Gość: Lichy
IP: *.dip.t-dialin.net
11.10.03, 23:40
+ + + + + + + + + ++
Jest to streszczenie książki napisanej przez znaną żydowską pisarkę Lily
Brett. Przepełniona nienawiścią książka jest typowym propagandowym spinem
stosowanym przez tą społeczność wobec Polski i Polaków. Streszczenie przez
Tatianę Kamińską radzę przeczytać, żeby zorientować sie w jakim kierunku idą
te pełne rasizmu i nienawiści w wykonaniu Żydówki Lily Brett.
Zadałam sobie trud uważnego przeczytania 714-stronicowej książki Lily
Brett „Too many man”. 714 stronic odrazy i nienawiści do Polski, Polaków i
wszystkiego, co polskie. Przepraszam, nie do wszystkiego. Dobre są pol-skie
potrawy i ciasta: flaki, pierogi, barszcz, kom-poty, serniki, jabłeczniki i
oczywiście „ponchkes" (pączki), którymi wprost opycha się 83-letni Edek,
tatuś bohaterki książki, Ruth Rothwax.„Dzieło" Lily Brett jest odbiciem
Polski lat dzie-więćdziesiątych w krzywym zwierciadle, istnieją-cym w bujnej
wyobraźni autorki, sprawiającej wrażenie osoby niezrównoważonej
psychicznie, rozhisteryzowanej, wciąż trzęsącej się, plączącej i
wymiotującej żółcią, jak i jej bohaterka Ruth. „Too many men" - to paskudny
paszkwil na Pol-skę i „Polaków - żydożerców", którzy mogą na-wet zabić we
własnym mieszkaniu odwiedzającą ich amerykańską turystkę żydowskiego pocho-
dzenia. Paszkwil groźny, ponieważ jest napisany wprawną ręką pisarki
uzdolnionej, liczącej się na rynku księgarskim Australii i USA.Bohaterka
książki, Ruth Rothwax - to córka oca-lałych z zagłady łódzkich Żydów urodzona
po wojnie w Niemczech i wychowana w Australii. Mieszka w USA i jest bogatą
businesswoman, która może sobie pozwolić na podróżowanie po Polsce
taksówką „Mercedesem". Daje wielkie na-piwki, szasta pieniędzmi, kupuje, co
jej się podo-ba, i zatrzymuje się wraz z ojcem w najbardziej lu-ksusowych
hotelach.Przyjeżdża do znienawidzonej Polski po raz trzeci, żeby tropić
ślady przeszłości jej rodziców, byłych więźniów hitlerowskich obozów
zagłady Auschwitz-Birkenau. Odwiedza, wraz ojcem, Warszawę, Łódź, Kraków,
Kazimierz, muzeum w byłym obozie zagłady w Auschwitz i przez ca-łą powieść
rozmawia z duchem Rudolfa Hoessa, komendanta tego obozu, znajdującym się
w „Zweites Himmel's Lager", w czymś w rodzaju piekła. W dialogach z nim
popisuje się znakomi-tą znajomością życiorysów i czynów hitlerow-skich
oprawców, czym zdumiewa jej rozmówcę. W Polsce denervvuje i przeraża Ruth
wszystkodookoła: niegustownie ubrane Polski, które „jak większość polskich
kobiet są zanadto uszminko-wane" (str.15); kierowcy taksówek „Mercedesów" „z
natłuszczonymi włosami" (str. 335); polski pies, którego Ms Rothwax boleśnie
kopie butem za to, że ośmielił się do niej podejść (str. 381); rozmowy jej
ojca z taksówkarzami w języku polskim; polskie „głupie powiedzenia" (str.
296); młoda kobieta, która w biały dzień załatwia swoje fizjologiczne
potrzeby pod drzewem w warszawskim Ogrodzie Saskim (sic!), (str.12).
Wszystkie drobiazgi urasta-ją w oczach egzaltowanej Żydówki do rangi sym-
boli, stają się wizytówką PolskiMuszę powiedzieć, że mieszkałam naprzeciw-ko
Ogrodu Saskiego przez 20 lat i nigdy nie by-łam świadkiem wydarzenia, któremu
autorka "Too many men" poświęca połowę strony opo-wiadania. Widocznie miałam
pecha! Widziałam natomiast setki mężczyzn „podlewających drzewka" w
Hiszpanii, Italii (gdzie ustępy są za-mknięte na czas sjesty), w Ameryce
Południowej i nawet w rodzimej (dla Ruth) Australii. W odróż-nieniu od Lily
Brett nie przyszło mi do głowy wspominać o tak nieistotnych faktach w
swoich opowiadaniach lub rozmowach o tych krajach. Widocznie nie jestem
osobą tak wrażliwą jak „wy-bitna pisarka", a ponadto, przyznaję się, nie mam
jej poczucia humoru.Zapach „potu i innych smrodów ciała"
kierowcy „Mercedesa" oprócz mdłości wywołuje u bohater-ki książki pytanie
uogólniające: „Dlaczego polscy mężczyźni nie myją się częściej?". I zaraz
potem wygłasza ona swoją genialną opinię o „płci brzyd-kiej" w
Polsce: „Polscy mężczyźni myślą, że wszy-stkie kobiety uważają ich za
atrakcyjnych. Oni zaś patrzą na kobiety jako na połączenie dekoracji z
posługaczką..." (str. 306). Ciekawe; że przez ca-łe moje życie w Polsce żaden
z mężczyzn nie trak-towat mnie jako ww. „połączenia". Widocznie mia-łam
szczęście!Jedyną osobą, która imponuje Ruth w Polsce, jest... Niemka
Martina, wykładowca łódzkiej Szkoły Filmowej. Żydówka prawie się zakochuje
w przystojnej blondynce: chcę ją pocałować na pożegnanie, poprosić o adres,
utrzymywać kon-takt (str. 272-287). Nie sądzę, żeby Ruth była les-bijką, po
prostu nie czuje żadnego urazu do Niemców, jak i jej nieżyjąca matka, która
w Austra-lii nie chciała uczyć córki „języka przeszłości". „Nie miała na
myśli jidysz - wyjaśnia ojciec Ruth, Edek. - Nie chciała uczyć dziecka
języka Polaków (sic!). Mówiła, że dziewczynka nie jest Polką". „Matka
myślała - wspomina Ruth - że jeżeli nazi-ści przybędą do Australii, będę
mogła komuniko-wać się z nimi (sic!). Pamiętam moje klasy języka
niemieckiego. Pamiętam, jak otrzymałam nagro-dę za recytację wierszy
Goethego. Mama była za-chwycona." (str. 185)Wiersze niemieckiego poety
recytowane przez córeczkę wywoływały w rodzinie zachwyt, nato-miast imię
niejakiego Chopina, ponoć polskiego artysty, wywołuje u Ruth odrazę. Gdy
kierowca ta-ksówki w dobrej wierze pragnie pokazać zagra-nicznym turystom
Żelazową Wolę, Ms Rothwax pozostaje w samochodzie i wpada w
histerię: „Widziałam dom Chopina! Widziałam fortepian Chopina, fortepian
matki Chopina, sypialnię mat-ki Chopina, łazienkę Chopina, ogród
Chopina...": Prawdopodobnie Żydówka zalicza Fryderyka Chopina, jak i cały
polski naród, do zaciekłych antysemitów.
Nic dziwnego, „jedyną pasją Polaków - myślała Ruth - jest pasja nienawiści i
zamiłowanie do alko-holu" (str. 346). Takim ludziom nie można ufać nig-dy i
nigdzie: „Ona (Ruth - przyp. aut.) nie ufała ani jednemu z Polaków" (str.
366). Czuła się w Polsce wciąż zagrożona, chora, urażona, pogrążona w
depresji. „Poland has nearly killed me" (str 360). Zupełnie zrozumiałe, że
po kraju, który może „za-bić", nie podróżuje się, a „drekuje się" („drek" w
ję-zyku jidysz oznacza angielski „shit", czyli polskie "g..."). „We're
dreking through Poland" - śmieje się zadowolony ze swojego dowcipu Edek.
Czym więc jest Polska w oczach Ruth? „...a lot of Jews view Poland as one
large graveside" (str. 313). Ruth jest jedną z nich, więc szuka na
tym „wielkim cmentarzysku", zwanym Polską, grobów i cieni. Odwiedza wraz z
ojcem wszystkie żydow-skie cmentarze, ulice byłych gett, hitlerowskie obo-zy
zagłady, pałace łódzkich Żydów. Ubolewa, że w niektórych ocalałych z pożogi
wojennej pała-cach mieszczą się polskie muzea, polskie biura Szkoty
Filmowej, wydziały polskiego uniwersytetu. Przywołuje cienie żydowskich
milionerów, bankie-rów oraz właścicieli zakładów tekstylnych i włókien-
niczych (Prussaków, Rappoportów, Jarosińskich, Poznańskich itd.),
zatrudniających tysiące Polaków pracujących w warunkach... (nie, nie, Ruth o
tym nie wspomina). To była Polska, to była Łódź (pol-skie ulice, żydowskie
kamienice), którą Ruth ak-ceptuje. Ale to wszystko minęło, zostało zagarnię-
te przez Polaków, którzy witali wkraczające do Ło-dzi niemieckie oddziały
radosnym „Heil Hitler!". „Heil Hitler! - krzyczeli. - Wskazywali Niemcom na
Żydów. Polacy, który chodzili do szkoły razem z Ży-dami, wskazywali Niemcom
na swoich byłych przy-jaciół. Polacy, którzy przez lata mieli wspólne inte-
resy z Żydami, donosili na nich Niemcom za każde naruszenie nowych
przepisów" (str. 15-16).
Nie wiem, kto na ulicach Łodzi witał Niemców okrzykami „Heil Hitler!",
natomiast wiem do
DCN