vulture
28.06.03, 19:59
Być może podobny wątek już był...
We wkładce do "Tylko Roca", dotyczącej Uriah Heep (dawno to było), Kazik
napisał, że szkoda, iż tak dobry muzyk jak Ken Hensley (eks-klawiszowiec
UH) "musiał się realizować w tak wieśniackim składzie". Mocne słowa, ale
nieco prawdy w tym jest. Czasem słucha się albumów, na których świetni muzycy
grają średnie dźwięki...
Dla mnie takim świadomie marnującym się talentem jest perkusista Simon
Phillips, mający za sobą długie lata pracy jako muzyk sesyjny (m.in. Mike
Oldfield, Jack Bruce), aktualnie bębniący w zespole Toto. Cóż, zespół Toto
pewnie i ogólnie pojętą kulturę wykonawczą reprezentuje, ale miałem okazję
słyszeć Phillipsa w nieco ciekawszych konfiguracjach (choćby w zespole Jacka
Bruce'a, zwłaszcza na żywo) i śmiem twierdzić, że faceta stać na więcej, a
teraz tylko wystukuje rytm w banalnych piosenkach.
Kto jeszcze, Waszym zdaniem, świadomie zaprzepaszcza swe szanse jako muzyk
czy wokalista? Może John Wetton? Może któryś z polskich muzyków? Dla
uściślenia: nie chodzi mi o dobre zespoły nagrywające złe płyty, tylko
muzyków o dużym potencjale, pracujących na pół gwizdka.