Dodaj do ulubionych

SINISTER Savage Or Grace - recenzja

01.10.03, 19:54

Piękna, melancholijna, metalowa muzyka na jesień (wiem że płyta wyszła chyba
jeszcze przed wakacjami, ale kupiłem dopiero teraz). Za oknem opadają liście,
w pracy opadają ręce, a w wieżę wpada płyta holenderskiego kwartetu (obecnie)
Sinister. Holandia, kraj tulipanów, wiatraków i sklepów z drobnymi
upominkami, niedostępnymi gdzie indziej, oprócz Vengaboys i 2 Unlimited
wydała na świat zespół Sinister, który w tym roku wydał kolejną już płytę.

„Savage Or Grace” jest chyba najciekawszą ze słyszanych przeze mnie pozycji
Sinister, chociażby dlatego, że poszczególne utwory w wyraźny sposób różnią
się od siebie. Naturalnie, zanim zacznie się właściwy repertuar, przez dwie
minuty towarzyszą nam złowrogie pomruki orkiestry, która milknie, by ustąpić
pola zespołowi...

...I zaczyna się klasyczna napierdalanka w postaci najkrótszego (prócz
intro) na albumie kawałka „Savage Or Grace”, który - być może – mógłby
zostać wydany na singlu, ale obawiam się, że Viva często by nie puszczała
teledysku. Wolniejszy z początku, nieco majestatycznie się
rozpoczynający „Barbaric Order” rozkręca się stopniowo w kolekcję ciekawych
riffów. Na tych riffach śpiewany, ekhm, produkowany jest tekst – Rachel
Heyzer robi to po prostu wspaniale, ale na szczęście we wkładce dołączone są
teksty, które umożliwiają świadomy odbiór warstwy literackiej albumu.
„The Age Of Murder” zdecydowanie podgrzewa atmosferę, mimo że tempo nie jest
wcale zabójczo szybkie, rozkręca się dopiero w połowie utworu.
Chwilę oddechu przynosi balladowy wstęp do najdłuższego na płycie „Conception
And Sin” – zanim zacznie się atak karabinu perkusyjnego, słychać bardzo
sympatyczne klangowanie. Riffy zmieniają tempo, raz jest motorycznie i
mięsiście, a innym razem szybko, galopowo ale przy pełnej kontroli tego, co
się dzieje. Nieco mniej kręci i tak niezłe „Chapel Desecration” z częstymi
zmianami tempa i kolejną „wyliczanką riffową”, ale na pewno podobać się może
kolejne na płycie „Dominion” z zakręconym nieco riffem i zabawami perkusyjno-
gitarowymi we wstępie (rock progresywny, hehe), a w „Collapse Rewind” uwagę
zwraca pochód perkusyjny w te pod częścią zwrotek. Oczywiście, cały utwór
jest zupełnie stylowy i nic nie wybija się ponad ustalone od wieków
standardy, ale może to i dobrze. Zespół żegna się z nami niedługim, ale dość
zróżnicowanym jeśli chodzi o tempo, dynamicznym „Apocalypse In Time”. Niecałe
trzy minuty radości i płyta się kończy... Mniej boleśnie i mniej
pretensjonalnie, niż można by się obawiać.

Sinister nie powstydzili się też krótkich, ale bardzo melodyjnych solówek
gitarowych w niektórych kawałkach. Nowy nabytek grupy, Pascal Grevinga, gra
krótko i treściwie. Nie sposób zarzucić mu przegadanie utworów.

Jak na tego typu muzykę, jest to album bardzo zróżnicowany, jednak chyba nie
do tego stopnia, by zwolennicy tego gatunku kręcili nosem. Słyszałem nagrania
z poprzednich płyt tej grupy i nie przekonały mnie one specjalnie (czytaj: w
ogóle), a tu taka miła niespodzianka. Płyta dla tych, którzy nie piją kawy, a
muszą się ekspresowo rozbudzić (jest bardzo krótka) lub dla posiadaczy
upierdliwych sąsiadów (wtedy można nastawić na ‘repeat’wink. Polecam.

P.S. No co? Nie samą Brennan człowiek żyje big_grin
Obserwuj wątek
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka