[Imć Umberto Eco w swoich niezrównanych pierwszych "Zapiskach na pudełku od
zapałek" wszystkie felietony tytułował niczym usłużny autor poradnika: "Jak
stawiać wielokropek", "Jak korzystać z biblioteki" etc. Pozwoliłem sobie na
figurę stylistyczną małpującą jego styl, gdyż moja historyjka jest jak gdyby
adekwatna do opisanych przez Mistrza sytuacji.]
Zacząłem pracę w Skierniewicach. Będę tam dojeżdżał co weekend, zatem w każdą
sobotę będę miał bliżej do Filharmonii Narodowej niż zwykle. Postanowiłem
skorzystać z tej sposobności i nabyć abonament koncertowy.
Ponieważ przed kilku laty byłem już posiadaczem abonamentu, Filharmonia
ochoczo przysyła mi co roku plakat z ofertą abonamentową. Z plakatu tego
wyczytałem, iż posiadacze abonamentów w roku ubiegłym mają prawo pierwokupu,
gdy zaś kupuje się abonament całkiem na nowo lub po co najmniej rocznej
przerwie (jako i ja), można to uczynić jedynie między 3 a 9 września. Aby się
nie spóźnić, przystąpiłem do działania już dziś.
Ze wzmiankowanego plakatu jasno wynikało, iż abonament można zakupić albo
bezpośrednio w kasie Filharmonii, albo za pomocą serwisu Ticket Online.
Ponieważ nie mogłem być dziś w Warszawie, wszedłem do internetu. Przejrzałem
całą ofertę Ticket Online jak długa i szeroka, i zauważyłem, że zamiast
możliwości nabycia wszystkich abonamentów, w sprzedaży są tylko trzy, które
mnie nie interesują. Mało tego, dwa z nich mają status "niedostępny". Jestem
przekonany, że czegoś na stronie nie dostrzegam. Odczytuję zatem ze strony
numer do ulgowej infolinii i dzwonię. Głos w słuchawce powiada, że TP S.A.
rozwiązała umowę na świadczenie usługi z tym abonentem. Na szczęście obok
numeru ulgowego jest jeszcze pełnopłatny, pod szumnym hasłem "international".
Wybieram. Oczekiwanie umila mi najzupełniej polskojęzyczny tekst o tym, ze
"proszę czekać". W końcu odzywa się konsultantka: "taak, owszem... ja się
jeszcze zapytam... no niestety, Filharmonia udostępniła nam do sprzedaży tylko
te 3 abonamenty... nie, nie wiem, czemu... może niech Pan zadzwoni do
Filharmonii... do usłyszenia".
Ze wzmiankowanego plakatu odczytuję numer telefonu do informacji o
abonamentach. Zajęty, ale po piątym wykręceniu mam Filharmonię na linii.
Panienka nie potrafi mi wyjaśnić, dlaczego tylko te trzy abonamenty są w
sprzedaży internetowej. A co do pozostałych: "no niestety... tak, tylko u nas
w kasie... nie, nie może pan zarezerwować... tylko bezpośrednio... nie
dyskryminujemy słuchaczy spoza Warszawy... tak, podam panu numer do pani
kierownik biura obsługi widowni". Notuję.
Wybieram numer do pani kierownik. Po drugiej stronie, sądząc z głosu, rasowa
urzędniczka. Nim kończę mówić, jaki mam problem i że uważam ograniczanie
sprzedaży online za dyskryminujące, pani mi wpada w słowo, ale jestem twardy i
każę sobie nie przerywać. "To jak to, a który to abonament?" "B2" "I nie mógł
go pan kupić w Tickecie?" "Nie mogłem" "Przecież powinni dziś o 10 rano
udostępnić wszystkie!" "Ale nie udostępnili" "Tak? To ja do nich zaraz
zadzwonię. A pan przecież mógł wcześniej się do nas zgłosić i zapłacić
przelewem!" "Jak to - wcześniej?" "No, wcześniej" "Proszę pani, ponieważ o
takiej możliwości nie ma ani słowa w żadnych z materiałów reklamowych o
abonamentach, jest za to napisane o terminie od 3 września, więc się nie
zgłaszałem. Skoro jednak taki zakup jest możliwy, to w takim razie proszę
sprzedać mi abonament B2 z płatnością przelewem" "Proszę bardzo". Następuje
wymiana adresów, dostaję numer konta i zapewnienie, że abonament będzie na
mnie czekał przed pierwszym z koncertów.
Jeżeli ktoś jest ciekawy, niech pisze na priva, a wyślę mu numer do tej pani i
jej nazwisko. Podobno jest w stanie wszystko załatwić. Przynajmniej tak mówi.
Niemniej jednak, na stronach Ticket Online, oferta jest bez zmian.
Pozdrawiam