teddy4
21.05.03, 21:32
Niekoniecznie wszyscy uznani przez ogół za WIELKICH rocka budzą Wasze
uznanie. Jeżeli potrafisz marytorycznie dowalić tym, którzy Twojego uznania
nie budzą - to to jest odpowiedni wątek dla Ciebie.
Zaczynam więc.
MARILLION - zawsze dostawałem ataku szału gdy znawcy gatunku stawiali ten
zespół w jednym szeregu z np. Genesis. Marillion z Fishem to dla mnie tylko
sprawnie grający zespół z kompozycjami, które nie grzeszyły specjalną urodą
bąź oryginalnością . Tylko nieliczne kawałki bronią się po latach -
najbardziej chyba "Punch and Judy". Steve Hogarth wniósł do tej kapeli trochę
dobrej energii ("No one can" to dla mnie najlepsza piosenka Marillion
forever) ale nie starczyło jej nie na długo.
SEX PISTOLS - rokendrolowy cyrk. W duchu śmieję się z osób, dla których Sid
V. był idolem - bo tak naprawdę to niczym nie róznił się od bohaterów Big
Brothera.Nie był muzykiem, nie pisał piosenek natomiast niewątpliwie był
medialny. Ale ten bunt był zdaje się w dużym stopniu kontrolowany i przede
wszystkim sterowany. Sid był po prostu zdizajnowanym i stargetowanym
produktem. Czas późniejszy pokazał, że Johnny Rotten/John Lydon istotnie jest
zdolniachą -ale w Sex Pistols raczej nie był. Dla mnie najbardziej istotnym
muzykrem SP był Glen Matlock bo to on napisał prawie wszystkie piosenki
na "Never Mind The Bollocks" po czym Mc Laren go wyrzucił. Ale Matlocka mało
kto pamięta. Za to Sid..... To był gość!!!