IP: *.dedicate.pl / 192.168.1.* 08.08.03, 12:47
Dziesięć dziwnych form kreskowych na okładce - dziesięć
tytułowych "kręgów" (choć formy kreskowe wcale nie są okrągłe).
Za to muzyka jest oparta na powtarzających się i zachodzących na
siebie kręgach dźwięków. Jak fale na wodzie. Echa i pogłosy
podkreślają ten efekt i to wrażenie. Lecz to, co powstało nie
jest monotonne w sposób nużący, jest na to zbyt skomplikowane i
przemyślane. Jest to monotonia fraz dźwiękowych, która buduje
transowy nastrój. Leciutki i zwiewny miejscami, bo dźwięki i
beaty, dość charakterystyczne, typowe dla wielu współczesnych
zespołów nurtu, nazwijmy: "modern electronica", nie narzucają się
tu natarczywie swoim brzmieniem. Są subtelne i skłaniają wręcz do
podgłośnienia wzmacniacza, aby miejscami wyczuć niuanse i smaczki
ukryte pod wierzchnią warstwą. Bo też muzyka ta ma jakby warstwy,
plany muzyczne, które również zachodzą na siebie jak kręgi fal.


Nie jest to z pewnością płyta odkrywcza, ale chyba nie było to
zamierzeniem jej twórców, aby robić jakiś przełom. Przy pierwszym
słuchaniu można nawet odnieść wrażenie, że setki płyt brzmiały
już dotąd prawie tak samo (płyta mogłaby stanąć obok "Console" na
przykład). Jest jednak zrobiona ze smakiem i wyczuciem. Jeśli
Autechre silą się na coś, co normalny umysł przestaje rozumieć od
"połamania" hipersynkopy, to Plumbline są cudownym ukojeniem dla
słuchu i stoją jakby na przeciwnym biegunie, choć wiele dźwięków
wykorzystują najprawdopodobniej tych samych z tych samych
instrumentów...


Jest w tej muzyce pewna nostalgia. Daleka od kiczu. Dlatego jest
dla tych, którzy lubią marzyć. Jest to płyta dobra. Godna
polecenia szczególnie miłośnikom gatunku, ale przypuszczam, że
wiele innych osób, które słysząc ją, nie wyłączyłoby odtwarzacza.


Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka