Dodaj do ulubionych

Gordon Haskell "Shadows On The Wall" -recenzja

14.06.03, 11:01

GORDON HASKELL "Shadows On The Wall" Flying Sparks Records/Warner 2003

Wielki sukces singla “How Wonderful You Are” i zeszłorocznego albumu,
zawierającego ten przebój, skłonił byłego wokalistę King Crimson do wydania
składanki (też wyszła w zeszłym roku), a w tzw. międzyczasie Haskell
przygotował całkiem nowy album, bliźniaczo podobny do poprzedniego. Co nie
znaczy, że gorszy.
Muzyka, wypełniająca „Shadows On The Wall”, to pop z naleciałościami (ale
bardzo niewiwielkimi) jazzu i country, najbardziej chyba kojarzący się z
solowymi dokonaniami Stinga - w niektórych momentach można by nawet
podejrzewać, że to sam były policjant się produkuje. Na albumie dominują
ballady z gitarą akustyczną, trąbką i spokojną perkusją w rolach głównych, na
ogół z udanym efektem, o ile nie słucha się więcej niż 4 kawałków naraz. Żywo
robi się w zasadzie tylko w dwóch miejscach (countrowe „Country Gold”
i „California On His Mind”wink, reszta to wolniaki, dość udane i wpadające w
ucho (singlowy „Whole Wide World” czy utwór tytułowy, bliźniaczo podobny
do „How Wonderful You Are”, przedstawiony w dwóch wersjach). Na płycie
znalazła się też jedna przeróbka ballady „If You Could Read My Mind” Gordona
Lightfoota sprzed trzydziestu lat (ostatnio przerobiona przez kogoś na umpa
umpa). Wprawdzie mimo starań producenta, by album brzmiał jak najbardziej
naturalnie (słychać palce, prześlizgujące się po gryfie itp.), miejscami ma
się wrażenie, że całość jest za bardzo dopieszczona i brakuje w niej życia,
ale na spokojne posłuchanie zamiast radiowej młócki nadaje się to jak
najbardziej.
I jeszcze jedno: we wkładce Haskell podziękował tym stacjom radiowym i
telewizyjnym, które lubią piosenki z więcej niż jednym akordem i melodie z
więcej niż jedną nutą, a także przejechał się po przemyśle
muzycznym: „Przepraszam za wtargnięcie na wasze listy...”.
Na płycie Haskella wspomaga Robbie McIntosh, wieloletni współpracownik
Paula McCartneya.
Nie jest to arcydzieło, ale przyzwoita, starannie zrobiona płyta z porządną
muzyką do posłuchania w celach relaksacyjnych. Mam wrażenie, że jest to dość
udane zastępstwo za chwilowo nieobecnych w mediach Stinga i (na szczęście)
Joe Cockera. Polecam pragnącym uspokojenia.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka