vulture
25.12.03, 21:13
W sumie dobry tytuł… October Project był kiedyś magicznym, tajemniczym
zespołem, który nagrał zaledwie dwa albumy i zniknął. Cechą wyróżniającą go
były piekne, smutne melodie i niesamowity, charakterystyczny głos Mary Fahl.
Wiele się zmieniło od czasu, gdy grupa zadebiutowała – po wydaniu drugiego
albumu wytwórnia Sony wyrzuciła zespół z powodu niskiej sprzedaży płyt (było
to prawie dziesięć lat temu). Potem Mary Fahl postanowiła rozpocząć karierę
solową i dopiero w tym roku wydała taką sobie płytę. Bez niej reaktywował się
też October Project (po odejściu Fahl zespół się rozwiązał) i powrócił z nową
EP-ką „Different Eyes”.
Nowa propozycja October Project zapowiada podobno nowy album, ale nie
wiadomo, kiedy się ukaże (grupa reaktywowała się w ogóle rok temu, ale
zdołała nagrać tylko nową wersję kolędy „Silent Night”

, zwłaszcza że zespół
nie ma kontraktu i wydał „Different Eyes” własnym sumptem. Słucha się tej
muzyki bez wypieków na twarzy i bez oczekiwania na kolejne utwory, choć z
przyjemnością. Problemem jest to, że muzyka October Project i głos Mary Fahl
stanowiły jedną całość do tego stopnia, że teraz – przynajmniej w moim
przypadku – podczas słuchania można odczuć lekki dyskomfort, tak jakby ktoś
przez pomyłkę nagrał piosenki z nie tą osobą, co trzeba. Marina Belica śpiewa
bardzo ładnie, to fakt, ale czegoś, a w zasadzie kogoś brakuje…
Na dobrą sprawę można by powiedzieć, że poza głosem Fahl (właściwie – poza
jego brakiem) niewiele się w muzyce October Project zmieniło. Oszczędne,
akustyczne aranżacje, delikatny akompaniament, żeńskie głosy i smutne,
nastrojowe utwory - wszystko jest, jak było. Otwierający całość „The Mind’s
Eye” daje dobre pojęcie o całości. Następnie jest dość przeciętne „Long After
Tomorrow”, po którym następuje urzekający melodyką „See With Different Eyes”,
nieco żwawszy niż cała reszta, ale wcale nie szybki. „If I Turn Away” to
kolejna ballada, jednak zrobiona z nieco większym rozmachem dzięki
dynamicznej perkusji i ścianie dźwięku we wstępie i refrenach –przypomina mi
nieco budową „Take Me As I Am”, ale nie jest aż tak dramatyczna. Orkiestrowe
brzmienia dodają nieco życia temu utworowi. Jedynym utworem w naprawdę nieco
szybszym tempie jest „Forget You”, które najmniej pasuje do całości. Brzmi
zbyt… zwyczajnie, jak piosenka jakiegokolwiek zespołu, nie ma w tej
kompozycji tajemniczości, charakterystycznej dla nagrań OP. Ten króciutki
mini album zamyka kolejny spokojny, nastrojowy utwór „When The Wind Blows”,
przywracający magiczny nastrój.
Mimo wszystkich „ale”, sprowadzających się zasadniczo do niezałatania dziury
w składzie zespołu po Fahl (albo: nieudanego załatania) jestem w stanie
polecić album zwolennikom spokojnej, nieco melancholijnej muzyki z kobiecymi
głosami w roli głównej. Niestety, October Project nie jest w Polsce
popularnym zespołem – nigdzie nie jest – ale zawsze mam nadzieję, że może
ktoś to przeczyta i sięgnie po tę muzykę.