Dodaj do ulubionych

Na dlugie wieczory !

IP: *.dip.t-dialin.net 11.10.03, 23:40
+ + + + + + + + + ++

Jest to streszczenie książki napisanej przez znaną żydowską pisarkę Lily
Brett. Przepełniona nienawiścią książka jest typowym propagandowym spinem
stosowanym przez tą społeczność wobec Polski i Polaków. Streszczenie przez
Tatianę Kamińską radzę przeczytać, żeby zorientować sie w jakim kierunku idą
te pełne rasizmu i nienawiści w wykonaniu Żydówki Lily Brett.

Zadałam sobie trud uważnego przeczytania 714-stronicowej książki Lily
Brett „Too many man”. 714 stronic odrazy i nienawiści do Polski, Polaków i
wszystkiego, co polskie. Przepraszam, nie do wszystkiego. Dobre są pol-skie
potrawy i ciasta: flaki, pierogi, barszcz, kom-poty, serniki, jabłeczniki i
oczywiście „ponchkes" (pączki), którymi wprost opycha się 83-letni Edek,
tatuś bohaterki książki, Ruth Rothwax.„Dzieło" Lily Brett jest odbiciem
Polski lat dzie-więćdziesiątych w krzywym zwierciadle, istnieją-cym w bujnej
wyobraźni autorki, sprawiającej wrażenie osoby niezrównoważonej
psychicznie, rozhisteryzowanej, wciąż trzęsącej się, plączącej i
wymiotującej żółcią, jak i jej bohaterka Ruth. „Too many men" - to paskudny
paszkwil na Pol-skę i „Polaków - żydożerców", którzy mogą na-wet zabić we
własnym mieszkaniu odwiedzającą ich amerykańską turystkę żydowskiego pocho-
dzenia. Paszkwil groźny, ponieważ jest napisany wprawną ręką pisarki
uzdolnionej, liczącej się na rynku księgarskim Australii i USA.Bohaterka
książki, Ruth Rothwax - to córka oca-lałych z zagłady łódzkich Żydów urodzona
po wojnie w Niemczech i wychowana w Australii. Mieszka w USA i jest bogatą
businesswoman, która może sobie pozwolić na podróżowanie po Polsce
taksówką „Mercedesem". Daje wielkie na-piwki, szasta pieniędzmi, kupuje, co
jej się podo-ba, i zatrzymuje się wraz z ojcem w najbardziej lu-ksusowych
hotelach.Przyjeżdża do znienawidzonej Polski po raz trzeci, żeby tropić
ślady przeszłości jej rodziców, byłych więźniów hitlerowskich obozów
zagłady Auschwitz-Birkenau. Odwiedza, wraz ojcem, Warszawę, Łódź, Kraków,
Kazimierz, muzeum w byłym obozie zagłady w Auschwitz i przez ca-łą powieść
rozmawia z duchem Rudolfa Hoessa, komendanta tego obozu, znajdującym się
w „Zweites Himmel's Lager", w czymś w rodzaju piekła. W dialogach z nim
popisuje się znakomi-tą znajomością życiorysów i czynów hitlerow-skich
oprawców, czym zdumiewa jej rozmówcę. W Polsce denervvuje i przeraża Ruth
wszystkodookoła: niegustownie ubrane Polski, które „jak większość polskich
kobiet są zanadto uszminko-wane" (str.15); kierowcy taksówek „Mercedesów" „z
natłuszczonymi włosami" (str. 335); polski pies, którego Ms Rothwax boleśnie
kopie butem za to, że ośmielił się do niej podejść (str. 381); rozmowy jej
ojca z taksówkarzami w języku polskim; polskie „głupie powiedzenia" (str.
296); młoda kobieta, która w biały dzień załatwia swoje fizjologiczne
potrzeby pod drzewem w warszawskim Ogrodzie Saskim (sic!), (str.12).
Wszystkie drobiazgi urasta-ją w oczach egzaltowanej Żydówki do rangi sym-
boli, stają się wizytówką PolskiMuszę powiedzieć, że mieszkałam naprzeciw-ko
Ogrodu Saskiego przez 20 lat i nigdy nie by-łam świadkiem wydarzenia, któremu
autorka "Too many men" poświęca połowę strony opo-wiadania. Widocznie miałam
pecha! Widziałam natomiast setki mężczyzn „podlewających drzewka" w
Hiszpanii, Italii (gdzie ustępy są za-mknięte na czas sjesty), w Ameryce
Południowej i nawet w rodzimej (dla Ruth) Australii. W odróż-nieniu od Lily
Brett nie przyszło mi do głowy wspominać o tak nieistotnych faktach w
swoich opowiadaniach lub rozmowach o tych krajach. Widocznie nie jestem
osobą tak wrażliwą jak „wy-bitna pisarka", a ponadto, przyznaję się, nie mam
jej poczucia humoru.Zapach „potu i innych smrodów ciała"
kierowcy „Mercedesa" oprócz mdłości wywołuje u bohater-ki książki pytanie
uogólniające: „Dlaczego polscy mężczyźni nie myją się częściej?". I zaraz
potem wygłasza ona swoją genialną opinię o „płci brzyd-kiej" w
Polsce: „Polscy mężczyźni myślą, że wszy-stkie kobiety uważają ich za
atrakcyjnych. Oni zaś patrzą na kobiety jako na połączenie dekoracji z
posługaczką..." (str. 306). Ciekawe; że przez ca-łe moje życie w Polsce żaden
z mężczyzn nie trak-towat mnie jako ww. „połączenia". Widocznie mia-łam
szczęście!Jedyną osobą, która imponuje Ruth w Polsce, jest... Niemka
Martina, wykładowca łódzkiej Szkoły Filmowej. Żydówka prawie się zakochuje
w przystojnej blondynce: chcę ją pocałować na pożegnanie, poprosić o adres,
utrzymywać kon-takt (str. 272-287). Nie sądzę, żeby Ruth była les-bijką, po
prostu nie czuje żadnego urazu do Niemców, jak i jej nieżyjąca matka, która
w Austra-lii nie chciała uczyć córki „języka przeszłości". „Nie miała na
myśli jidysz - wyjaśnia ojciec Ruth, Edek. - Nie chciała uczyć dziecka
języka Polaków (sic!). Mówiła, że dziewczynka nie jest Polką". „Matka
myślała - wspomina Ruth - że jeżeli nazi-ści przybędą do Australii, będę
mogła komuniko-wać się z nimi (sic!). Pamiętam moje klasy języka
niemieckiego. Pamiętam, jak otrzymałam nagro-dę za recytację wierszy
Goethego. Mama była za-chwycona." (str. 185)Wiersze niemieckiego poety
recytowane przez córeczkę wywoływały w rodzinie zachwyt, nato-miast imię
niejakiego Chopina, ponoć polskiego artysty, wywołuje u Ruth odrazę. Gdy
kierowca ta-ksówki w dobrej wierze pragnie pokazać zagra-nicznym turystom
Żelazową Wolę, Ms Rothwax pozostaje w samochodzie i wpada w
histerię: „Widziałam dom Chopina! Widziałam fortepian Chopina, fortepian
matki Chopina, sypialnię mat-ki Chopina, łazienkę Chopina, ogród
Chopina...": Prawdopodobnie Żydówka zalicza Fryderyka Chopina, jak i cały
polski naród, do zaciekłych antysemitów.
Nic dziwnego, „jedyną pasją Polaków - myślała Ruth - jest pasja nienawiści i
zamiłowanie do alko-holu" (str. 346). Takim ludziom nie można ufać nig-dy i
nigdzie: „Ona (Ruth - przyp. aut.) nie ufała ani jednemu z Polaków" (str.
366). Czuła się w Polsce wciąż zagrożona, chora, urażona, pogrążona w
depresji. „Poland has nearly killed me" (str 360). Zupełnie zrozumiałe, że
po kraju, który może „za-bić", nie podróżuje się, a „drekuje się" („drek" w
ję-zyku jidysz oznacza angielski „shit", czyli polskie "g..."). „We're
dreking through Poland" - śmieje się zadowolony ze swojego dowcipu Edek.
Czym więc jest Polska w oczach Ruth? „...a lot of Jews view Poland as one
large graveside" (str. 313). Ruth jest jedną z nich, więc szuka na
tym „wielkim cmentarzysku", zwanym Polską, grobów i cieni. Odwiedza wraz z
ojcem wszystkie żydow-skie cmentarze, ulice byłych gett, hitlerowskie obo-zy
zagłady, pałace łódzkich Żydów. Ubolewa, że w niektórych ocalałych z pożogi
wojennej pała-cach mieszczą się polskie muzea, polskie biura Szkoty
Filmowej, wydziały polskiego uniwersytetu. Przywołuje cienie żydowskich
milionerów, bankie-rów oraz właścicieli zakładów tekstylnych i włókien-
niczych (Prussaków, Rappoportów, Jarosińskich, Poznańskich itd.),
zatrudniających tysiące Polaków pracujących w warunkach... (nie, nie, Ruth o
tym nie wspomina). To była Polska, to była Łódź (pol-skie ulice, żydowskie
kamienice), którą Ruth ak-ceptuje. Ale to wszystko minęło, zostało zagarnię-
te przez Polaków, którzy witali wkraczające do Ło-dzi niemieckie oddziały
radosnym „Heil Hitler!". „Heil Hitler! - krzyczeli. - Wskazywali Niemcom na
Żydów. Polacy, który chodzili do szkoły razem z Ży-dami, wskazywali Niemcom
na swoich byłych przy-jaciół. Polacy, którzy przez lata mieli wspólne inte-
resy z Żydami, donosili na nich Niemcom za każde naruszenie nowych
przepisów" (str. 15-16).
Nie wiem, kto na ulicach Łodzi witał Niemców okrzykami „Heil Hitler!",
natomiast wiem do


DCN
Obserwuj wątek
    • Gość: MM Re: Na dlugie wieczory ! IP: *.dip.t-dialin.net 21.10.03, 23:14
      >>>
      co to ma byyyyyc?
      ???
    • Gość: AMI Re: Na dlugie wieczory ! duo IP: *.dip.t-dialin.net 22.10.03, 23:53
      no to powodzenia...

      Amerykańskie mity "zera tolerancji"
      Postępy wyborcze skrajnej prawicy w Europie nakręca lęk przed niepewną
      sytuacją społeczną szerokich, ciężko poszkodowanych przez neoliberalny
      kapitalizm, warstw i przed przestępczością. Poczucie "niebezpieczeństwa"
      podsycają media i politycy wszystkich lub większości partii politycznych.
      Czynią zeń naczelne hasło swoich kampanii wyborczych, ścigając się w
      pomysłach rozwiązań represyjnych. Wychwalają skuteczność policyjnej
      strategii "zera tolerancji", wylansowanej w Nowym Jorku za rządów Rudolpha
      Giulianiego, a znajdującej w Polsce naśladowców nie tylko w Prawie i
      Sprawiedliwości braci Kaczyńskich Wyniki badań naukowych dowodzą, że
      skuteczność tej strategii została wyssana z palca i stanowi ważny element
      ideologii neoliberalnej.

      Trudno dziwić się, że gdy przekonają swoich wyborców do takiego zagrożenia i
      potrzeby wzmożenia represji, część tych wyborców przerzuca swoje głosy na
      skrajną prawicę, bo kto może być od niej bardziej wiarygodny, gdy chodzi o
      rozbudowę państwa policyjnego?

      W panoszącym się coraz bardziej dyskursie "bezpieczniackim" zachodnich elit
      politycznych przestępczość sprowadza się do zjawiska przestępczości
      ulicznej, a więc faktycznie kryminalizuje się w ten sposób klasy ludowe, bo
      wzmożenie represji w żadnej mierze nie grozi przestępczości szalejącej wśród
      samych elit i w aparatach państwowych. Przeciwnie - im więcej mówi się o tej
      pierwszej, tym bardziej ta druga jest bezkarna. w dyskursie tym nigdy nie
      wiąże się przestępczości ulicznej ze zjawiskiem masowego bezrobocia,
      ubóstwa, niepewnością warunków pracy i w ogóle deregulacją stosunków pracy,
      kryzysem szkolnym i wieloma innymi nieodłącznymi od neoliberalizmu
      zjawiskami.

      Centralny temat kampanii wyborczych

      Loic Wacquant, socjolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley i Centrum
      Socjologii Europejskiej w Paryżu, znany jest w Polsce jako współautor - wraz
      ze zmarłym niedawno prof. Pierre Bourdieu - "Zaproszenia do socjologii
      refleksyjnej" (Oficyna Naukowa 2001). w artykule "O niektórych bajkach
      bezpieczniackich rodem z Ameryki" na łamach francuskiego miesięcznika "Le
      Monde Diplomatique" demaskuje on ten dyskurs, który upowszechnia się również
      w Polsce, nie tylko za sprawą braci Kaczyńskich i ich partii. Wacquant
      wskazuje, że pozwala on tym, którzy rządzą lub do rządzenia aspirują,
      afirmować zdolność państwa do działania wtedy, gdy proklamują oni niemoc
      państwa w dziedzinie społeczno-gospodarczej.

      Oto obszerne omówienie tego artykułu.

      Wrzawa wokół prawa do bezpieczeństwa staje się tym głośniejsza, im bardziej
      demontuje się prawo do pracy. Wzrost funkcji policyjnych państwa i wydatków
      na policję jest tym większy, im bardziej zanikają funkcje opiekuńcze państwa
      i maleją wydatki na cele socjalne. Za przykład może posłużyć zupełnie
      absurdalny zakup we Francji - przez rząd lewicowy - koszulki kuloodpornej
      dla każdego policjanta, choć 97% spośród nich w ciągu całej swojej kariery
      zawodowej nie ma do czynienia z najmniejszym nawet zagrożeniem bronią palną,
      a liczba zabitych na służbie policjantów zmalała w tym kraju w ciągu
      minionych 10 lat o połowę.

      W ostatnich wyborach prezydenckich we Francji, poza kandydatami lewicy
      radykalnej i Zielonych, wszyscy kandydaci podnosili sprawę "bezpieczeństwa"
      do rangi absolutnego priorytetu w sprawach publicznych. Proponowali takie
      same prymitywne rozwiązania - wzmożenie aktywności policji, skupienie jej
      uwagi na młodzieży (pochodzenia, rzecz jasna, robotniczego i imigranckiego),
      recydywistach i "twardych" środowiskach przestępczych na przedmieściach (co
      wygodnie wyklucza przestępców w białych kołnierzykach czy z trójkolorową
      wstęgą), przyspieszenie procedur sądowych, zaostrzenie kar, dłuższe
      zatrzymania - również nieletnich, choć doskonale wiadomo, że pobyt w
      więzieniu jest niesłychanie kryminogenny. Domagali się niepohamowanego
      wzrostu środków służących utrzymaniu siłą porządku publicznego i ładu
      społecznego. Wacquant podkreśla, że sam szef państwa
      francuskiego, "przestępca - wielokrotny recydywista" (chodzi o mnóstwo afer,
      w które jest zamieszany), bezwstydnie nawoływał do zaprowadzenia
      zasady "zera bezkarności" w stosunku do nawet łagodnych wykroczeń w
      osiedlach, w których skupiają się środowiska społecznie wydziedziczone.

      Made in USA

      Cały ten dyskurs o bezpieczeństwie, godzący ze sobą najbardziej reakcyjną
      prawicę z lewicą rządową we wszystkich głównych krajach europejskich,
      czerpie swoją siłę z dwóch współczesnych potęg symbolicznych, jakimi są
      nauka i Ameryka - a ściślej z ich krzyżówki, tj. amerykańskiej nauki
      stosowanej do realiów amerykańskich.

      Tak, jak wizja neoliberalna w gospodarce opiera się na modelach równowagi
      dynamicznej, skonstruowanej przez ortodoksyjną ekonomię made in USA (kraj
      ten ma niemal monopol na nagrody Nobla w tej dyscyplinie), obecna
      wulgata "bezpieczniacka" prezentuje się pod szyldem uczonego dyskursu.
      Sugeruje on, że pewna niezmiernie wyostrzona teoria kryminologiczna służy
      jak najbardziej racjonalnej, ideologicznie neutralnej i nie podlegającej
      dyskusji polityce, która kieruje się czystymi względami skuteczności i
      wydajności.

      Podobnie jak polityka podporządkowania wszystkiego rynkowi, wywodzi się ona
      z USA, kraju, który stał się rzekomo latarnią morską ludzkości - jedynym,
      który historia wyposażyła w środki materialne i symboliczne, pozwalające
      uczynić ze swoich osobliwości ideał ponadhistoryczny i wszędzie przeobrażać
      rzeczywistość na swój wzór i podobieństwo.

      W związku z tym w ostatnich latach politycy francuscy, brytyjscy, włoscy,
      hiszpańscy, niemieccy z prawa i z lewa pielgrzymowali do Nowego Jorku, by
      dać tam wyraz swojej determinacji, z jaką chcą wykorzenić przestępczość z
      ulic, i nauczyć się od władz amerykańskich, jak to się robi. Tymczasem cała
      ta "jednolita myśl" o sprawach bezpieczeństwa żywi się całym łańcuchem
      uczonych mitów, które należy pilnie rozgryźć i obnażyć.

      Mit superprzestępczej Ameryki

      Oto pierwszy mit: "Superprzestępcza" do niedawna Ameryka jest dziś
      spacyfikowana, a pod względem przestępczości wyprzedziła ją Europa
      Zachodnia. USA cechowały rzekomo astronomicznie wysokie stopy
      przestępczości, które radykalnie spadły w wyniku nowojorskich doświadczeń w
      dziedzinie innowacji policyjnych i karnych. w tym samym czasie w Europie, na
      skutek "nadmiernej tolerancji", pnie się rzekomo w górę spirala "przemocy
      miejskiej". w tym duchu we Francji Alain Bauer, prezes firmy konsultingowej
      w sprawach bezpieczeństwa, a przy tym doradca ministrów socjalistycznych i
      wielki mistrz loży masońskiej Wielki Wschód, ogłosił wszem i wobec, że w
      2000 r. "Francja stała się bardziej kryminogenna niż USA".

      Rewelacja ta, rozpropagowana przez media, świadczy, że w dziedzinie
      bezpieczeństwa można bezkarnie opowiadać co komu ślina na język przyniesie i
      być branym na serio, jeśli tylko intonuje się modną śpiewkę represyjna i
      katastroficzną. Od jakichś 10 lat wiadomo, że stopy przestępczości w USA są
      całkiem normalne, ale pod warunkiem, że nie wychodzi się od danych
      statystycznych o przestępstwach zgłaszanych władzom, które odzwierciedlają
      aktywność policji, a nie przestępców, lecz za podstawę przyjmuje się wyniki
      badań ankietowych wśród gospodarstw domowych celem ustalenia liczby ofiar
      czynów przestępczych. Takie badania porównawcze są prowadzone w skali
      międzynarodowej (w odniesieniu do głównych krajów wysoko rozwiniętych) pod
      egidą holenderskiego Ministerstwa Sprawiedliwości i to ich wyniki są
      miarodajne.

      Z wyjątkiem zabójstw stopy przestępczości w USA są podobne jak w wielu
      innych krajach na świecie, a nawet na ogół niższe. Natomiast na początku
      minionej dekady w kraju tym na każde 100 tys. mieszkańców przypadało aż 10
      zabójstw, a dziś przypada 6, tj. sześć razy więcej niż we Francji, Wielkiej
      Brytanii czy Niemczech.

      pzdr
      • Gość: maciekk Re: Na dlugie wieczory ! duo IP: *.dip.t-dialin.net 23.10.03, 23:49
        ???
        W panoszącym się coraz bardziej dyskursie "bezpieczniackim" zachodnich elit
        > politycznych przestępczość sprowadza się do zjawiska przestępczości
        > ulicznej, a więc faktycznie kryminalizuje się w ten sposób klasy ludowe, bo
        > wzmożenie represji w żadnej mierze nie grozi przestępczości szalejącej wśród
        > samych elit i w aparatach państwowych. Przeciwnie - im więcej mówi się o tej
        > pierwszej, tym bardziej ta druga jest bezkarna. w dyskursie tym nigdy nie
        > wiąże się przestępczości ulicznej ze zjawiskiem masowego bezrobocia,
        > ubóstwa, niepewnością warunków pracy i w ogóle deregulacją stosunków pracy,
        > kryzysem szkolnym i wieloma innymi nieodłącznymi od neoliberalizmu
        > zjawiskami.
    • Gość: Beta Re: Na dlugie wieczory ! IP: *.dip.t-dialin.net 23.10.03, 23:52
      ...........................................................

      Bo komus to nie jest na reke?
      Najlepiej cicho sza?
      Tak jak na ostatniej sesji?
      Tak sie goraco zapowiadala i co?
      Zatkalo wszystkim pyski?
      Dyrektorzy szkol przedsawiali podobno sprawozdania z dzialalnosci swoich
      placowek, Bylo milo, uroczo i swojsko jak w Zakrzewie. A przeciez juz dawno
      wiedziano o rankingu szkol i plamie zakrzewskiego nauczycielstwa.
      Ale jak to w Zakrzewie. Gimnazjum- czytaj pani dyr. tez miala sprawozdanie,
      ale jak wiesc gminna niesie, przeczytala i nikt nie podjal dyskusji. Dlaczego?
      Przeciez radni mogli pytac o rozne sprawy dotyczace wynikow nauczania, testow
      i innych spraw, ale nie pytali.
      Nie bylo dyskusji. Dlaczego? Bali sie? Kogo? Chcieli wyciszyc sprawe.
      Hmmm...to bardziej prawdopodobne. Wyciszyli na sesji, a w domach gada sie na
      okraglo o tym. W domach, w innych szkolach, w kuratorium, w urzedach no i
      na "chacie" czy tutaj na forum.
      Na szczescie bo sprawa by ucichla, cicho sza, nikt nic nie wie i juz.
      • Gość: Biedron Re: Na dlugie wieczory ! IP: *.dip.t-dialin.net 23.10.03, 23:55
        Witam

        ,..jestem w pracy i nie wiem co ze
        soba poczac,
        ale nawet na tym forum nic sie nie dzieje
        czy to jest normalne??

        pozdr.
    • Gość: CHetny Re: Na dlugie wieczory ! IP: *.dip.t-dialin.net 02.11.03, 22:59
      Zadałam sobie trud uważnego przeczytania 714-stronicowej książki Lily
      Brett „Too many man”. 714 stronic odrazy i nienawiści do Polski, Polaków i
      wszystkiego, co polskie. Przepraszam, nie do wszystkiego. Dobre są pol-skie
      potrawy i ciasta: flaki, pierogi, barszcz, kom-poty, serniki, jabłeczniki i
      oczywiście „ponchkes" (pączki), którymi wprost opycha się 83-letni Edek,
      tatuś bohaterki książki, Ruth Rothwax.„Dzieło" Lily Brett jest odbiciem
      Polski lat dzie-więćdziesiątych w krzywym zwierciadle, istnieją-cym w bujnej
      wyobraźni autorki, sprawiającej wrażenie osoby niezrównoważonej
      psychicznie, rozhisteryzowanej, wciąż trzęsącej się, plączącej i
      wymiotującej żółcią, jak i jej bohaterka Ruth. „Too many men" - to paskudny
      paszkwil na Pol-skę i „Polaków - żydożerców", którzy mogą na-wet zabić we
      własnym mieszkaniu odwiedzającą ich amerykańską turystkę żydowskiego pocho-
      dzenia. Paszkwil groźny, ponieważ jest napisany wprawną ręką pisarki
      uzdolnionej, liczącej się na rynku księgarskim Australii i USA.Bohaterka
      książki, Ruth Rothwax - to córka oca-lałych z zagłady łódzkich Żydów urodzona
      po wojnie w Niemczech i wychowana w Australii. Mieszka w USA i jest bogatą
      businesswoman, która może sobie pozwolić na podróżowanie po Polsce
      taksówką „Mercedesem". Daje wielkie na-piwki, szasta pieniędzmi, kupuje, co
      jej się podo-ba, i zatrzymuje się wraz z ojcem w najbardziej lu-ksusowych
      hotelach.Przyjeżdża do znienawidzonej Polski po raz trzeci, żeby tropić
      ślady przeszłości jej rodziców, byłych więźniów hitlerowskich obozów
      zagłady Auschwitz-Birkenau. Odwiedza, wraz ojcem, Warszawę, Łódź, Kraków,
      Kazimierz, muzeum w byłym obozie zagłady w Auschwitz i przez ca-łą powieść
      rozmawia z duchem Rudolfa Hoessa, komendanta tego obozu, znajdującym się
      w „Zweites Himmel's Lager", w czymś w rodzaju piekła. W dialogach z nim
      popisuje się znakomi-tą znajomością życiorysów i czynów hitlerow-skich
      oprawców, czym zdumiewa jej rozmówcę. W Polsce denervvuje i przeraża Ruth
      wszystkodookoła: niegustownie ubrane Polski, które „jak większość polskich
      kobiet są zanadto uszminko-wane" (str.15); kierowcy taksówek „Mercedesów" „z
      natłuszczonymi włosami" (str. 335); polski pies, którego Ms Rothwax boleśnie
      kopie butem za to, że ośmielił się do niej podejść (str. 381); rozmowy jej
      ojca z taksówkarzami w języku polskim; polskie „głupie powiedzenia" (str.
      296); młoda kobieta, która w biały dzień załatwia swoje fizjologiczne
      potrzeby pod drzewem w warszawskim Ogrodzie Saskim (sic!), (str.12).
      Wszystkie drobiazgi urasta-ją w oczach egzaltowanej Żydówki do rangi sym-
      boli, stają się wizytówką PolskiMuszę powiedzieć, że mieszkałam naprzeciw-ko
      Ogrodu Saskiego przez 20 lat i nigdy nie by-łam świadkiem wydarzenia, któremu
      autorka "Too many men" poświęca połowę strony opo-wiadania. Widocznie miałam
      pecha! Widziałam natomiast setki mężczyzn „podlewających drzewka" w
      Hiszpanii, Italii (gdzie ustępy są za-mknięte na czas sjesty), w Ameryce
      Południowej i nawet w rodzimej (dla Ruth) Australii. W odróż-nieniu od Lily
      Brett nie przyszło mi do głowy wspominać o tak nieistotnych faktach w
      swoich opowiadaniach lub rozmowach o tych krajach. Widocznie nie jestem
      osobą tak wrażliwą jak „wy-bitna pisarka", a ponadto, przyznaję się, nie mam
      jej poczucia humoru.Zapach „potu i innych smrodów ciała"
      kierowcy „Mercedesa" oprócz mdłości wywołuje u bohater-ki książki pytanie
      uogólniające: „Dlaczego polscy mężczyźni nie myją się częściej?". I zaraz
      potem wygłasza ona swoją genialną opinię o „płci brzyd-kiej" w
      Polsce: „Polscy mężczyźni myślą, że wszy-stkie kobiety uważają ich za
      atrakcyjnych. Oni zaś patrzą na kobiety jako na połączenie dekoracji z
      posługaczką..." (str. 306). Ciekawe; że przez ca-łe moje życie w Polsce żaden
      z mężczyzn nie trak-towat mnie jako ww. „połączenia". Widocznie mia-łam
      szczęście!Jedyną osobą, która imponuje Ruth w Polsce, jest... Niemka
      Martina, wykładowca łódzkiej Szkoły Filmowej. Żydówka prawie się zakochuje
      w przystojnej blondynce: chcę ją pocałować na pożegnanie, poprosić o adres,
      utrzymywać kon-takt (str. 272-287). Nie sądzę, żeby Ruth była les-bijką, po
      prostu nie czuje żadnego urazu do Niemców, jak i jej nieżyjąca matka, która
      w Austra-lii nie chciała uczyć córki „języka przeszłości". „Nie miała na
      myśli jidysz - wyjaśnia ojciec Ruth, Edek. - Nie chciała uczyć dziecka
      języka Polaków (sic!). Mówiła, że dziewczynka nie jest Polką". „Matka
      myślała - wspomina Ruth - że jeżeli nazi-ści przybędą do Australii, będę
      mogła komuniko-wać się z nimi (sic!). Pamiętam moje klasy języka
      niemieckiego. Pamiętam, jak otrzymałam nagro-dę za recytację wierszy
      Goethego. Mama była za-chwycona." (str. 185)Wiersze niemieckiego poety
      recytowane przez córeczkę wywoływały w rodzinie zachwyt, nato-miast imię
      niejakiego Chopina, ponoć polskiego artysty, wywołuje u Ruth odrazę. Gdy
      kierowca ta-ksówki w dobrej wierze pragnie pokazać zagra-nicznym turystom
      Żelazową Wolę, Ms Rothwax pozostaje w samochodzie i wpada w
      histerię: „Widziałam dom Chopina! Widziałam fortepian Chopina, fortepian
      matki Chopina, sypialnię mat-ki Chopina, łazienkę Chopina, ogród
      Chopina...": Prawdopodobnie Żydówka zalicza Fryderyka Chopina, jak i cały
      polski naród, do zaciekłych antysemitów.
      Nic dziwnego, „jedyną pasją Polaków - myślała Ruth - jest pasja nienawiści i
      zamiłowanie do alko-holu" (str. 346). Takim ludziom nie można ufać nig-dy i
      nigdzie: „Ona (Ruth - przyp. aut.) nie ufała ani jednemu z Polaków" (str.
      366). Czuła się w Polsce wciąż zagrożona, chora, urażona, pogrążona w
      depresji. „Poland has nearly killed me" (str 360). Zupełnie zrozumiałe, że
      po kraju, który może „za-bić", nie podróżuje się, a „drekuje się" („drek" w
      ję-zyku jidysz oznacza angielski „shit", czyli polskie "g..."). „We're
      dreking through Poland" - śmieje się zadowolony ze swojego dowcipu Edek.
      Czym więc jest Polska w oczach Ruth? „...a lot of Jews view Poland as one
      large graveside" (str. 313). Ruth jest jedną z nich, więc szuka na
      tym „wielkim cmentarzysku", zwanym Polską, grobów i cieni. Odwiedza wraz z
      ojcem wszystkie żydow-skie cmentarze, ulice byłych gett, hitlerowskie obo-zy
      zagłady, pałace łódzkich Żydów. Ubolewa, że w niektórych ocalałych z pożogi
      wojennej pała-cach mieszczą się polskie muzea, polskie biura Szkoty
      Filmowej, wydziały polskiego uniwersytetu. Przywołuje cienie żydowskich
      milionerów, bankie-rów oraz właścicieli zakładów tekstylnych i włókien-
      niczych (Prussaków, Rappoportów, Jarosińskich, Poznańskich itd.),
      zatrudniających tysiące Polaków pracujących w warunkach... (nie, nie, Ruth o
      tym nie wspomina). To była Polska, to była Łódź (pol-skie ulice, żydowskie
      kamienice), którą Ruth ak-ceptuje. Ale to wszystko minęło, zostało zagarnię-
      te przez Polaków, którzy witali wkraczające do Ło-dzi niemieckie oddziały
      radosnym „Heil Hitler!". „Heil Hitler! - krzyczeli. - Wskazywali Niemcom na
      Żydów. Polacy, który chodzili do szkoły razem z Ży-dami, wskazywali Niemcom
      na swoich byłych przy-jaciół. Polacy, którzy przez lata mieli wspólne inte-
      resy z Żydami, donosili na nich Niemcom za każde naruszenie nowych
      przepisów" (str. 15-16).
      Nie wiem, kto na ulicach Łodzi witał Niemców okrzykami „Heil Hitler!",


      cdn...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka