Gość: Adam
IP: *.proxy.aol.com
16.08.03, 08:53
Wiedzialem, ze w czwartek 14 sierpnia troche wczesniej koncze prace i
umowilem sie z Mama w domu towarowym Macy's przy 34 ulicy na Manhattanie na
zakupy.
W zatloczonej windzie gdzie bylo 10-12 osob jechalismy z 7 pietra w dol.
Nagle o 4:10PM zaczelo cos szarpac winda i poczulem, ze spadamy w dol, zgaslo
swiatlo, ludzie zaceli krzyczec. Nawet nie wiem kiedy wszyscy zlapali sie za
rece. Winda zatrzymala sie na 3 pietrze (widocznie wlaczono awaryjne
zasilanie) i otworzyly sie drzwi. Zazyly sie tylko gdzieniegdzie swiatla
awaryjne i pracownicy Macy's z latarkami w reku wskazywali droge ewakuacji na
dol. Pytamy sie security co sie stalo. Mowia, ze wysiadlo zasilanie i musza
ewakuowac wszystkich. Pytamy sie czy to terror. Nie wykluczaja terroru na
pocztaku. Wybiegamy na ulice, a tam tlumy. Okazuje sie, ze prad wysiadl nie
tylko w najwiekszym sklepie swiata jakim jest Macy's przy Herald Square, ale
ze nie ma pradu wszedzie dookola. Na ulicach nie dziala sygnalizacja
swietlna, olbrzymie korki, ludzie chodza po jezdniach, chaos. Biegniemy do
subwayu (metra), ale slyszymy no electricity - no subway i ze tysiace ludzi
zostalo uwiezionych pod ziemia w pociagach. Nie ma mowy o taxi, autobusy tak
zapchane, ze nie zatrzymuja sie. Nie ma policji. Przechodnie spontanicznie
dyryguja ruchem. W jednej chwili na ulice z biur, sklepow, zakladow pracy
wylegly milony ludzi. Wszyscy sa zdezorientowani. Co robic. Kierujemy sie jak
najblizej domu. Oczywiscie na piechote, tak jak tysiace innych ludzi dookola.
Na niebie pojawiaja sie helikoptery policyjne i stacji telewizyjnych. Probuje
zadzwonic z komorki do kolegi. Komorki nie dzialaja, automaty na ulicach
rowniez. Okazuje sie, ze wystarczy wylaczyc prad i ta cala technike mozna
sobie w ........ wsadzic. Kierujemy sie w strone mostu Quensboro Bridge do
59 Street. Przed nami 25 dlugich blokow (przecznic), a pozniej jeszcze kilka
Avenue w poprzek. Ludzie narzekaja gdzie jest policja, gdzie nasza armia, jak
to mozliwe, zeby przechodnie dyrygowali ruchem, gdzie zastepcze srodki
komunikacji w postaci shutle bus. Sklepy po drodze zasuwaja zaluzje,
gdzieniegdzie mozna jeszcze kupic cos do picia. Nareszcie most i kilku
policjantow przy nim oraz kamery telewizyjne i ocean ludzi. Z trzech pasm na
moscie dwa policja przeznaczyla dla ludzi. Srodkowym pasem suna samochody, a
raczej stoja. Liczymy, ze na Queens jest prad. Z Queensu nadciaga fala ludzi
idaca na Manhattan do domu. Dowiadujemy sie, ze i na Queensie nie ma pradu.
Na moscie robi sie ciasno. Starsi ludzie potykaja sie, dzieci padaja. Most ma
dlugos okolo 2km. Nie ma sluzb medycznych, ani policji. Patrze przed nami
czterech mezczyzn niesie za rece i nogi otyla starsza kobiete Murzynke. Jeden
z nich prosi, zebym go zmienil bo juz nie moze. Straszny upal ponad 90F.
Niesiemy kobiete, ktora nie oddycha juz i myslimy, ze przy zejsciu z mostu
beda ambulanse i jakas pomoc. Nie ma nic. Jedynie dwa radiowozy i kilku
mlodych policjantow z rezerwy ochotniczej. Oddajemy im nieprzytomna Murzynke.
Oni nie maja lacznosci, nie dzialaja ich radia, nie moga wezwac pomocy. Przy
zejsciu z mostu jacys chlopcy sprzedaja sode za podwojna cene. Jestesmy na
Queens Plaza. Pelno ludzi, chaos. Subway tez nie idzie ani zaden autobus.
Jest juz po godz. 9PM. Na chodniku lezy jakas biala kobieta. Ma drgawki. Na
dnia stoji mloda murzynka policjantka i tez nie ma lacznosci, zeby wezwac
pomoc. Probuje ja reanimowac. Ktos krzyczy, ze lekarz potrzebny bo dalej
kobieta w ciazy zaczyna rodzic. Ale pojawiaja sie chlopcy z torbami swiec
oferujac po $20 od sztuki. Przed nami jeszcze jeden most Pulaski Bridge, ale
juz krotszy od poprzedniego. Po drodze nie daleko domu na rogu ulicy przy
latarce Arab przez okno w sklepie sprzedaje sode, piwo, wode do picia. Spora
kolejka. Jeden z przechodniow pilnuje kolejki. Zaopatrujemy sie w sode i
wode. Przychodzimy do domu. Ciemno, przydaly sie dwie swieczki po $20 od
sztuki kupione od Murzyna. Nie dziala klimatyzacja, swiatlo, telefon,
komorka. Nie ma wody. Znajduje male radio na baterie. Tylko CBS nadaje
komunikaty. Rano budzimy sie HURA jest woda. Komorka nadal nie dziala.
Wyruszamy na miasto kupic cos do jedzenia. Wszystko zamkniete. Jedynie w
malych sklepikach w drzwiach mozna kupic cos do picia. Nie ma mowy o swiecach
czy latarce albo zywnosci. Supermarkety zamkniete. Kupujac sode widze, ze
sprzedawca ma latarke. Prosze, zeby sprzedal. Uzywana latarke wartosci $5
kupuje za $50. Jest godzina 4PM a swiatla nadal nie ma. Zaliczylismy cala
dobe bez elektrycznosci. Zapowiada sie kolejna ciemna noc. Patrzymy chinska
restauracja otwarta. Ale mowia, ze mieso zepsute. Jedynie ryz i warzywa.
Biezemy i to. Godzina 6PM. Mam nie wykupiona recepte. Jedna z aptek otwarta.
Tez nie ma swiatla. Przez drzwi mozna podac recepte to sprzedadza lek. Nagle
patrze w aptece i okolicznych oknach zapala sie swiatlo. Ludzie na ulicy
ciesza sie jak dzieci. Okazuje sie, ze nie wszedzie jest swiatlo. Wracamy do
domu. W telewizji burmistrz Bloomberg oglasza, ze prad jest jedynie na 80%
obszaru miasta. Metro i pociagi nadal nie kursuja i zaczna kursowac z
ograniczeniami od soboty. Lotniska otwarte, ale wiekszosc lotow uniewazniona.
Sasiadka miala leciec do Polski na wakacje. Wraca z JFK, ze loty odwolane i
nie ma informacji kiedy beda wznowione.
Tymczasem kiedy spedzalismy noc w domu, na Manhattanie ludzie spali na
chodnikach na Broadwayu. Starsze, chore osoby nie mialy mieszkajace na 20 czy
30 pietrze kiedy zastala ich awaria pradu na ulicy nie byly w stanie wejsc na
piechote po schodach tak wysoko. Turystow nie wpuszczano do hoteli, gdyz z
powodu braku pradu hotele nie mogly im zapewnic bezpieczenstwa.
Na Brooklyn w nocy zostalo obrabowanych wiele sklepow.
Blakout 2003 gorzej sparalizowal NY niz tragiedia z September 11. Wtedy
odciety od swiata byl jedynie dolny Manhattan i poza nim prad byl wszedzie
oraz normalnie funkcjonowal handel. Teraz sa problemy z zakupem zywnosci.
trzeba kilku dni, zeby sytuacja ustabilizowala sie.
Adam