vulture
21.04.03, 12:51
Legenda niegdyś bluesa, potem już nieco bardziej ambitnego pop rocka, a potem
już chyba tylko samego popu, co jakiś czas z mniejszym lub większym sukcesem
powraca na listy przebojów... tak pewnie stanie się i tym razem. Ostatnia
płyta live, „The Dance”, nagrana w składzie z lat 80-tych (Fleetwood, McVie,
McVie, Nicks i Buckingham), dotarła błyskawicznie do pierwszego miejsca list
przebojów w Stanach Zjednoczonych, a i w Europie radziła sobie całkiem
nieźle. To zapewne spowodowało zapotrzebowanie na nowy album studyjny, który –
w składzie uszczuplonym o Christine McVie (stwierdziła, że ma dość
koncertowania i odeszła z zespołu, nagrywając tylko chórki do jednej z
piosenek) – właśnie pojawił się na rynku.
Płyta „Say You Will” to w zasadzie dzieło Stevie Nicks i Lindsaya
Buckinghama; to oni napisali wszystkie utwory i są głównymi wokalistami. Poza
wspomnianą Christine McVie, z gości pojawia się Sheryl Crow (już wcześniej
udzielała się na ostatniej płycie Nicks).
Album jest dość długi, zawiera aż osiemnaście piosenek, których jednak
słucha się bardzo dobrze pod warunkiem, że ktoś lubi taką muzykę oraz głos
Nicks. Piosenki – bo to tylko zwykłe piosenki – to zgrabne popowe utwory z
niezłymi aranżacjami. Nieco bardziej podobają mi się te, napisane przez
Nicks, ponieważ mają w sobie więcej przebojowości, chociaż na singiel,
promujący całe wydawnictwo, wybrano wpadający w ucho „Peacekeeper” autorstwa
Buckinghama.
Naturalnie nie można oczekiwać po Fleetwood Mac jakichś fajerwerków ani
udziwnień, ale o to chyba nie można mieć pretensji. Zespół świetnie realizuje
się zarówno w wolniejszych kawałkach, jak „Goodbye Baby” czy „Steal Your
Heart Away”, jak i w szybszych „Destiny Rules” bądź „Miranda”. Jedynym
zarzutem jest tu oczywiście brak cukierkowego głosu i kompozycji Christine
McVie, ale siła wyższa...
Mimo iż nie jest to muzyka najwyższych lotów, to brzmi świeżo i przyjemnie,
a u Fleetwood Mac o to właśnie chodzi, więc daję hmm... 4/5 (minus jeden
punkt za brak Christine McVie).