniać drugie tematy (jak
          to się np. czyni z okropnym skutkiem w finale IX Dworzaka) albo przyśpieszać
          nagle tam, gdzie pisze piu vivo, ale wcale nie piu allegro, jak to czyni 90 %
          dyrygentów w 1. części "Szkockiej" Mendelssohna, no i juz w przetworzeniu gubią
          sie zupełnie, bo nie wiedzą, czy mają zwolnić, gdy znów pojawia sie główny
          temat, czy nie. Żałość. Ale kwestia doboru tempa nie jest sprawą "miejscowego"
          efektu. To sprawa całościowego widzenia dzieła i swiadomości, co się chce w nim
          ukazać przede wszystkim.
          Srdecne zdravim
          Vas
          s71
          • kanarek2 Re: didaskalia 29.10.06, 06:08
            > To sprawa całościowego widzenia dzieła i swiadomości, co się chce w nim
            > ukazać przede wszystkim.

            1. Craig, w jednym ze swoich esejow o teatrze, zwraca uwage na role, czy
            scislej dlugosc didaskaliow w dramatach. Pan Brown, powiada, rozpoczyna sztuke
            od calostronicowego "Polmrok w pokoju, na lewo szara szafa w taki czerwony
            rzucik itd itd itd" (vide sztuki Witkacego). Natomiast Szekspir pisze: "Akt I
            Scena I. Werona. Merkucjo:".
            Ta uwaga jest dobrym poczatkiem rozwazan o relacji dramaturg-rezyser.

            Pomiedzy pomyslem autora a publicznym wykonaniem utworu sa dwa etapy, pierwszy
            z nich to samo spisanie utworu, czy namalowanie obrazu, gdy brak slow, farb,
            czy instrumentow, i dlatego nie ma niejako "wyjsciowego dziela" ktore nalezy
            wykonac jak najwierniej oddajac "to co autor chcial powiedziec", bo autor
            czesto nie moze 'wyrazic sie do konca'.

            Druga moment to publiczne wykonanie utworu czy przeczytanie wiersza. Tu wlasnie
            Szekspir zostawia swobode rezyserowi/aktorowi czyli dyrygentowi/muzykom.
            Sprowadzenie wszystkiego do tempa omija rzecz zasadnicza: bo przeciez co z tego
            wynika, ze orkiestra liceum muzycznego w miescie X wykona 3 symfonie Ygreka
            dokladnie w tym samym tempie co Ormandy? Niewiele.

            Istnieja oczywiscie granice dowolnosci, ale to dotarcie od zamyslu autora (o
            ktorym tak gleboko pisze Stary), a nie wspolpraca z metronomem jest obowiazkiem
            artysty. Jedna z madrzejszych sztuk ktore widzialem zostala przywieziona ze
            Strasburga na festiwal teatralny w Warszawie. Dwugodzinny spektakl pokazuje
            prace rezysera z mloda aktorka nad jedna czy dwiema kwestiami z jednej sceny z
            Don Juana Moliera. Kolejne odkrywanie znaczen, roli oddechu, tempa kroku ktorym
            wchodzi na scene, fascynujace dochodzenie do Prawdy (stad nieoczekiwanie
            uniwersalne przeslanie), ktore trzymalo mnie w napieciu od poczatku do konca.
            (Sztuka zreszta oparta na prawdziwym zdarzeniu, i zapiskach owego rezysera).

            Owoce podobnego zapewne podejscia widzialem we wrzesniu. Nieszpory
            Monteverdiego w kosciele na warszawskiej Pradze. Jednym z nagran ktore mam jest
            Parrotta, Taverner Consorts + czolowi solisci, i jest to niezmiernie gladkie.
            Chor belgijski z Namure + zespol z Tuluzy, ustepujac technicznie Parrottowi et
            al., stworzyli znacznie glebsze wykonanie. Tempa wolniejsze, ale calosc
            wypelniona byla trescia i napieciem nieobecym u Taververa, a o nie wlasnie
            chodzi.

            (Schubert, postawiwszy ostatnia nute w Kwintecie C-dur, chcial napisac "Grac
            tak, zeby po plecach szly ciarki, a kobitki to normalnie szlochaly".
            Przemyslawszy sprawe napisal: "Allegro ma non troppo. Adagio. ... ".)

            Tez zdravimsmile
            k.
            • apfelbaum Re: didaskalia 29.10.06, 14:40
              Tak mi się teraz ubzdurało, że dzisiaj określenie przez kompozytora tempa jako
              Allegro non troppo powoduje ryzyko całkowitego niezrozumienia dzieła, o ile nie
              nawiązuje ono do konwencji epok przeszłych (np. Penderecki, Meyer). Czyli że
              konwencja określa ramy wewnątrz których zawartość, wymowa dzieła daje impuls do
              stworzenia jej interpretacji.
              Zatem w czasach Schuberta określenie "Allegro ma non troppo. Adagio. ... "
              oznaczało w efekcie "Grac tak, zeby po plecach szly ciarki, a kobitki to
              normalnie szlochaly".
              Ach, znowu mi uciekła celna metafora, jak zwykle u mnie.
              apf
            • dobiasz Re: didaskalia 29.10.06, 17:02
              > 1. Craig, w jednym ze swoich esejow o teatrze, zwraca uwage na role, czy
              > scislej dlugosc didaskaliow w dramatach. Pan Brown, powiada, rozpoczyna sztuke
              > od calostronicowego "Polmrok w pokoju, na lewo szara szafa w taki czerwony
              > rzucik itd itd itd" (vide sztuki Witkacego). Natomiast Szekspir pisze: "Akt I
              > Scena I. Werona. Merkucjo:".
              > Ta uwaga jest dobrym poczatkiem rozwazan o relacji dramaturg-rezyser.

              To jest dobry przykład, bo... obrazuje złożoność problemu wink

              1. Zamysł autora

              Dramat Szekspira rozgrywa się w gruncie rzeczy w słowach. I dlatego on może
              zostawić tak wiele rzeczy dowolności realizatorów. Z kolei dla pana Browna może
              być ważne, że dywan jest czerwony a nie zielony.

              W muzyce takim Szekspirem jest Bach. Niezależnie od tego, ile prawdy jest w
              anegdocie, że interesował go tylko "dźwięk w punkcie czasu" prawdą jest, że jego
              muzyka znosi majstrowanie przy tempach, dynamice, artykulacji, instrumentacji
              chyba najlepiej. Ale nie ze wszystkimi kompozytorami tak jest. Przykładów w
              których wystarczy tempo zmienić minimalnie, by zmienił się charakter melodii,
              jest aż nadto.

              2. Umowa

              We współczesnym teatrze powszechną praktyką jest duża swoboda reżysera. Może on
              ciąć utwór, skracać dialogi, przestawiać sceny, ignorować didaskalia. Ale już w
              operze - nie. Tutaj granice zarysowane są inaczej - pozwala się reżyserowi na
              wiele, ale każda ingerencja w to co zapisane, w nuty i tekst wywołuje wrzask
              sprzeciwu. Ale dlaczego? Bo taka jest po prostu konwencja. Widz teatralny godzi
              się na taką swobodę, akceptuje ją, wręcz jej oczekuje, a widz operowy - nie. I
              tak samo jest z HIP-em. Po prostu w XX w. znaleźli się ludzie, którzy
              stwierdzili, że dla nich "didaskalia" są jednak ważne i oni chcieliby posłuchać
              muzyki wykonywanej zgodnie z tymi didaskaliami, tak jak są ludzie, którzy chodzą
              na Szekspira granego zgodnie z ówczesnymi realiami. HIP jest po prostu
              obostrzeniem konwencji, decyzją, że tak jak w operze swobodę reżysera ogranicza
              muzyka, tak w muzyce swobodę dyrygenta ogranicza to, co napisał kompozytor (oraz
              to jak w jego czasach rozumiano to, co napisał, a nie jak rozumie się to dzisiaj
              - z tym też bywa różnie).

              3. Nie popadajmy w paranoję

              Oczywiste jest, że nie chodzi o mierzenie tempa metronomem i granie pod linijkę.
              Ale dla mnie osobiście granice interpretacji wyznacza wierność tekstowi.
              Oczywiście, zapis nutowy jest umowny, każde dziecko to wie. Ale właśnie w ramach
              tej umowności jest miejsce na interpretację. Co innego, jeśli kompozytor nic nie
              napisał na temat tempa (albo jakiegokolwiek innego czynnika), albo jeśli to co
              napisał jest nieprecyzyjne, dyskusyjne, a co innego jeśli napisał wyraźnie a gra
              się co innego. Jeśli kompozytor pisze allegretto a dyrygent gra grave to być
              może są jakieś argumenty za tym, że kompozytor pisząc allegretto rzeczywiście
              miał na myśli "zacząć w grave i rozpędzić się do allegretto". Ale jeśli nie ma
              żadnych podstaw do takiego przypuszczenia to dla mnie to pozostanie
              nadinterpretacją.

              Na razie tyle z mojej strony.
              • apfelbaum Re: didaskalia 29.10.06, 18:41
                Nic ująć. Co do pkt. 3 - tutaj znów powraca kwestia, co naprawdę oznacza
                allegretto. Bo inne jest ono u Beethovena, a inne u Szostakowicza. A Mahler b.
                rzadko stosował określenia włoskie, preferując te cudownie twarde i wymowne
                niemieckie.
                No więc konwencja, która nie tylko się zmienia, ale jest inna w tym samym
                czasie w różnych miejscach. Bernsteinowskie wykonania Prokofiewa czy
                Szostakowicza znanych mi Rosjan po prostu nie obchodzą, dla nich to zwykłe
                dziwaczenie. Bo dla nich Mrawinski. A przecież i B. i M. nie łamią żadnych
                zasad. Dlaczego dla B. Allegretto w 2 części Leningradzkiej jest o 30%
                wolniejsze niż dla M.? A przy tym ma to sens.
                Obawiam się, że to wszystko zbyt płynne, by próbować coś więcej, niż tylko
                opisać to zjawisko i znajdować ładne porównania (jak na marginesie Szekspira i
                Bacha - celne). Niechby tak Rachmaninow dał się tak potraktować, jak JSB, ale
                byłyby (...) (ocenzurowałem się sam) smile
                • apfelbaum Re: didaskalia 29.10.06, 18:44
                  Aha - gdzieś słyszałem odtworzone z pianoli nagrania Mahlera finału IV i I
                  części V. Tempa i agogika dokładnie tak jak pisał. Wahnięcia możliwe, ale jest
                  to do bólu przemyślane i precyzyjne. Tak więc u Mahlera nie tu leży pole do
                  popisów interpretacyjnych. Ale skoro wszystko jest tak dokładnie opisane przez
                  kompozytora, to czemu jedno wykonanie nie równa się innym?
                  Jakaś wyższa instancja smile
                • dobiasz Re: didaskalia 29.10.06, 21:48
                  > A Mahler b.
                  > rzadko stosował określenia włoskie, preferując te cudownie twarde i wymowne
                  > niemieckie.

                  Wie ein Kondukt.

                  I któż jeszcze potrzebuje metronomu, nie? wink

                  pam pam. pa-ram
                  [pa_pa_pa]3 pam pam. pa-ram
                  • apfelbaum Re: didaskalia 30.10.06, 21:34
                    Ale jednak w IX jest Andante comodo, ciekawe...
          • apfelbaum Re: Jak to właściwie jest? 29.10.06, 12:02
            A propos - z tymi ćwierćnutami w finale IX:
            podobna sytuacja jest np. w 3 części VIII Szostakowicza. Tempo spore, a on to
            zapisał właśnie ćwiećnutami. Podobnie jak w VIII kwartecie - w 2 części. Same
            ćwierćnuty, cała nuta w tempie 120, a więc normalnie należałoby to zapisać
            szesnastkami.
            A jednak są ćwierćnuty, co sugeruje pewne skandowanie, puls nie zatarty w
            gąszczu drobniutkich wartości, lecz obecny w każdym dźwięku. Drobne wartości
            oddziałują raczej fakturalnie, większe - rytmicznie, energetycznie.

            I jeszcze jedno - gdzieś wyczytałem, że Mozart śmiał się kiedyś z pewnego
            waltornisty (Leutgeba? nie mam listów przy sobie), że kiedy innym w głosach
            pisze Allegro, to jemu Adagio smile "Jakie jest Pana tempo?" smile)

            I jeszcze drugie - mnie także denerwują samowolne zmiany tempa, np. w
            zakończeniu 1 części Wielkiej Schuberta (reminiscencja tematu wstępu) nie ma
            żadnego zwolnienia, a większość kapelmajstrów tak czyni. Po co? żeby
            słuchaczom - kretynom podpowiedzieć "patrzcie - oto powrór w glorii i chwale"?

            Z braterskim pozdrowieniem

            apf
            • arana Jeszcze didaskalia 03.11.06, 17:59
              być może trochę obrazoburcze.

              1. Dobiasz i Jdrk w wątku "Po stopkroć Requiem" napisali:
              dobiasz napisał:
              > Uwierz mi, rekonstrukcja to zupełnie inna dyscyplina niż kompozycja,
              wymagająca nieco odmiennej wiedzy (tzn. skupionej na trochę innych aspektach) i
              odmiennego podejścia.

              Jdrk:
              Wierze, wierzę wink Ale nikt mi nie wmówi, że Lewin wie lepiej od Sussmayra jak
              powinna brzmieć muzyka Mozarta - pewnie nawet nie wie w jakim tempie ją grać
              (patrz osobny wątek) wink

              3. Wiele razy czytałam na tym forum o zastrzeżaniach do interpretacji
              kompozytorów ich własnych dzieł, do ich sposobów dyrygowania, więc chciałam
              zapytać, czy autor-dyrygent dzieła może mieć monopol na idealny kształt utworu
              (łącznie z tempem)? A jego współpracownik z tej samej epoki, tak jak Sussmayer?

              4. Nie chcę niczego sugerować, ale wiadomo np., że autor wiersza nie umywa się
              nawet jako interpretator do dobrego aktora. Czy z muzykami bywa podobnie?

              • dobiasz Re: Jeszcze didaskalia 04.11.06, 10:31
                arana napisała:

                > 3. Wiele razy czytałam na tym forum o zastrzeżaniach do interpretacji
                > kompozytorów ich własnych dzieł, do ich sposobów dyrygowania, więc chciałam
                > zapytać, czy autor-dyrygent dzieła może mieć monopol na idealny kształt utworu
                > (łącznie z tempem)?

                To odbiorca tak naprawdę decyduje - głosując nogami i portfelem wink Ja swój głos
                oddaję na HIP-owców, więc swoich poglądów tłumaczyć chyba nie muszę. Ale są
                tacy, którzy to dyrygentowi przyznają prawo do robienia co mu się żywnie podoba.
                I niech sobie będą ;-P

                > A jego współpracownik z tej samej epoki, tak jak Sussmayer?

                Współpracownik z epoki najprawdopodobniej pisał w podobnym stylu i podobnej
                konwencji więc pomijając różnice indywidualności nie spodziewałbym się
                drastycznych różnic.

                > 4. Nie chcę niczego sugerować, ale wiadomo np., że autor wiersza nie umywa się
                > nawet jako interpretator do dobrego aktora. Czy z muzykami bywa podobnie?

                Chyba nie. Wielu kompozytorów było znakomitymi, koncertującymi muzykami - Liszt,
                Beethoven, Mozart, Haydn, Mahler, a z nam bliższych - np. Lutosławski (wzorcowe
                nagrania własnych symfonii).
              • kanarek2 Re: Jeszcze didaskalia + TVA 05.11.06, 07:18
                > ale wiadomo np., że autor wiersza nie umywa się nawet jako interpretator do
                dobrego aktora. Czy z muzykami bywa podobnie?

                (Z poetami tez bywa roznie. Kostek byl super. Slyszalas Herberta?)

                Z przyjemnoscia, ale i z potrzeby serca, napisze pare banalnosci. Bo, jak
                zauwazyl Dobiasz, sytuacja jest skomplikowana.

                Otoz w moim odczuciu autor wyraza swoje glebokie ja tak jak potrafi, i gdy jest
                Szekspirem czy Rachmaninowem to, nie przez przypadek zapewne, formuje rzecz
                uniwersalnie. Rozne slynne monologi moga byc mowione przez pania lub pana, w
                krynolinie lub bez, rzecz i tak bedzie trafna, trafia bowiem w sedno zazdrosci,
                milosci, czy tej goryczy pustki jesieni.

                Dobry wykonawca mowi o sobie, ale wlasnie wtedy gdy i doskonalosc roli i klasa
                aktora na to pozwala. Argerich, grajaca III Rachmaninowa, traktuje Rachmaninowa
                calkowicie instrumentalnie, ze tak powiem; przypadkowy niemal dostawca slow czy
                nutek pozwalajacy na gleboka wypowiedz swoich prawd. Ktore staja sie naszymi
                prawdami. Nazwijmy to Twierdzeniem o Wartosci Dodanej (przez wykonawcewink)

                Kazdy naprawde dobry utwor na to pozwala, czy do tego zacheca. Penderecki
                dyryguje swoje, niby lepiej sie nie da, ale dopiero za czas jakis ktos
                poprowadzi to zupelnie inaczej. I wtedy sie okaze: rzecz wybitna jest odporna
                na sensowne wariacje, a gdy sie dotrze do jej jadra to wrecz na nich zyskuje.

                I na koniec: ostatnio zaczalem dzielic sluchaczy na tych co wola symfonie, z
                ich anonimowoscia tak trudna do przekroczenia (pozwalajaca jednak na
                zdystansowana ocene tzw 'stalowej konstrukcji dziela'smile), i tych i tych co
                widza ze w sztuce koniec koncow chodzi o emocje, wyrazniejsze w koncercie czy
                kwartecie, obramowane forma emocje, a Mozart jest pretekstem jedynie. Jakze
                urodziwym czestokroc. (Dostalem ostatnio Monteverdiego, dokladnie wpasowanego w
                te teze. Schatz jesli czytasz - ponawiam propozycje ze przesle kawalek.
                Arano?).
                Zdravim,
                k.
                • arana Re: Jeszcze didaskalia + TVA 06.11.06, 11:30
                  kanarek2 napisał:
                  > (Z poetami tez bywa roznie. Kostek byl super. Slyszalas Herberta?)

                  Nie słyszałam. Jeśli znasz wersję Herberta i Zapasiewicza (dla mnie - ideał),
                  napisz słówko o wrażeniach z obu. Doszłam zresztą do wniosku, że moje
                  porównanie nie ma większego sensu, bo autor może mieć w głowie idealną wersję,
                  ale brak mu instrumentu, czyli głosu, i umiejętności recytowania.

                  Monteverdi? Ja z tych, którym w sztuce chodzi przede wszystkim o emocje, więc
                  piękne dzięki, przesyłaj. Jako załącznik do Gazety? Przejdzie?
                  A.
                  • kanarek2 Re: Jeszcze didaskalia + TVA 06.11.06, 20:06
                    Najpierw musisz sie chwile oswajac z nieco bulgotliwym glosem Herberta, a potem
                    jest bardzo ciekawe, zwlaszcza gdy go sie czczismile. A Zapasiewicz jest idealnym
                    port-parole, czy prononce-parole, tak.

                    Ufam ze przejdzie.
                    k.

                    • kasiabrys Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 03:08
                      O, jaka ciekawa dyskusja, szkoda ze sie tak pozno zorientowalam sad
                      Tez mocno sie zastanawiam, czy pytanie - a co na to kompozytor - ma sens?

                      Mnie zamiar autora interesuje wylacznie z ciekawosci historycznej. Oczywiscie
                      ze fajnie byloby wiedziec, jak Vivaldi gral swoje koncerty. Ale jakie to ma
                      znaczenie poza zaspokojeniem ciekawosci? Na szczescie - podkreslam - moim
                      zdaniem na szczescie - zadnego! Bo co: wstaje z grobu Vivaldi, odgrywa 4 pory
                      roku, wszyscy kiwaja glowami: acha, to tak! I co z tego mialoby wynikac? Bo
                      chyba nie to, ze odtad wszyscy graliby tylko wersje kanoniczna, ktora
                      zaprezentowal kompozytor? O, to byloby dopiero nieszczescie, ilez bysmy
                      stracili! Ta muzyka przestalaby zyc.

                      A ze wtedy mozna by dyskutowac z wersja kompozytora? Przeciez dyskusja caly
                      czas sie toczy. Wszyscy ktorzy graja i ktorzy sluchaja nic innego nie robia,
                      tylko tym swoim graniem i sluchaniem nieustannie ze soba dyskutuja.

                      Mnie z pomoca w tej kwestii przychodzi literaturoznawstwo, w ktorym problem -
                      czy dochodzenia, co autor chcial powiedziec, maja sens - zostal w XX w.
                      ostatecznie rozstrzygniety: nie maja sensu z wyjatkiem punktu historyczno-
                      poznawczego.

                      Uznano, ze odbiorca (czytelnik) jest w ogromnej mierze tworca dziela. Odbior
                      jest tworzeniem. Nie mozna przeczytac, nie tworzac jednoczesnie. Kazdy
                      czytelnik narzuca na kazdy czyteay tekst wlasne: upodobania, doswiadczenia,
                      urazy, kompleksy, wlasna psychologie, historie, dzieje, itd. Dlatego Zbrodna i
                      Kara przeczytana przeze mnie to moze byc inna Zbrodnia i Kara niz ta, ktora
                      przeczytal Iksinski. Choc literki byly te same. Autor,chocby nie wiem jak
                      bardzo chcial, nie jest nigdy w stanie sprawic, by jego ksiazka znaczyla dla
                      innego czytelnika to, co dla niego. Co z tego, ze Dostojewski obwinial
                      Raskolnikowa, skoro ja go usprawiedliwiam? (albo na odwrot).

                      Jest takie opowiadanie Borgesa: „Pierre Menard, autor don Kichota”. Opowiada o
                      czlowieku, ktory w XX w. napisal jeszcze raz powiesc Cervantesa. Pozornie
                      toczka w toczke byla taka sama. A jednak ten XX-wieczny Don Kichot byl inny od
                      XVII-wiecznego: glebszy, bogatszy, ciekawszy. Bo napisany przez innego
                      czlowieka. Pomyslcie: jaki musialby to byc czlowiek, ktory w XX w. napisalby
                      taka ksiazke? Czyli: wyobrazmy sobie, ze Bach nie istnial i nagle w XX-wieku
                      ktos pisze taka muzyke jak on. Co Wy na to?

                      Oczywiscie warto jest wiedziec, jak wygladala XVII-wieczna orkiestra. Warto
                      jest sprobowac odtworzyc tamte warunki, wymagania i zagrac. Warto tez to
                      zignorowac. Warto probowac doslownie wszystkiego. Ostatecznie rozstrzygniecie i
                      tak nastapi w uszach i duszach sluchaczy: cos do nich przemowi, a cos nie. Cos
                      im sie spodoba, a cos nie. Jednym to, a drugim tamto. W jednym stuleciu
                      bardziej to, a w innym bardziej tamto. Zamiar autora nie ma tu nic do rzeczy.

                      Pytanie: jak daleko mozna odejsc i czy mozna odebrac zinterpretowac dzielo
                      wbrew autorowi. Mysle, ze dobre dzielo samo sie broni: dopuszczajac wiele
                      interpretacji samo stawia nieprzekraczalne granice. Nie da sie zinterpretowac
                      Zbrodni i Kary jako komedii romantycznej. Choc dla jednego moze byc bardziej
                      ponura, a dla innego mniej ponura ksiazka. A dyskutowac, spierac sie -
                      swietnie, mozna! Poki dzielo jest dyskutowane, to znaczy ze jest czytane i zyje.

                      Wg. mnie, to wszystko daje sie zastosowac rowniez do muzyki. Choc oczywiscie
                      slaboscia moich rozwazan jest fakt, ze nigdy na oczy nie widzialam partytury, a
                      nawet jakbym zobaczyla, to i tak nic bym nie zrozumiala. Wiec nie wiem, jak
                      rygorystyczne granice potrafi postawic artyscie partytura. Ale moim zdaniem,
                      kompozytor, ktory by byl w stanie tak zapisac utwor, aby dalo sie z tego
                      wyczytac jedno jedyne, narzucone przez kompozytora wykonanie, tym samym zabilby
                      swoje dzielo.

                      O literaturze dyskutuje sie o tyle latwiej, ze jednak umiejetnosc czytania
                      liter jest powszechniejsza w narodzie niz czytanie nut. Ale - jak pokazuja
                      wyniki badan z czytania tekstu ze zrozumieniem - juz niedlugo.

                      Kasia




                      • dobiasz Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 10:25
                        > O, jaka ciekawa dyskusja, szkoda ze sie tak pozno zorientowalam sad
                        > Tez mocno sie zastanawiam, czy pytanie - a co na to kompozytor - ma sens?

                        Odpowiem tak: Jak dotąd, spośród wielu nagrań które przesłuchałem, w stu
                        przypadkach na sto bardziej podobają mi się te, w których wykonawca zadał sobie
                        to pytanie i je przemyślał. Więc z mojego punktu widzenia, jako słuchacza, nie
                        jako teoretyka-gawędziarza, ma sens i to podstawowy.
                        • kasiabrys Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 13:54
                          Dobiasz: Takie dictum rzeczywiscie nie zacheca do dyskusji...

                          Kasia


                          • apfelbaum Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 16:54
                            Nie dziwię się Tobie, ponieważ jak tu dyskutować z kimś perorującyn (dyskretnie-
                            jak by nie było)z wyżyn mieszkania w europejskiej stolicy Berlinie, wyżyn
                            stwierdzeń "mi to tito", niewiadomoilu propozycji repertuarowych, filharmonii i
                            ogólnego bycia tu i ówdzie, do tego i ogólego wywyższania się nad nas polskich
                            zaściankowych biedaków, "no boszsszz" sformułowań i innych... tudzież-
                            nieeleganckiego zachowania w stylu inwektyw jakowych.
                            Do Dobiasza, do którego mam sentyment, bo cóż - nudne byłoby to życie bez
                            polemistów, naprawdę przekonanych, że tylko polemika jest w stanie rozruszać
                            świat... Oni bowiem ten świat poruszają. Z tym, że jałowo, bo jakoś niepłodnie.
                            Owoce takie, że się niektórzy z forum wynoszą, np. Przemkowa
                            • dobiasz Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 17:43
                              apfelbaum napisał:

                              > Nie dziwię się Tobie, ponieważ jak tu dyskutować z kimś perorującyn (dyskretnie
                              > -
                              > jak by nie było)z wyżyn mieszkania w europejskiej stolicy Berlinie, wyżyn
                              > stwierdzeń "mi to tito", niewiadomoilu propozycji repertuarowych, filharmonii i
                              >
                              > ogólnego bycia tu i ówdzie, do tego i ogólego wywyższania się nad nas polskich
                              > zaściankowych biedaków, "no boszsszz" sformułowań i innych... tudzież-
                              > nieeleganckiego zachowania w stylu inwektyw jakowych.

                              Żenada.
                            • kasiabrys Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 19:17
                              Dziekuje, Apfelbaum smile

                              Ale nie o to chodzi. Po prostu odpowiedz Dobiasza jest skrajnie
                              indywidualistyczna, a takie podejscie zamyka mozliwosc dyskusji o estetyce, bo
                              ona jednak potrzebuje otwartosci na proby zobiektywizowania problemu.
                              Indywidualizm jest u mnie bardzo wysoko, o ile nie wyklucza mozliwosci
                              porozumienia.

                              Co do teoretyka-gawedziarza: zrobilo mi sie troche przykro, ale po przeczytaniu
                              artykulu Dobiasza o HIPie, poprawil mi sie humor. Dobiaszu, przyganial kociol
                              garnkowi! Sam pieknie poteoretyzowales, a Twoja pasja gawedziarska jest w tym
                              artykule prawie rownie widoczna, jak pasja do HIP. Obie te cechy bardzo mi sie
                              podobaja, ale to juz bedzie w innym watku. Chyba niepotrzebnie sie najezasz.
                              Niby wiadomo: czlowiek strzela, Pan Bog kule nosi, ale czasem warto pomyslec,
                              czy ta kula trafia rzecywiscie w tego, w kogo trzeba.

                              Kasia

                              • dobiasz Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 19:34
                                kasiabrys napisała:

                                > Ale nie o to chodzi. Po prostu odpowiedz Dobiasza jest skrajnie
                                > indywidualistyczna, a takie podejscie zamyka mozliwosc dyskusji o estetyce, bo
                                > ona jednak potrzebuje otwartosci na proby zobiektywizowania problemu.
                                > Indywidualizm jest u mnie bardzo wysoko, o ile nie wyklucza mozliwosci
                                > porozumienia.

                                Ale wyrażenie swojej jak najbardziej subiektywnej opinii, czy upodobań wcale nie
                                wyklucza gotowości do bardziej obiektywnej dyskusji o problemie. Chociaż inne,
                                niemerytoryczne czynniki ją osłabiają. Cóż zrobić.

                                > Co do teoretyka-gawedziarza: zrobilo mi sie troche przykro,

                                Ej, ale to przecież nie było do Ciebie! Bardziej nawet do mnie. Chciałem po
                                prostu podkreślić, że pogląd, który wyraziłem nie jest moim jakimś
                                wykoncypowanym na gruncie teoretycznym dogmatem Dobiasza-polemizatora, tylko
                                subiektywnym wrażeniem Dobiasza-słuchacza, który zresztą dał się HIP-owi
                                zauroczyć "w ciemno" bo sam wtedy jeszcze nie wiedział, że to właśnie jest HIP smile

                                > Chyba niepotrzebnie sie najezasz.
                                > Niby wiadomo: czlowiek strzela, Pan Bog kule nosi, ale czasem warto pomyslec,
                                > czy ta kula trafia rzecywiscie w tego, w kogo trzeba.

                                Ale ja się nie najeżam w ogóle i w nikogo nie strzelam. Co prawda puszczono we
                                mnie serię kompleksów, ale po dwóch latach mieszkania w Krakowie przestało to
                                robić na mnie wrażenie tongue_out
                                • kasiabrys Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 19:51
                                  > Dobiasza-słuchacza, który zresztą dał się HIP-owi
                                  > zauroczyć "w ciemno" bo sam wtedy jeszcze nie wiedział, że to właśnie jest HIP

                                  Coz, Dobiaszu, witaj w klubie, a raczej - powitaj mnie w klubie smile
                                  Wlasnie z Twojego artykulu dowiedzialam sie, ze to, czego slucham i co mnie
                                  porywa, to HIP. Moge powiedziec: gdyby nie bylo HIPu, prawdopodobnie nie
                                  zaczelabym w ogole sluchac muzyki powaznej. Ja w ogole dopiero zaczynam, kazdy
                                  tydzien to dla mnie jakies nowe odkrycie, ale chodze wlasnie po HIPowej lace.
                                  Jednak choc sama jestem zywa ilustracja trafnosci niektorych Twoich stwierdzen,
                                  to z radykalizmem innych sie nie zgadzam. Szykuje sie do szerszego listu nt.
                                  Twojego artykulu, ale chyba nie dzis, bo zaraz zaczniemy w redakcji obsluge
                                  wynikow wyborow i pot z czola obetre dopiero gdzies o 2 w nocy.

                                  Kasia
                                  • dobiasz Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 20:04
                                    Hohoho, widzę, że poważna recenzja się szykuje wink

                                    Artykuł jest oczywiście tendencyjny i radykalny, chyba nawet radykalniejszy, niż
                                    moje dzisiejsze poglądy, które trochę wystygły od kiedy nie muszę się zmagać z
                                    mizerią repertuarową filharmonii w regionalnej stolicy K.* Nie spodziewaj się
                                    więc ognistej polemiki.
                                  • dobiasz Re: Jeszcze didaskalia + TVA 13.11.06, 01:48
                                    > Szykuje sie do szerszego listu nt.
                                    > Twojego artykulu, ale chyba nie dzis, bo zaraz zaczniemy w redakcji obsluge
                                    > wynikow wyborow i pot z czola obetre dopiero gdzies o 2 w nocy.

                                    Jak już napiszesz, to poproszę na maila (dobiasz@gmail.com - pewniejszy niż
                                    gazetowy). Odczułem potrzebę zrobienia sobie przerwy od bytności tutaj. Źle mi
                                    to robi na wątrobę i za bardzo przypomina o tym bagnie od którego uciekłem.

                                    Auf wiedersehen
                                    • kasiabrys Re: Jeszcze didaskalia + TVA 13.11.06, 02:50
                                      dobiasz napisał:

                                      > Jak już napiszesz, to poproszę na maila (dobiasz@gmail.com - pewniejszy niż
                                      > gazetowy). Odczułem potrzebę zrobienia sobie przerwy od bytności tutaj. Źle mi
                                      > to robi na wątrobę i za bardzo przypomina o tym bagnie od którego uciekłem.

                                      OK, ale szkoda. Co do przerwy, to przemysl jeszcze, albo niech nie trwa za
                                      dlugo. Jestem na forum od niedawna i nic specjalnego na nie nie wnosze, wiec
                                      nie mam prawa oceniac. Ale moge powiedziec, ze od razu rzuca sie w oczy wiele
                                      ciekawych osobowosci, z ktorych kazda moze byc strata. Ty jestes jedna z nich i
                                      Twoj Adwersarz Apfelbaum rowniez. Ciekawe osobowosci powinny przyzwyczaic sie
                                      do tego, ze musza miec grubsza skore. Starcia i rany sa nieuniknione, wiec
                                      namawiam do wzajemnej wyrozumialosci. A w pismie szczegolnie latwo o
                                      nieporozumienia - latwiej niz w rozmowie twarza w twarz.

                                      Kasia


                                      • kanarek2 Re: Jeszcze didaskalia + TVA 13.11.06, 06:39
                                        kasiabrys napisała:
                                        > Ciekawe osobowosci powinny przyzwyczaic sie
                                        > do tego, ze musza miec grubsza skore. Starcia i rany sa nieuniknione.

                                        Dlaczego?
                                        Naprawde uwazasz, ze nie da sie prowadzic sensownych rozmow w ktorych, owszem,
                                        roznimy sie - i jest to bez zwiazku z wzajemnym szacunkiem, sympatia, i herbata
                                        ktora pare osob z tego forum wypije wspolnie w FN przy najblizszym spotkaniu?
                                        • kasiabrys Re: Jeszcze didaskalia + TVA 14.11.06, 14:36
                                          kanarek2:

                                          > Naprawde uwazasz, ze nie da sie prowadzic sensownych rozmow w ktorych,
                                          owszem, > roznimy sie - i jest to bez zwiazku z wzajemnym szacunkiem, sympatia,
                                          i herbata > ktora pare osob z tego forum wypije wspolnie w FN przy najblizszym
                                          spotkaniu?

                                          Nie, absolutnie tak nie uwazam. Wrecz przeciwnie. W celach edukacyjnych
                                          podczytuje sobie w wolnych chwilach dawniejsze watki i uderza mnie, ze na ogol
                                          roznicie sie PIEKNIE: kulturalnie, dowcipnie, zyczliwie, z wiedza a bez agresji
                                          i argumentow ad personam. To bardzo mile i zachecajace.

                                          Ale to nieuniknione, ze czasem biora gore emocje i fakt, ze pismo nie oddaje
                                          czesto naszych intonacji, usmiechow i innych min, akcentow, przymrozen oczu
                                          itp, czyli intencji, ktore w bezposrednim kontakcie bylyby calkowicie czytelne.
                                          Stad - moim zdaniem - nieporozumienia w pismie groza czesiej niz w mowie.

                                          W tej konkretnej sytuacji mialam wrazenie, ze morze sie burzy (Ha! La tempesta
                                          di mare, RV 570 smile i chcialam wylac troche oliwy na wzburzone fale.

                                          Kasia
                                          • apfelbaum Re: Jeszcze didaskalia + TVA 14.11.06, 14:39
                                            Faktycznie, internet to niewdzięczne medium komunikacyjne, wypacza treści i
                                            nadaje ton inny od oczekiwanego. Nawet się jakowa agresja pojawia..
                                            Z ludzi mądrych i przyjaznych gotowa uczynić potwory smile A właściwie... czemu?
                                            pozdrawiam!
                                            apf
                                      • apfelbaum Re: Jeszcze didaskalia + TVA 13.11.06, 15:04
                                        Kasiu, racja, ja jestem trochę jak dziecko, daję się wciągnąć w zupełnie
                                        bezsensowne spory i polemiki, starcia, na temat miejsc prowincjonalnych i
                                        mniej, a jednak ciekawe kto tutaj pierwszy takie sformułowania używa... smile
                                        Ale - wracając do rzeczy - dyskredytacja interlokutora, ponieważ jest z Krako
                                        albo z Łodzi czy innego miejsca w Polonii jest o tyle przykre, że nie bierze
                                        pod uwagę jego osobowej specyfiki.
                                        Teksty o wątrobach i innych narządach, miastach i tym podobne mają zdaje się
                                        komuś przypomnieć, kim jest nasz przedmówca, zdaje się czuć kimś lepszym.
                                        Oczywiście - to tylko subiektywny punkt widzenia. Ale jednak o tyle istotny, że
                                        posiadający uczuciową podstawę.
                                        Innymi słowy - nieraz dajesz Dobiaszu wyraz pogardy wobec pozostałych w tym
                                        kraju... Jak gdyby nie bylo, jesteśmy w stanie prawidłowo odczytać słowa
                                        Twojego do nas stosunku, Sam to oddzielasz wyraznie, a ja się zastanawiam - po
                                        co to podkreślania że Ty nie stąd, że tu bagno, i inne sprawy...
                                        Niczemu to nie pomaga, szkoda słów...
                                        • dobiasz pyskówka 13.11.06, 16:34
                                          apfelbaum napisał:

                                          > a ja się zastanawiam - po
                                          > co to podkreślania że Ty nie stąd

                                          Nie będę pisał, że jestem w Pcimiu Dolnym tylko dlatego, że dla kogoś nie
                                          mieszkanie w Polsce jest źródłem kompleksów (bardzo popularnym - na każdym forum
                                          można wręcz odliczać sekundy do momentu, kiedy ktoś "pojedzie po tobie" na tym
                                          punkcie). Jeden może mieć kompleks emigracji, inny Krakowa, jeszcze ktoś inny
                                          może się czuć zakompleksiony bo jego interlokutor jest zawodowym muzykiem. I co?

                                          Gdybym był równie zakompleksiony, napisałbym, że sam się puszysz, że skończyłeś
                                          kompozycję, pracujesz na akademii i jesteś z Krakowa. Tyle, że normalny człowiek
                                          nie traktuje takich rzeczy jak płachty na byka.

                                          A muzyczny krakówek - cóż, poznałem od kuchni i mam o nim zdanie jakie mam.
                                          Twoje wczorajsze i dzisiejsze zachowanie utwierdza mnie w przekonaniu, że się
                                          nie mylę.

                                          Spoczywaj w pokoju. I pozdrów swoją koleżankę o miedzianym czole.

                                          Motto na do widzenia dla Ciebie: Nasze własne wady najbardziej drażnią u innych.

                                          Jeśli bawi Cię ta pyskówka i chcesz kontynuować - oficjalnie zapraszam na priv.
                                          Stawiam jednak dolary przeciw orzechom, że nie skorzystasz, bo potrzebujesz
                                          publiczności, żeby udowodnić kto tu jest pierwszym kogutem. Ja wyrosłem już z
                                          takich wojenek, więc ustępuję Ci miejsca.

                                          Pa pa.
                                          • apfelbaum Re: pyskówka 13.11.06, 19:13
                                            Hm... Dobiaszu, jednakowoż nigdy nie użyłem argumentu wywyższającego ponad
                                            innych, bo akurat "skończyłem kompozycję". Proszę - przejrzyj moje wpisy, nie
                                            zdarzyło się, bym używał sformułowań po prostu nieeleganckich tylko dlatego, że
                                            jakakolwiek pozycja mogłaby mi na to pozwolić.
                                            Nie wiem, kto posiada miedziane czoło, domyślam się, jeżeli się nie myłę, jest
                                            to z Twojej strony gruby nietakt, ... ale zastanawiam się - po Twym - moim
                                            zdaniem naprawdę skandalicznym wpisie - jak to możliwe, że tak mądry i otwarty
                                            człowiek używa - jako argumentu - właśnie wyimaginowanych cech i miejsca
                                            zamieszkania. Widzisz - tu nie chodzi o żadne płachty, ale o zwykły dla innych
                                            szacunek. To U Ciebie pojawiają się Pcimie Dolne i inne -hm... - inwektywy
                                            odnoszące się do cech właściwie drugorzędnych.
                                            Tu kończę, wchodzę na priv, cześć.
                                            • dobiasz [...] 13.11.06, 19:56
                                              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                        • arana Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 18:01
                          dobiasz napisał:
                          > Odpowiem tak: Jak dotąd, spośród wielu nagrań które przesłuchałem, w stu
                          > przypadkach na sto bardziej podobają mi się te, w których wykonawca zadał
                          sobie to pytanie i je przemyślał.

                          Dobiaszu, niezależnie od tego, jak odpowiedział na to pytanie? A jeśli
                          wykonawca powiedział: "Nie!" i interpretacja jest wbrew autorowi?


                          • dobiasz Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 19:14
                            > Dobiaszu, niezależnie od tego, jak odpowiedział na to pytanie? A jeśli
                            > wykonawca powiedział: "Nie!" i interpretacja jest wbrew autorowi?

                            Też. Przykład: Schreier w oratoryjnych rzeczach Bacha (zwłaszcza
                            Weihnachtsoratorium). Biorąc rzecz ortodoksyjnie, to jest to grane przeciw
                            Bachowi - współczesna orkiestra, duży chór itp. A jednak słychać, że Schreier
                            zna wykonania HIP-owe, jest ich świadomy i z tą świadomością robi swoje. Efekt
                            mnie przekonuje, w przeciwieństwie do Karajana czy Klemperera. Albo Anderszewski
                            w Bachu...

                            To jest jak w teatrze - nie chodzi o to, że Hamlet biega po scenie z laptopem,
                            tylko czy reżyser zastanowił się porządnie, po co mu ten laptop smile
                            • apfelbaum Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 23:28
                              Faktem jest, że indywidualność Anderszewskiego czy Klemperera to zupełnie inna
                              bajka, aniżeli Karajan, skłońnego do stosowania urawniłowki w czymkolwiek by
                              nie brał udziału. Bo Anderszewski określa dość mocno swój zakres estetyczny,
                              czyni to przekonująco, z kolei Karajan jest/był po prostu zanadto chętny do
                              spełniania oczekiwań szerokiej publiki, cóż się dziwić Panu Podwójnemu
                              Dyrektorowi. Mikrofony stoją ... smile_
                              Dobiaszu - komentarz o apfelbaumie: Żenada... Z Twoich ust to nawet brzmi jak
                              komplement.
                              Ja pozwoliłem sobie jedynie wyliczyć niektóre Twoje "zawołania", słowa -
                              klucze, chętnie przez Ciebie używane.
                              Sprowadziłeś mnie do parteru - przyczynek do niechęci, a jednak ja Ciebie
                              podziwiwam nadal za nieodmienny dobry humor - na temat własnej osoby.
                              cóż, nożyce zadrżały, ponieważ w stół... uderzono.
                              Nie na tym polega polemika, by zrównywać z ziemią interlokutorów. Oczywiście -
                              teraz ja to czynię, przepraszam - nieelegancko... Jakoś jednak nie jestem w
                              stanie się powstrzymać.
                              Jak sądzę w kolejnym poście odnajdę całe moje wystąpienie i miażdżącą ocenę
                              tegoż... Albo i nic.
                              Tyle odpowiedzi, mam nadzieję Zamku, że nie przekroczyłem granic dobrego smaku,
                              jeśli tak, to bardzo przepraszam.
                              Po prostu źle znoszę przedszkolne wymądrzania się i tyle
                              Bo to ja przecież w tym jestem najlepszy wink
                              apfel
                              • dobiasz Re: Jeszcze didaskalia + TVA 12.11.06, 23:48
                                > Jak sądzę w kolejnym poście odnajdę całe moje wystąpienie i miażdżącą ocenę
                                > tegoż... Albo i nic.

                                Nic. Szkoda słów.
                                • apfelbaum Re: Jeszcze didaskalia + TVA 13.11.06, 14:49
                                  Tym chyba lepiej.
                                  Pozdrowienia serdeczne i grzeczne, apff
                                  • the_woman_in_violet tytułem wyjaśnienia... 15.11.06, 11:45
                                    nie dpbiasz był zaiste powodem dla którego wyniosłam się z gazeta.pl...wink))
                                    jeśli kogoś interesuje dlaczego, nbiech pisze do mnie prywatnie, to nie temat
                                    tego forum, poza tym, nie dam osobiście powiedzieć złego słowa na apfelbauma -
                                    to jest człowiek, któremu wiele zawdzięczam w sensie rozwoju muzycznego...
                                    obserwując zaś podrygi pana D. odkąd byłam na forum także pod innymi nickami,
                                    znając jego cudowne wypowiedzi do mnie, do zamka w prywatnych mailachwink)) (nie
                                    będę przytaczacv, człowiek kultyraln y w ogóle takich rzeczy nie zauważa)...nic
                                    już nie dodam...może sobie kochane stworzonko obrażac nas wszystkich ile chce,
                                    to będzie świadczyło tylko o nim...wink
                                    • the_woman_in_violet Re: tytułem wyjaśnienia... 15.11.06, 11:46
                                      przepraszam za literówki, odwykłam od pisania postów wielozdaniowych na
                                      gazeta.plwink))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka