vulture
30.05.03, 22:05
Jubileuszowy, 40 już Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu rozpoczął
dobrze znany sygnał oraz żarty prowadzącego Bałtroczyka, nieco lepsze niż
żarty innych, nieobecnych na razie, prowadzących. Na samym wstępie
ekshumowano Jacka Fedorowicza, który prowadził pierwszy festiwal, a obecnie
przez kilka minut snuł wspomnienia, dopóki mu nie podziękowano. I wtedy
rozpoczął się koncert
PREMIERY 2003
Koncert rozpoczęli laureaci zeszłorocznego konkursu, BUDKA SUFLERA w
odświeżonym składzie (niezbyt odświeżony był chyba Krzysztof Cugowski – przez
pomyłkę włożył płaszcz, będący chyba strojem z jakiejś komedii o cinkciarzach
z lat 80-tych), a następnie WILKI, które zaśpiewały piosenkę o biuście Baśki
i szczęśliwie zeszły ze sceny.
Część zasadniczą opiszę według kolejności poszczególnych występów, co by nie
uronić ani jednej nutki...
1. BLUE CAFE „Do nieba, do piekła”. Problemy głosowe wokalistki okazały
się być jej prawdziwym głosem, więc całkiem udanie odnalazła się ona w
piosence, będącej hybrydą najciekawszych dokonań Zdzisławy Sośnickiej i Majki
Jeżowskiej. Tekst składał się z kilku słów, więc cudowna Tatiana jakoś tam
poradziła sobie z jego zapamiętaniem. Publiczność za to miała problemy z
zapamiętaniem całego utworu, ale chyba nie stanowiło to istotnego faktu dla
przebiegu całego festiwalu.
2. ANDRZEJ CIERNIEWSKI „Dwie morgi słońca”. Jako że pieśń powstała
dzięki tandemowi Mogielnicki/Lipko, śmiemy podejrzewać, iż nawet Budka
Suflera nie chciała tego nagrać... w końcu o stronie C singla jeszcze nikt
nie słyszał...
3. GEORGINA TARASIUK „Pierwszy raz”. Piętnastoletnia laureatka „Szansy
na sukces”, osławiona wspólnymi występami z Violettą Villas i Ryszardem
Rynkowskim, pokazała nogi oraz udowodniła, że jest nogą, jeśli chodzi o śpiew
na żywo. Ostatecznie dziecię wyjęczało utworek-potworek w stylu wczesnej Anny
Jurksztowicz, z podobną zadyszką nawet... Dobrze, że przynajmniej jeszcze za
wcześnie na rozbieraną sesję... O, matko, ile lat ma teraz Paschalska?!
4. LESZCZE „Kombinuj”. Wokalista wyglądał jak młody Andrzej Rosiewicz,
zakładając, że Rosiewicz był kiedyś młody. Piosenka chyba miała być
prześmiewczo-obyczajowa, ale nie codziennie jest niedziela. A akurat padło na
piątek.
5. ŁZY „Oczy szeroko zamknięte”. Featuring kwartet smyczkowy. Płonąca
dekoracja, od której niestety nie zajęli się członkowie zespołu (aczkolwiek
włosy wokalistki nosiły znamiona jakiejś katastrofy), stanowiła ciekawe tło
do wykonanego interesującego satyrycznego utworu dancingowego o losie
zaklętym w kropli bursztynu i cieniach, tańczących na ścianie. Jan Pietrzak
byłby zachwycony.
6. MAKOWIECKI BAND „Oto jestem (Nigdy nie mów mi)”. Makowiecki nie ma
podzielności uwagi i nie umie jednocześnie śpiewać i grać na gitarze, być
może w ten sposób próbując doskonalić każdą z tych umiejętności
indywidualnie. Powiedzmy to otwarcie: Makowiecki po prostu nie umie ani
śpiewać, ani grać na gitarze, więc jego występ powinno się wyciąć dla dobra
tych, którzy nie są głuchoniemi.
7. MARTA „Jeszcze jeden taki dzień”. Wokalistka sesyjna, widać że uboga,
bo wystąpiła w zafajdanej piżamie, powinna się natychmiast przekwalifikować
na piosenkę religijną, bo z takim głosem to tylko pod kościół...
8. PIASEK „Wszystko trzeba przeżyć”. Może i tak, ale ten występ było
niezwykle trudno, gdyż mimo faktu, iż pieśń trwała tylko trzy minuty,
zażenowanie odczuwało się jak po godzinie...
9. MARYLA RODOWICZ „Roztańczę w sobie cały świat”. Autorzy: Sławomir
Sokołowski (Bolter, Just 5) i nieoceniony Jacek Cygan. Wyglądało to jak hołd
składany Rodowicz przez Ałłę Pugaczową, śpiewającą pierwszą w konkursie
piosenkę, posiadającą refren. Jeśli w ogóle cokolwiek dobrego można o tym
powiedzieć.
10. SKIBA „Każdy coś ma”. Skibę wniosły nasze wspaniałe sztangistki,
które powinny były go raczej postawić gdzieś z dala od sceny, ponieważ
zagłuszał i przede wszystkim zasłaniał żeński chórek.
11. STACHURSKY „Taka jak Ty”. Z muzyką Mieczysława Jureckiego, eks-Budka
Suflera. No, w końcu każdy musi z czegoś żyć.
Po prezentacji kandydatek na przebój tegorocznego Opola publiczność w całym
kraju miała czas na zagłosowanie, a w tym czasie bawiły ją finezyjne i jak
zawsze niezawodne żarty Marcina Dańca. Miejscami można było odnieść wrażenie,
że satyryk po prostu recytuje teksty wysłuchanych przed chwilą piosenek, bo
podobnie bredził. Gdy tylko głosowanie dobiegło końca, a głosy zostały
policzone, ogłoszono zwycięzców.
Nagrodę w wysokości 20 000 złotych plus statuetkę i kwiatki jury przyznało
Blue Cafe, a telewidzowie – Łzom. Miejmy nadzieję, że suma, otrzymana przez
laureatów, starczy przynajmniej na operacje strun głosowych obu wokalistek.
Konkretnie chodzi o ich wszczepienie. Gratulujemy zwycięzcom oraz tym, którzy
dzielnie wytrwali wszystkie występy.