Hm... w zasadzie to tak się zastanawiam, czy forum gazety to aby na pewno
najlepsze miejsce na recenzje zespołów takich jak Vital Remains, ale skoro
nie tak dawno rozgorzała tutaj dyskusja o grindcorze, odbyła się całkiem
interesujaca dysputa o „Death cult Armageddon” Dimmu Borgira, a wątek o 10
najważniejszych płytach heavymetalowych był nawet zamieszczony w
najciekawszych dyskusjach na forum, to właściwie czemu nie....
Więc do rzeczy:
Najnowszy krążek Vital Remains tradycyjnie już wyróżnia się wyjątkowo wręcz
idiotyczną okładką. Na okładce poprzedniej płyty („Dawn of the Apocalypse”
mogliśmy podziwiać Kozła spoglądającego gniewnie na budynek Watykanu, w
którym akurat nie wiedzieć czemu właśnie wybuchł pożar. Na
okładce „Dechristianize” widzimy natomiast pewną znaną wszystkim postać,
ukrzyżowaną tym razem dla odmiany na pentagramie. Zastanawiam się zatem, czy
w związku z tym zamiast mówić o ukrzyżowaniu nie powinno się raczej mówić
o „upentagramieniu” rzeczonej postaci, ale, whetever, nie mnie to oceniać.
Dookoła upentagramionego znajdują się natomiast rzymscy żołnierze, którzy
zamiast pilnować właściwego przebiegu procesu krzyżowania wydają się być
bardziej zainteresowani współżyciem ze zgromadzonymi tam (nie wiadomo
właściwie w jakim celu ) niewiastami (przyszły z ciekawości, obejrzeć sobie
ukrzyżowanie ? ). Żeby było jeszcze ciekawiej rzymscy żołnierze mają na
tarczach oraz na zbrojach wygrawerowane znaki kozła i pentagramy. Proszę
nie pytać dlaczego, bo nie wiem.
Równie cudownie jest w dołączonej do płyty książeczce – oto widzimy jak
basista i gitarzysta Dave Suzuki wywala jęzor w stronę trzymanej w rękach
książki z napisem „Holy Bible”. Przypuszczam ze poczuł się głodny [sesja
zdjęciowa musiała trwać zbyt długo] i próbuje ową książkę skonsumować. Na
kolejnym zaś obrazku wokalista [Glenn Benton z Deicide we własnej
osobie !!!!!] podejmuje całkowicie nieudaną próbę przeczytania odwróconej
Biblii, po czym ze zrezygnowaniem odwraca wzrok w drugą stronę.
A przechodząc do kwestii stricte muzycznych: płytę rozpoczyna najmniej chyba
oryginalne intro, jakie można sobie wyobrazić, czyli znana wszystkim
doskonale „Carmina Burana”. Żeby było śmieszniej tym razem w rytm znajomej
muzyki Carla Orffa wpleciono coś w rodzaju słuchowiska radiowego na temat
zasadności krzyżowania Chrystusa. Biorąc pod uwagę iż słuchowisko owo zostało
najprawdopodobniej odegrane przez samych muzyków, to ciekaw jestem, którego
z nich zmuszono do odegrania w nim roli Chrystusa, i w jaki sposób panowie
dokonali tego wyboru (grali w marynarza ? rzucali monetą ?a może jakaś
wyliczanka ?), bo przecież na pewno żaden nie zgodził się dobrowolnie.
A potem... Potem słyszymy już tylko wyrzygane piekielnym głosem Glenna
Bentona „LET THE KILLINGS BEGIN !!!!!” i ........ ZACZYNA SIĘ.
Zaczyna się niesamowita wręcz rzeźnia, zniszczenie i dźwiękowa masakra. Już
pierwszy na płycie utwór tytułowy poraża, obezwładnia i wgniata w ścianę. I
tak już zostaje przez następnych ponad 60 minut potężnej death metalowej
dechrystianizacji. Nie ma sensu podawać tytułów poszczególnych utworów na
płycie bo niby po co, i tak niespecjalnie się one od siebie różnią. No ale w
sumie to co z tego ze wszystko jest tutaj do siebie podobne i zagrane
praktycznie na jedno kopyto ? W końcu to najprawdziwsze czarcie kopyto, więc
mi nie przeszkadza. Co z tego, ze praktycznie każdy kawałek to jedynie
porcja napierdalanki urozmaicanej nielicznymi zwolnieniami ? Przecież w death
metalu nie ma rzeczy bardziej cudownej od solidnej napierdalanki w
przepięknych, iście szatańskich tempach.
Nie przeszkadza nawet i to, ze „Dechristianize” nie stoi na specjalnie
wysokim poziomie pod względem technicznym. Bo przecież wręcz przeciwnie,
założenia są zgoła inne, tutaj nie ma miejsca na wirtuozerię, a Dave Suzuki
to przeciez nie Trey Azagoth [ i chwała Szatanowi, chciałoby się powiedzieć
po wysłuchaniu solowych popisów Azagotha na „Heretic” Morbid Angel].
A co ciekawe to nie przeszkadza także i to, ze wcale nie jest to najlepsza
płyta w dorobku Vital Remains. Bo paradoksalnie kompozycje z poprzedniej
płyty wydawały się nieco bardziej urozmaicone a sama płyta
od „Dechristianize” jakby ciut ciekawsza. Ale z całą pewnością jest to płyta
w dorobku Vital Remains najfajniejsza. Dlaczego ? Chyba przede wszystkim
dlatego, ze wszystkie wokale wyrzygał z siebie piekielnym głosem sam Glenn
Benton. I to właśnie dzięki niemu ta płyta jest tak bezkompromisowa, tak
cudownie agresywna i tak przepięknie brutalna.
Więc jak dla mnie - death metalowa płyta roku.