Dodaj do ulubionych

Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa

IP: 80.51.237.* 20.11.03, 13:21
Jazzgot w nowej siedzibie nie przypadł nam do gustu. Uwagi koleżanek i
kolegów „brak wieszaków, mało toalet, brak klimatu - ale to może się
nadrobi”. Moja uwaga – kupcie sobie ze 2 wentylatory.
No, ale LPD...W składzie 4 osobowym – oczywiście Ka-spel, Silver Man, Nils
i gitarzysta nie znany mi z nazwiska – siedzieli w (jak to nazwać ) –
„garderobie” tak małej że kolana trzymali pod broda ( dobra, dość o
jazzgocie)
Weszli ( Ka-spel oczywiście na bosaka) jakby niezauważeni przez publiczność
i zagrali „Casting The Runes” z płyty Any Day Now i był to świetny
początek – kawałek z wyraźną melodią, znany starszym zebranym...Następne
kawałki balladowo – piosenkowe, z pojedynczymi odlotowo - transowymi
wstawkami. Była i pieśń o Stalinie co zbudował w Warszawie pałac i „krofka”
i Nils spacerujący z saksofonem - w środku którego był reflektor - po sali,
była żywsza reakcja publiki po kawałku „Third Secret” z najpopularniejszej
płyty kropek „Maria Dimension” , były 2 bisy.
Było za krótko...Chyba około 1,5 godz. Nils groził palcem ludziom że
wyciagają go z kanciapy na bisowanie...wink, a po drugim bisie gestami dawał
znaki że musi już coś zjeść...i o 22:50 był koniec...crying
Obserwuj wątek
    • pizmak31 Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa 20.11.03, 13:44
      Koncert byl transowo-pubudzajaco-zajefajny, jestem do wczoraj fanem
      LPD. Lata uplywajace widac na twarzach chlopakow, ale kurcze magia
      jest w muzyce duza. Szkoda, ze za malo z wykopem kawalkow zagrali i
      szkoda, ze ludnosc nie baczac na to, ze jest duchoa i gorac, jarala fajki. A
      jacys panowie nagrywali koncert przez mikrofon. Piraci, czy cus?
      LPD rulez
      • Gość: Rafał Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa IP: *.int.warszawa.sint.pl 20.11.03, 14:06
        Owszem - koncercik był znakomity. Do tej chwili jestem lekko oszołomiony.....
        ( pomimo , że nie palę.... )
    • Gość: greg Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa IP: *.man.polbox.pl 20.11.03, 13:58
      Pytanie techniczne: czy scena w nowym "Jazzgocie" jest tak samo "duża" i tak
      samo "wspaniale" ustawiona bokiem jak w starym?
      • Gość: jack9 Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa IP: *.stansat.pl 20.11.03, 14:12
        Większa i ustawiona tak ze zajmuje jedną ze ścian - sala nowego Jazzgotu jest
        prawie kwadratowa
      • pizmak31 Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa 20.11.03, 14:12
        Greg, Ty nie byles na tym koncercie? Nie wierze!
        • Gość: greg Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa IP: *.man.polbox.pl 20.11.03, 14:33
          No niestety, czasem są rzeczy ważniejsze niż LPD. Ale na Tindersticks będę -
          słowo harcerza!!!!!!!!
          • pizmak31 Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa 20.11.03, 14:39
            Ale ja nie bede, slowo harcerza
            • Gość: greg Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa IP: *.man.polbox.pl 20.11.03, 15:01
              No to może się spotkamy na Flapjacku 25.11 w Proximie?wink
    • janek0 Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa 20.11.03, 14:55

      Jeśli o mnie chodzi, to nie czułem się jakoś bardzo powalony tym koncertem. Nie
      powiem, koncert był fajny, LPD bardzo lubię, ale może z powodu tego fatalnego
      miejsca, spodziewanej magii nie było. Bo nowy jazzgot to jest zwyczajnie
      pomyłka. Przypomina połączenie wiejskiej sali gimnastycznej z klubem
      robotniczym, wszystko w najlepszej scenerii, jaką może zaproponować PKiN. Po za
      tym, co tu kryć, po kropkach widać po prostu upływ czasu. Najlepsze momenty były
      wtedy, gdy koledzy dawali pograć gitarzyście, młodszemu od reszty składu o
      jakieś 20 lat. Kiedy lądował pod ścianą (a robił to często), energia jakby
      uciekała i z pozostałych muzyków. Było to widać zwłaszcza w pierwszej części
      koncertu, która zrobiła na mnie wrażenie odegranego "na stojąco",
      profesjonalnie, ale bez polotu i zaangażowania. Z przymusu po prostu. A Ka-spel
      wyglądał nieco jakby był na innej planecie (więcej nie chcę podejrzewać), co mu
      nie przeszkadzało w śpiewaniu, ale w wyrażaniu jakichś emocji - owszem.
      Pomyślałem sobie nawet że pasują do nieco przykurzonej sali. Potem panowie się
      rozkręcili, ale impet poszedł raczej w stronę kabaretu. Nie jest to żaden
      zarzut, bo Ka-spel i koledzy byli chyba ostatnimi osobami, które podejrzewałem o
      poczucie humoru, a zwłaszcza o zdolność śmiania się z samych siebie.* Wyglądało
      to trochę tak, jakby mieli pełną świadomość tego, jak absurdalne jest miejsce, w
      którym grają (zwłaszcza, pożal się boże, garderoba) i postanowili się do tego
      dostosować. Wyszło im, zwłaszcza piosenka o Stalinie... Pośmiali się trochę z
      siebie, trochę z nas, a na koniec i tak wyszło na ich. Dobrze, że nie zagrali na
      koniec Belladonny, bo budowany przez cały wieczór z mozołem nastrój skończyłby
      się momentalnie.

      * - homohedonistus: tak, tak, chodzi o dystans.
      • aislinn Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa 20.11.03, 15:42
        Wygodna jestem, czekałam, aż inni ubiorą moje odczucia w słowa wink
        Właściwie prawie mogłabym się podpisać pod tym, co napisał kol. Zero.
        Spodziewałam się większego wrażęnia. Czego zabrakło mi najbardziej - kawałków
        hipnotycznych....Na to czekałam najbardziej, ale też mi się wydaje, że taki a
        nie inny charakter koncertu spowodowany był miejscem.
        Dodajmy - miejscem fatalnym. I tu będzie dygresja na temat Jazzgotu. To ja
        jestem tymi kolegami i kolezankimi z postu Jacka, co to mają zastrzeżzenia że
        nie ma szatni, że jedna toaleta- co spowodowało, że pierwsze 120 sekund
        koncertu spędziłam właśnie tam ,stojąc uprzednio w koszmamrnej kolejce, a na
        piwo nawet nie spojrzałam bojąc się pomysleć, co by było gdyby znów przyszło
        tam stanać...Brak wentylacji, gorąco, duszno, dym ,wrrrrrr.
        Brak klimatu, może to przyjdzie z czasem, ale ciężko będzie, bo miejsce nie
        nadaje się do odwiedzania tak po prostu, byle posiedzieć.Koniec dygresji. smile

        A wracając do koncertu....dodam jeszcze, że dla mnie był niespójny, kawałki nie
        były logiczną kontynuacją poprzednich, nie komponowało mi się to w jedną
        całość. Ogólnie fajnie, ale bez rewelacji.
        No i pan który stał przede mną wciaż podnosił ramiona do góry z cyfrówką w
        dłoniach, i wtedy już nie widziałm nic. Bo tak to co nieco widziałam, ale
        bosych stóp E.K. niestety nie dane mi było ujrzeć. może gdybym widziała, odbiór
        koncertu nie byłby taki sam ? wink
        • pizmak31 Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa 20.11.03, 15:48
          A mnie zaczarowalo.
    • Gość: Qbuś Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa IP: w3cache.* / *.2-0.pl 20.11.03, 15:57
      A za jakieś 4 godz. będzie koncert w Krakowie,którego nie mogę się już
      doczekać.I fajnie by było gdyby tez zaczęli 'Casting The Rumes'
      KHATA CLIM SA VECCHI KALEMSA
      • Gość: jack9 Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa IP: *.stansat.pl 20.11.03, 19:38
        Był to chyba najsłabszy z koncertów LPD jakie widziałem ale nie
        przesadzajmy...Ka- spel własiwie nie był nigdy zbyt wylewny na koncertach
        (pamietam że nigdy nie wychodził pogadać po koncercie) ale za to Nils robi się
        coraz fajniejszy. Muzycznie też były pewne plusy - paradoksalnie fajniej
        wypadły pewne utwory bez perkusji niż z zywymi bębnami które były na koncercie
        w Proximie w 99, bardziej piosenkowy repertuar mógł być wybrany ze wzgledu na
        miejsce w jakim grali...itd...
        tak czy inaczej gdyby Kraków był bliżej dzis też bym poszedł...wink
        • Gość: jack9 Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa IP: 80.51.237.* 22.11.03, 13:46
          Może ktoś kto był na koncertach w Krakowie lub Wrocławiu napisze pare słów?
          jaki repertuar??? czy też tak spieszyli sie na kolację że krótko grali?
    • pytajnick Re: Legendary Pink Dots - Jazzgot - Warszawa 23.11.03, 10:55
      Po pierwsze - miejsce. Nowa siedziba Jazzgotu jest, delikatnie
      mówiąc...średnio udana. Może nie tyle sama sala, która ma znacznie bardziej
      racjonalny układ niż poprzednia (z punktu widzenia koncertów, bo do
      posiadówek tamta była bardzo OK), co umiejscowienie...aby odnaleźć malutkie
      drzwiczki wejściowe trzeba mieć naprawdę szczęście (dopiero przed samym
      koncertem dodali napis że to wogóle Jazzgot a nie wejście do jakichś
      podziemii), a potem jeszcze trzeba wleźć kilka pięter po schodach klatką
      schodową jakby wziętą prosto z bloku (koniecznie wielka płyta!).

      Przypadkowi ludzie nie trafią już do Jazzgotu, nieprzypadkowi pewnie czasem
      też.. Poza tym wszystko było poustawiane jeszcze trochę prowizorycznie,
      aczkolwiek nie było źle, trochę tylko powietrza brakowało momentami, brakowało
      klimatu.
      Frekwencja w sam raz - mimo iż sala była cała wypełniona, nawet z samego
      przodu nie było ciasno (slyszałem że z tyłu było gorzej!). Szkoda tylko, że
      nie wymyślili jeszcze szatni i większość ludzi stała z kurtkami i plecakami w
      rękach.

      O koncercie - było naprawdę bardzo dobrze i ciekawie, przynajmniej dla
      mnie - nie mającego porównania z poprzednimi koncertami. Niecodzienny dla
      mnie był zestaw muzyków - brak perkusji i basu, przez co naprawdę sporo
      muzyki (momentami nawet całość) generował i odtwarzał z samplera
      klawiszowiec. Poza tym przesympatyczny saksofonista/flecista/i jeszcze
      cośtam jeszcze, Edward śpiewający lub plumkający sobie na klawiszach (raczej
      szumy i dziwne dźwięki niż melodie) no i młodziutki gitarzysta (o których
      jeszcze za moment) - przeważnie ledwie słyszalny z wyjątkami.

      Piosenki były naprawdę ładnymi i ładnie zagranymi piosenkami - słuchało się
      ich bardzo miło, zaskoczony tez byłem, że Ka-Spell ma rzeczywiście _taki_
      głos (bez jakiegokolwiek elektronicznego wspomagania), niesamowite jak na ten
      wiek i staż
      muzyczny. Nie wygląda najlepiej, trzeba przyznać, ale osobowość ma
      niesamowitą. Ale tak naprawdę najpiękniejszymi momentami były chwile, gdy
      odchodzili od piosenek i zaczynali swoje transowo-półimprowizowane akcje (a
      często i "piosenki" w to właśnie z czasem przechodziły). O ile nie przepadam
      za muzykami "po-prostu-hałasującymi", to LPD są rzeczywiście świetni w
      hałasowaniu i jazzgot ktory stworzyli w Jazzgocie udał im się wysmienicie,
      końcowka pierwszego bisu czyli jeden wielki pozorny chaos (tak, myślę że
      częsciowo pozorny) to dla mnie najlepszy fragment tego koncertu. Wtedy też
      gitarzysta włączał się bardzo mocno. Piękny moment.

      Były tez oczywiście wygłupy - ale bez przesady. Zabawna historyjka Pałacu
      Kultury opowiadana z jakąś pętlą i sympatycznymi plumkaniami w tle, niekiedy
      narastającymi i akcentującymi jego historię. Albo saksofonista, który z lampką
      umieszczoną saksofonie przedarł się przez całą widownię tam i spowrotem, czy
      jego tajemnicze pudełeczko (krofka - LOL) wydające zabawny dźwięk przy
      odwracaniu (i ktoś z widowni "muczący" na wzór ów odgłosu - to było mocne
      smile.

      Jeszcze obiecane słowo o gitarzyście - to kolejny którego mogę dopisać (z
      nieukrywaną satysfakcją) do mojej listy "źle grających" gitarzystów smile.
      Mam na mysli leworęcznych odwracających gitarę bez zmieniania strun, czyli
      basowe struny po odwróceniu gitary do gry nogami są na dole (ja tez tak kiedyś
      zrobiłem i już zostało smile Ale jest to zarazem pierwszy "tego typu"
      gitarzysta, który poszedł o krok
      dalej - nawet nie kupił gitary leworęcznej, czy nie przemajstrował swojego
      sprzętu, i wszystkie pokrętła/regulacje ma na górze, co podobno jest mocno
      niewygodne smile)
      (Hendrix też po prosu odwrócił gitarę, ale regulacje poprzestawiał, jak i
      wielu innych)
      Zreszta, nie wydawało się aby to mu jakkolwiek przeszkadzało, wogóle by mu
      cokolwiek przeszkadzało smile


      Ogólnie - bardzo fajny, mocno psychodeliczny koncert. Jak dla mnie wyważenie
      psychodelii, za którą przepadam, i "zwykłego" grania niemalże idealne. Być
      może dla hardcore'owców to było za mało smile. Całkiem przyjemna atmosfera, a
      gdyby Jazzgot był już jakoś sensowniej urządzony, pewnie byłoby lepiej z
      klimatem. Ale i tak parę razy trans wciągnął mnie naprawdę mocno. Bez
      szczególnie mocnych przeżyć, ale to pewnie dlatego, że nie jestem jakimś
      wielkim fanem LPD. Mimo iż znałem 1/3 utworów bawiłem się jednak wysmienicie,
      wartało.

      pozdrawiam
      exodus

      n.p. squarepusher
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka