UWAGA TA RECENZJA JEST NA SERIO
Ep, w ramach chwilowej rozrywki postanowiłem napisać na poważnie recenzję
płyty tej wybitnej polskiej wokalistki. W „Teraz rocku” i „Muzie”
przeczytałem, że Patrycja ma super głos, tylko kompozycje nie zawsze tego, no
więc postanowiłem spróbować, wziąłem kasetę „Mój czas”, włożyłem do
magnetofonu i… no może po kolei.
„Kameleon” – singlowy utwór, który można by było od biedy zakwalifikować jako
średni pop rock, gdyby tylko odstawić wokalistkę od mikrofonu. Patrycja
Markowska umie śpiewać, ale na pewno nie rockowo, choć bardzo by chciała. W
efekcie dziewczyna męczy się straszliwie, starając się wyciągnąć „górę”, a
słuchacze męczą się razem z nią. No i ten tekst…
„Z twoich rąk” z muzyką tatusia jest jednym z najlepszych utworów na płycie.
Oczywiście, pomogłoby mu usunięcie wokaliz i tekstu Markowskiej (Pacia
napisała większość tekstów, niestety), ale na poważnie, starano się tu
wrzucić sporo brzmienia gitarowego. Lepiej jednak brzmi Doro z grupy Warlock,
a nie charcząca panna, udająca rockmankę.
„Daj znak”, beznadziejny pop, porażający wątłą melodyką. Tekst o d___ (w
skrócie: on ma inną, ale ch__ z tym, bo do łóżka i tak można iść). Podkład
nieco przypomina „Every Breath You Take” takiego zespołu pewnego. Słabizna.
„Fotografie” zaśpiewane z manierą kayahopodobną (tzn. końcówki wyrazów
kończące się na „-nia” są wymawiane jak „ńja”, np. „szanse do
wygrańja”, „ramion skrzyżowańja”

, co powoduje nieco komiczny efekt.
Balladowy, bardzo przeciętny utwór z publishingu.
„Jeszcze mocniej” Tytuł sugeruje jakiś czad, ale w rzeczywistości zwrotki
mają głupawy podkład w stylu country/reggae, a ostrzejszy refren wzięty jest
z innej bajki. Śpiew Markowskiej jest wymęczony, coś jakby chciała przekazać
myśl w stylu „Patrzcie, jak czadowo śpiewam, jak mój tata”. Wszystkie
zaśpiewy „heeeej”, „yeeeah” itp. brzmią żenująco i chociaż tekst nie jest
taki strasznie debilny, to pieśń nie broni się.
„Uwierz” to kolejna ballada (artystka tłumaczyła się, że płyta nie jest taka
czadowa, o jaką ją, prawdziwą rockmankę, można by podejrzewać, bo poza czadem
odkryła swą liryczną, kobiecą naturę), całkowicie pozbawiona sensu
muzycznego. Refren jest chyba ten co z poprzedniej piosenki, tekst chyba też,
tylko że wolniej i bardziej beznadziejnie.
„Jeszcze raz” to trzynastosekundowa wstawka z gadaniem Patrycji ze studia,
przechodzące w dość rytmiczny i chyba drugi najlepszy na albumie „Zapach
mężczyzny” (znów muzyka Markowskiego), który niestety rozwala słuchacza
tekstem plus manierą wokalną męczącej się niemiłosiernie Patrycji. Ale gitara
Piotra Łukaszewskiego (eks_Ira, Karmacoma) gra tu całkiem przyzwoicie,
oczywiście jak na tego typu muzykę.
„O niej” to kolejna „kobieca, dojrzała” kompozycja, czyli w praktyce – nudny
balladowy bzdet z banalnym tekstem o tym, że jego autorka jest kobietą i -
co ciekawe – zdaje sobie z tego sprawę.
„Moje miejsce” – muzyka Piotra Nalepy mogłaby uratować ten utwór, ale
niestety znów wokale i tekst kładą kawałek na łopatki. To samo dzieje się w
wolniejszym i - oczywiście – niemożliwie nudnym „W półśnie” z muzyką Kostka
Yoriadisa i z melodyką z lat 80-tych rodem (brzmi to jak piosenka Grażyny
Łobaszewskiej ze strony C singla).
„Nie mam” Jeśli ktoś pamięta „Kolędę rozterek” z albumu „Noc” Budki Suflera,
będzie wiedział, o co chodzi. Patetyczne klawisze, niby-mądry tekst („Nie mam
spokoju lasu, nie mam tej wiary co nikt, na to wszystko czego nie mam
zasługujesz Ty” itd.) i artykulacja jak u przodownicy pracy z lat
pięćdziesiątych, recytującej listę swoich osiągnięć na zebraniu zakładowym.
Żenada, kupa śmiechu i w ogóle.
W warstwie tekstowej dzieje się niewiele. Część tekstów dotyczy tego
że „jebło się coś”, np.
„Bo to są moje wspomnienia do zapomnienia, to straconych przez nas kilka
chwil,
To są moje wspomnienia, choć tak bardzo wiem, że one nigdy nie powrócą już”
(„Fotografie”
lub „jebnie się coś” np.
„Jeszcze mocniej żyć, poznać trochę więcej, muszę taka być, nim odejdę”
(„Jeszcze mocniej”

„Proszę uwierz w nas nim coś zniszczy czas, proszę uwierz w nas, zanim zgasnę
ja” („Uwierz”
Są też teksty w stylu „jestem zajebista i wiem to doskonale”
(„Kameleon”, „Zapach mężczyzny”, „O niej”

oraz inne, wymykające się
klasyfikacjom.
Podsumowując: przesłuchałem, żeby nie było, że się bez znajomości dzieła
śmieję z biednej Patrycji, która stara się być drapieżną rockową kocicą i
słodką kobietką jednocześnie. W większości utworów nie wychodzi jej ani
jedno, ani drugie; najlepiej wypada wtedy, gdy brzmi bezbarwnie, bo po prostu
jest bezbarwna i tego nie zmieni. Jej głos lokuje się gdzieś między Kasią
Kowalską a wokalistką grupy Goya. Możliwości interpretacyjne ma dość
ograniczone, choć słychać, że producent starał się jak mógł. Ale tak krawiec
kraje, jak materii staje…