Dodaj do ulubionych

"Być sobą" w muzyce

13.08.08, 11:06
Mam zerwanego Achillesa. Czekajac na operacje, zakladam ten oto watek.

Ktorzy z muzykow podpadaja po jego tytul - Waszym zdaniem?
Tu moze sie wywiazac ciekawa dyskusja smile

Ja tu wymienie dwoch pianistow.

Konkurs Chopinowski przed laty, Artur Rubinstein w jury, 1. albo 2. etap, gra
mlody Pollini. Ktorys z jurorow nie chce by przeszedl on do
nastepego etapu i twierdzi: "Pollini gra za szybko." Rubinstein odpowiada:
"Gdybym ja umial tak szybko grac, to tez bym tak gral." Pollini przechodzi
dalej i wygrywa caly konkurs. Po konkursie porownano nagrania Polliniego z
tymi Rubinsteina. I co sie okazalo? - Ano, Rubinstein gral szybciej! Tu bycie
soba polegalo na niezaleznosi
opinii przekazanej z wdziekiem. Sztuka pianistyczna Rubinsteina
to tez jedno wielkie "bycie soba" i dzielenie sie z publicznoscia
swoja osobowoscia. Kto tak jak on gra mazurki Chopina: nikt!

Inna postac, ktora podpada pod tytul watku (i ktora dala nie tak
dawno swoj pozegnalny koncert w FN) to Alfred Brendel. Poszedlem
na ten koncert, bo wiedzialem, ze tam bedzie gral ktos, kto zawsze
byl soba. Nie bede sie tu wymadrzal. Oddaje glos innym:

Kilka glosow o Brendlu:

***

Krzesimir Dębski, kompozytor: Alfred Brendel to marka wśród pianistów.
Wielokrotnie polecałem jego płyty z najrozmaitszym repertuarem, bo to muzyk
niezwykle otwarty, który może zachwycić słuchacza niezwykle szerokimi
perspektywami. Należy pamiętać, że oprócz klasycznego repertuaru - utworów
Mozarta, Beethovena, Haydna czy Schuberta - w jego bogatym repertuarze
znalazło się spore miejsce dla muzyki współczesnej, choćby utworów Arnolda
Schoenberga. Ja podziwiam go nie tylko za to, że z jego nagrań można stworzyć
prawdziwą bibliotekę, ale też i za to, że przez te 60 lat na muzycznej scenie
prezentował wciąż świeżą formę. To naprawdę niezwykły muzyk i niezwykła postać.


Marcin Król, historyk idei: Sztuka Alfreda Brendela jest absolutnie
niezwykła. Ten pianista - w kontraście do wielu dzisiejszych wirtuozów
kompletnie oszalałych na punkcie techniki - choć wybitny technicznie jest
przede wszystkim arcywyrazistym interpretatorem. A o co tak naprawdę chodzi w
słuchaniu muzyki? Są dwie podstawowe sprawy.
Przede wszystkim jakość wykonania. Musi być bezbłędna, nienaganna.
Ale tak naprawdę nie słuchamy muzyki po to, żeby mieć do czynienia
z czymś nieskazitelnym. Taki efekt możemy uzyskać dziś za sprawą
komputerów, możemy go wygenerować za pomocą specjalnych programów.
Słuchamy muzyki dlatego, by usłyszeć interpretację. I pod tym względem Alfred
Brendel jest niezrównany. Bardzo niewielu pianistów w
konserwatywny sposób pozwalało sobie na tak wiele. Zaletą jego gry
jest bezpretensjonalność, ale to bezpretensjonalność podparta
ogromną wiedzą i niezwykłym talentem. Zdarzają się przypadki
radykalnych dziwactw, ale posunięcie się w interpretacji do
takiej czystości, do próby zrozumienia - przepraszam za
wyrażenie - o co kompozytorowi chodziło, jest bardzo rzadkie.
I ten rzadki atut ma właśnie Brendel.


Łukasz Borowicz, dyrygent: Najbardziej imponujące jest to, że Brendel
całe życie jest sobą. Nigdy na nikogo nie pozował, nie chciał być
atrakcyjny, nie pchał się na okładki, nigdy nie grał muzyki, która
mu nie pasowała. Zawsze pozostawał w repertuarze
mozartowsko-schubertowsko-beethovenowskim i osiągnął w nim niebywałą
maestrię. W tej chwili nagrywa konsekwentnie cykl utworów Mozarta
i w Philipsie pojawiają się nieprawdopodobnie wysmakowane płyty.
Wśród nich najpiękniejsze w historii fonografii nagranie wolnej
części z koncertu d-moll KV 466 Mozarta - w tym utworze Brendel
nie ma i nie będzie miał sobie równych. To nagranie to praktycznie
koniec świata, a jak gra niekończące się sonaty Schuberta, powszechnie uznane
za trudne i nudne - dosłownie czas się zatrzymuje. Pierwszy raz na żywo
usłyszałem go rok temu w Warszawie i to był koncert, który mną wstrząsnął.
Szokujące było, że podczas tego koncertu nie wyszedł poza dynamikę mezzoforte
- to było nieprawdopodobne eksplorowanie najniższych dynamik, cichego grania.
Brendel ani razu nie podniósł głosu! Powiedział po cichu to, co miał do
powiedzenia i miał w nosie, czy ktoś to usłyszy czy nie. To absolutne
zaprzeczenie krzyku i tej "fajnoty", którą próbuje oczarować publiczność tak
wielu pianistów. A jeszcze jak się dowiedziałem, że w wolnej chwili jest
kolekcjonerem kiczu, to już w ogóle został moim bohaterem.
Obserwuj wątek
    • onufry_z_oddali Re: "Być sobą" w muzyce 13.08.08, 14:11
      Hej, jest tam kto? smile

      Chcialbym przeczytac tu cos, zanim mnie wywiaza na sale operacyjna!

      wink

      O.
      • onufry_z_oddali Re: "Być sobą" w muzyce 13.08.08, 23:35
        No coz...

        Jutro ide na ok. tydzien do szpitala na operacje
        Achillesa. Szczerze zazdroszcze tym wszystkim, ktorzy
        beda mogli wziasc udzial w koncertach "Chopin i jego Europa".

        Szczerze zazdroszcze?! - STRASZNIE ZAZDROSZCZE!!!

        wink

        O.
    • onufry_z_oddali Re: "Być sobą" w muzyce 17.08.08, 11:34
      Dzis 2 pianistow (moich ulubionach). Swiatoslaw Richter i
      Grigorij Sokolov. I Richter byl zawsze soba i Sokolov jest
      zawsze soba. Ich pianistyke laczy cecha, ktora ja niezwykle
      wysoko cenie : "Od lokalnego do globalnego". Mianowicie, z
      zagranych przez nich kilku taktow, sluchacz widzi globalna
      strukture utworu. To wielka sztuka i niewielu to potrafi
      zrobic. (To jest to co laczy muzyke z matematyka, glownie
      z topologia).


      Dwa skromne przyklady:

      www.youtube.com/watch?v=z9cXd_ICsy0

      www.youtube.com/watch?v=pR6kpZzOGdo

      Sokolov wystapi niedlugo w Krakowie i Warszawie smile

      Pozdr.
      O.


    • onufry_z_oddali Re: "Być sobą" w muzyce 19.08.08, 19:33
      60Jerzy w innym watku napisal:

      >I nie widziałem czy swoich parę zdań zamieścić tym wątku, czy też tym
      dotyczącym "Bycia sobą w sztuce". Pytanie o tyle przewrotne, że
      każdy występ, każde nagranie są najżywszym dowodem tego "bycia".
      Nawet jeżeli wybitny artysta pozwala sobie na błazeństwo - to też
      daje dobitny dowód swojego "Ja" w sztuce, a może jeszcze bardziej
      poza nią

      ***

      Przyznam, ze zakladajac ten watek za prototyp muzyka, ktory "jest
      soba" sluzyl mi Brendel (patrz wypowiedz L. Borowicza).
      Potem zauwazylem, ze rzeczywiscie pojemnosc tego terminu jest znacznie wieksza,
      a i przy ocenie czy ktos "jest soba czy nie",
      trzeba byc bardzo ostroznym. Bo np. jako przyklad muzyka, ktory
      "zawsze byl soba" podalem A. Rubinsteina. Tymczasem sam AR
      w swoich pamietnikach pisze, ze gdy byl mlody to Koncerty
      Fortepianowe Chopina gral pod publiczke. Dopiero na stare
      lata zrozumial, ze utwory te Chopin skomponowal z glebokiej
      muzycznej inspiracji i odtad gral je w duchu maksymalnej wiernosci
      kompozytorowi, siebie odsuwajac na dalszy plan.

      No, ale to tylko taka skromna refleksja, zainspirowana powyszym
      cytatem 60Jerzego.

      Pozdr.
      O.




Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka