szestow1
07.07.07, 11:26
Obejrzałem i wysłuchałem wczoraj Stevena Wilsona i jego zespół w Stodole i
niestety mam z tego koncertu jedno wrażenie dominujące. Onanizm muzyczny
trwający dwie godziny nie jest w stanie mnie porwac. Na nic się zdadzą
gitarowe riffy, zmienne rytmy czy filmy w tle o dośc ograniczonej wyobrazni.
Jeśli każdy utwór jest w swoim brzmieniu powtarzalny, jeśli artysta jest w
swojej skali zachowań scenicznych i wokalistyce ograniczony i jeśli
wyobraznia twórców filmu w tle ogranicza się do dzieci z pigułami i
pistoletami zmontowanymi przypadkowo to całe widowisko staje się nudne. Nie
interesuje mnie onanizm takich artystów i słuchaczy też, czerpiących zeń
natchnienie. Do czego mieliby mnie natchnąc Porcupine Tree?...Są niestety
przeciętniakami o czym się przekonałem wczoraj. Nie dziwię się, że nie chcą
ich zapraszac na wielkie festiwale. Po co kolejna brytyjska, nudna grupa
zachwycona swoją twórczością?