viki1976
25.11.04, 00:12
Jak byłam dwa tygodnie temu w Ełku ...to...zmarła mi bliska osoba...poznałam
ją i połączyły nas sprawy głównie zawodowe...
miała w sobie dużo radości, dobra a ja doznałam z jej strony dużo ciepła...
miała wylew - odeszła nagle...
Jak wyjeżdżałam z Ełku do W-wy to pożegnałyśmy się i...mysłam, że jak będę to
znowu się zobaczymy...Lubiłam ją bardzo. Nie ma jej...odwiedzałam ją co drugi
dzień - dużo rozmawiałyśmy...Jak nie pracowałam to codziennie do niej
wpadałam...Brałam psa , szłam na spacer nad jezioro i do niej - po zakupie
świeżego pieczywa!!! :)Rozmawiałyśmy....
Te chwile nigdy już nie wrócą, bo Ona odeszła.
Jakoś nie mogę o niej zapomnieć, pogodzić się z jej odejściem...gdy o niej
myslę to łzy lecą same...
na pogrzebie niestey nie byłam bo...musiałam wracać do W-wy.
Śmierć przychodzi czasem tak nagle, że nie ma czasu na przygotowanie się do
tego co jest takie trudne - jak rozstanie z drugim bliskim człowiekiem - na
zawsze...
Teraz będę w Ełku w piątek...minęło trochę czasu a nadal bardzo boli.
Obiecałam, że odwiedzę rodzinę tej osoby. Co będzie jak się rozpłaczę?
Nie przepracowałam jeszcze tego w sobie.
Co będzie jak się rozpłaczę???Nie podniosę łzami jej bliskich, którzy też
bardzo cierpią po jej stracie...
Jak mam udać, że to bardzo ciężka chistoria, że ich rozumiem i współczuję
im...ale jak ukryć smutek i łzy???
Nie potrafię akceptować śmierci - zwłaszcza kogoś kto był bliski...
a to bardzo boli.
:(