Dodaj do ulubionych

Deep Purple w Spodku

IP: *.tlsa.pl 04.12.03, 10:50
bylem, sluchalem i juz sie niestety skonczylo, grali swietnie, a
zwlasza solowe popisy klawiszowca byly zupelnym zaskoczeniem,
bardzo mi sie podobal ich wystep, ale czuje jakis niedosyt, sam
nie wiem czego mi brak, moze to ze juz po nispelna 90 minutach
chcieli konczyc, i jak to zwykle bywa dali sie poprosic o
jeszcze kilka, jakby jeszcze polgodzinki dluzej dinozaury
pociagnely, i zeby bylo Child in time, to juz bym nic nie dodal,
ale na zywo sa swietni, pzdr
Obserwuj wątek
    • Gość: Dom Diego Re: Deep Purple w Spodku IP: 195.116.232.* 04.12.03, 11:41
      To było coś! Pełny Spodek,gorąca publiczność i rewelacyjny
      koncert. Po raz kolejny chłopaki pokazali jak należy grać na
      żywo,a przy tym doskonale siE również bawili.Mam nadzieję,ze nie
      była to ich ostatnia wizyta w naszym kraju.Sa po prostu najlepsi!
    • Gość: Lukas Re: Deep Purple w Spodku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.03, 12:52
      Bylo ok i tylko tyle moge powiedziec.Na pewno "magia purpury" umarla juz jakis
      czas temu , a jej kat Stefek Morse rozpieprza zespol dalej.Cholera ,a zaczalem
      lubi faceta po wysluchaniu "Bananas" - tam sie opanowal i pasowal do
      konwencji.Ale to ,co wyprawia z klasykami ery Blackmore'a na koncertach,mocno
      mnie denerwuje.Wlasciwie jedynymi utworami ktorych nie sprofanowal byly
      "Perfect Strangers" i "Hush".Oba nie zawieraja sola gitary.W pozostalych ciagle
      gra te cholerne wiatraczki.
      Na plus: Don Airey wpasowal sie w zespol w stopniu zadowalajacym ,a solo to
      juz zagral naprawde fajne (Chopin + Mazurek -bardzo mi odpowiada granie w danym
      kraju jakiejs lokalnej klasyki).Aczkolwiek zauwazylem ,ze ma zwyczaj walenia
      lewa reka w klawisze Hammonda podczas solowek - robi sie z tego taki patent jak
      wiatraczki Morse'a ,na szczescie nie az tak denerwujacy.Gillan w dobrej
      formie.Paice sie starzeje - brak sola?! - ale gra bezblednie.Glover w
      normie ,nawet sobie pogral Beatlesow przed "Black Night".
      Jednak nie ma juz tego "czegos" w tym zespole.Praktycznie zero improwizacji
      (szczatki w "Silver Tongue" i "Hush"),spiete to wszystko strasznie.W dodatku
      wprowadzili idiotyczna zmiane w "Strange kind of woman" i nie ma juz tego
      pieknego podkladu na ktorym Ritchie budowal niesamowite solowki (chocby
      na "Made in Japan").Poziom i energia wykonania nadal jednak poza mozliwosciami
      konkurencji.
      • Gość: Amelii Steve był świetny!!! IP: 62.233.213.* 04.12.03, 16:19
        Steve jest świetny !!! I właśnie bardzo dobrze że ma solówki!!!
        Wprowadził coś nowego do zespołu. A klawiszowcem jestem bardzi
        miło zaskoczona smile Koncert był świetny i panowała taka magia jak
        nigdy. Szkoda że tak krótko, ale nie można narzekać wink
        A nie wiecie jak się nazywa ten zespół co występował jako
        support? To była straszna chała....dno. Ale Purple pokazali na co
        ich stać smile)
        • Gość: Lukas Re: Steve był świetny!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.03, 16:25
          Gość portalu: Amelii napisał(a):

          > Steve jest świetny !!! I właśnie bardzo dobrze że ma solówki!!!
          > Wprowadził coś nowego do zespołu. A klawiszowcem jestem bardzi
          > miło zaskoczona smile Koncert był świetny i panowała taka magia jak
          > nigdy. Szkoda że tak krótko, ale nie można narzekać wink
          > A nie wiecie jak się nazywa ten zespół co występował jako
          > support? To była straszna chała....dno. Ale Purple pokazali na co
          > ich stać smile)

          Zalezy co kto lubi - pod wzgledem techniki te solowki sa zapewne ekstra i w
          wogole,ale klimatem po prostu nie pasuja do wiekszosci starych utworow.Ale to
          zdanie zatwardzialego milosnika stylu "Faceta w czerni".
          A support nazywal sie Corruption i chyba pomylil sale koncertowe.
    • Gość: Vulture jeszcze konkrety please IP: *.chomiczowka.net.pl 04.12.03, 20:26
      A co grali z nowej płyty i czy były jakieś utwory rzadziej wykonane? Niestety,
      grono starszych kobiet uniemożliwiło mi wyjazd na koncert DP. A swoją drogą
      niech się dziady raz do stolicy przejadą.
      • Gość: purpleAlbert Re: jeszcze konkrety please IP: *.bystrzejowice.sdi.tpnet.pl 04.12.03, 21:15
        Nie masz czego zalowac, bo zagrali z nowej plyty z 5 kawalkow,
        ale na koncercie poza "House of pain" blado wypadly...
        • vulture Re: jeszcze konkrety please 04.12.03, 21:17
          Gość portalu: purpleAlbert napisał(a):

          > Nie masz czego zalowac, bo zagrali z nowej plyty z 5 kawalkow,
          > ale na koncercie poza "House of pain" blado wypadly...

          Hm, mam wrażenie, że w ogóle te nowe utwory jakoś im w studiu lepiej wychodzą.
          Przynajmniej takie odniosłem wrażenie, słuchając z płyt koncertowych
          np. "Fingers To The Bone" czy "Hey Cisco" z poprzednich dwóch płyt. Kurczę,
          odwrotnie powinno być. Ale lata już nie te...

          A jakieś niespodzianki repertuarowe były?
          • Gość: purpleALBERT Tylko "Knockin' at your backdoor" IP: *.bystrzejowice.sdi.tpnet.pl 04.12.03, 21:42
            Tylko "Knockin' at your backdoor" - ale skrocone. Jezeli kiedys
            ich juz widziales to nie masz co zalowac, ale jezeli jeszcze nie
            to sie spiesz bo zostaly im jeszcze dwa lata grania najwyzej.
            Paice'owi wyraznie juz sie nie chce! Morse niestety nie ma
            talenu do dobrych riff'ow dlatego na koncercie te nowe kawalki
            sa nie za bardzo... On po prostu jest rockujacym jazzmanem, a
            takiej muzyki sie slucha w klubie przy stoliku.
      • Gość: Lukas Re: jeszcze konkrety please - setlista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.03, 17:57
        Highway star
        Strange kind of woman
        Silver tongue
        Knocking at your back door
        House of pain
        Lazy
        Bananas
        Contact lost
        Doing it tonight
        Space truckin'
        I got your number
        The well dressed guitar
        Perfect strangers
        Smoke on the water

        Hush
        Black night

        Kolejnosc moze byc troszke inna + sola Aireya ,Morse'a i Glovera (+ 40
        sekundowe Paice'a w Hush sad((.Jak widac ,niespodzianek zadnych (mimo
        zapowiedzi),nareszcze uslyszalem "Knocking...." na zywca,jednak daleko jej bylo
        do wersji chociazby z czasow Satrianiego.I tak ,dziady do stolicy ,cholera!
    • Gość: tomson z dabrowy t Re: Deep Purple w Spodku IP: *.ilabs.pl / *.ilabs.pl 04.12.03, 20:46
      Koncert był fantastyczny!!!Byłem wczoraj na Purplach czwarty raz,i po raz
      kolejny uświadomiłem sobie ,że nie mają sobie równych!!!Są we wspanialej
      formie,bawia sie muzyką,widac że ich dalej cieszy koncertowanie,coś
      niesamowitego!!!A jakie przyjecie???Kultowe!!!!Chyba tylko Deep Purple jest
      tak przyjmowane w Polsce!!!I kilka pokolen fanów z wypiekami na twarzy:od
      pietnastolatków do szescdziesieciolatków!!!Aż serce sciska z radosci!!!Kocham
      ten zespół jak żaden inny!!!Dla mnie zawsze beda numerem 1 w historii rocka,i
      wczoraj w Spodku po raz kolejny to sobie uświadomiłem...z purpurowym
      pozdrowieniem...
    • Gość: purpleALBERT MALO JUZ TEJ PURPURY... IP: *.bystrzejowice.sdi.tpnet.pl 04.12.03, 21:36
      MALO JUZ TEJ PURPURY... To bylo moje 5-te spotkanie z nimi i
      chyba jedno ze slabszych... Na piatke byla tylko widownia.
      Polska publicznosc jest bezkonkurencyjna! Don Airey w ogole mi
      nie lezy, te jego klawiaturki to zabawki w porownaniu z
      Hammondem Lorda. Paice chyba musial byc na kacu bo w ogole mu
      sie nie chcialo grac... Zero dynamiki na bebnach, ot zagral
      chalture. W sumie gdyby nie entuzjazm Gillana i Glovera to
      powiedzialbym,ze wyszli, skasowali czek i zeszli. Ale wlasnie
      dwoch panow G obronilo ten show. Tylko dlaczego co wieczor
      odgrywaja praktycznie to samo!?? Przeciez wlasnie improwizacja i
      granie co wieczor czegos special bylo wielka sila tego zespolu.
      Szczegolnie boli to, kiedy sie widzialo tak wspanialo publike-
      dlaczego nie zagrali dla nas chociazby jednego numeru extra?
      Widac bylo,ze byli przejeci przyjeciem publiki. Widzialem ich
      koncerty za granica i naprawde nie zasluzylismy na ten sam
      kotlet co np. chlodni Skandynawowie...
      Najwiekszymm momentem bylo "Knockin..." i dosc ciekawa
      wersja "Smoke..." W 80% zgadzam sie z Lukasem, ze Stefek zabija
      Purpure na koncertach...
      • t.o.m.e.k WCIĄŻ DUŻO TEJ PURPURY... 05.12.03, 08:38
        > To bylo moje 5-te spotkanie z nimi i
        > chyba jedno ze slabszych...

        To było moje 15-te spotkanie z nimi i chyba jedno z lepszych

        > Don Airey w ogole mi
        > nie lezy, te jego klawiaturki to zabawki w porownaniu z
        > Hammondem Lorda.

        I Lord i Airey używają tego samego Hammonda. Lord również miał całą baterię
        innych klawiszy. Moim (i nie tylko moim) zdaniem ta zmiana wyszła zespołowi na
        dobre. Lordowi już od paru lat nie chciało się grać (przypomnij sobie koncerty
        w 1998 czy 2000 - Jon specjalnie się nie wysilał, przynajmniej u nas), a Aireya
        jest pełno. Zwłaszcza na Hammondzie!

        > Paice chyba musial byc na kacu bo w ogole mu
        > sie nie chcialo grac... Zero dynamiki na bebnach, ot zagral
        > chalture.

        Bzdura - grał doskonale, a to że nie odwalił 5 minutowej solówki? To co pokazał
        mi w zupełności starczyło

        > W sumie gdyby nie entuzjazm Gillana i Glovera to
        > powiedzialbym,ze wyszli, skasowali czek i zeszli. Ale wlasnie
        > dwoch panow G obronilo ten show.

        NIe zapominajmy o Stefku... Cała trójka frontmanów spisała się na piątkę

        > Tylko dlaczego co wieczor
        > odgrywaja praktycznie to samo!??

        A to jest akurat dobra uwaga. Z tym, że grają to samo od jakichś 2 tygodni...
        Porównaj sobie setlisty z trasy letniej i z początku tego tournee, z pewnością
        zauważysz spore zmiany.

        > Przeciez wlasnie improwizacja i
        > granie co wieczor czegos special bylo wielka sila tego zespolu.
        > Szczegolnie boli to, kiedy sie widzialo tak wspanialo publike-
        > dlaczego nie zagrali dla nas chociazby jednego numeru extra?
        > Widac bylo,ze byli przejeci przyjeciem publiki. Widzialem ich
        > koncerty za granica i naprawde nie zasluzylismy na ten sam
        > kotlet co np. chlodni Skandynawowie...

        Zgadzam się w 130%. Sam na to liczyłem

        > Najwiekszymm momentem bylo "Knockin..." i dosc ciekawa
        > wersja "Smoke..."

        Plus "Silver Tongue" na otwarcie, plus fantastyczna wersja "Lazy", plus ciekawe
        granie Aireya w "PStrangers", plus improwizacje Glovera przed "Black Night"
        (pewnie pociągnąłby je dłużej, ale "wspaniała polska publiczność" chciała już
        do domu i wymogła przejście od razu do "Black Night". Widać było, że muzycy są
        tym zaskoczeni i nie mieli specjalnego wyboru jak tylko skrócić tę popisówę i
        przejść od razu do rzeczy). A więc w sumie nie było tak źle - a nawet było
        bardzo dobrze...

        > W 80% zgadzam sie z Lukasem, ze Stefek zabija Purpure na koncertach...

        Absolutnie się nie zgadzam i odsyłam do licznych bootlegów. A poza tym w ciągu
        ostatnich 8 lat był już czas się do niego przyzwyczaić.
        • Gość: Lukas Re:PURPURY JAKBY MNIEJ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.03, 17:49
          Nie mozna byc az tak bezkrytycznym.Uwielbiam ten zespol ,ale musialbym byc
          zaslepiony totalnie ,piszac ,iz byl to jakis super koncert.Energia -
          tak,atmosfera - tak,ale ja zwracalem uwage na muzyke ,a nie machanie glowa.Nie
          ma sie co podniecac ,ze bylo sie na 15 koncertach.Ja bylem na 3 i to mi
          wystarczy ,azeby twierdzic to co stwierdzilem wczoraj.Pamietam lipiec 1999 r i
          koncert w Rzymie ,ktory po prostu mnie powalil.I Lordowi chcialo sie wtedy
          grac,zapewniam.W brzmieniu Airey'a brak mi troche tej energii i potegi Lorda
          (Hammondy te same ,ale bawil sie drawbarami),aczkolwiek wywija wybornie i
          ogolnie mozna rzec,ze zmiana klawiszowca nie zaszkodzila.
          Nie ma co sie oszukwiac jesli chodzi o Paice'a - jesli ktos twierdzi ,ze
          nie "oslabl" (tak to nazwijmy),to troche dziwne (patrz :pierwsze zdanie tego
          posta).I prosze mnie nie odsylac do bootlegow (jakby to byla jakas wyrocznia) -
          sluchalem i slucham.
          Stefek to zupelnie inna sprawa - mnie denerwuje granie niemaleze tej samej
          solowki w kazdym utworze.Pasuje to do "nowego" DP (genialna solowka w studyjnej
          wersji "Doing it tonight" - tu akurat urozmaicil),ale klasyki masakruje.Gdzie
          to wysmakowanie,stopniowanie napiecia i majestatycznosc ,ktore bylo za czasow
          Blackmore'a?Zamiast tego mamy wesole ,amerykanskie granie,ktore niestety trzeba
          zaakceptowac (ale na pewno nie pochwalac).
          • vulture Stefek 05.12.03, 18:03
            Nie byłem na koncercie ze Stefkiem osobiście, więc się nie wypowiadam na temat
            akurat tego występu, tylko ogólnie, na podstawie przesłuchanych mniej lub
            bardziej oficjalnych koncertów z ostatnich paru lat:

            1. Stefek naprawdę super wrażenie zrobił na "Purpendicular" - być może dlatego,
            że był naładowany nowymi pomysłami lub reszta zespołu nie pozwoliła mu aż tak
            bardzo, jak na następnych albumach, ingerować w muzykę. W każdym razie jego gra
            nawiązywała na "Purpendicular" do blackmore'owskiej, ale i do
            samej "purpurowości" muzyki (chociażby rewelacyjne solo w "Cascades").

            2. Stefek jest za cienki kompozytorsko do DP. To brytyjska grupa hardrockowa, a
            to ma, wbrew pozorom, bardzo duże znaczenie. Mimo hermetycznego brzmienia liczy
            się różnorodność kompozycji, pomysłowość odgrywanych solówek itp. Stefek tych
            dwóch ostatnich warunków raczej nie spełnia.

            3. Stefek nieco mi się kojarzy z Joe Lynn Turnerem - niby nie jest zły. Niby
            nie ma się do czego czepnąć. Niby wykonuje swoje zadanie bardzo dobrze, bo
            wiadomo, że nikogo kiepskiego DP by nie przyjęli. Ale za Chiny Ludowe nie
            pasuje do klimatu tej grupy. Stefek grający po swojemu Blackmore'a to tak samo
            jak Turner śpiewający utwory Gillana. Olewczo, rzemieślniczo, z udanym
            rezultatem zamazania wyrazistości tych kompozycji.

            4. Stefek jest w zespole od lat kilku, ale zawsze będzie "tym nowym" (patrz:
            Hogarth w Marillion). Co akurat jest mniej istotną kwestią- jest chyba jednak
            dość istotne, że spora część słuchaczy nie przyzwyczaiła się jeszcze do jego
            obecności w DP.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka