jako biegły (na krótkie dystanse, zwłaszcza po schodach) teoretyk podzieliłem
muzykę na szereg (albo rząd, ale rząd się kiepsko kojarzy) kategorii. Wiem,
że moja praca nie przepadnie i nie przeminie, acz ku przestrodze zamieszczę
ją tutaj:
1. Muzyka odrzucana. Ta kategoria chyba nie wymaga komentrarza. Jest to ten
rodzaj muzyki, na który odruchowo robi się nam niedobrze
2. Muzyka okazjonalna. To rodzaj muzyki odrzucany, aczkolwiek okazjonalnie do
posłuchania (imprezy, stypy, wesela i tem podobne)
3. Muzyka z przeszłości. To ten rodzaj muzyki, która kiedyś poruszała nas do
głębi, ale z czasem okazało się, że się zestarzała.
4. Muzyka z historią. To muzyka, która jest z nami od zawsze, o której
istnieniu od czasu do czasu sobie przypominamy i przyjemnie się jej słucha.
5. Muzyka bez historii. To ta, w której obecnie tkwimy po uszy, zasłuchani i
odkrywający
6. Muzyka specjalna. To muzyka, która pojawiła się nie wiedzieć kiedy i nie
wiedzieć skąd i pozostawiła bez tchu. Stan ten trwa do dziś i nic nie
zapowiada, by miał się zmienić.
Aha, podejrzewam, że:
a) kategorie są nierozłączne
b) muzyka dokonuje migracji między kategoriami
Jakby ktoś miał metodologiczne uwagi, to chętnie zmodyfikuję.

))
To skoro już mamy kategorię, to daję swoje przykładowe typy:
1) Izabela Trojanowska
2) Linkin Park
3) Jimmi Hendrix
4) Joy Division
5) Placebo
6) Tool i Beethoven
m,
.y.
----------------------------------
What is home without Plumtree's Potted Meat?
Incomplete.