Dodaj do ulubionych

physical attraction-skad sie to cholerstwo bierze

14.01.10, 17:01
no powiedzcie mi, czemu, sposrod 10-20 facetow, ktorych regularnie widuje na zebraniach w pracy, wlasnie ten jeden powoduje u mnie zawsze gesia skorke (zmyslowa)?... ;)

no nie moge... wystarczy, ze facet sie ruszy, a mnie juz rusza...

w dodatku "sie nie lubimy"... zupelnie szczerze goscia ledwo trawie na poziomie towarzyskim, czy zawodowym... jak chodzimy czasem w wiekszej grupie do knajpy na pracowych wyjazdach, to czesto ktos sie pyta, czy my jestesmy malzenstwem, bo CALY CZAS sie klocimy, hehe...

ani specjalnie przystojny (sa przystojniejsi w tej grupie, ktora widuje), ani piekny, charakterem tez sie nie wyroznia...
... nawet go kiedys dyskretnie obwachiwalam, czy przypadkiem jakis feromonow nie wydziela, ktore na mnie tak dzialaja :D

no doprawdy, sama nie wiem, "co on ma w sobie"... ale moge na niego patrzec i patrzec i zawsze robi mi sie cieplo...

znacie takie osoby?
zastanawiacie sie czasem, co tez tak na nas w konkretnym przypadku dziala?

nie mam w pracy blizszej kolezanki, ktorej moglabym sie podpytac, czy ona ma podobne odczucia w stosunku do tegoz goscia - te co mam, zgorszylyby sie zapewne na takie zapytanie...

tak mi sie skojarzylo, bo wczoraj mielismy zebranie, kolega siedzial przede mna i (zupelnie nieswiadomie) pokazal kawalek plecow miedzy jeansami a swetrem... mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm...
Obserwuj wątek
    • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 14.01.10, 17:02
      pewna forumowa znajoma (psycholog, hehe) stwierdzila, ze to pewnie moja
      podswiadomosc sie chroni przed checia romansu...
      ... wybralam sobie obiekt, ktory nigdy w zyciu ze mna romansu miec nie bedzie,
      hehe...
      • anna-pia Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 14.01.10, 21:17
        kura17 napisała:
        > ... wybralam sobie obiekt, ktory nigdy w zyciu ze mna romansu miec nie bedzie,
        > hehe...

        skąd wiesz, może facet czuje do ciebie pociąg i broni się kłótniami, boś
        mężatka? :)
        • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 09:09

          > skąd wiesz, może facet czuje do ciebie pociąg i broni się
          > kłótniami, boś mężatka? :)

          uwierz mi, tak nie jest :)
          mimo, ze jestem mezatka, to cos takiego (chyba?) bym rozpoznala...
          ... w koncu moj biust to juz do kategori 35+ nalezy :D
    • pierwszalitera Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 14.01.10, 22:16
      kura17 napisała:

      > w dodatku "sie nie lubimy"... zupelnie szczerze goscia ledwo trawie na poziomie
      > towarzyskim, czy zawodowym... jak chodzimy czasem w wiekszej grupie do knajpy
      > na pracowych wyjazdach, to czesto ktos sie pyta, czy my jestesmy malzenstwem, b
      > o CALY CZAS sie klocimy, hehe...

      Kto się czubi, to się lubi. ;-) A w ogóle kura, to chyba dorosłą kobietą jesteś i powinnaś wiedzieć, że takie niby nieporozumienia i gra w zimno- ciepło tylko podkręcają napięcie seksualne. ;-)
      A skąd się to bierze, że akurat ten? Biologia. Być może do siebie nie pasujecie, bo człowiek, to więcej niż hormony i feromony, ale w tej jednej szczególnej dziedzinie może mielibyście duże szanse na zgodność. ;-) Podobno my kobiety mamy do tego dobrego nosa. :-)
      • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 09:08

        > Kto się czubi, to się lubi. ;-) A w ogóle kura, to chyba dorosłą
        > kobietą jesteś i powinnaś wiedzieć, że takie niby nieporozumienia i
        > gra w zimno- ciepło tylko podkręcają napięcie seksualne. ;-)

        hehe, ale on jest naprawde malo sympatyczny. pompatyczny, niemily i
        zarozumialy... nie tylko w stosunku do mnie... i nie ma tam zadnego napiecia
        seksualnego, uwierz mi... jestem na tyle dorosla i "doswiadczona" kobieta, ze
        takie rzeczy tez odczuwam :)

        > A skąd się to bierze, że akurat ten? Biologia. Być może do siebie
        > nie pasujecie, bo człowiek, to więcej niż hormony i feromony, ale w
        > tej jednej szczególnej dziedzinie może mielibyście duże szanse na
        > zgodność. ;-) Podobno my kobiety mamy do tego dobrego nosa. :-)

        no dobra, ze biologia to wiem, ale konkretnie CO? bardzo mnie to ciekawi :)
        ale nie sadze, zebym kiedykolwiek sie przekonala, czy mamy jakakolwiek szanse na
        zgodnosc "w tej jednej szczegolnej dziedzinie", heh...
        ... jak kiedys mielismy jedyna do tej pory szanse na "sam-na-sam" siedzielismy
        (przypadkowo) kolo siebie w ciemnym autobusie, wracajac z jakiejs pracowej
        wycieczki, to nie zamienilismy ani jednego slowa :D a w momencie, gdy
        dojezdzalismy do hotelu, gdzie mieszkalismy, oboje pod nosem mruknelismy
        jednoczesnie "god sei dank"... slyszalam :D

        tak wiec z tej maki ciasta nie bedzie...
    • fanka_tomcia Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 01:10
      mnie takie drążenie tematu raczej źle robi ;) (bo zaczynam wymyślać scenariusze,
      nakręcać się itd)

      na studiach był taki koleś, zachowujący się czasem jak idiota i cham. wyśmiewał
      się ze mnie, potrafił upokorzyć mnie przed całą grupą tak, że nawet niczego nie
      mogłam zrobić :/ a jednocześnie z wyglądu (mimo że nie był super przystojny ani
      szczególnie w moim typie, czy chudy) był pociągający. doszłyśmy z koleżanką do
      wniosku, że to dlatego, bo jest taki "samczy" ;) był chodzącą sugestią
      przyparcia do ściany, mocnego całowania i dość "rough" seksu :P
      jako osoba w ogóle mnie nie pociągał (tzn jak mogłabym myśleć o czymkolwiek z
      facetem, który się ze mnie nabija), chociaż potem się stał zagadką, bo z jednej
      strony okazywał niektórym prowadzącym lekceważenie, a do pewnej starszej pani
      profesor odnosił się ze szczerym jak się wydawało głębokim szacunkiem
      • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 09:12
        no wlasnie ten facet nie wyglada na jakiego specjalnie atrakcynjego seksualnie.
        ot normalny facet, w miare przystojny.

        jest sporo wiecej naprawde zwracajacych uwage facetow wokol mnie. i owszem,
        popatrze na nich, skomplementuje w myslach i zapomne.

        naprawde mnie intryguje fakt, CO na to wplywa, jesli nie ogolnie przyjete normy
        atrakcyjnosci i sprawnosci seksualnej ;) bo w tym przypadku to nie one, uwierz.
        • camilcia Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 10:13
          jest taki 1, też tego nie rozumiem ;)
          właśnie i wcale nie taki przystojny prównując do innych, mąż mój
          przystojniejszy o niebo :]
        • fanka_tomcia Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 16.01.10, 01:00
          kura ----> ten o którym pisałam, też tych norm nie spełniał raczej ;) nie dość,
          że nie spełniał moich, a w dodatku jeszcze tych "ogólnie przyjętych" ;) tzn ja z
          zasady nie lecę na wysokich dobrze zbudowanych maczo ;) a on nawet taki nie był xD
          btw oczywiście byli też inni godni uwagi koledzy, chociaż było ich naprawdę mało
          ;) a w tym przypadku to był chyba tzw zwierzęcy magnetyzm.
          ostatnio też poznałam faceta, który tak samo jest chodzącą sugestią takich
          zachowań (i o tym mogłam się częściowo przekonać...), tylko że ten jest z kolei
          "oczywisty", przystojny, seksowny - jeśli chodzi o wygląd itd, to sporo znanych
          mi dziewczyn z chęcią by się z nim przespało, no ale jak się weźmie pod uwagę
          zachowanie i charakter to odpada :/
          • jul-kaa Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 16.01.10, 09:32
            fanka_tomcia napisała: takich
            > tylko że ten jest z kolei
            > "oczywisty", przystojny, seksowny - jeśli chodzi o wygląd itd, to sporo znanych
            > mi dziewczyn z chęcią by się z nim przespało, no ale jak się weźmie pod uwagę
            > zachowanie i charakter to odpada :/

            Nie rozumiem. Jeśli w grę wchodzi wyłącznie/głównie przespanie się z nim, to
            chyba charakter i zachowanie nie stoją tak bardzo na przeszkodzie...?
            >
            • fanka_tomcia Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 16.01.10, 16:58
              tylko wtedy w pakiecie mogłybyśmy dostać obsmarowanie w towarzystwie w stylu
              "Ania była słaba w łóżku" itp :/ wiem, bo sama słyszałam :/
    • metia Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 01:52
      Jakbym czytała o sobie i moim eks ;) Nie był w moim typie, jeżeli chodzi o wygląd, potrafił być gburowaty i doprowadzał mnie do szału swoim podejściem do życia, ale tak na mnie działał, że jak przychodziło co do czego, to byłam w takim amoku, że nic sensownego nie potrafiłam zrobić. Zaliczyłam z pół roku emocjonalnego rollercoastera, bo do zerwania zbierałam się kilka miesięcy (!) i udało mi się dopiero wtedy, jak przyjaciółka zagroziła, że załatwi sprawę za mnie. Dramat ;) Zupełnie irracjonalne jest to, że chętnie bym to powtórzyła ;)

      A wogóle to jeszcze gorzej, bo aktualnie zaliczam podobną historię. Facet jest fajny, ale do Brada Pitta mu daleko - mimo to za każdym razem, jak z nim rozmawiam, to mam kompletną pustkę w głowie. Skończone dwa fakultety, milion przeczytanych książek, zadowalające doświadczenie w sprawach damsko-męskich, a poziom konwersacji jak w podstawówce ;) Normalnie aż mi wstyd ;)
      • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 09:16
        no nie, ja mam szczescie, ze jestem zadowolona z zycia mezatka i nie grozi mi zaden tego typu zwiazek :)

        zreszta kolega tez wyglada na szczesliwego ojca rodziny.

        i ja nie trace glowy w jego obecnosci, do tego daleko. zwyczajnie jestem zafascynowana czysto fizycznym efektem, ktory we mnie wywoluje :)

        a Tobie zycze szczescie z bradem pittem :)
        jak o nim mysle, to sobie zawsze przypominam odcinek "przyjaciol" z nim - jak byl "schudnietym" grubasem :)
        cala niesmialosc by mi przeszla, gdybym go naprawde spotkala i pomyslala o tym odcinku:

        www.youtube.com/results?search_query=brad+pitt+friends+episode&search_type=&aq=1&oq=brad+pitt+fri
        • ciri1971 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 10:23
          Kuro, wiem, co czujesz:) Też mi się to zdarzyło parę lat temu, a
          facet ani przystojny, ani specjalnie miły...dobrze, że chociaż
          inteligentny, bo zaczęłabym obawiać się o swój gust:) No i potrafił
          jakoś tak popatrzeć, że ciarki przechodziły. Na szczęście kontakt
          się urwał, bo od prawie 18 lat jestem szczęśliwą mężatką:)
          I znałam też kobietę, która TO miała- z nadwagą, hałaśliwa,
          przeciętnej urody, wydawałoby się- nic specjalnego. A wrażenie
          robiła piorunujące na wielu mężczyznach. Ja też bardzo ją lubiłam:)
          • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 10:50
            haha, Ciri, ja tego z gustem nie wiaze ;) bardziej z jakims pierwotnym atawizmem ;)

            a ten moj kolega to TAK na mnie nigdy nie patrzy - naprawde sympatia sie nie
            darzymy... i wlasnie sie zastanawiam, czy to jest jego cecha osobnicza (ze robi
            wrazenie na kobietach), czy tylko ja tak mam? jak pisalam - kolezanek nie
            zapytam, bo (niestety?) nie jestem z nimi w wystarczajaco bliskim "zwiazku",
            zeby takie pytanie nie bylo zle zrozumiane...

            a kobiete taka, jak opisujesz, tez znam! :) i byla moja przyjaciolka dlugie
            lata, teraz drogi nam sie rozeszly i malo sie widujemy, ale dalej bardzo ja
            lubie. tylko ona nie byla z nadwaga, ale nadrabiala to, hm, oryginalnoscia w
            wygladzie, jesli sie moge tak delikatnie wyrazic :) faceci (kobiety tez!) sie do
            niej kleili jak do miodu!

            takie cos to jeszcze rozumiem - bo to jest OGOLNE - tzn wiekszosc tak reaguje.
            ale takiego "osobniczego" pociagu nie moge sobie (rozumowo) wyjasnic, wiec mnie
            intryguje :)
            • ciri1971 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 11:13
              Ja też nie chciałam z gustem tego wiązać, tylko trochę się
              załamałam, bo jak to, kompletnie nie mój typ..Dlatego pocieszałam
              się, że chociaż inteligentny:). To, o czym piszesz, to na pewno jest
              to coś pierwotnego, jakieś niewytłumaczalne przyciąganie, co mnie
              akurat nie cieszy, bo ja wolę sobie wszystko zracjonalizować, jakoś
              mi wtedy raźniej:)
              A ja akurat podpytałam koleżankę, czy też tak reaguje na tego
              faceta, najpierw coś kręciła, że skąd, nigdy w życiu, nawet go nie
              lubi, a potem przyznała, że właściwie, odrobinkę, troszkę tak:) I
              dalej nie wiem, czy to reakcja uogólniona, czy my dwie miałyśmy
              pecha ( bo innych już nie miałam odwagi zapytać). Muszę teraz z tym
              żyć:), bo kontaktu już nie mamy i zagadki nie rozwikłam, chyba, że
              znowu kogoś poznam...
              • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 11:59
                no fajne pocieszenie :) ten tez by sie na nie zalapal, w dodatku pracowity :D

                znowu jade na konferencje niedlugo (do paryza!), kolega bedzie, a jakze... a
                pokoj w hotelu bede dzielic z kolezanka, moze zaciesnie z nia stosunki
                wystarczajaco, zeby poplotkowac?...
                ... choc ona jest (na moje oko) taka totalnie no-nonsense, ze nawet jak
                zaciesnie, to ona wywali na mnie oczy "ze co???" :)

                co do racjonalizacji - dokladnie o to mi chodzi!
                tez bym chciala "rozwiklac tajemnice", hehe, bo lubie, jak rzeczy (rozmaite)
                rozumiem.

                ale widze, ze albo jestem (prawie) osamotniona w swoich "przygodach", albo OT
                uznaly temat za malo ciekawy i nie chca mi pomoc rozwklac zagadke...
                ... a takie dluga lista tych, co ponoc zagadki lubia, sie robi w watku obok :D
                • szarsz Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 12:18
                  kura17 napisała:
                  > ale widze, ze albo jestem (prawie) osamotniona w swoich "przygodach",

                  Etam, ja tam tak miewam regularnie :) Tyle że mam to w jakimś stopniu
                  zracjonalizowane.
                  • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 13:02
                    > Tyle że mam to w jakimś stopniu zracjonalizowane.

                    to znaczy?
                    wiesz, dlaczego konkretna osoba na Ciebie dziala?
                    • szarsz Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 13:17
                      :)
                      Po pierwsze akcja = reakcji. Nie zawsze oczywiście, ale to niemal
                      konieczne. Po drugie, lubię jak facet na mnie patrzy z góry :) To też
                      chyba jakiś atawizm, nie? Chociaż to niekoniecznie. I niemal przekracza
                      moją strefę osobistą. I jeszcze jak jest w tym jakaś niepewność...

                      I jeszcze dobrze, jak jest pewny siebie.

                      Przystojny nie musi być, wcale a wcale.
                      • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 13:37
                        no widzisz, a w tym przypadku nic z tych rzeczy nie ma, hehe...

                        drazni mnie fakt, ze nie umiem tego zracjonalizowac ;)
                        • szarsz Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 13:51
                          :)
                          kura17 napisała:
                          > drazni mnie fakt, ze nie umiem tego zracjonalizowac ;)

                          etam, może po prostu trzeba się tym cieszyć :)
                          • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 14:06
                            haha, no fakt, na zebraniach mi sie nie nuuuuuuuuuuudziiiiiiiiiiiiii...
                • zooba Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 12:27
                  U nas w pracy jest taki facet, ale on ma to coś ogólnie zauważalne - na miejscu
                  innych facetów dostawałabym zielonej gorączki - on jest samczy - wkurza wiele
                  osób (w tym kobiety) ale taką macho-mocą rozmiękcza jednak kobiety.

                  Miałam kiedyś takie zauroczenie, ewidentnie feromonowe, rozumo-odbierające, ale
                  jego objawy były inne niż u ciebie - być może faktycznie działa tu mechanizm
                  wyparcia???

                  Z pewnością istnieją mężczyźni, którzy mimo posiadania wszelkich atrybutów,
                  odbierani są prawie jak bracia - zero iskry, absolutne zero iskry. Kiedyś nawet
                  starałam się w sobie wzbudzić uczucie do takiego egzemplarza, bo był bardzo
                  udany i rokujący - i nic, nie udało się wykrzesać uczucia.
                  • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 13:05

                    > Z pewnością istnieją mężczyźni, którzy mimo posiadania wszelkich
                    > atrybutów, odbierani są prawie jak bracia - zero iskry, absolutne
                    > zero iskry. Kiedyś nawet starałam się w sobie wzbudzić uczucie do
                    > takiego egzemplarza, bo był bardzo udany i rokujący - i nic, nie
                    > udało się wykrzesać uczucia.

                    dokladnie! mialam takiego wlasnie przyjaciela, w tamtych czasach chyba
                    najlepszego. w dodatku byl moim mentorem w brydzu (gdy jeszcze grywalam
                    sprotowo). fizycznie tez atrakcyjny.
                    ... chyba 2 razy mi sie oswiadczal...
                    ... a ja nie czulam do niego nawet minimalnego pociagu :( no nie moglam sie z
                    nim nawet calowac (probowala)... jak mi szkoda bylo - i jego i przyjazni, bo
                    oczywiscie szlag ja trafil...
                  • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 13:08

                    > Miałam kiedyś takie zauroczenie, ewidentnie feromonowe,
                    > rozumo-odbierające, ale jego objawy były inne niż u ciebie - być
                    > może faktycznie działa tu mechanizm wyparcia???

                    a jakie mialas objawy? jesli to nie tajemnica :) z czystej ciekawosci pytam.

                    a co do wyparcia - myslisz, ze podswiadomie nie mam ochoty na romans, ale zeby
                    dodac zyciu troche dreszczyku, to "reaguje" wylacznie na kolege-b..ca, zeby na
                    pewno nic z tego nie wyszlo? :)
                    czlowiek to pokretna istota!
                    • zooba Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 13:42
                      Po prostu mieliśmy się ku sobie, bez tego tarcia o którym piszesz, tak jakby
                      kliknęło i się znaleźliśmy obok siebie. A ja jestem raczej z tych rozsądnych,
                      poukładanych (nad czym boleję od lat). Ale tamten facet też miał męską siłę.
                      • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 13:49
                        aha, czyli typowe fatalnie zauroczenie ;)
    • kura17 aha :) 15.01.10, 12:12
      zeby nie bylo niejasnosci :)

      ja do kolegi nie wzdycham, nie zauroczylam sie, nie zzera mnie pasja... jak go
      nie widze, to o nim nie mysle.
      reaguje tak wylacznie, jak mam go w polu widzenia :)

      ... co wskazywaloby na feromony jednak, hehe... czy takowe pachna wyczuwalnie?...
      • ocisza Re: aha :) 15.01.10, 12:20
        Zdaje mi się, że gdzieś czytałam, że feromony nie pachną tak naprawdę. To znaczy
        nie jesteś w stanie wyczuć ich zapachu. Owszem, wydzielają się z potem czy w
        oddechu, dodawane są do perfum (a przynajmniej tak są reklamowane te perfumy),
        ale same w sobie nie mają wyczuwalnego zapachu.
        • kura17 Re: aha :) 15.01.10, 13:05
          no to by pasowalo... bo jak kiedys dyskretnie obwachalam kolege, to niczym
          przyjemnym mi nie pachnial (nieprzyjemnym tez nie, hehe)
      • pierwszalitera Re: aha :) 15.01.10, 16:04
        kura17 napisała:

        > zeby nie bylo niejasnosci :)
        >
        > ja do kolegi nie wzdycham, nie zauroczylam sie, nie zzera mnie pasja... jak go
        > nie widze, to o nim nie mysle.

        Gdy Cię nie widzę, nie wzdycham nie płaczę? Nie tracę zmysłów, kiedy Cię zobaczę? ;-) No kura opanuj się, nie wiem po diabła ty do tego potrzebujesz racjonalnego wytłumacznia. ;-) Ale proszę bardzo. Natura "zrobiła" nas takimi, że potencjalnie istnieje możliwość kompatybilności z różnymi partnerami. Inaczej byłoby idiotycznie, gdby ten "nasz" mieszkał na przykład na Alasce. ;-) Z tego powodu reagujemy na sporą ilość ludzi, w tym przypadku facetów. Nauka tłumaczy to tak, że reagujemy na (dobieramy sobie) partnera z korzystnym dla nas zespołem genetycznym, po to by wydać na świat zdrowe potomstwo. Takie rzeczy dają się wyczuć nosem i są faceci na widok (zapach) których uginają nam się kolana i już. Fascynacja i zakochanie to nie żadna tam metafizyka, tylko chemiczna reakcja w naszych mózgach na skutek tej stymulacji. Zdarzyć się może, szczególnie. gdy jesteśmy już wykształtowaną osobowością z bagażem doświadczeń, że czujemy się pociągani przez kogoś, kto nie odpowiada naszemu modelowi optymalnego partnera. Dlatego ten ktoś wcale nie musi być przystojny, inteligentny, czy bogaty, czy taki jak nasz stały partner, ale ma tylko pasujący do naszego system immunologiczny. Podobnie jak nie każdy przystojny (czy jak wyżej) mężczyzna musi nam się na tyle podobać, by traktować go jako kandydata na partnera. Szczęśliwy związek też nie musi chronić przed takimi ewentualnościami, bo trzeba rozgraniczać pomiędzy zakochaniem, czyli fazą, kiedy oprócz aktualnego partera nie widzimy nikogo na świecie, a miłością. Pierwszy stan trwa zwykle tylko jakiś czas i w optymalnym przypadku przechodzi w drugi, w którym bardziej istotne staje się faktyczne dopasowanie na wielu płaszczyznach. Do następnych gwałtownych chemicznych impulsów i rekacji nasze mózgi pozostają jednak ciągle zdolne, i czasem zdarzy się właśnie coś niezaplanowanego, jak właśnie teraz u ciebie. Wydaje mi się, że to nielubienie między wami, to tylko racjonalna interpretacja, bo porównujesz faceta z kimś innym i sterujesz sytuacją tak, by nie stała się dla ciebie zagrożeniem, ale gdyby był on aż tak okropny i ci obojętny, to byś na ten temat nie pisała. ;-) Najlepiej przyznać się przed sobą do tego, pofantazjować, jakby było, gdyby było i odczekać. ;-) Sprawdzać nie polecam, bo pewnie będziesz żałować. Z drugiej strony jak nie sprawdzisz, nie poznasz odpowiedzi na swoje pytanie, dlaczego właśnie on i też będziesz żałować. Życie bywa złośliwe. ;-)
        • kura17 Re: aha :) 15.01.10, 19:55
          nie no, taka odpowiedz to ja sama znam :) ja bym cos glebszego chciala, hehe...

          a probowac nie mam zamiaru, az tak zle nie jest ;)
          • ciri1971 Re: aha :) 15.01.10, 20:47
            Kuro, ale może nic głębszego w tym po prostu nie ma?:)Do mnie akurat
            trafia to, co napisała pierwszalitera o pasującym systemie
            immunologicznym. Ale może ja tak nie drążę, bo aktualnie tego nie
            przeżywam, było, minęło (do następnego razu:)), a Ty siedzisz na
            tych zebraniach i patrzysz...To może być męczące:D

            I mały OT do Ciebie- jesteś jeszcze na MM?
            • kura17 Re: aha :) 15.01.10, 21:01
              nie, jestem na diecie dr Pape :)
              na mm nic nie schudlam przez pol roku stosowania diety, wiec wymieklam...

              zreszta dr Pape bardziej mi odpowiada. w sumie troche podobny do mm, ale nie
              trzeba wciaz sie zabijac o make pp wszedzie ;)

              jedyne, czego mi brakuje, to musli z kefirem na sniadanie :)

              a co to znaczy, dopasowany syste immunologiczny? ;) brzmi troche jak czary mary
              dla mnie...
              • ciri1971 Re: aha :) 15.01.10, 21:11
                Eeee, no z tym systemem to chyba lepiej pierwszalitera Ci
                wyjaśni...Bo ja na czuja wiem, o co chodzi, ale tłumaczyć się nie
                odważę, to nie moja działka:)

                A chudniesz na diecie dr Pape? Właśnie zamierzam wgryżć się w temat,
                bo moje ostatnie napady żarłoczności zaprowadziły mnie już na skraj
                rozpaczy:) Na mm może i bym schudła znowu, gdybym dała mu szansę,
                ale na razie jakoś nie mogę:)
                • kura17 Re: aha :) 15.01.10, 21:18
                  troche chudne, ale nie duzo (ale mnie duzo nie trzeba).
                  jak podtyje, to 1-2 kg zrzuce, ale wiecej juz nie...

                  ale fajne jest to, ze sie nie ma atakow glodu, mozna racjonalnie funkcjonowac!
                  mowie to ja, notoryczny obzartuch :)

                  moze problem jest w tym, ze ja w sumie mam normalne BMI (na granicy nadwagi), a
                  ta dieta chyba lepiej dziala na wieksze troche BMI ;)

                  choc spotkalam sie i ze szczuplymi dziewczynami, na ktore dzialala.

                  na mnie generalnie malo jaka dieta juz teraz dziala, poza glodowka, a nienawidze
                  byc glodna i nie mam zamiaru taka bywac :(
                  • ciri1971 Re: aha :) 15.01.10, 21:23
                    Dzięki:)
                    Miesiąc temu też wystarczyłyby mi 2 kg, a teraz to pewnie sześć...(
                    optymistka ze mnie:).Ale w takim razie może lepiej zadziała przy
                    wyższym BMI:) Zła jestem na siebie, bo było już całkiem nieźle a
                    teraz tak się zapuściłam. Idę przekopać się przez dietowy wątek:)
                    • kura17 Re: aha :) 15.01.10, 21:29
                      ja tez jestem zla, bo przytylam te 2 kg, ktore naprawde robia roznice, gdy moje
                      dzieci i maz byli chorzy i musialam sama sie calym towarzystwem zajmowac... nie
                      mialam czasu myslec, CO zjesc i jadlam na ogiól podle weglowodany z jakims
                      tluszczem, hehe... a dla mnie od pewnego wieku wiecej wegli to zabojstwo...

                      no i przytylam bez przyjemnosci, a wrecz przeciwnie, nie majac z tego jedzenia
                      zadnej przyjemnosci...
              • pierwszalitera Re: aha :) 16.01.10, 01:05
                kura17 napisała:

                > a co to znaczy, dopasowany syste immunologiczny? ;) brzmi troche jak czary mary
                > dla mnie...

                Biologia to nie czary mary. Dopasowane systemów immunologicznych pozwala na minimalizację niekorzystnych genetycznych układów i ułatwia dwóm osobnikom wydać na świat potomstwo z jak największą szansą na przeżycie i ewolucyjny sukces. To nie działa oczywiście bez pudła, bo zdarza się, że ludzie czujący do siebie wielką fascynację fizyczną mają problemy z płodnością, albo dochodzi do nakładania się dziedzicznych błędów, powodujących choroby, ale dopasowanie jest, albo było, widocznie czynnikiem ważnym w doborze partnera, bo nie zniknęło w czasie ewolucji. To ma coś wspólnego z zapachem, bo indywidualny zapach człowieka jest wypadkową jego genetyczngo kodu, stanu zdrowia i warunków życia. Ponieważ kobieta jest w wyborze ojca swych dzieci zwykle ostrożniejsza, w końcu jej możliwości na własne potomstwo są mniejsze niż u mężczyzny, ma bardziej wyczulonego nosa na tego pasującego faceta. Pomyłka z jej strony, ma bowiem poważniejsze konsekwencje w postaci chorych, albo mniej zdolnych do życia dzieci. Dlatego jesteśmy takie wrażliwe, na zapach naszych facetów i po tym rozpoznajemy, czy ktoś nam podchodzi, albo nas odrzuca. I bardzo trudno jest nad tym racjonalnie zapanować.
                • kura17 Re: aha :) 16.01.10, 11:32
                  napisalam, ze samo haslo "dopasowanie systemow immunologicznych" brzmi jak czary
                  mary. po wysjasnieniach - juz tak nie brzmi. ja wiem, ze biologia to nie czary
                  mary, tylko trzeba zrozumiec jakies zagadnienie do konca. dzieki za wyjasnienia,
                  ciekawe to bardzo!

                  czyli to opiera sie glownie na zapachu? nie wiedzialam, ze zapach niesie w sobie
                  az tyle informacji...
                  • szarsz Re: aha :) 16.01.10, 14:36
                    Ale, Kuro, zapach jest w ogóle najbardziej chyba niedocenianym, ale
                    i ważnym zmysłem. Dzieciństwo, ważne wydarzenia pamięta się
                    najdokładniej przez zapachy właśnie. Ja bez najmniejszego trudu
                    przypomnę sobie i skojarzę zapach domu i babci, po 25 latach
                    bezbłędnie i w ułamku sekundy rozpoznałam zapach ciasta, które ona
                    piekła, pamiętam zapach śniegu i zimy, lata i rozgrzanej żywicy w
                    górach...
                    • szarsz Re: aha :) 16.01.10, 14:37
                      Za szybko enter :)

                      Ale już tak łatwo nie idzie ze wspomnieniami wzrokowymi, słuchowymi,
                      czy dotykowymi. Owszem, pamiętam, bardzo dużo pamiętam, ale tym
                      wspomnieniom brakuje tej ostrości i dokładności, co zapachom :)
                      • kotwtrampkach Re: aha :) 25.01.10, 01:25
                        szarsz, serio myślisz że pamięć zapachów jest powszechna tylko nieuświadomiona?
                        Zawsze miałam się za "inną", przez to, że zapachy są ważne w moim życiu. Kiedyś
                        wyjaśniłam sobie, że mam pamięć kinestetyczną rozwiniętą najlepiej i to mi
                        trochę to poukładało. Z tym że u mnie ten węch porównywalnie łatwo przywołuje
                        wspomnienia jak dotyk, sekwencje ruchów etc..
                        • jul-kaa Re: aha :) 25.01.10, 09:25
                          Pamięć zapachów jest powszechna, ale pewnie dla jednych zapach jest bodźcem
                          ważniejszym, dla innych jednak mniej ważnym. I większość sobie nie uświadamia
                          tego, jaką rolę w ich życiu odgrywają zapachy.

                          Kocie, ja też mam się za osobę "zapachową", pamiętam zapachy myśląc o danej
                          osobie/miejscu/okoliczności, są tacy ludzie, z którymi trudno mi przebywać, bo
                          odpycha mnie ich zapach, mam często wrażenie, że czuję generalnie więcej niż
                          inni. Formę masakryczną przybrało to po wypadku, kiedy czułam takie rzeczy i w
                          takich miejscach, że chodziłam z wiecznie zatkanym nosem (palcami, w
                          ekstremalnych sytuacjach zatyczką basenową). Od ilości i mocy zapachów kręciło
                          mi się w głowie, miałam mdłości. No ale wtedy podobnie było z dźwiękami i
                          światłem. Koszmar, nikomu nie życzę.
                          Potem się to uspokoiło, teraz w ciąży zapachy wróciły :) ale z mniejszą mocą.
                          Najśmieszniejsza sytuacja była na początku, kiedy potrafiłam wyniuchać zgubione
                          psie zabawki (tam! popatrz, pod tym krzesłem leży gumowa piłeczka!) :)
                          • kotwtrampkach Re: aha :) 25.01.10, 13:05
                            :-) Mam koleżankę, która miała coś z nosem (polipy?) i nie czuje zapachów - nie
                            potrafię zrozumieć jak można żyć.
                            Ja wącham jedzenie, czy jest dobre, talerze, czy są czyste, ubrania, czy były
                            właściwie przechowywane, buty czy są ze skóry ;-) Wącham pomieszczenia do
                            których wchodzę, ba, oceniam ludzi po tym, jak pachnie ich dom, ich rzeczy. Jak
                            wracam do domu to najpierw "zaciągam się" zapachem i wiem, czy trzeba
                            wywietrzyć, czy zostały jakieś śmieci, czy coś w lodówce, czy ktoś był w domu
                            przede mną..
                            zapachy w ciąży wspominam gdzieś na granicy natręctw. Podobnie rzucanie palenie
                            (o, była to długo świetna wymówka, żeby nie rzucić). NIe wyobrażam sobie zakupów
                            w sklepie z chemią czy zbliżanie się zbyt do alejki z proszkami w hipermarkecie.
                            Często rezygnuję z kupowania mięsa (a zapach surowego mięsa+chemia gospodarcza
                            mnie skręcają)
                            no jakby to powiedzieć... mało normalne mi się to wydaje u mnie ;-) Naprawdę,
                            czasem uwielbiam mieć katar :-)
                            • jul-kaa Re: aha :) 25.01.10, 13:28
                              kotwtrampkach napisała:

                              > :-) Mam koleżankę, która miała coś z nosem (polipy?) i nie czuje zapachów - nie
                              > potrafię zrozumieć jak można żyć.

                              Ja też znam taką osobę - po operacji mózgu. Z dnia na dzień przestała umieć
                              gotować.


                              > Ja wącham jedzenie, czy jest dobre, talerze, czy są czyste, ubrania, czy były
                              > właściwie przechowywane, buty czy są ze skóry ;-) Wącham pomieszczenia do
                              > których wchodzę, ba, oceniam ludzi po tym, jak pachnie ich dom, ich rzeczy. Jak
                              > wracam do domu to najpierw "zaciągam się" zapachem i wiem, czy trzeba
                              > wywietrzyć, czy zostały jakieś śmieci, czy coś w lodówce, czy ktoś był w domu
                              > przede mną..

                              hehe, to to nie jest normalne...? Ja tak zawsze wąchałam, rodzice do dziś na
                              mnie krzyczą (a jadamy razem rzadko), że nie wsadza się nosa do talerza, a ja
                              jak nie powącham, to nie zjem :) Teraz wyczuwam wszelkiego typu konserwanty w
                              potrawach :) i po prostu takich rzeczy nie zjem za żadne skarby. Węch jest moim
                              podstawowym zmysłem, wygląd (np. potraw) jest daleeeko za nim.
        • kura17 Re: aha :) 15.01.10, 21:30
          a tak w ogole, to nawet sprawdznie chyba nie pomoze, co?
          bo co najwyzej dowiem sie, JAK jest, ale nie DACZEGO, hehe...
          ... a to wlasnie najbardziej mnie interesuje...

          z czysto naukowych pobudek, ofkorse!
          • juannita Re: aha :) 16.01.10, 11:22
            Gdzies kiedys czytalam, ze wlasciwie wszyscy mamy sklonnosci sadomasochistyczne.
            Oczywiscie tylko niektorzy uprawiaja prawdziwy hardcore, ale praktycznie u kazdego jakies drobne pierwiastki takich tendencji sa.

            Moze wiec, oprocz tego ze dziala chemia, feromony, fakt ze faceta nie znosisz wlasnie dodatkowo wszystko podkreca? Bo jest to taki koktail przyciagania i potencjalnej agresji? Ktory pobudza najwazniejszy organ seksualny, a mianowicie mozg.

            Nie wiem, czy da sie zrozumiec o co mi chodzi...;)
            Tylko prosze nie odbierz tego jako diagnoze perwesji ;) bo w takim razie ja tez jestem perwersem ;)
            • kura17 Re: aha :) 16.01.10, 11:35
              no cos Ty :) daleko mi do obrazania sie!

              ciekawa teoria, hehe...
              ... dobrze, ze nie mam szans jej zglebic, ten facet sie mnie koncem kija nie
              tknie :D
    • tfu.tfu Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 19:06
      chemia, pani, czysta chemia ;) na mnie 2 takich działało chemicznie, zawsze było
      namiętnie, a potem taka piękna katastrofa :P (to ku przestrodze :P)
    • jul-kaa Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 20:59
      Czuję sie poszkodowana, bo nie czuję nic takiego. Działa na mnie wyłącznie mój
      własny mąż i nie pamiętam już nawet, kiedy działał ktokolwiek inny. Wybrakowana
      jestem, albo to nie ten etap w życiu.
      • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 21:15
        na mnie tez bardzo rzadko ktos tak dziala! to chyba 2 raz w zyciu?
        dlatego, jak zwykle, szukam sensownego wytlumaczenia, a takowego pewnie nie ma ;)
        • ciri1971 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 15.01.10, 21:20
          Mnie się zdarzyło jeden raz:) I jakoś nie tęsknię za powtórką, bo
          mnie to irytowało, przeszkadzało, wybijało z rytmu i w
          ogóle...jestem na nie!
      • fanka_tomcia Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 16.01.10, 01:07
        a ja bym wolała, żeby działał na mnie wyłącznie mój facet ;) byłabym szczęśliwa,
        nie stwarzałabym sobie problemów ;) a jak do pociągu doda się jeszcze moją
        wybujałą wyobraźnię, to jest masakra.
        zazdroszczę dziewczynom, które świata nie widzą poza swoim mężczyzną/swoją
        kobietą :/
        • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 16.01.10, 11:36
          e, nadaje zyciu smaczku...

          ... przeciez nie o to chodzi, zeby zlapac kroliczka...
        • kasiadj07 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 16.01.10, 11:47
          Ja tak mam, jestem totalną monogamistką:) A żeby było ciekawiej, to mój mąż nie jest w typie, jaki zawsze mi się podobał. A faceci w tym "moim typie" do tej pory mnie onieśmielają, po prostu nie potrafię być przy nich sobą, chociaż fizycznie mnie nie kręcą. Jest to trochę niestety czasem kłopotliwe, zwłaszcza w kontaktach zawodowych:) Na szczęście nie spotykam takich dużo.
          Co do takiej totalnej chemii, o której pisze Kura, to miałam raz tak w metrze kilka lat temu. Na przeciwko mnie siedział sobie chłopak taki niczym się nie wyróżniający z wyglądu, czapka naciągnięta na na przymknięte oczy, grube ubranie, bo to zima była. Ale chłopak wyglądał, jakby uśmiechał się do swoich myśli i tak mnie zafascynował, że oczu oderwać od niego nie mogłam, dopóki nie wysiadł. A on nawet nie spojrzał na mnie ani razu:)
        • pierwszalitera Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 16.01.10, 12:36
          fanka_tomcia napisała:

          > a ja bym wolała, żeby działał na mnie wyłącznie mój facet ;) byłabym szczęśliwa
          > ,
          > nie stwarzałabym sobie problemów ;) a jak do pociągu doda się jeszcze moją
          > wybujałą wyobraźnię, to jest masakra.
          > zazdroszczę dziewczynom, które świata nie widzą poza swoim mężczyzną/swoją
          > kobietą :/
          >

          Moim zdaniem dziewczyny, które świata nie widzą poza swoim partnerem i nie reagują w ogóle na seksualne impulsy z zewnątrz, to albo są w ostrej fazie zakochania, wtedy to normalne, biologia każe skoncentrować się na tym jednym, albo mylą namiętność z potrzebą posiadania kogoś na własność jak przedmiotu. Bo to tak nie działa, jeżeli jesteśmy zdolne do namiętnego pożądania jednego mężczyzny, to będziemy potrafiły to samo odczuwać do innego. Jeżeli jeden facet wyraźnie na nas fizycznie działa, to znajdzie się kiedyś, gdzieś, na pewno jakiś inny, któremu też się to uda (może udać). Nie znaczy to przecież, że pokusie trzeba ulegać, ale lepiej przyzwyczaić się do myśli, że stały związek nie uczyni nas (i partnera) ślepym i głuchym na innych. W końcu w długim udanym związku nie tylko o seks chodzi.
          • juannita Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 16.01.10, 13:48
            >Jeżeli jeden facet wyraźnie na
            > nas fizycznie działa, to znajdzie się kiedyś, gdzieś, na pewno jakiś inny, któr
            > emu też się to uda (może udać). Nie znaczy to przecież, że pokusie trzeba ulega
            > ć, ale lepiej przyzwyczaić się do myśli, że stały związek nie uczyni nas (i par
            > tnera) ślepym i głuchym na innych.

            Tak, zdecydowanie dobrze miec swiadomosc, ze nawet zyjac w bardzo szczesliwym stalym zwiazku kazdemu moze przytrafic sie nieprzewidywana fascynacja kims innym. Wtedy czlowiek rozsadniej i z wieksza moze ostroznoscia podchodzi do takich sytuacji - ani tego nie demonizuje, ani tez nie rzuca sie w wir namietnosci na zlamany kark...

          • fanka_tomcia Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 16.01.10, 17:10
            no właśnie czytałam niedawno wywiad z pewną "rozumną" moim zdaniem ;) i dość
            feministyczną seksuolożką, z którego się dowiedziałam, że to NORMALNE, że
            kobieta pożąda innych mężczyzn, mimo że jest w związku. oczywiście część moich
            koleżanek tego nie rozumie, bo albo nie były jeszcze w ogóle w związku, albo ich
            związki trwały kilka miesięcy albo właśnie są w długotrwałym i liczy się tylko
            ich partner...
            z tym, że u mnie moje fascynacje występowały równolegle również z pierwszą fazą
            związku (kiedy na samym początku wyjechałam na studia do innego miasta i na roku
            była pewna osoba ;) albo już w moim mieście na studiach pojawiły się znowu inne
            pewne osoby ;) no takie, które się widzi codziennie), być może zabrakło tu
            codziennego "karmienia" się tą drugą osobą, jak mają niektórzy zakochani którzy
            mają taką możliwość - widzieć się codziennie, może nawet zamieszkać ze sobą. ja
            po 2 miesiącach od rozpoczęcia "chodzenia" wyjechałam już na studia do innego
            miasta i widziałam się z facetem mniej więcej co 2 tygodnie na 2-3 dni, to w
            moim przypadku nie było dziwne, że znalazłam sobie jakiś "obiekt". potem to
            można się zastanawiać czemu ;)
            a po kilku latach związku to chyba nie dziwne, prawda? ;P
            najbardziej mnie wkurza jak koleżanka mówi coś w stylu "ale Ewa i Paweł są ze
            sobą mniej więcej tyle samo i Ewa mówiła, że tylko Paweł ją rusza i w ogóle są
            tacy zakochani non stop blablabla", a to że Ewa i Paweł ze sobą mieszkają, być
            może częściej współżyją, czemu sprzyjają okoliczności, są w zupełnie innej
            sytuacji niż ja i mój facet, to już się oczywiście nie liczy...
            • pierwszalitera Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 17.01.10, 12:21
              fanka_tomcia napisała:

              > najbardziej mnie wkurza jak koleżanka mówi coś w stylu "ale Ewa i Paweł są ze
              > sobą mniej więcej tyle samo i Ewa mówiła, że tylko Paweł ją rusza i w ogóle są
              > tacy zakochani non stop blablabla", a to że Ewa i Paweł ze sobą mieszkają, być
              > może częściej współżyją, czemu sprzyjają okoliczności, są w zupełnie innej
              > sytuacji niż ja i mój facet, to już się oczywiście nie liczy...

              Ależ stałe przebywanie ze sobą, sypianie w jednym łóżku i łatwa dostępność sprawiają, że partnerzy szybciej się adaptują i pierwotna fascynacja szybciej spada. Tak już jest po prostu. Inną sprawą jest, że istnieją ludzie z dobrym seksem i wtedy nieekonomicznie jest nawet oglądać się na boki, bo po co, jak wszystko gra? Może Ewa i Paweł faktycznie się kochają i na dodatek Paweł spełnia w łóżku wszystkie życzenia Ewy, to ma prawo być chłopakiem zachwycona. W końcu jak ktoś nam robi dobrze, to się nie będziemy na niego gniewać prawda? Kto wie, że z innym byłoby równie fajnie? ;-) A jak by było może byle jak, to po pierwszym zakochaniu Ewa zaczęłaby się zastanawiać, czy to już naprawdę wszystko i czy nie istnieje gdzieś może jakaś większa namiętność. Nie wiemy też zupełnie jak Ewa definiuje namiętność i jakie są w ogóle jej oczekiwania wobec seksu. Niektóre kobiety biorą to bardziej emocjonalnie i pełne fizyczne spełnienie interesuje je (na razie) mniej. Być może Ewa potrzebuje do fizycznej miłości przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa i ekskluzywności, i to ma właśnie przy Pawłu, więc wysoko sobie sytuację ceni? Ewa nie ma więc potrzeby fantazji na temat innych facetów, bo jej wyobrażenie o życiu seksualnym może być zupełnie inne niż twoje, moje, albo jeszcze kogoś innego. No i ile Ewa z Pawłem są ze sobą? Bo ta pierwsza faza zachwytu kończy się zwykle po dwóch latach, więc Ewa może być ciągle jeszcze w hormonalnym omamie. ;-)
              • fanka_tomcia Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 17.01.10, 16:12
                no powiedzmy troszkę krócej może niż ja i mój facet, ale dłużej niż wynosi
                właśnie ta pierwsza faza ;)
                mnie chodziło o to porównywanie do innych par, które często mają inną sytuację.
                ja nie wykluczam tego, że gdybym miała swojego faceta na co dzień, to mogłoby
                być inaczej. na pewno seks byłby częściej ;) i nie byłoby presji z jednej
                strony, żeby się spotykać wtedy, kiedy mamy czas, bo jakbyśmy ze sobą mieszkali,
                to jedno by siadło na kompie, drugie z książką, a nie że widzimy się np 2 razy w
                tygodniu, to "musimy" się zajmować sobą, mimo że jedno z nas może wtedy mieć
                jakieś problemy i nie mieć nastroju, a drugiemu głowa pęka :P

                porównywanie do innych to jest chwyt poniżej pasa moim zdaniem, bo niby dlaczego
                czyjś związek ma być wzorcem, bo jest "idealny"? czasem taka "idealność" wydaje
                się nienaturalna.
                bardzo niemiło jest usłyszeć krytykę swojego związku od osoby, która w
                prawdziwym związku jeszcze nie była, do tego porównanie do związków osób, które
                mieszkają razem.
      • kotwtrampkach Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 25.01.10, 13:07
        jul-kaa napisała:
        > Czuję sie poszkodowana, bo nie czuję nic takiego. Działa na mnie wyłącznie mój
        > własny mąż i nie pamiętam już nawet, kiedy działał ktokolwiek inny(...)

        yyy - no jak poszkodowana, skoro facet, który tak na CIebie działał jest teraz z
        Tobą? :-) :-)
    • marta_monika Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 16.01.10, 10:49
      Chemia, biologia i inne feromonony. Nie da sie tego racjonalnie wytlumaczyc. Byl
      kiedys taki facet, ktorego tylko glos przyprawial mnie o gesia skorke i drzenie
      kolan. Tylko glos. Reszta nie.
      Ja mam w pracy sytuacje odwrotna. Wszystkie moje kolezanki bez wzgledu na wiek i
      stan malzenski szeleja za jednym Kanadyjczykiem. A ja tego nie rozumiem. Nie
      wiem co one w nim widza. One wzdychaja, ze taki wysportowany (byly prawie
      zawodowy hokeista), przystojny, wyluzowany (taki Joey "How you doin'") a ja...
      bym go kijem nie dotknela. Brrrr
      • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 16.01.10, 11:50

        > Chemia, biologia i inne feromonony. Nie da sie tego racjonalnie
        > wytlumaczyc.

        przeciez chemia i bilogia to SA racjonalne wytlumaczenia :)
        moze zle sie wyrazilam na poczatku. ja nie chce miec rozumowego wytlumaczenia
        (podoba mi sie, bo ma ladne oczy), ale chce ZROZUMIEC, jak takie mechanizmy
        dzialaja. dokladnie zrozumiec, nie teksty typu "chemia, biologia, feromony" ;)
        bo jesli chemia i biologia, to dokladnie co i jak?
        i Litera to zaczelam wyjasniac. zadna czarna magia, jak czlowiek zrozumie, choc
        z zewnatrz moze ta wygladac...

        ... zwyczajny samolubny gen i walka o najlepsze potomstwo...
        ... czy teraz powinnam sie zastanawiac, jakie by nam ewentualnie wyszlo
        potomstwo, skoro reakcja jest az tak silna, hehe...
        • epistilbit Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 17.01.10, 12:06
          Ło jej. Kura jakbym o sobie czytała. :)
          Poprawił mi humor taki wacik.
          Tylko, że ja nie mężatka i czysto teoretycznie mogę takie coś skonsumować:)
    • lillka_0 Piorun sycylijski 24.01.10, 23:21
      A mi się zdarzyła taka nieprzyjemna rzecz jak ten cały "piorun sycylijski", w
      który nigdy nie wierzyłam. Zamieniłam z facetem dosłownie parę słów i bum, nie
      wiem skąd to się wzięło! Nawet nie jest jakiś porażająco przystojny, w ogóle nie
      w moim typie! Mam nadzieję, że on tego nie poczuł, staram się go unikać jak
      tylko mogę, jestem w udanym długoletnim związku ;-/. Trochę sama się sobą
      brzydzę, skąd takie myśli? To wręcz niesmaczne ;-(,
    • miss-alchemist Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 02.02.10, 23:42
      nie wiem, skąd się bierze, ale mnie dosięgnęło. i dotyczy faceta, który nigdy, nigdy mi się z wyglądu nie podobał (bo ma nadwagę i wadę zgryzu. i nie jest brunetem).

      ale gra na gitarze. może dlatego.

      a może dlatego, że czytam Lobby i jesteście sektą i się zaraziłam :P
      • pierwszalitera Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 03.02.10, 00:33
        miss-alchemist napisała:

        > nie wiem, skąd się bierze, ale mnie dosięgnęło. i dotyczy faceta, który nigdy,
        > nigdy mi się z wyglądu nie podobał (bo ma nadwagę i wadę zgryzu. i nie jest bru
        > netem).
        >
        > ale gra na gitarze. może dlatego.
        >
        > a może dlatego, że czytam Lobby i jesteście sektą i się zaraziłam :P

        Matko, tylko nie mów, że to ten, który działa na mnie. ;-) A może to lepiej tak, weź go sobie, może się na niego z tego powodu obrażę i skończy się ta niezdrowa infekcja. ;-)
        • jul-kaa Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 03.02.10, 00:47
          pierwszalitero, działa na Ciebie facet z nadwagą, wadą zgryzu i GITARĄ?! Świat
          się kończy ;))
          • pierwszalitera Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 03.02.10, 01:20
            jul-kaa napisała:

            > pierwszalitero, działa na Ciebie facet z nadwagą, wadą zgryzu i GITARĄ?! Świat
            > się kończy ;))

            A czy ja już gdzieś przypadkiem nie pisałam, że najseksowniejsza jest inteligencja? A jak inteligencja idzie w parze z kreatywnością, to facet może być brzydki, nawet bardzo brzydki. Poza tym mam chyba słabość do muzyków, mają zwykle takie zręczne ręce. ;-) No i ten jeszcze ładnie do tego pachnie. ;-)
            • miss-alchemist Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 03.02.10, 08:15
              gra na gitarze +1000 punktów do lansu :D (i seksowności :P)

              a inteligencja... może ja już jestem skrzywiona przez te moje studia, ale działa na mnie też oświetlenie w pokoju na pilota własnoręcznie spreparowane :) do tego z interfejsem w Visual Basicu i sterowaniem z poziomu komputera :D

              ale to chyba nie ten sam, litero :P
              • jul-kaa Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 03.02.10, 08:58
                miss-alchemist napisała:
                > a inteligencja... może ja już jestem skrzywiona przez te moje studia, ale dział
                > a na mnie też oświetlenie w pokoju na pilota własnoręcznie spreparowane :)

                Ale tak zupełnie własnoręcznie? Czy samodzielny montaż się liczy :)?
                • miss-alchemist Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 03.02.10, 20:51
                  no podzespołów sam nie zrobił, ale na płytce wszystko sam. i zaprojektował, i zmontował, i napisał ten interfejs.

                  ale kurde, może będą romantyczne wieczory, przy przygaszonym za pomocą pilota świetle... :P
            • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 03.02.10, 09:26

              > A czy ja już gdzieś przypadkiem nie pisałam, że najseksowniejsza
              > jest inteligencja? A jak inteligencja idzie w parze z
              > kreatywnością, to facet może być brzydki, nawet bardzo brzydki.
              > Poza tym mam chyba słabość do muzyków, mają zwykle takie zręczne
              > ręce. ;-) No i ten jeszcze ładnie do tego pachnie. ;-)

              kurcze, mam bardzo podobnie... z wyjatkiem slabosci do muzykow - chyba nigdy
              zadnego nie znalam, w innym towarzystwie sie obracam ;)

              ... za to bardzo, ale to BARDZO zreczne rece maja rowniez elektronicy...
              przetestowane... oraz duze doswiadczenie w "zdalnym sterowaniu", hehe...

              jeden z moich najgoretszych romansow to byl mezczyzna sporo mniejszy ode mnie,
              brzydki, w dodatku palacz (nie lubie palaczy!)...
              ... ale jaka mial glowe (i byl elektronikiem, hehe). w zyciu przedziwnie sie
              uklada...
              • miss-alchemist Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 03.02.10, 20:53
                > kurcze, mam bardzo podobnie... z wyjatkiem slabosci do muzykow - chyba nigdy
                > zadnego nie znalam, w innym towarzystwie sie obracam ;)
                >
                > ... za to bardzo, ale to BARDZO zreczne rece maja rowniez elektronicy...
                > przetestowane... oraz duze doswiadczenie w "zdalnym sterowaniu", hehe...

                a widzisz, bo to muzyk i elektronik w jednym jest u mnie :D

                tylko, kurka, z drugiej strony, "nie rwij d***y z własnej grupy" :D
                • kura17 Re: physical attraction-skad sie to cholerstwo bi 04.02.10, 09:07

                  > a widzisz, bo to muzyk i elektronik w jednym jest u mnie :D

                  gratulacje :)

                  > tylko, kurka, z drugiej strony, "nie rwij d***y z własnej grupy" :D

                  e cos Ty, ja stateczna mezatka jestem, nic nie rwe, hehe...
    • kura17 chyba zidentyfikowalam o co chodzi... 03.02.10, 09:30
      siedzialam kolo rzeczonego kolegi na konferencji...
      i chyba dodarlo do mnie, o co chodzi... chyba jednak, banalnie, o zapach ;)
      niby go obwachiwalam, ale moze nie w odpowiednim momencie?...

      otoz kolega ow pachnie bardzo delikatnie... jak moj ukochany z dawnych czasow...
      taki zapach palacza, ktory wprawdzie pali (nie moze sie powstrzymac), ale jednak
      dba, zeby ubrania i wlosy za bardzo mu nie smierdzialy... tak wlasnie pachnial
      ten moj goracy romans z przeszlosci... jak poczulam ten zapach, to jak pisaly
      dziewczyny, urochomia mi sie cala sciezka pamieci w przeszlosc... rozmarzylam
      sie totalnie, hehe... w dodatku nie o koledze, ale o tym ex...

      kolega nadal na mnie dziala, ale po zidentyfikowaniu, ze tak naprawde moze wcale
      nie o niego chodzic, tylko o ten zapach wywolujacy duchy z przeszlosci, jakos mi
      latwiej twardo sie trzymac, hehe...
      • ida14 Re: chyba zidentyfikowalam o co chodzi... 04.02.10, 01:55
        hmm ja bylam w takim dziwnym troche zwiazku. Troche jakby "toksycznym". Pełno
        kłótni, pretensji i walki. On nie wytrzymał. A ja sie lecze od ponad pół roku i
        nadal na jego widok kolana sie uginaja i dech zapiera. Wyc sie chce normalnie.
        Zerwalam kontakt, ale nadal nie moge sie uwolnic od tego. On tak na mnie
        działał, ze nikogo innego nie bylo na swiecie. Niedługo minie 3 lata odkad
        zaczął tak działac. Bylismy ze soba ponad rok.
        • ida14 Re: chyba zidentyfikowalam o co chodzi... 04.02.10, 01:58
          cd. i własnie tez nie moj typ. I charakter jakis taki nie pasujacy do mnie.
          Strasznie depresyjny, a ja lubilam takich co sie zyciem ciesza. No i co tu
          zrobic? Chemia jak nic. Ten, ten i tylko ten i juz, jakby mi sie cos wylaczyło
          na innych.
        • slotna Re: chyba zidentyfikowalam o co chodzi... 06.02.10, 16:00
          Ooo, tez jestem w takiej sytuacji. I tez minelo sporo czasu, ponad dwa lata. A teraz pojawil sie nowy, ktory dziala na mnie, owszem, a poza "dzialaniem", czuje ze to bedzie duza sprawa, bo jestem nim zachwycona pod tyloma wzgledami, jak nigdy wczesniej nikim - zawsze cos nie pasowalo, czasem nawet calkiem sporo, jak w tym okropnym przypadku, ktorego nie potrafie zapomniec. Mnie sie nogi uginaja, gdy mi sie _zdaje_ ze go widze ;) I jeszcze przyspieszony oddech, rumience i totalna niezbornosc ruchow. Smiac mi sie z tego chce, a z drugiej strony jest mi przykro, ze nie umiem sie z tego wyleczyc tak do konca.
    • kura17 jej, ale sie ubawilam :) 08.02.10, 20:48
      dzis mialam zebranie z rzeczonym kolega (w wiekszym gronie).
      i w pewnym momencie facet mowi (ja troche przysypiam, bo nudno, ale jak ON sie
      odezwal, to otrzezwialam ;)) "i spent last 3 day in bad... i played a lot with..."

      aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

      "... our new sofware release" ... :D

      facet ma czerwony nos i jest zakatarzony, wiec od pierwszych slow wiadomo, o co
      chodzi, ale jedwo powstrzylama chichot, bo ja skojarzenia (oczywiscie) mialam
      jednotorowe ;)
      a juz myslalam, ze sie dowiem jakis pikantnych szczegolow z zycia gwiazdy
      naszych zebran, ech...
      • pierwszalitera Re: jej, ale sie ubawilam :) 08.02.10, 21:24
        kura17 napisała:

        > i w pewnym momencie facet mowi (ja troche przysypiam, bo nudno, ale jak ON sie
        > odezwal, to otrzezwialam ;)) "i spent last 3 day in bad... i played a lot with
        > ..."
        >
        > aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
        >
        > "... our new sofware release" ... :D

        A nie zapytałaś jak było? ;-) Kurcze, przegapiłaś moment do interesującej rozmowy. ;-) Po niemiecku mówi się o podobnej konwersacji Bettgeflüster ;-)))
        • kura17 Re: jej, ale sie ubawilam :) 08.02.10, 21:51
          nie no, nie dalo sie...to bylo powazne zebranie, przeciez nie bede przez cala
          sale krzyczec do niego "jak bylo?"...
          ... wystarczy, ze sobie z innym kolega oczko puscilismy, hehe... on tez
          zauwazyl, moze tez ma na faceta chrapke?... :)
          • pierwszalitera Re: jej, ale sie ubawilam :) 09.02.10, 01:05
            kura17 napisała:

            > ... wystarczy, ze sobie z innym kolega oczko puscilismy, hehe... on tez
            > zauwazyl, moze tez ma na faceta chrapke?... :)

            Kura, no już ci zazdroszczę możliwości. ;-) Trójkąt z dwoma (obcymi) facetami! ;-))) Cholercia, za stara jestem na takie eksperymenty, a jak byłam młodsza, to byłam za strachliwa. ;-)))
            • kura17 haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 10:06
              ja tez juz chyba za stara jestem na takie akcje... (prawie w Twoim wieku jestem ;)).

              ... choc wiem na pewno (?), ze ten kolega od puszczania oczka to mna
              zainteresowany troche...
              ... polaczyl nas aparat na zebach, hehe... jemu juz zdjeli, ja wciaz swoj nosze,
              buuu :(

              myslisz, ze trojkaty sie udaja z aparatem na zebach??? :D
              • jul-kaa Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 10:14
                kura17 napisała:
                > myslisz, ze trojkaty sie udaja z aparatem na zebach??? :D

                Jak się w trójkę szczepicie aparatami, to będzie zabawnie ;)
                • kura17 Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 13:02
                  tylko dwojka z tej trojki ma aparaty...
              • pierwszalitera Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 12:28
                kura17 napisała:

                > myslisz, ze trojkaty sie udaja z aparatem na zebach??? :D

                Ty masz aparat na zębach? Gdybym była facetem i robiła plany w tym kierunku, to pomyślałabym: Auuua! ;-))) Z drugiej strony, trójkąty z dwoma facetami na wskutek podwójnych możliwości są raczej ku uciesze damskiej (podobno), więc nie musi cię taka przeszkoda interesować. ;-)))
                • kura17 Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 13:03
                  no mam (tymczasowo).

                  moj maz twierdzi, ze zadnego "aua" nie ma ;)

                  a z tych trojkatow to same pozytywy wynikaja, hehe...

                  ... jednakze przypominam, ze kolega nr 1 nie jest zainteresowany (mna), wiec na
                  trojkat w tym wydaniu raczej nie mam co liczyc, ech...
                  • pierwszalitera Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 13:27
                    kura17 napisała:

                    > ... jednakze przypominam, ze kolega nr 1 nie jest zainteresowany (mna), wiec na
                    > trojkat w tym wydaniu raczej nie mam co liczyc, ech...

                    Eeee, ten rok się dopiero zaczął. Pożyjemy, zobaczymy... ;-)
                    • kura17 Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 13:42

                      > Eeee, ten rok się dopiero zaczął. Pożyjemy, zobaczymy... ;-)

                      coz... mozesz zyc i patrzec :)

                      "my" juz tak zyjemy 3 lata, kilka wyjazdow sluzbowych (z imprezami) mamy za soba
                      i widac wyraznie, ze z tej maki chleba (a tym bardziej crosissanta...) nie bedzie...
                      ... ale dziekuje za kredyt zaufania! nic tak nie cieszy (chyba) jak wiara na
                      odleglosc innej kobiety w nasze mozliwosci uwodzenia :D
                      • ciri1971 Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 14:14
                        Oj, dziewczyny, ale się uśmiałam:). Ta wizja aparatów na zębach
                        tworzących trójkąt...od razu humor mi się poprawił.

                        Kuro, ja bardzo wierzę w Twoje mozliwości, uwodzenia i nie tylko:)
                        • kura17 Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 14:40
                          Ciri, a czymze sobie na taka wiare we mnie zasluzylam???

                          ... czyzbys znala jakiegos mojego bylego?... ;)
                      • pierwszalitera Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 14:18
                        kura17 napisała:

                        > ... ale dziekuje za kredyt zaufania! nic tak nie cieszy (chyba) jak wiara na
                        > odleglosc innej kobiety w nasze mozliwosci uwodzenia :D

                        O! :-) W tej dziedzinie przeżyłam takie niespodzianki, że jestem przekonana, że przy odrobinie pomyślunku każdej kobiecie uda się uwieść wybranego faceta. Zaufanie we własną fizyczną atrakcyjność jednak nie wystarczy, czasem trzeba sprawę potraktować analitycznie i zabrać się do tego, jak do wojennego działania. ;-) Dlatego niektóre kobiety, nawet bez specjalnej urody, są lepsze w te klocki od innych. Więc jeżeli jestem nieco zazdrosna o mojego faceta, to ostrożniej podchodzę do tych pozornie niegroźnych, ale inteligentnych diablic niż do tych słodko-kuszących zajączków. ;-) Największy organ seksualny czowieka znajduje się bowiem między uszami. ;-)
                        • kura17 Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 14:39

                          > O! :-) W tej dziedzinie przeżyłam takie niespodzianki, że jestem
                          > przekonana, że przy odrobinie pomyślunku każdej kobiecie uda się
                          > uwieść wybranego faceta.


                          > Więc jeżeli jestem nieco zazdrosna o mojego faceta, to ostrożniej
                          > pod chodzę do tych pozornie niegroźnych, ale inteligentnych
                          > diablic ...

                          ... az tak dobrze ze mna nie jest, ech...


                          a tak zupelnie na serio - czy naprawde myslisz, ze srednio atrakcyjna kobieta,
                          ktorej "wybranek" nie lubi i nie uwaza za atrakcyjna, ma szanse go uwiesc? mowie
                          o zwyczajnym zyciu, a nie jakis diabelskich planach z powiesci - widuja sie max
                          2 razy w tygodniu, korespondencja mailowa kuleje, glownie skupia sie na sprawach
                          zawodowych... oboje maja rodziny (czyli czasu malo na rozbudowane scenariusze),
                          facet jest pracoholik, w dodatku w dziedzinie, w ktorej kobieta nie da rady
                          zablysnac (glownie przez ten brak czasu wlasnie - kiedy niby ma sie "nauczyc"?...)

                          tak sobie mysle, ze w takiej sytuacji to naprawde trzeba by napisac baaaardzo
                          wyrafinowany scenariusz, w dodatku trafiajac za pierwszym razem w odpowiedni
                          punkt... bo przypuszczam, ze na powtorke z rozrywki nie ma co liczyc... ;)

                          i pytanie w druga strone - jestes pewna, ze KAZDY facet jest w stanie CIEBIE
                          uwiesc? :)
                          czy tez sytuacja nie jest symetryczna? dlaczego?

                          ps. bardzo ciekawa dyskusja o "sztuce uwodzenia" sie wywiazuje, hehe :)
                          • pierwszalitera Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 15:30
                            kura17 napisała:

                            > tak sobie mysle, ze w takiej sytuacji to naprawde trzeba by napisac baaaardzo
                            > wyrafinowany scenariusz, w dodatku trafiajac za pierwszym razem w odpowiedni
                            > punkt... bo przypuszczam, ze na powtorke z rozrywki nie ma co liczyc... ;)
                            >
                            > i pytanie w druga strone - jestes pewna, ze KAZDY facet jest w stanie CIEBIE
                            > uwiesc? :)
                            > czy tez sytuacja nie jest symetryczna? dlaczego?

                            Chyba nie oczekujesz ode mnie praktycznych wskazówek? ;-) Ale tak na serio. Jeżeli jakiś facet by się naprawdę uwziął, to pewnie by mu się ze mną udało. Może nie miałby tak łatwo, bo ja jestem doświadczoną kobietą, z pewną psychologiczną wiedzą, znam wiele mechanizmów i ich działanie. Ale wierzę, że każdego można "złapać", trzeba mu tylko dać to, czego potrzebuje. Bo tak naprawdę najbardziej podnieca nas, gdy czujemy się pożądani. W erotycznych kontaktach najbardziej podoba nam się, że to my czujemy się erotycznie. A druga osoba pełni rolę stymulatora do naszego własnego seksualnego spełnienia. Więc jeżeli odgadniesz czego oczekuje od seksualności druga strona, to możesz stać się jego partnerem idealnym. Nie mówię tu o technikach i czystej fizyczności tylko o głębokich psychologicznych potrzebach, wyobrażeniach na temat erotyzmu, seksu i sposobu przeżywania tych dziedzin. Kobiety mają może nieco łatwiej, bo mężczyżni są prostsi w obsłudze. Ich seksualna wariacja nie jest taka szeroka jak u nas. By kogoś zdobyć trzeba jednak go bardzo dobrze poznać, rozgryźć i oczywiście mieć całą masę intuicji. Każdy ma jakiś wizerunek tego, kogo chciałby w życiu seksualnym przedstawiać, jeżeli pozwolisz mu właśnie tą rolę przyjąć, to będziesz miała problemy, by się od faceta uwolnić. ;-) Nie chodzi o to, by zdobyć kogoś do łóżka i doprowadzić go do orgazmu, ale o to, by cały akt stał się jego wielką potrzebą i został metafizycznym przeżyciem po fakcie, a najlepiej jeszcze pozostawiał za tym przeżyciem wieczną tęsknotę. ;-) To trochę wyższa sztuka, ale jak nastawisz działania właśnie na taki cel, to masz większe szanse na jego zainteresowanie niż przez krótkotrwałą reakcję na widok wyciętej bluzki. ;-) Nie obiecuj mu banalnego seksu, tylko bądź nadzieją na erotyczny raj. ;-)
                            • pierwszalitera Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 15:48
                              A tak by zobrazować, o co mi chodzi, to najlepszym przykładem sztuki uwodzenia jest film "Dangerous Liaisons" (Niebezpieczne związki). Brzydki John Malkovich jako de Valmont nie uwodzi kobiet przedstawiając swoje walory, tylko daje każdej kobiecie dokładnie to, czego ona potrzebuje. Każdej daje coś innego, ale bez pudła trafia zawsze do celu. Z mężczyznami można robić dokładnie to samo. ;-)
                              • kura17 Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 17:28
                                no on to rzeczywiscie mial talent :) ale i na niego przyszla kryska...

                                ... choc z drugiej strony malovich to przeciez postac wtorna, nie pamietam, czy
                                w ksiazce valmont byl przystojny, czy nie? zreszta ja "od dawna" wiem, ze
                                przystojnosc to tylko wisienka na torcie, liczy sie najmniej ;)
                            • kura17 Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 15:49
                              hehe, jak masz wskazowki, to dawaj, najlepiej na forum - moze ktos jeszcze
                              skorszysta :P

                              ale z tego co napisalas, wyraznie wynika, ze jednak nie kazdy i nie kazdego...
                              bo przeciez trudno jest az tak dobrze kogos poznac, zeby mu stworzyc, jak to
                              napisalas, "nadzieją na erotyczny raj"...

                              ... to wlasnie dla mnie zakrawa na scenariusz filmowy, a nie na normalne zycie ;)

                              a macie moze takie doswiadczenia? uwiedzenie kogos niedostepnego? kogos "nie do
                              zdobycia"?... jak Wam to sie udalo? :)

                              u mnie kiepsko, bo intuicje mam do d...py... nie-kobieca zupelnie...

                              ale ja mialam (chyba?) jedna taka sytuacje... i bylo dokladnie tak, jak pisalas
                              wczesniej - zauroczylam "kostycznego" pana swoim rodzajem "umyslowosci" (to na
                              poczatku, hehe)... choc to sie stalo niejako mimochodem, bo wcale nie bylam
                              nastawiona na uwiedzenie (jego...).

                              a takiego scenariusza, jak opisalas, to chyba bym nie chciala - za bardzo
                              obsesyjnie to brzmi ;)
                              • pierwszalitera Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 16:34
                                kura17 napisała:

                                > a takiego scenariusza, jak opisalas, to chyba bym nie chciala - za bardzo
                                > obsesyjnie to brzmi ;)

                                No może masz rację. Na taką obsesję to trzeba mieć nerwy i energię. I nie można pozwalać sobie tak często. Ale czasem się opłaca, a wtedy pozostawia niesamowite wspomnienia do końca życia. Myślę też, że coś takiego bardzo potwierdza, jest jednak też dużym zagrożeniem, bo może stać się fatalnym, niszczącym całe doytchczasowe życie związkiem. Namiętność się bowiem udziela i podsycając ją u faceta samemu można stać się jej ofiarą. ;-) Nie jestem też na tyle wyrachowana, by kontrolować wszystko na zimno.
                                Ale w twoim przypadku myślę, że skoro facet na ciebie działa, to istnieje duża szansa, że też na niego działasz. Tylko może on o tym jeszcze nie wie? ;-)
                                • kura17 Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 17:21

                                  > Ale w twoim przypadku myślę, że skoro facet na ciebie działa, to
                                  > istnieje duża szansa, że też na niego działasz. Tylko może on o
                                  > tym jeszcze nie wie? ;-)

                                  ale skad te przypuszczenia (powtarzane przez pare z Was), ze skoro on na mnie
                                  dziala, to ja musze na niego??? czy to musi byc sprzezenie zwrotne? przeciez
                                  zycie pelne jest nieszczesnych zauroczen, gdzie tylko jedna strona jest
                                  zainteresowana...
                                  ... no chyba, ze starasz sie mi dac (delikatnie?) do zrozumienia, ze nie mozna
                                  mi sie oprzec........... :D

                                  ... a jesli tak, to ciekawe, jak ma to rozumiec, mmmmmmmmmmm...

                                  a jesli facet tego "jeszcze nie wie", to raczej juz sie nie dowie :)
                                  ... choc w planach mamy niedlugo "wspolny" wyjazd do chin... daleko od domu,
                                  egzotyczna sceneria...
                                  ... i setki kolegow po fachu :D
                                  • pierwszalitera Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 21:42
                                    kura17 napisała:

                                    czy to musi byc sprzezenie zwrotne? przeciez
                                    > zycie pelne jest nieszczesnych zauroczen, gdzie tylko jedna strona jest
                                    > zainteresowana...

                                    No widzisz, i to jest od razu niewłaściwe podejście. ;-) Z mojego...hmmmm....doświadczenia wiem, że jak ktoś działał na mnie wyjątkowo, to zwykle w drugą stronę było podobnie. Jakoś ci ludzie się znajdują, a nieszczęśliwe zauroczenie spowodowane jest najczęściej iluzjami i fałszywymi przedstawieniami. Ktoś nam się wtedy podoba, bo coś tam, ale rzadko ma to podłoże czysto seksualne. A myślę, że w twoim przypadku chodzi o coś biologicznego, bo przecież jak pisałaś, facet wcale ci się nie podoba, w ogóle go nie szukałaś, aż tak specjalnie ci nie imponuje i nie wchodziłby jako stały partner w grę. Tylko właśnie ta biologia i "fluidy" robią ci psikusa. ;-) Ergo, coś tam między wami jest, jakaś chemia i z dużym prawdopodobieństwem obopólne. Przypuszczam też, że facet nie ma już 20-tu lat i jest w wieku, kiedy nie podąża się za każdym impulsem, tylko kieruje różnymi kryteriami, również ekonomicznymi, więc niekoniecznie jako pierwszy chce sygnalizować, że jest zainteresowany. Jeżeli jeszcze nie jest Polakiem, to nie wychował się w kulturze, w której kobiety są przez mężczyzn otwarcie, a nawet natrętnie adorowane. Niemcy na przykład, są o wiele bardziej ostrożni i przyzwyczajeni do inicjatywy kobiet. Studiując na niemieckim uniwersytecie mogłam nawet odnieść wrażenie, że ci ludzie są całkowicie aseksualni, co nie było prawdą, jak pokazały dopiero intensywniejsze prywatne kontakty. Dlatego możesz nie znaleźć w jego zachowaniu "tradycyjnych" sygnałów. Wszystko zależy teraz od tego, co masz w ogóle w planie, bo wygląda na to, że facet nie jest typem do niezobowiązującego flirtu, z którego mogłabyś się w każdej chwili wycofać, według motta: "tylko ci się wydawało". ;-) Mam wrażenie, że sama nie chcesz się zbytnio deklarować i najwygodniejsza byłaby ci sytuacja, w której propozycja wychodzi z jego strony, a ty mogłabyś propozycję odrzucić. Przy odrobinie satysfakcji z tej propozycji oczywiście. Albo przynajmniej użyć jego inicjatywę jako usprawiedliwienie dla własnej słabości dla niego, no bo "on przecież chciał". ;-) Być może nigdy się nie dowiesz, jak sprawy stoją, jeżeli sama nie wykażesz inicjatywy. Nie musisz mieć obaw przed kompromitacją, to nie jest tak, że faceci chcą być zawsze zdobywcymi, muszą zawsze chcieć i nigdy nie odmawiać. A taka odmowa nie jest już hańbą dla kobiety i nie świadczy o tym, że jest nieatrakcyjna. Mamy czasy równouprawnienia i męskie "nie" nie jest powodem do tragedii i zwątpień. :-) Poza tym, sygnalizując mu wyraźne zainteresowanie, pokazujesz mu, że jesteś pewna siebie i swojej atrakcyjności. Bo skoro się odważasz, to wiesz ile jesteś warta i nie czekasz aż jakiś się zmiłuje i wyciągnie cię z bezznaczeniowości. Skromność, to coś dla pensjonarek i nie pasuje do dojrzałych kobiet. ;-)
                                    • kura17 Re: haha, ubawilam sie jeszcze bardziej :) 09.02.10, 22:21
                                      mnie skromnosc nie powstrzymuje ;) raczej fakt, ze po jakiejkolwiek probie
                                      musielibysmy razem pracowac (wciaz i nieustannie, nie ma odwolania, ze tak
                                      powiem). a nasze stosunki zawodowe juz sa napiete (bo sie nie lubimy), trudno mi
                                      sobie wyobrazic, jakie MOGLYBY byc, gdybym mu "nieopatrznie" polozyla reke na
                                      kolanie... :)

                                      a z tym jego zainteresowaniem mna to jest tak, ze do tej pory najwieksza rekacje
                                      jego strony wywolalo wyciagniecie przez moje dziecko z mojej torebki tamponu i
                                      oznajmienie publicznie "o, tampon" (musialam wziac dzieci na zebranie jednego
                                      dnia, niestety). kolega nie mogl sie przestac na mnie patrzec... nawet sie
                                      zastanawialam, co go tak dziwi - ze ja uzywam tamponow, czy ze 4-latek wie, co
                                      to jest ;)

                                      jak widzisz - jest dobrze, ale nie beznajdziejnie, hehe... mysle, ze pozostanie
                                      to dla mnie, jak wspomnialas, zagadka na cale zycie...

                                      w sumie nie interesuje mnie tak bardzo reakcja pana, ale moja wlasna... ale
                                      widze, ze i innym sie to zdarza - nie jestem sama :)

                                      a facet rzeczywiscie jest niemcem, 2 razy po 20.

                                      bardzo mi sie podoba to zdanie, jako podsumowanie moich, hm, watpliwosci ;)

                                      "Mam wrażenie, że sama nie chcesz się zbytnio deklarować i najwygodniejsza
                                      byłaby ci sytuacja, w której propozycja wychodzi z jego strony, a ty mogłabyś
                                      propozycję odrzucić. Przy odrobinie satysfakcji z tej propozycji oczywiście."

                                      choc z tego co obserwuje, to na satysfakcje nie bardzo sie zanosi...
                                      jakakolwiek, heh...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka