Dodaj do ulubionych

Z sowy w skowronka?

06.04.11, 10:57
Walcze z tym problemem bezskutecznie i od dawna, i pomyslalam, ze moze lobbystki, ktore w koncu wiedza wszystko, maja jakies tricki na takie problemy...
Jestem typowa sowa, jak tylko moge spac kiedy i ile chce, od razu, z dnia na dzien, przestawiam sie na sen w godzinach 2/3-10/11. Prace mam taka, ze moge teoretycznie przychodzic i wychodzic kiedy chce, wiec przez dlugi czas moj tryb zycia nie byl wielkim problemem. Ale to sie zaczyna powoli zmieniac, mam coraz wiecej spotkan, na ktorych musze byc, i ktore zaczynaja sie np. o 9 rano. Dla mnie koszmar. Poza tym przeprowadzilam sie w okolice, gdzie wszystkie sklepy otwarte sa do 20 (od 7, ale to mnie nie ratuje), co jeszcze bardziej utrudnia mi zycie. Efekt jest taki, ze w tygodniu ide spac o 1-2, wstaje o 7-8, jestem caly czas niewyspana, po czym pol soboty odsypiam. Oczywiscie ide w sobote spac o 2, w niedziele jest pieknie, no a potem nadchodzi poniedzialek...
Macie na to jakies pomysly? Wiem, ze mojego rytmu nie zmienie o 180 stopni, ale tak na dluzsza mete to taki tryb zycia nie jest ani zdrowy, ani przyjemny... Pomozcie lobbystki :o)
Obserwuj wątek
    • ochanomizu Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 11:07
      Kiedyś był wątek o wstawaniu, forum.gazeta.pl/forum/w,86228,87099037,98933411.html?v=2&f=86228&w=87099037&a=98933411&wv.x=0
      ale dobrych rad to tam raczej nie za dużo ;)
    • aadrianka Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 11:10
      Prawde mowiac, na mysl przychodzi mi tylko wymordowanie calej populacji skowronkow, zeby w koncu swiatem rzadzily sowy:)
      • ochanomizu Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 11:17
        Idę się ukryć przed aadrianką w takim razie ;)
        • yaga7 Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 12:08
          To ja też się schowam ;)
      • kocio-kocio Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 11:27
        Jak będzie jakaś akcja zbiorowa, to daj mi znać.
        W ogóle kto to słyszał, żeby do przedszkola na 8.30?
        A cisza nocna od 22? To kiedy ja mam odkurzać?
        • sharteel Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 12:53
          @kocio-kocio

          I urzędy za szybko zamykają. I sklepy. I przychodnie.
          Na szczęście troszeczkę się to powolutku zmienia w niektórych przypadkach.
    • satia2004 Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 11:37
      Próbuję się 'przestawić' od sierpnia zeszłego roku. Efektów brak.

      Ps. 9 rano to i tak dobrze - ja do pracy wychodzę o 7 :(

      ---
      72/94
    • amoureuse Niestety, ale... 06.04.11, 11:54
      Niestety, ale jedyną radą jest wczesne chodzenie spać :( jestem sową, jednak w czasie roku akademickiego potrafię się "zaprogramować" tak, żeby chodzić spać około 21-22, a wstawać nawet o 6-7. Kiedyś sądziłam, że coś takiego jest niemożliwe i sama blokowałam się psychicznie przed takim przestawieniem czasu, ale wszystko da się zrobić :) gorzej, że w czasie ferii albo wakacji w ciągu kilku dni wracam do sowiego trybu życia, a ponowne "skowronienie" zajmuje mi nawet kilka tygodni :(
      • satia2004 Re: Niestety, ale... 06.04.11, 11:59
        amoureuse napisała:
        > Kiedyś sądziłam, że coś takiego jest niemożliwe i sama blokowałam się psychicznie
        > przed takim przestawieniem czasu, ale wsz ystko da się zrobić :)

        No niestety - ja próbuję od 8 miesięcy i nic. Bycie sową niestety objawia się tym, że niezależnie od tego jak bardzo jestem niewyspana i zmęczona - ok 21-22 odżywam co wyklucza pójście spać - zwykle kończy się leżeniem w łóżku, przewracaniem z boku na bok i frustracją :(
      • kis-moho Re: Niestety, ale... 06.04.11, 12:03
        Wiem, wiem, jak musze wstawac o 7, i jednoczesnie chce spac co najmniej 8 godzin, to nie ma wyjscia, trzeba sie wczesniej polozyc spac :o) Tylko za cholere nie wiem, jak sie za to zabrac, bo ja to bym mogla o polnocy myc okna i pisac powiesci. Masz jakies patenty na takie "przeprogramowanie"? Nie wiem, wczesniejsze kolacje, sport albo wlasnie brak sportu? Bo ja bardzo chce isc wczesniej spac, no ale nie moge. Bo jeszcze tylko 15 minut, jeszcze pare stron ksiazki, jeszcze zamiote w kuchni... No i w koncu znowu jest pierwsza w nocy.
        • anna-pia Re: Niestety, ale... 06.04.11, 12:28
          Nie masz możliwości przespać się w ciągu dnia? taki godzinny sen stawia na nogi :)
          • kis-moho Re: Niestety, ale... 06.04.11, 12:43
            Nie, w ciagu dnia siedze w pracy. Poza tym ja nie umiem za bardzo spac w dzien, zasnac zasne, ale potem jestem do wieczora kompletnie rozbita.
            • sharteel Re: Niestety, ale... 06.04.11, 12:50
              kis-moho napisała:

              > Poza tym ja nie umiem za bardzo spac w dzien,
              > zasnac zasne, ale potem jestem do wieczora kompletnie rozbita.

              Jeśli śpię w dzień, mam ten sam efekt - u mnie najlepiej sprawdza się sen wieczorem. Około dwudziestej.

              Może załóżmy jakieś lobby sów ?
            • pierwszalitera Re: Niestety, ale... 06.04.11, 13:08
              kis-moho napisała:

              > Nie, w ciagu dnia siedze w pracy. Poza tym ja nie umiem za bardzo spac w dzien,
              > zasnac zasne, ale potem jestem do wieczora kompletnie rozbita.

              Bo śpisz za długo. Jeżeli wejdziesz w głęboki sen, zaleją cię hormony snu i masz potem właściwie cały wieczór z głowy. Nie możesz spać więc dłużej niż pół godziny. Nastaw sobie budzik, albo poproś, by ktoś cię obudził. Taka drzemka dużo daje.
              A tak ogólnie nie da się z sowy zrobić skowronka, albo odwrotnie. To genetyczna predyspozycja i można tylko ewentualnie przesunąć się o godzinkę, dwie, by przystosować się do codzieności. Ludzie, którzy żyją według własnego rytmu są zdrowsi. Skowronki mają tu łatwiej, bo nasze społeczeństwo funkcjonuje ciągle według starych agrarnych reguł, wymagane jest wczesne wstawanie jakby trzeba było karmić zwierzęta i obrabiać rolę, by zdążyć przed zachodem słońca. ;-) Naukowcy stwierdzili nawet, że dzieciom z predyspozycjami sowy ucina się szanse optymalnego rozwoju, bo one przez pierwsze godziny w szkole walczą tylko z sennością i brakiem koncentracji, i nie nadążają za skowronkami. A wczesne wysyłanie do łóżka nie pomaga, bo na zawołanie się nie zasypia, nasze organizmy wiedzą lepiej, w jakiej jesteśmy akurat fazie.
              • anna-pia Re: Niestety, ale... 06.04.11, 13:28
                pierwszalitera napisała:

                > kis-moho napisała:
                >
                > > Nie, w ciagu dnia siedze w pracy. Poza tym ja nie umiem za bardzo spac w
                > dzien,
                > > zasnac zasne, ale potem jestem do wieczora kompletnie rozbita.
                >
                > Bo śpisz za długo. Jeżeli wejdziesz w głęboki sen, zaleją cię hormony snu i mas
                > z potem właściwie cały wieczór z głowy. Nie możesz spać więc dłużej niż pół god
                > ziny. Nastaw sobie budzik, albo poproś, by ktoś cię obudził. Taka drzemka dużo
                > daje.

                Racja, lepiej spać 40 minut niż 2 godziny.

                > A tak ogólnie nie da się z sowy zrobić skowronka, albo odwrotnie. To genetyczna
                > predyspozycja i można tylko ewentualnie przesunąć się o godzinkę, dwie, by prz
                > ystosować się do codzieności.

                Chyba że ktoś nie jest - tak jak ty - zdecydowaną sową bądź zdecydowanym skowronkiem. Ja wolę późniejszy tryb życia, ale bez większego problemu wstanę na pociąg czy samolot o 5 rano i funkcjonuję potem bez problemu, generalnie dość łatwo się dostosowuję.
              • ocisza Re: Niestety, ale... 06.04.11, 14:23
                Da się z sowy zrobić skowronka - jestem tego przykładem. Chociaż ta zamiana jest jakby skutkiem ubocznym, a nie zamierzonym. Otóż mnie przestawiła ciąża, a właściwie macierzyństwo na wczesnym etapie. Budzenie się po kilka razy w nocy w celu karmienia, a następnie praca wymagająca wysiłku umysłowego i emocjonalnego plus popołudnie z małym dzieckiem tryskającym energią powodowało, że wieczorem padałam jak kawka. Pobudka przymusowa wcześnie rano. Po dwu latach takiego reżimu organizm tak się przyzwyczaił, że teraz nawet jak nie muszę, to wstaję rano (tak pięknie ptaki śpiewają jak się idzie z psem na poranny spacer). A wieczorem oczy same zaczynają się kleić o 21. To już kolejny rok, a organizm wcale nie próbuje wrócić do starych czasów. A ja się dobrze czuję :)
                • pierwszalitera Re: Niestety, ale... 06.04.11, 14:40
                  ocisza napisała:

                  > Da się z sowy zrobić skowronka - jestem tego przykładem.

                  Więc albo jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę, albo nigdy nie byłaś prawdziwą sową, tylko zakamuflowanym skowronkiem prowadzącym życie sowy. Albo masz tylko taką fazę, która zmieni się na tryb normalny, gdy tylko rozluźnią się obowiązki związane z obecnością małego dziecka.
              • sharteel Re: Niestety, ale... 06.04.11, 14:24
                pierwszalitera napisała:

                > Naukowcy
                > stwierdzili nawet, że dzieciom z predyspozycjami sowy ucina się szanse optymal
                > nego rozwoju, bo one przez pierwsze godziny w szkole walczą tylko z sennością i
                > brakiem koncentracji, i nie nadążają za skowronkami. A wczesne wysyłanie do łó
                > żka nie pomaga, bo na zawołanie się nie zasypia, nasze organizmy wiedzą lepiej,
                > w jakiej jesteśmy akurat fazie.

                A mnie ciekawi jeszcze jedna sprawa związana z rytmem dobowym: niektóre badania poziomu hormonów laboratoria każą robić o konkretnych godzinach. Na przykład kortyzol przed ósmą. A jeśli ktoś funkcjonuje w rytmie sowy, to przecież inaczej chyba to wszystko funkcjonuje? I w takim razie na ile miarodajne są wyniki takiego badania?
                • pierwszalitera Re: Niestety, ale... 06.04.11, 14:45
                  sharteel napisała:

                  > A mnie ciekawi jeszcze jedna sprawa związana z rytmem dobowym: niektóre badania
                  > poziomu hormonów laboratoria każą robić o konkretnych godzinach. Na przykład k
                  > ortyzol przed ósmą. A jeśli ktoś funkcjonuje w rytmie sowy, to przecież inaczej
                  > chyba to wszystko funkcjonuje? I w takim razie na ile miarodajne są wyniki tak
                  > iego badania?

                  Dobre pytanie. Jeszcze lepsze byłoby pytanie, czy statystyczne normy, z którymi się nasze wyniki porównuje, są rzeczywście zawsze takie miarodajne.
                  • indigo-rose Re: Niestety, ale... 28.02.12, 16:28
                    O, tutaj ostatnio dowiedziałam się ciekawych rzeczy. Otóż miałam podwyższony poziom prolaktyny, a endokrynolog wytłumaczyła mi, że ten hormon zwyżkuje podczas snu i rano może być jeszcze podniesiony, więc powinno się go badać około 11. Na co ja, że przecież laboratorium jest do 9. Kolejne badanie, znowu źle.
                    W końcu zdarzyło mi się, że musiałam zrobić badanie bez skierowania - czyli mogłam iść gdziekolwiek, bo i tak płatne - a w dodatku wyjechałam z dnia na dzień, mając po powrocie praktycznie jeden dzień na badanie. I oczywiście zamarudziłam wieczorem, co zaowocowało w szukaniu o 2 w nocy laboratorium czynnego dłużej niż do 9 i znalazłam pobierające do 14.
                    Prolaktyna pobrana o 11.30 okazuje się mocno w normie, daleko od skrajności. Kiedy w dodatku powiedziałam, że chociaż jestem sową, to specjalnie wstałam o 9, żeby nie być "zaraz po przebudzeniu", to dowiedziałam się, co następuje:
                    Organizm nie przestawi się w ciągu dnia, więc hormony produkuje tak, jakbym spała. Prolaktyna powinna być badana ok. 11, ale w moim przypadku odpowiada to 8-9 u innych ludzi, czyli miałaby prawo jeszcze być podniesiona - skoro nie jest, to tym lepiej dla mnie.
                    I ogólniej, że w przypadku badań zależnych od godziny lepiej znaleźć dłużej czynne laboratorium, bo inaczej lekarz może podejrzewać nieistniejące choroby. Zwłaszcza, że nieczęsto mówi się w wywiadzie "a poza tym to jestem sową", więc z góry zakładany jest standard.
        • zmijunia.lbn Re: Niestety, ale... 06.04.11, 21:05
          kis-moho napisała:

          > iesci. Masz jakies patenty na takie "przeprogramowanie"? Nie wiem, wczesniejsze
          > kolacje, sport albo wlasnie brak sportu? Bo ja bardzo chce isc wczesniej spac,

          Kubek ciepłego mleka (w moim przypadku z kawą zbożową) i położyć się na siłę. Stosuję zawsze jak muszę wstać wcześniej niż o 9.30. Nie wiem jak się to ma do stałego przeprogramowania, ale doraźnie działa. :)

          Albo podręcznik do finansów, zawsze zasypiam w ciągu 15 minut. ;D
          • wera9954 Re: Niestety, ale... 06.04.11, 21:47
            Kładzenie się na siłę nie u każdego działa. Kiedy ja próbuję, mimo chęci posiedzenia jeszcze dłużej, położyć się spać, kończy się na przewracaniu się z boku na bok prawie do rana. Za to pomysł z podręcznikiem do finansów jest dobry. Nic tak nie usypia jak nudna książka :D Kiedy próbuję się przeprogramować, stopniowo kładę się spać coraz wcześniej, ale działa to tylko na krótszą metę - szybko powracam do dawnego rytmu. Próbuję też na siłę zwlec się z łóżka wcześniej i potem wytrzymać do wieczora, ale nigdy mi się nie udaje :P
            • anna-pia Re: Niestety, ale... 06.04.11, 22:13
              wera9954 napisała:

              > Kładzenie się na siłę nie u każdego działa. Kiedy ja próbuję, mimo chęci posied
              > zenia jeszcze dłużej, położyć się spać, kończy się na przewracaniu się z boku n
              > a bok prawie do rana. Za to pomysł z podręcznikiem do finansów jest dobry. Nic
              > tak nie usypia jak nudna książka :D

              polecam "Cierpienia młodego Werthera" Goethego, jedyna lektura szkolna, której nie przeczytałam w całej karierze ucznia/studenta, gdyż zasypiałam (dosłownie!) po stronie - półtorej
              • wera9954 Re: Niestety, ale... 06.04.11, 23:19
                Tylko tej jednej? Niezła jesteś :) Ja wielu nie byłam w stanie przeczytać (chyba wrócę do "Pana Tadeusza, bardzo dobrze mnie usypiał).
        • amoureuse Re: Niestety, ale... 07.04.11, 14:47
          Mój sposób na przeprogramowanie się jest bardzo nieprzyjemny ze względu na moje uwielbienie spania ;) a wygląda to następująco: staram się kłaść koło 22-23, a następnie jestem zmuszona do wstania około 6 rano (żeby móc zdążyć na zajęcia). Nie śpię w ciągu dnia, dzięki czemu wieczorem oczy same mi się kleją. Zamiana w skowronka zajmuje mi od kilku dni do dwóch tygodni. Powrót do sowy-2-3 dni :(
    • sharteel Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 12:48
      Na dłuższą metę się nie da z sowy w skowronka. Odwrotnie też pewnie nie, ale w tym zakresie nie mam doświadczenia. Ogólnie organizm forsuje swoje zdanie i już.

      Ale częściowo pomaga sen w ciągu dnia, znaczy tak bardziej pod wieczór, ja na przykład całymi miesiącami spałam od 20 do 21 - 22, potem i siedziałam do późna i wstawałam rano.

      W instrukcji lampy antydepresyjnej, użytkowanej przez osobę z rodziny, jest też napisane, że pomaga między innymi "obudzić się". Ale to o której trzeba byłoby wstać, żeby zdążyć się "doświetlić"??? Kawę wypija się szybciej ;-)
    • turzyca Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 13:14
      Znam dwie metody. Obydwie maja swoje wady i zalety, no i pewnie z racji wad u niektorych nie sprawdzi sie zadna.
      Dlugotrwala polega na konsekwentnym chodzeniu spac o wyznaczonej godzinie i cofaniu sobie jej po 10 minut.
      A szybka - na doprowadzeniu sie jednego dnia do padniecia przez potworny wysilek fizyczny, a potem pielegnowaniu tego naglego przestawienia (i to pielegnowanie jest najtrudniejsze). Najlepsze co znam to zwalenie grubej warstwy mokrego sniegu z dachu sporego domku letniskowego. No ale teraz jakos nie bardzo dostepne.
      • turzyca Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 13:19
        Jedna uwaga: to nie bedzie sowa zamieniona w skowronka, to bedzie sowa funkcjonujaca w rytmie skowronka. Co przy samodyscyplinie jest mozliwe, ale wystarczy sie z lekka zdekoncentrowac i caly proces trzeba przejsc od nowa. Irytujace.
      • pierwszalitera Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 13:51
        turzyca napisała:

        > A szybka - na doprowadzeniu sie jednego dnia do padniecia przez potworny wysile
        > k fizyczny, a potem pielegnowaniu tego naglego przestawienia (i to pielegnowani
        > e jest najtrudniejsze).

        Nie da się. To padnięcie sprawi, że z wyczerpania wcześniej zaśniesz, (zdarza się każdej sowie), ale jak nie nastawisz sobie budzika, to następnego dnia obudzisz się o swojej zwykłej sowiej porze. Organizm uzna, że potrzebujesz po tym wysiłku po prostu więcej snu.
        Mnie udaje się częściowe przestawienie na urlopach. Zwykle robię aktywne urlopy, gdzie trzeba rano dość wcześnie wstać, bo zaplanowało się na przykład długą wycieczkę w góry i złażenie z niebezpiecznych stoków po ciemku nie jest mądrym pomysłem. Podkręcona adrenaliną budzę się wtedy nawet bez budzika o odpowiedniej porze, ale wystarczy, że decyduję się na dzień przerwy na pielęgnowanie pokiereszowanych stóp i znowu wszystko wraca do starego rytmu. Zrezygnowałam więc z przestawiania się na stałe i mam pracę, którą mogę zaczynać później. Wcześniej myślałam, że mam skłonności do bezsenności i w ogóle jakieś zaburzenia snu, ale wystarczy, że idę tylko do łóżka o mojej, późniejszej porze i zasypiam wtedy równie szybko jak każdy. Śpię jak każdy jakieś 7-8 godzin i budzę się bez budzika wyspana, tylko później. ;-)
        • turzyca Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 15:21
          > Nie da się. To padnięcie sprawi, że z wyczerpania wcześniej zaśniesz, (zdarza s
          > ię każdej sowie), ale jak nie nastawisz sobie budzika, to następnego dnia obudz
          > isz się o swojej zwykłej sowiej porze.

          Jestes w stanie przespac 14 godzin? Bo padajac o 20, do sowiej 10 rano masz az tyle.
          A poza tym kto broni nastawic budzik?
          • daslicht Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 18:20
            Nie wiem jak Pierwszalitera, ale z własnych obserwacji wiem, że można przespać 14 godzin. Żaden problem. Można użyć tego budzika, ale cała frajda w wysypianiu się polega na tym, że śpi się tyle, ile jest potrzebne.
            • turzyca Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 18:27
              Można użyć tego budzika, ale cała frajda w wysypianiu
              > się polega na tym, że śpi się tyle, ile jest potrzebne.

              Ale tu nie jest mowa o mieniu frajdy, a o jednorazowym przestawieniu sie. Potem mozna sobie chodzic spac tak, zeby sie wysypiac.
              • madzioreck Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 22:09
                > Ale tu nie jest mowa o mieniu frajdy, a o jednorazowym przestawieniu sie. Potem
                > mozna sobie chodzic spac tak, zeby sie wysypiac.

                Niestety tak se ne da :(
                • turzyca Re: Z sowy w skowronka? 07.04.11, 00:25
                  > Niestety tak se ne da :(

                  Dla mnie to kwestia wycwiczenia. Sama z siebie chodze spac gdzies w okolicach 1 w nocy, z odchylka do godziny, ale zaliczylam i wstawanie o 5 rano przez dluzszy czas i chodzenie spac o 5 rano przez dluzszy czas i w obydwu przypadkach funkcjonowalam normalnie - zeby bylo zabawniej w obydwu przypadkach byly to pory wymuszone przez otoczenie. To co mnie ratowalo to byly przypadkiem odkryte cwiczenia oddechowe. Na poczatku studiow dosc dziwacznym zrzadzeniem losu odkrylam, ze jest taki rytm oddechu, ktorego moj organizm uzywa podczas snu. To dziala w druga strone: jak zaczynam tak oddychac, to dosc szybko usypiam. Niestety nie dziala zawsze, a do tego tamten moj zewnetrzny wzorzec oddechowy jest juz niedostepny, ale na taki wymuszony codzienny tryb zycia calkiem niezle sie sprawdza, pozwala usnac o wybranej porze. Ale oczywiscie nie jest to tak przyjemne, jak usypianie z wewnetrznej potrzeby.
                  Tyle ze przydatne jest to niesamowicie. Mysle, ze dla normalnie sypiajacej osoby jest to umiejetnosc do wycwiczenia, choc podejrzewam, ze osoby, majace problemy ze snem z jakichs fizjologicznych powodow, moga miec trudnosci.
                  • madzioreck Re: Z sowy w skowronka? 07.04.11, 19:46
                    No więc właśnie pisałam niżej, że technicznie rzecz biorąc da się to zrobić, bo ja też pracowałam w trybie skowronka, a nawet megaskowronka ;) I oczywiście funkcjonowałam, nie zasypiając na stojąco. Ale dopiero teraz, kiedy moje godziny pracy są dostosowane do mojego rytmu, widzę, jak bardzo mogę dać czadu i ile mam chęć zrobić, na jakich jestem obrotach, kiedy nie żyję w trybie wymuszonym :)
                    Wstaję ok. 11:00, niespiesznie piję kawę, robię makijaż i jadę do pracy. Wypoczęta, uśmiechnięta itd. Pracuję sobie z przyjemnością, rozkręcając się im bliżej wieczoru. Wracam wieczorem, chwilę odpoczywam, i mogę szaleć w domu albo gdzieś jeszcze wyjść, potem usiąść do neta i idę spać koło 3:00.
                    Na pewno ma na to wpływ fakt, ze i moja praca jest fajna, nie stresuję się i tak dalej, więc i po pracy jestem bardziej skłonna do czegoś więcej, niemniej jednak w dniach, kiedy muszę zerwać się wcześniej, bo gdzieś tam służbowo jadę - poziom obrotów spada o połowę.
                    • pierwszalitera Re: Z sowy w skowronka? 07.04.11, 23:31
                      madzioreck napisała:

                      > Wstaję ok. 11:00, niespiesznie piję kawę, robię makijaż i jadę do pracy. Wypocz
                      > ęta, uśmiechnięta itd. Pracuję sobie z przyjemnością, rozkręcając się im bliżej
                      > wieczoru. Wracam wieczorem, chwilę odpoczywam, i mogę szaleć w domu albo gdzie
                      > ś jeszcze wyjść, potem usiąść do neta i idę spać koło 3:00.

                      Mam tak samo. :-) Sport uprawiam zwykle pomiędzy 20 a 22. ;-) Czyż życie nie jest piękne? ;-)
                      • madzioreck Re: Z sowy w skowronka? 07.04.11, 23:44
                        > Mam tak samo. :-) Sport uprawiam zwykle pomiędzy 20 a 22. ;-) Czyż życie nie je
                        > st piękne? ;-)

                        No właśnie jest :D
          • kasiamat00 Re: Z sowy w skowronka? 08.04.11, 23:20
            Po dużym wysiłku fizycznym albo paru zarwanych nocach spokojnie jestem w stanie przespać 16 godzin, chyba i 20 się zdarzało. Jeśli oleję pierwsze obudzenie się w weekend (koło 9) i stwierdzę "jeszcze chwilka", to obudzę się potem ok. 12:00-13:00 - i będzie to 12-13 godzin snu (przy założeniu, że poprzedniego dnia poszłam spać przed północą, a tego staram się pilnować, bo potem jest dramat w poniedziałek). Ta druga sytuacja zdarza się średnio raz w miesiącu, zimą częściej, latem rzadziej, rzadziej też jeśli w tygodniu śpię codziennie po co najmniej 8 godzin na dobę, ale to rzadkość.
    • kis-moho Dzieki 06.04.11, 13:39
      Dzieki za wszystkie rady - ja wiem, ze takie zmiany to wbrew mojemu organizmowi, ale spanie po 5-6 godzin to tez na dluzsza mete nie jest wyjscie. A tego, ze moi studenci nie zgodza sie pracowac w godzinach 11-20 nie zmienie, chocbym im tlumaczyla, ze jestem sowa i tak jest dla mnie lepiej... Jeszcze bardziej boje sie, co to bedzie jak sie dorobie rodziny i potomkow wstajacych o 5 rano (btw. czy dzieci dwoch sow maja szanse wstawac nieco pozniej? :o)).
      Wyprobuje rade z drzemka wieczorna (w ciagu dnia technicznie po prostu sie nie da) kolo 19-20 - obawiam sie, ze moze mnie to jeszcze bardziej wybic z rytmu, ale zobaczymy, duzo gorzej niz teraz nie bedzie. Wysilek fizyczny wieczorem tez do mnie przemawia. Przetestuje, moze przestane chodzic jak zombie.
      • pierwszalitera Re: Dzieki 06.04.11, 14:06
        kis-moho napisała:

        (btw.
        > czy dzieci dwoch sow maja szanse wstawac nieco pozniej? :o)).

        Ta predyspozycja pokazuje się podobno dopiero w wieku szkolnym, przedtem dzieci są mniej lub bardziej skowronkowate. A pełną siłą rozwija się dopiero gdzieś w okolicach dojrzewania. Większość nastolatków, nawet skowronków, ma wtedy nawet swoistą, biologiczną sowiastą fazę. Potem potrafimy już z pewnością określić, do której grupy należymy. Nie wiem tylko, czy ta skłonność jest tak prosto dziedziczona. Nie jest wykluczone, że dwie sowy wydadzą na świat skowronka. ;-)
        • kocio-kocio Re: Dzieki 06.04.11, 15:21
          pierwszalitera napisała:

          > kis-moho napisała:
          >
          > (btw.
          > > czy dzieci dwoch sow maja szanse wstawac nieco pozniej? :o)).
          >
          > Ta predyspozycja pokazuje się podobno dopiero w wieku szkolnym, przedtem dzieci
          > są mniej lub bardziej skowronkowate. A pełną siłą rozwija się dopiero gdzieś w
          > okolicach dojrzewania. Większość nastolatków, nawet skowronków, ma wtedy nawet
          > swoistą, biologiczną sowiastą fazę. Potem potrafimy już z pewnością określić,
          > do której grupy należymy. Nie wiem tylko, czy ta skłonność jest tak prosto dzie
          > dziczona. Nie jest wykluczone, że dwie sowy wydadzą na świat skowronka. ;-)

          No i tu się nie zgodzę.
          Bo ja mam 4-letnią sowę.
          Tyle że dodatkowo szkolona od urodzenia. Od noworodka na sen nocny był kładziony o 21.30 i tak mu zostało do dzisiaj.
          Wcześniej niż o 9-9.30 sam się nie budzi właściwie nigdy i nigdy się nie budził.
          Ostatnio w sobotkę pospaliśmy razem do 11.
          • pierwszalitera Re: Dzieki 06.04.11, 16:40
            kocio-kocio napisała:

            > No i tu się nie zgodzę.
            > Bo ja mam 4-letnią sowę.

            Ale to nie zaprzeczenie podanej przeze mnie teorii. Widocznie mamy tu do czynienia z rasową sową, która już w młodziutkim wieku pokazuje swoje typowe cechy. Ale większość dzieci zachowuje się w tym czasie jeszcze skowronkowo, co nie znaczy, że swoją skowronkowość zachowa na zawsze.
            • pierwszalitera Re: Dzieki 06.04.11, 16:41
              Miało być: to nie jest zaprzeczeniem
        • jul-kaa Re: Dzieki 06.04.11, 15:41
          pierwszalitera napisała:
          > Ta predyspozycja pokazuje się podobno dopiero w wieku szkolnym, przedtem dzieci
          > są mniej lub bardziej skowronkowate.

          Nasz syn (roczny, więc obserwacja raczej krótka) na razie ani przez moment nie był skowronkiem. Zwlekanie go z łóżka o 10 rano skutkuje ciężkim protestem, najchętniej śpi do 11, wylegiwać może się nawet dłużej. Wieczorem (w nocy!) jest pogodny, aktywny, skory do zabawy. Chadza spać koło 23-24. Już mu współczuję wejścia w etap przedszkola/szkoły :(
          • kotwtrampkach Re: Dziedzicznie 09.04.11, 19:39
            jul-kaa napisała:

            > pierwszalitera napisała:
            > > Ta predyspozycja pokazuje się podobno dopiero w wieku szkolnym, przedtem
            > dzieci
            > > są mniej lub bardziej skowronkowate.
            >
            > Nasz syn (roczny, więc obserwacja raczej krótka) na razie ani przez moment nie
            > był skowronkiem. Zwlekanie go z łóżka o 10 rano skutkuje ciężkim protestem, naj
            > chętniej śpi do 11, wylegiwać może się nawet dłużej. Wieczorem (w nocy!) jest p
            > ogodny, aktywny, skory do zabawy. Chadza spać koło 23-24. Już mu współczuję wej
            > ścia w etap przedszkola/szkoły :(

            hmm, moje dziecko jest albo bardzo plastyczne, albo skorelowane ze słońcem (z każdym rokiem latem trudniej mi zapędzić do spania bo przecież "jeszcze jest jasno!")- chociaż chętnie zasypiałoby jak najpóźniej, to krótki trening ok drugiego r.życia zasypiania tuż po 20-tej bardzo szybko dał efekty. Niestety wiąże sie to ze wstawaniem wczesnym nieludzko w czasie weekendów także..

            jak sobie przypominam, przed pierwszymi urodzinami były fazy nocnego pobudzenia - trwały nawet po 2-3 tyg, zanim się nauczyłam szybko reagować i skracać czas snu w ciągu dnia.
      • sharteel Re: Dzieki 06.04.11, 14:16
        kis-moho napisała:
        > A tego, ze
        > moi studenci nie zgodza sie pracowac w godzinach 11-20 nie zmienie, chocbym im
        > tlumaczyla, ze jestem sowa i tak jest dla mnie lepiej...

        Studenci to pewnie by się i zgodzili, gorzej z osobą układającą plan zajęć ;-)
      • zmijunia.lbn Re: Dzieki 06.04.11, 21:11
        kis-moho napisała:

        > moi studenci nie zgodza sie pracowac w godzinach 11-20

        Kosmici czy co? ;)
        • daslicht Re: Dzieki 06.04.11, 21:17
          Ej, u mnie też tacy są. Fascynuje mnie jak to działa.
    • phial Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 13:40
      W moim wypadku sprawdziło się coś podobnego do propozycji turzycy, czyli konsekwentne wstawanie codziennie o tej samej porze.
      Przez ponad pol roku, piątek czy świątek, wstawałam każdego dnia o 7 rano. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się i w okolicach północy byłam już senna i sama chciałam się położyć.
      Zdarzało się, że kładłam się spać później / wcześniej niż północ, czasami i nad ranem, ale wstać trzeba było o 7.

      Unikam drzemek w ciągu dnia, nawet krótkich, bo zupełnie rozbijają mi system. Po drzemce jestem zupełnie rozbita i trudno mi pózniej zasnąć wieczorem, a w konsekwencji rano jestem niewyspana. Cóż, w moim przypadku drzemki nie działają (próbowałam krótszych i dłuższych), natomiast mój ukochany bardzo je sobie chwali.

      Ostatnio, z zyciowej konieczności, wstaję o 5:30. Miejskie legendy mówią, że na wprowadzenie zmiany w swoim zyciu potrzebujemy miesiąca, o ile robimy coś każdego dnia. U mnie to 2 tygodnie z nową godziną i jeszcze jest dość ciężko, ale się przyzwyczajam. Rano ratuję się czymś, co lubię, np. dobrą kawką czy prowadzeniem samochodu na niezakorkowanych jeszcze ulicach.

      Reasumując, pomaga mi żelazna konsekwencja. Pewnie, wolałabym sobie odsypiać w weekend, ale szkoda weekendu - wcale mi to nie pomaga, a straconego wolnego czasu żal. Wstając regularnie o tej samej porze mam zwyczajnie więcej czasu.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    • tfu.tfu Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 13:40
      no to możemy sobie ręce podać. choćby się paliło, waliło i świat miał skończyć nie jestem w stanie zasnąć przed północą :/
      wstawać musiałam o barbarzyńskiej 7:30 i notorycznie byłam niewyspana.
      nie jestem w stanie funkcjonować "normalnym trybem". o 6:00 mogę zasnąć, wstać wstanę, ale jestem zombie.
      nic mądrego nie poradzę, sama mam z tym problem :/
    • ja_joanna Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 16:05
      Ja też nic mądrego nie doradzę, dołączam się do sowiego klubu.
      Rytm dnia i nocy to od lat jeden z tematów numer jeden w moim życiu. Od kilku miesięcy popadłam w rytm ekstremalny chodzenia spać koło 6 rano. Wszelkie terminy przed południem to koszmar, często kończy się jazdą taksówką na ostatnią chwilę, no ale ile można [płacić]! W nocy jestem najbardziej kreatywna i najlepiej mi się pracuje. Ale wkurza mnie równocześnie, że nie mam nic ze światła w dzień, szczególnie w zimie.
      Też lubię spacery z psem jak ćwierkają poranne ptaszki, tylko że dla mnie to ostatnio często spacer _przed_ pójściem spać, a nie poranny...
      Mój Tata od 30 lat walczy ze swoim rytmem, który jest podobny, wiele ma prób za sobą żeby się przestawić. Tak samo jest ze mną. Całe dzieciństwo miałam wyznaczoną godzinę gaszenia światła i potwornie z tego powodu cierpiałam.
      Był czas kiedy chodziłam dość regularnie spać między północą i pierwszą, nawet to działało, ale teraz wszystko się rozwaliło. W dodatku na antydepresantach, które biorę, mam bardzo głęboką fazę głębokiego snu i bardzo bujne sny, co powoduje, że _bardzo_ trudno jest mi się obudzić rano. Często nie pamiętam, jeśli ktoś rano ze mną rozmawia. Z kolei najmniejsze rozregulowanie pracy tarczycy (tudzież dawki tyroksyny) powoduje, że popołudniami/wieczorami jestem senna, miewam napady snu. Potem budzę się w środku nocy i do rana już nie śpię.
      I też się czuję bezradna w tej sytuacji całej.
      Jakaś część mnie nie chce zrezygnować z nocnej pracy, ale inna część mnie chciałaby się dostosować do reszty społeczeństwa i "nie tracić dnia". Najchętniej w ogóle bym zrezygnowała ze spania, no ale się nie da.

      Nie mam niestety żadnej dobrej rady, ale dobrze jest wiedzieć, że się nie jest samemu.
      • pierwszalitera Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 17:01
        ja_joanna napisała:

        > Był czas kiedy chodziłam dość regularnie spać między północą i pierwszą, nawet
        > to działało, ale teraz wszystko się rozwaliło. W dodatku na antydepresantach, k
        > tóre biorę, mam bardzo głęboką fazę głębokiego snu i bardzo bujne sny, co powod
        > uje, że _bardzo_ trudno jest mi się obudzić rano.

        Jeżeli wspomiałaś już o antydepresantach. Jedną z metod leczenia depresji jest skracenie (drugiej) fazy snu. W praktyce wygląda to tak, że pacjentów zrywa się z łóżka o świcie, czyli gdzieś koło 4 rano i każe spacerować w grupce po parku. Z drugiej strony samoistne budzenie się nad ranem i bezsenność o tej porze, to raczej nie problemy z tarczycą, tylko bardzo typowe symptomy depresji. Rytm snu nie jest całkiem bez znaczenia, całkiem zamieniać nocy na dzień się nie powinno, bo brak światła też wpływa negatywnie na samopoczucie i rozregulowanie pracy hormonów oraz powstawanie faz depresyjnych. Więc nawet jak jesteś typową sową, nie powinnaś chodzić do łóżka o szóstej rano, tylko przestawić się na trochę wcześniejszą porę, niechyby była i druga, trzecia w nocy. Masz wtedy do 10-11-tej osiem godzin snu, a o tej porze nie ma się jeszcze uczucia straconego dnia. By się przestawić z takiej ekstremy jak twoja, trzeba zrezygnować wieczorem jakieś 2-3 godziny przed snem ze stymulacji typu telewizja, komputer, radio i muzyka. Bez bombardowania zmysłów organizm w nocy się wycisza i łatwiej wtedy nastawić się na odpoczynek o bardziej ludzkiej porze. ;-)
        • ja_joanna Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 18:39
          Ach, pierwszalitero, że "powinnam" (czytane jako: "zdrowo by było dla Ciebie") to ja dobrze wiem. Niestety nic mi nie pomoże jak inni będą mi to w kółko i w kółko powtarzać, mówimy w tym wątku m.in. o presji społeczeństwa na sowy, w tym wypadku dość ekstremalny przypadek. Jedyne, co pomoże to moja własna wewnętrzna decyzja, a tej w tej chwili jak widać nie ma. Wiem, czemu tak jest i wiem, co jest do zrobienia. Pewne rzeczy to jest proces. I pewnych rzeczy nie da się przyspieszyć, nawet jeśli ma się świadomość, że ciągnięcie ich na dłuższą metę nie jest zdrowe. W teorii wszystkie porady o wyciszaniu przed snem, rytuałach itp. znam bardzo dobrze, ale jak dotąd nie miałam w sobie dość determinacji, żeby je wprowadzić w życie, albo wprowadzić i utrzymać. Na krótką metę pomaga (gdy miałam faktyczne problemy z bezsennością/zasypianiem były nieodzowne), ale na dłuższą metę wystarczy jeden dzień potknięcia, żeby wrócić do starego schematu.


          Pozwól, że Cię zacytuję:
          > Jeżeli wspomiałaś już o antydepresantach. Jedną z metod leczenia depresji jest
          > skracenie (drugiej) fazy snu. W praktyce wygląda to tak, że pacjentów zrywa się
          > z łóżka o świcie, czyli gdzieś koło 4 rano i każe spacerować w grupce po parku
          > . Z drugiej strony samoistne budzenie się nad ranem i bezsenność o tej porze, t
          > o raczej nie problemy z tarczycą, tylko bardzo typowe symptomy depresji.

          1. Napisałam, że biorę antydepresanty, ale nie napisałam, że mam depresję, choć można wysnuć takie wnioski. Są one błędne. Nie mam i nigdy nie miałam depresji.
          2. Nie napisałam nigdzie, że budzę się samoistnie nad ranem ani że cierpię na bezsenność o tej porze. Wręcz przeciwnie. Rano śpię tak twardo i głęboko, że - jak pisałam - czasem nie mogę sobie przypomnieć że i o czym ktoś ze mną rozmawiał w tym czasie. Symptomem niedoczynności tarczycy jest duża, nie do opanowania, senność w ciągu dnia, mimo długiego snu w nocu. Ale czy to niedoczynność czy inne czynniki okaże się za kilka dni, idę na badania krwi.
      • yaga7 Re: Z sowy w skowronka? 07.04.11, 08:46
        Ooo, to masz jak moja kumpela.

        Nie raz gadałyśmy na gg między 5 a 6 rano - ja już wstałam, ona właśnie szła spać ;)

        Ale ona akurat pracuje w domu, wszystkie terminy ma ustawiane pod siebie, więc po prostu tak może.
    • indigo-rose Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 18:38
      Jak już kiedyś jęczałam na forum, jestem sową. Z bezsennością walczę przy pomocy melisy, ale to są małe sukcesy ułatwiające sowie życie - zasypianie szybko po położeniu się, możliwość zaśnięcia krótko po północy zamiast o 3 - a nie konwersja na skowronka. Zdarza mi się przestawić rytm na chwilę na 12-9 zamiast 2-11 (z tym, że raczej skutkiem wczesnego wyczerpania a nie świadomych działań), ale i tak przed 9 nie potrafię obudzić się sama i być wyspaną. Północ dla zasypiania i 9 dla wstawania to chyba moje wartości graniczne ;)
    • daslicht Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 18:53
      Nie wiem, jak można się przestawić, bo jeszcze mi się nie udało. Mogę natomiast podpowiedzieć sposób na wstanie rano. U mnie działa.
      1. Kupujemy na bazarze elektroniczny budzik z wyjącym alarmem, który się NIE wyłącza;
      2. Ustawiamy go w sporej odległości od łóżka;
      3. Podłączamy do prądu;
      4. Ustawiamy właściwy czas zegarka;
      5. Przed pójściem spać ustawiamy odpowiednią godzinę budzika, wciskamy ON;
      6. Ustawiamy komórkę na nieco późniejszą godzinę, na wypadek gdyby prądu nie było lub budzik się zepsuł;
      7. Idziemy spać;
      8. Budzimy się przy wkurzającym wyciu budzika;
      9. Wstajemy i wyłączamy budzik;
      10. Włączamy kompa;
      11. Włączamy czajnik;
      12. Idziemy umyć włosy, bo wrócić z mokrymi do łóżka to tak nie bardzo;
      13. Siedzimy na kompie z mokrymi włosami i pijemy zrobiony wcześniej napój, nastrój zazwyczaj wściekły;
      14. Potem zwykle już jest lepiej;
      15. Wstajemy z krzesła i przystępujemy do kolejnych czynności;
      16. W kolejne dni rozpoczynamy od punktu 5, wyłączając dni wolne.

      U mnie działa. Statystyka spóźnień wyraźnie się zmniejszyła.


      Żyję w swojej własnej strefie czasowej i cierpię na chronicznego jetlaga. Próbowałam nawet jetlagowej terapii melatoniną i nic się nie stało. Środki nasenne wywoływały u mnie "sny na javie", ale nie zasypiałam. Czułam się jak psychol, a poza tym nie będę całe życie jechać na środkach nasennych.
      Oprócz głupich porad w rodzaju "idź szybciej spać", wkurzają mnie także "wstaniesz szybciej, to będziesz wieczorem zmęczona". A takiego. Mój mózg ma wbudowany jakiś system aktywacji myślenia, chęci do życia i weny twórczej, który uruchamia się wieczorem i chodzi w najlepsze do godziny 3-4. Jeśli uda mi się zasnąć około 1, to jestem dumna z siebie.
      • turzyca Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 18:59
        > 12. Idziemy umyć włosy, bo wrócić z mokrymi do łóżka to tak nie bardzo;

        Moj wewnetrzny cynik wybuchnal w tym miejscu glosnym smiechem.
        • daslicht Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 19:24
          Z odżywką na włosach i świadomością, że tak już nam ładnie idzie ^^
          • turzyca Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 19:32
            Jesli spalam za krotko, to moj organizm wykorzysta kazda mozliwosc, zeby to nadrobic. Niedospana zasypiam na stojaco, byle tylko byl jakis kat, o ktory mozna sie zaprzec, jesli moge usiasc to sa to warunki komfortowe, a stojace w okolicy lozko ma magnetyczna sile przyciagania, niezaleznie od mojego stanu, moge byc wymazana blotem od stop do glow.
            Jedyne co mnie trzyma na nogach to przekonanie, ze powod, dla ktorego wstalam, jest wazny.
      • kis-moho Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 19:37
        Masz jakis patent na to, zeby po punkcie nr. 9
        > 9. Wstajemy i wyłączamy budzik;
        nie wrocic do lozka?

        Bo mi w takiej sytuacji nawet wazny powod wydaje mi sie niewystarczajacy, zeby nie wrocic chociaz na 5 minutek. No, moze 10. To znaczy godzine co najmniej. A potem to sie pomysli, i tak juz zaspalam.
        W ogole, to sie bardzo ciesze, ze nie jestem sama. Gdzie sa te wszystkie skowronki?
        • tfu.tfu Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 19:55
          zaraz się okaże, że wszystkie skowronki już chrapią ;)
          niestety, nie umiem spać na stojąco, nie umiem zasnąć przed północą, a teraz przed 3-4, no od 2:30 robię się ździebko zmęczona ;)
          teraz mam szansę odespać i jest mi z tym cudownie, czego wszystkim sowom życzę ;)
        • daslicht Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 19:59
          Jedynym skutecznym sposobem jest silna wola. Też zdarza mi się nie myć włosów i wrócić do łóżka, ale bardzo się staram.
        • turzyca Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 20:08
          Jedyny patent, ktory u mnie dziala, to powtarzanie sobie przy zasypianiu: wstaje o 4.30, wstaje o 4.30, wstaje o 4.30. O 4.28 budze sie zupelnie przytomna ze wscieklym wzrokiem wlepionym w budzik.

          No i na szczescie u mnie to jest autentycznie kwestia wysypiania, wyspana moge funkcjonowac w porach praktycznie dowolnych (choc nie cierpie wstawac przed wschodem slonca, to mnie doglebnie unieszczesliwia). Problem w tym, ze jak sie nie pilnuje, to mi godzina pojscia spac przesuwa sie radosnie w kierunku wschodu slonca. Czasem mam wrazenie, ze doba powinna miec 26 godzin, mialabym 18-godzinny dzien i wszystko byloby git.
          • daslicht Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 20:34
            4:30? Jedyny patent, który wówczas działa, to nie kłaść się spać w ogóle ^^
          • indigo-rose Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 22:01
            turzyca napisała:

            > Jedyny patent, ktory u mnie dziala, to powtarzanie sobie przy zasypianiu: wstaj
            > e o 4.30, wstaje o 4.30, wstaje o 4.30. O 4.28 budze sie zupelnie przytomna ze
            > wscieklym wzrokiem wlepionym w budzik.

            Dokładnie! (Chociaż podana godzina jest tak abstrakcyjna, że chyba nie szłabym spać, ale chodzi mi o ideę.) Tyle że u mnie to działa na jednorazowe sytuacje: wycieczka, egzamin, cokolwiek superważnego. Na regularne pobudki w celu udania się na uczelnię się nie nadaje.
            • lolkalolka Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 23:48
              Też tak mam :) I też działa jednorazowo(czyli nie da się tak codziennie).

              Aha - z moich obserwacji jeszcze wynika, że czasem lepiej spać krócej niż dłużej (np. 4 h zamiast 5) - chyba chodzi o to, aby przespać cały jeden cykl faz. Mi sie tak zdarzało, że po krótszym śnie łatwiej mi było wstać.

              Ale ogólnie to ja zazdroszczę tym sowom, co tu narzekają na wstawanie o 7, czy 7-godzinny sen...
              Ja się muszę zmuszać, aby się o 1.00 położyć, a żeby dziecko na 8.15 odwieźć do przedszkola, to wstaję ok. 6.20. (Hm, no dobrze, nie będę ściemniać. Budzik dzwoni o 6.20. Tzn. pierwszy raz dzwoni :P)
              A w weekend i tak mnie o tej 6.00 dziecko budzi... Ech...

              Ja bym się nawet i kładła wcześniej spać, ale między 21 a 1 to jest mój jedyny czas wolny :(
              • wera9954 Re: Z sowy w skowronka? 08.04.11, 22:04

                > Aha - z moich obserwacji jeszcze wynika, że czasem lepiej spać krócej niż dłuże
                > j (np. 4 h zamiast 5) - chyba chodzi o to, aby przespać cały jeden cykl faz. Mi
                > sie tak zdarzało, że po krótszym śnie łatwiej mi było wstać.

                Szkoda tylko, że regularnie wysypiający się ludzie nie chcą w to wierzyć. I muszę wstawać o 6, kiedy właśnie najbardziej nie lubię być budzona :( Nad ranem jakoś daję radę.
            • zmijunia.lbn Re: Z sowy w skowronka? 14.04.11, 22:10
              indigo-rose napisała:

              > Na regularne pobudki w celu udania
              > się na uczelnię się nie nadaje.

              Studia i regularne pobudki? Ha, ha, ha.. Studia całkowicie mnie rozregulowały, a Ty mi tu o jakiej regularności ;)
              Uwielbiałam zerówkę - dzień w dzień od 8 do 12, człowiek (sześcioletni aż! :D) sam przez się się dostosowuje. A teraz? Wtorki wolne, a w każdy z pozostałych dni trzeba wstać na inną godzinę. Masakra.
          • yaga7 Re: Z sowy w skowronka? 07.04.11, 08:44
            turzyca napisała:

            > Jedyny patent, ktory u mnie dziala, to powtarzanie sobie przy zasypianiu: wstaj
            > e o 4.30, wstaje o 4.30, wstaje o 4.30. O 4.28 budze sie zupelnie przytomna ze
            > wscieklym wzrokiem wlepionym w budzik.

            Też tak mam. Jestem w stanie się zaprogramować tak, że budzę się na minutę czy dwie przed budzikiem rześka i gotowa do wstawania.
            • kasiamat00 Re: Z sowy w skowronka? 08.04.11, 23:32
              Jestem w stania zaprogramować się tak, że budzę się o dowolnej porze. Wściekła i nie do końca żywa, ale się budzę i wstaję z łóżka. Lata praktyki w czasach licealnych (lekcje o 7:10, autobus o 6:06 i pół godziny czekania w szkole - następny było o 7:30 :/).

              Ale i tak na pociąg o 5:00 woleliśmy kiedyś z kumplem poczekać niż próbować na niego wstawać.
      • zmijunia.lbn Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 21:22
        daslicht napisała:

        > 12. Idziemy umyć włosy, bo wrócić z mokrymi do łóżka to tak nie bardzo;

        Fail. Praktycznie zawsze idę spać z mokrymi włosami. :P
        Inna sprawa, że kąpiel/prysznic rano czasami nieźle rozbudza.
        • daslicht Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 21:28
          Napisałam już, że posmarowane odżywką. Z mokrymi to i ja potrafię, ale poduszki umazanej w lepkiej brei to nie chciałabym mieć. Mój błąd, ofc. Zasugerowałam się tym, że ludzie nie lubią kłaść się z mokra głową i uprościłam instrukcję.
          • wera9954 Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 21:54
            Chyba kupię sobie odżywkę :P Ja, kiedy jestem rano zupełnie nieprzytomna, a nie mam możliwości położenia się z powrotem spać, biorę zimny prysznic. Siedzenie przed komputerem z lepką breją na głowie jest znacznie przyjemniejsze :P
      • filoruska Re: Z sowy w skowronka? 07.04.11, 09:43
        Punkt 9 potrafię zrobić pomijając punkt 8. Budzę się kilka godzin później i nic nie pamiętam.
        Inną metodą jest nie budzik, a włączające się o określonej godzinie radio. Szemrze sobie i powoli rozbudza przy kolejnych reklamach.
    • pinupgirl_dg Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 19:10
      U mnie się to zmieniło z wiekiem (chyba). Jeszcze w liceum nie pojawiałam się w szkole przed południem, teraz nie jestem szczęśliwa, gdy muszę rano wstać, ale robię to bez problemu, przy czym zwykle jeśli wcześniej wstaję (zwłaszcza po męczącym dniu albo gdy muszę wcześnie wyjść kilka dni z rzędu), bez problemu zasypiam około 21:30, jeśli mogę się wysypiać, ile chce, zwykle chodzę spać między 24 a 2-3, wstaję około 10-11, chociaż sądzę, że nocne seanse przed TV mają tutaj swój udział, gdyby nie to, pewnie okolica 23-24 byłaby moją porą na sen.
      Polecam zostawić sobie jak najmniej do zrobienia rano - wieczorem przygotować rzeczy, mycie itd, śniadanie jem już na uczelni tuż po przyjściu, w autobusie czy pociągu drzemię, ale na wykłady docieram już w pełni sił (zwykle), a zebranie się rano to kwestia 20-30 minut od budzika do dojścia na przystanek. Drzemki też polecam, popołudniami zwykle nie ma mnie w domu, ale jak tylko jestem i czuję się zmęczona, kładę się na pół godziny (kiedyś za nic nie mogłam zasnąć w ciągu dnia). I wysiłek fizyczny też, jak najbardziej :). Nie wiem, czy pomaga zamienić sowę w skowronka, ale na pewno lepiej śpię gdy regularnie uprawiam sport.
    • juannita Re: Z sowy w skowronka? 06.04.11, 20:49
      Niedawno czytalam ksiazke o snie u dzieci, bylo o roznych problemach ze snem i z rozregulowaniem rytmu snu.
      Wspomniano tam o metodzie stosowanej u ludzi z bardzo powaznymi zaburzeniami rytmu dobowego, a mianowicie zamiast chodzic spac coraz wczesniej, nalezy wprost przeciwnie stopniowo klasc sie coraz pozniej. I tak np ktos kto kladzie sie o 3 w nocy powinien sie polozyco 6 rano i wstac o drugiej po poludniu, nastepnego dnia o 9 i wstac o 5 tej, itp az do osiagniecia pory pozadanej.
      Metoda wydaje mi sie dosc radykalna i sama bym sie na cos takiego nie powazyla, ale poniewaz juz drugi raz sie na to natykam, to mysle ze wspomniec warto.
      • milstar Re: Z sowy w skowronka? 07.04.11, 01:27
        > Wspomniano tam o metodzie stosowanej u ludzi z bardzo powaznymi zaburzeniami ry
        > tmu dobowego, a mianowicie zamiast chodzic spac coraz wczesniej, nalezy wprost
        > przeciwnie stopniowo klasc sie coraz pozniej. I tak np ktos kto kladzie sie o 3
        > w nocy powinien sie polozyco 6 rano i wstac o drugiej po poludniu, nastepnego
        > dnia o 9 i wstac o 5 tej, itp az do osiagniecia pory pozadanej.

        Dobre :) Bardzo mi się podoba, zwłaszcza, że coraz częściej i tak nie chodzę spać wcześniej niż o 4 rano.To ni znaczy oczywiście, że nie mogę, ale "tak_jakoś_wychodzi"
      • kotwtrampkach Re: Z sowy w skowronka? 09.04.11, 19:51
        nigdy bym na to nie wpadła, ale zdarzyło mi się tak kilka razy coś w tym stylu - - po prostu sobie odpuścić jedno spanie.. faktycznie szybciej działało, niż przestawianie się na coraz wcześniejszy sen. Ciekawe, jakby było z takim stopniowym zamienianiem..
        :)
      • yaal Re: Z sowy w skowronka? 10.04.11, 03:17
        Próbowałam, nie działa.
      • daslicht Re: Z sowy w skowronka? 10.04.11, 03:35
        Też o tym słyszałam i kusi mnie, by spróbować. Tyle, że potrzebowałabym kilku wolnych dni na to. A w wolne dni to mi się nie chce :P
    • maheda Polecam dziecko. Albo dzieci. 06.04.11, 21:12
      Jeśli się ma dziecko/dzieci oraz nie ma się na miejscu babci - nie da rady, trzeba się zwekslować na wstawanie poranne. A przeciągające się wstawanie poranne w krótszym lub dłuższym okresie spowoduje, że zmęczony organizm nauczy się zasypiać o 21.

      Znam z autopsji.
      • tfu.tfu Re: Polecam dziecko. Albo dzieci. 06.04.11, 21:15
        nie, dziękuję ;)
        dzieci niech mają ci, którzy chcą i nie jako lekarstwo na urojone schorzenie, a wyłącznie z miłości i chęci.
        • justinehh Re: Polecam dziecko. Albo dzieci. 06.04.11, 22:43
          Ja polecam dwa tygodnie z relacjami z Australian Open (na fotelu przed telewizorem). Działa bezbłędnie, potrzebne są tylko dwa czynniki- brak zobowiązań przez dwa tygodnie i odpowiednia motywacja do utrwalenia zmian po zakończeniu relacji.
      • lolkalolka Re: Polecam dziecko. Albo dzieci. 06.04.11, 23:49
        Mój się nie nauczył. Tzn. w zasadzie to mu nie pozwalam :)
        • maheda Tylko do momentu, gdy pójdzie do przedszkola 07.04.11, 10:42
          względnie do szkoły.
          Zajęcia się zaczynają o 8 rano i nie ma przebacz.
          • lolkalolka Re: Tylko do momentu, gdy pójdzie do przedszkola 07.04.11, 11:11
            Chodzi do przedszkola :)
            • maheda Na 8 rano? ;) n/t 07.04.11, 19:29

              • lolkalolka Re: Na 8.15 dokładnie :) n/t 07.04.11, 20:57

    • madzioreck Przestawianie 06.04.11, 22:32
      Ja powiem tak... teorie "przestawiania" znam, w praktyce - nigdy mi nie wyszło. To znaczy wyszło o tyle, że oczywiście, kiedy pracowałam od 7:30, a bywało , że i na 6:00 dojeżdżałam do pracy, to jakoś było. Jakoś, czyli jednak jak musiałam wstawać, to wstawałam, i nawet nie zasypiałam do pracy. Tylko, że nawet wtedy niektórzy stali klienci wiedzieli, że pani Madzia trudne sprawy przyjmuje po którejś tam godzinie, bo rano może być ciężkokapująca ;)

      I wyglądało to tak, że oczywiście wstawałam o tej 6:30 czy nawet o 4:30, ale to nie znaczy, że udawało mi się wcześniej zasnąć wieczorem. Efekt był taki, ze przez 5 lub 6 dni w tygodniu spałam po 4-5 godzin, z dnia na dzień coraz mniej przytomna.

      Poza tym - nawet ostatnio, tak wyszło, że musiałam być w pracy wcześniej niż zwykle, koło 9 czy 10 - i szefowa, która nie dowierzała dotąd, że dla mnie robota zaczyna się i rozkręca po południu, a o 21 jestem na pełnych obrotach, śmiała się ze mnie, że faktycznie, woli ze mną pracować wieczorem... niby byłam wyspana, nie śpiąca, przespałam kilka godzin... tylko że nie w tym czasie, w którym powinnam. I byłam po prostu nieprzytomna.

      Także technicznie może i da się przestawić godziny snu nawet na dłuższą metę, ale, przynajmniej w moim przypadku, nie przekłada się to na funkcjonowanie. Zmieniając pory snu, nawet jeśli śpię tyle samo, co w "sowich" godzinach, jestem mniej żywa, robię tylko to, co absolutnie muszę, i nic mi się nie chce. Także mogę się w miarę dostosować do innego trybu, ale nie osiągam wtedy pełni swoich obrotów.

      Nie raz próbowałam metody na przetrzymanie się w nocy, czyli nie kłaść się, i następnego dnia położyć się wcześniej. Niestety. Jeśli się nie położę spać, to do jakiejś 7-8 nawet nie czuję się specjalnie zmęczona, 8-10 mam lekki kryzys, a potem już śmigam. Do jakiejś 1:00 w nocy...
      • e.m.i1 Re: Przestawianie 07.04.11, 18:41
        > Nie raz próbowałam metody na przetrzymanie się w nocy, czyli nie kłaść się, i n
        > astępnego dnia położyć się wcześniej. Niestety. Jeśli się nie położę spać, to d
        > o jakiejś 7-8 nawet nie czuję się specjalnie zmęczona, 8-10 mam lekki kryzys, a
        > potem już śmigam. Do jakiejś 1:00 w nocy...

        Mam to samo :/
        Ostatnio kilka razy zdarzyło mi się w ogóle nie pójść spać, właśnie po to żeby się przestawić - nic z tego...
        Efekt był taki, że byłam na nogach cały dzień, całą noc i cały następny dzień, spać poszłam i tak około 1.00 (no ale już nie o 4.00 ;) ), wstałam po południu i zabawa zaczęła się od nowa :)
        Jeśli mam rano jakiś wyjazd albo np. zajęcia na 8.00 i są to jedyne zajęcia to się nie szarpię, tylko w ogóle się nie kładę.
        I też mam taką koleżankę jak Yaga - gadamy czasem rano na gg, ona je śniadanie a ja szykuję się do spania ;)

        ---
        Moja biżuteria
        • kotwtrampkach Re: Przestawianie 14.04.11, 21:35
          e.m.i1 napisała:

          > Efekt był taki, że byłam na nogach cały dzień, całą noc i cały następny dzień,
          > spać poszłam i tak około 1.00 (no ale już nie o 4.00 ;) ), wstałam po południu
          > i zabawa zaczęła się od nowa :)

          Może gdzies jest czeski błąd ;-)
          u mnie było podobnie do momentu "poszłam spać ok.1. Ale potem jest tak: wstać musiałam rano, ok. godz.21 padłam jak mucha. I kolejnego dnia również. A potem albo zasypiałam przed północą min.do końca tyg, albo szybko wracałam do starego systemu ;-)
    • jehanette trzecia kategoria :))) 07.04.11, 21:24
      Tak sbie czytam ten wątek i czytam i przychodzi mi na myśl, że nic się nie mówi o problemach trzeciej kategorii; tych co wcześnie się kładą i lubią pospać do późna, innym słowem o SUSŁACH ;)

      jak sobie radzicie susełki kochane z codziennym życiem, w którym jest za mało czasu na sen? ;)
      • anna-pia Re: trzecia kategoria :))) 08.04.11, 21:56
        nie radzimy sobie :) wmawiamy sobie, że spanie jest głupie i nudne ;)

        byłam kiedyś susłem, jakoś mi przeszło, może dlatego jestem w stanie funkcjonować w trybie i nocnym, i dziennym
      • wera9954 Re: trzecia kategoria :))) 08.04.11, 22:11
        O, tak, właśnie, jestem susłem! Może nie kładę się spać zbyt wcześnie (około północy, może 1 w nocy), za to sama z siebie śpię do południa. Jak muszę wstawać o świcie, czekam na odpowiedni moment do odespania zaległości :)
    • slotna Re: Z sowy w skowronka? 08.04.11, 10:04
      Ktos tam pytal o wiecej suslow, a czy sa jakies w ogole niesypiajace stwory? Ja jestem sowa, ale lata wrodzonej bezsennosci wycwiczyly mnie w kierunku "wyspisz sie jutro/ za tydzien/ nic ci nie bedzie", wiec jesli musze, zrywam sie nieprzytomna o dowolnej porze po dwoch godzinach snu, ziewam, pije morze kawy czy redbulli i spoko funkcjonuje.

      Kiedy nie musze tego robic, chodze spac miedzy 1:30 a 3:00, a wstaje bardzo roznie, zalezy jak sie obudze. Wczoraj bylam bardzo zmeczona i poszlam spac wyjatkowo wczesnie, przed pierwsza, wzielam tez tabletke nasenna - obudzilam sie o czwartej trzydziesci!!! Cholera mnie wziela ciezka, jak spojrzalam na zegarek. Zazwyczaj jednak, jak juz zasne, spie dlugo, 6-7 h spokojnie. Osmiu raczej nie daje rady przesypiac. No i niezaleznie od pory mam problem z zasypianiem, oczywiscie im pozniej tym mniejszy, ale i tak troche mi to czasu zajmuje.

      Sport najlepszy jest miedzy 22 a polnoca! Zdecydowanie :)
      • kotwtrampkach Re: niesypiające stwory? 09.04.11, 20:07
        hehe
        ja tak mam, że jestem zmęczona po śnie dłuższym niż jakieś 6 godzin. Kiedyś sobie tłumaczyłam, ze masa ciała robi swoje i po prostu mi cierpnie ta część ciała na której leżę :-) Ale jak schudłam, to się nie zmieniło.
        I jak tak czytam wątek - w sumie nie wiem, czy jestem sową czy skowronkiem. Wprawdzie najbardziej komfortowo czuję się bez słońca/o zmroku (choćbym była nie wiem jak niewyspana - odżywam) - dlatego pewno nie przepadam za latem. Ale umiem się nastawić na aktywność ranną/przedpołudniową. I lubię zasnąć przed godz.3. No i nie mam dużego problemu ze wstawaniem 6-7 :)
        To nie znaczy, ze czasem nie odsypiam. Np.wstaję o tej siódmej w sobotę, robię sobie przerwę niedługą - np.dziecku śniadanie a czasem i sobie i jak nie odsłonię okien, to mogę jeszcze i do 10-tej pospać ;-)
        Mój dziadek żartował, że spać trzeba "szybko", żeby się wyspać i nie tracić dużo czasu. Tylko możliwości regeneracji skóry trochę żal :):)
        • slotna Re: niesypiające stwory? 09.04.11, 20:11
          > ja tak mam, że jestem zmęczona po śnie dłuższym niż jakieś 6 godzin. Kiedyś sob
          > ie tłumaczyłam, ze masa ciała robi swoje i po prostu mi cierpnie ta część ciała
          > na której leżę :-) Ale jak schudłam, to się nie zmieniło.
          > I jak tak czytam wątek - w sumie nie wiem, czy jestem sową czy skowronkiem. Wpr
          > awdzie najbardziej komfortowo czuję się bez słońca/o zmroku (choćbym była nie w
          > iem jak niewyspana - odżywam) - dlatego pewno nie przepadam za latem. Ale umiem
          > się nastawić na aktywność ranną/przedpołudniową. I lubię zasnąć przed godz.3.

          Ja, ja, ja!!! Oprocz:

          > No i nie mam dużego problemu ze wstawaniem 6-7 :)

          bo jednak jakis mam ;)
    • edhelwen próbuję (bo muszę) i nic... 08.04.11, 21:21
      dzień często wygląda tak: pobudka 7:30, wyjazd do pracy (fizycznej) ok. 8, potem ok. godzina przerwy, wyjazd do drugiej pracy (fizycznej), powrót 19-21. Często padam po 20-21.
      O 7:30 jestem nadal niewyspana :/ wydaje mi się, że po prostu nie nadaję się do wczesnego wstawania niezależnie od tego ile śpię, ok. 9 byłoby w miarę ok.
    • daslicht Re: Z sowy w skowronka? 14.04.11, 19:07
      Znalezione w sieci, może któraś wypróbuje:
      "Nowy stuprocentowy sposób na to, żeby nigdy nie zaspać. Ustawiasz alarm w budziku na 7:00 rano, a na kompie formatowanie dysku C na 7:05."

      ^^
      • kotwtrampkach Re: sposób 14.04.11, 21:39
        he he he

        Chyba nie umiałabym nie oszukiwać :):):)
    • indigo-rose Poszukuję pilnie czegoś na zwalczenie senności. 22.04.11, 23:15
      Pilnie poszukuję jakiegoś cudownego preparatu, który zwalczy senność i pozwoli działać, ale nie podniesie ciśnienia.
      No więc tak: wcinam na tarczycę Euthyrox, na ulotce którego piszą, żeby nie brać przy wysokim ciśnieniu tętniczym. Tak się złożyło, że dziś przez całe popołudnie miałam okolice 140/90. Wzięłam tabletkę na ciśnienie i po długim czasie spadło mi do 125/88, to rozkurczowe dalej mnie mocno niepokoi. Na wszelki wypadek podaruję sobie przez święta ten Euthyrox, a potem pójdę do lekarza spytać co dalej. Tylko że jest więcej niż pewne, iż bez tabletek będę przesypiać 2/3 doby, a to mi się średnio podoba. Kawy pić nie mogę, bo podnosi ciśnienie. Co zwalcza senność i ciśnienia nie podnosi?
      • pierwszalitera Re: Poszukuję pilnie czegoś na zwalczenie sennośc 22.04.11, 23:29
        indigo-rose napisała:

        Co zwalcza
        > senność i ciśnienia nie podnosi?

        Regularny ruch na świeżym powietrzu. Serio. Przy okazji wyreguluje ciśnienie i wpływa znakomicie na pracę hormonów, także tych tarczycy. A kawa niekoniecznie podnosi ciśnienie. Nie u każdego. Trzeba wypróbować.
        • indigo-rose Re: Poszukuję pilnie czegoś na zwalczenie sennośc 22.04.11, 23:42
          A to to nie jest tak, że jak się ruszasz, to ciśnienie się podnosi?
          Kawę pijam rano i zwalcza senność, ale z drugiej strony nie chodzę po niej po suficie. No ale dzisiaj odkryłam, że mam ciągoty w stronę nadciśnienia i już się boję pić.
          • pierwszalitera Re: Poszukuję pilnie czegoś na zwalczenie sennośc 23.04.11, 00:00
            indigo-rose napisała:

            > A to to nie jest tak, że jak się ruszasz, to ciśnienie się podnosi?

            Podnosi się, jak masz za niskie. I gwałtownie skacze, gdy jesteś niewytrenowana i dasz od razu gazu. Ale w regularnie trenowanym organiźmie ruch pozwala na utrzymanie ciśnienia w normie. Znaczy jest doskonałym sposobem na obniżenie ciśnienia u wysokociśnieniowców. Sport zapewnia też lepszą kontrolę w przypadku nagłego wysiłku i aktywni ludzie nie mają takich skosków ciśnienia jak nietrenowani.

            No ale dzisiaj odkryłam, że mam ciągoty w stronę nadciśnienia i już się
            > boję pić.

            U ludzi regularnie pijących kawę, znaczy od dawna, nastąpił efekt przystosowania i kawa nie podnosi już ciśnienia. Jeżeli nie pijesz też więcej niż 3 filiżanki dziennie nie musisz w ogóle z kawy rezygnować. To, że kawa szkodzi to stary mit. Kawa posiada poza tym anytoksydanty i jest w normalnych ilościach nawet zdrowym napojem. I afrodyzjakiem. ;-)
            • indigo-rose Re: Poszukuję pilnie czegoś na zwalczenie sennośc 23.04.11, 00:03
              Znaczy, trzeba się podotleniać :)
              • pierwszalitera Re: Poszukuję pilnie czegoś na zwalczenie sennośc 23.04.11, 00:09
                indigo-rose napisała:

                > Znaczy, trzeba się podotleniać :)

                Koniecznie. ;-) To zmęczenie wiosenne, na które ludzie często się skarżą, to nic innego, jak zbytnie wydłużanie fazy zimowego lenistwa. A istnieją ludzie, którzy nigdy z tej fazy nie wychodzą. ;-)
        • black_halo Re: Poszukuję pilnie czegoś na zwalczenie sennośc 28.02.12, 21:01
          > Regularny ruch na świeżym powietrzu. Serio. Przy okazji wyreguluje ciśnienie i
          > wpływa znakomicie na pracę hormonów, także tych tarczycy. A kawa niekoniecznie
          > podnosi ciśnienie. Nie u każdego. Trzeba wypróbować.

          Powaznie? Jak pojde na rower czy nawet dluzszy spacer to potem spie jak zabita. Nic mnie tak dobrze nie usypia jak godzinka plywania ;D Cisnienie mam jednak stosunkowo niskie, nawet w chwili zdenerwowania jakies 120/80 a normalnie 100/60.
      • justinehh Re: Poszukuję pilnie czegoś na zwalczenie sennośc 22.04.11, 23:43
        Herbata?
        • indigo-rose Re: Poszukuję pilnie czegoś na zwalczenie sennośc 22.04.11, 23:48
          W sumie też kofeina... Zresztą nie wiem, ile musiałabym wypić herbaty, żeby nie przysypiać. Przed Euthyroxem piłam cztery kawy na dzień, a i tak wiecznie spałam. Chyba, że masz na myśli zieloną?
    • kaana1 Witam w klubie 25.04.11, 18:21
      Bardzo dobrze Cię rozumiem, bo mam dokładnie tak samo. Na szczęście mogę sobie pozwolić na taki tryb życia.
      Mnie na NIECO wcześniejsze pójście spać TROCHĘ pomaga metatonina i naciskanie pewnego punktu akupresurowego (tak ze 30-60min i robię się porządnie senna).
      Natomiast jeśli chodzi o przyczyny takiego stanu rzeczy to podobno oznacza to pewne kłopoty z wątrobę. Właściwie dwa źródła wskazują mi na wątrobę:
      1. Jeśli masz dostęp do starych skryptów Cloda Diolosy z Medycyny Chińskiej, to tam bardzo ładnie jest to wytłumaczone. Oznacza to za gorącą wątrobę (człowiek jest jak nowonarodzony o 12 w nocy) lub też to, że wątroba ma za mało krwi (za sprawą niedoczynnej śledziony)
      2. Był taki odcinek dr Hausa o pennej blogerce. W olbrzymim skrócie najpierw pisała blog o, w mniarę normalnych godzinach, potem, w miarę rozwoju choroby, gdzieś o 3 w nocy. Na koniec dr Hause wpadł na to, że to chora wątroba i pacjentkę wyleczono.
      Ja już się przyzwyczaiłam i dałam spokój. Choc w niedługim czasie planuję taką wątrobową dietkę, jak zaleca medycyna chińska.
      • e.m.i1 Re: Witam w klubie 26.04.11, 02:12
        Oglądalam ostatnio ten odcinek:)
        Hmm... a mnie ostatnio próby wątrobowe wyszły kiepsko... :/

        --
        Moja biżuteria
    • indigo-rose Odkopuję :) 28.02.12, 12:51
      Pierwszalitera radziła mi kiedyś zabranie się za sport. Trochę się zabrałam, może nie jakoś dużo, ale zawsze coś. Rzeczywiście pomaga na ospałość w ciągu dnia, właściwie już mi się nie zdarza być rozbitą przez cały dzień, a jeżeli z jakiegoś powodu ogarnie mnie nagła senność, to zdrzemnę się przez góra godzinkę i już jest dobrze.
      Tylko że mój rytm dobowy nadal leży i kwiczy - obecnie zdarza mi się pójść spać po 3, a o 11 najchętniej jeszcze trochę bym pospała, no ale jakoś zmuszam się do wstania. Bardzo zmęczona mogę zasnąć jeszcze przed 1, ale bez budzika i tak nie obudzę się przed 10, więc po prostu śpię dłużej i tyle. Jeśli muszę wstać rano, to wstanę, za to już cieszę się na spanie dłużej następnego dnia. Aha, mam rano budzik na tabletki - najczęściej wyłączam, biorę tabletki i śpię dalej.
      Myślałam, że może zostanę umiarkowanym skowronkiem po spływie kajakowym, gdzie najczęściej zmęczenie kładło nas o 22-23, a słońce i obolałe plecy budziły nas o 8 albo nawet wcześniej, ale po powrocie w kilka dni znowu stałam się istotą mroku klepiącą w klawiaturę po północy.
      Czy oprócz samozaparcia (którego mi brakuje) coś może mi pomóc? Jest mi głupio, że wyleguję się w łóżku, kiedy inni dawno wstali i robią jakieś pożyteczne, kreatywne rzeczy i też wolałabym wykorzystywać dzień, zamiast marnować całe przedpołudnie na spanie. Czuję się z tym okropnie leniwa i źle wpływa to na moją delikatną samoocenę ;), więc chciałabym wreszcie mój zegar biologiczny uzdrowić.
      • kasica_k Re: Odkopuję :) 28.02.12, 15:36
        Z moich wieloletnich doświadczeń - trwała zmiana sowy w skowronka jest niemożliwa. Można próbować być umiarkowaną sową, tj. nie spać do 13, a do 9-10, i taki rytm mogę osobiście polecić. Oczywiście jeśli ktoś nie musi być na nogach od świtu. W takim przypadku... no cóż, albo zmienimy swoje życie tak, by nie musieć, albo będziemy wiecznie niewyspane, nieprzytomnie i nieszczęśliwe.
        • indigo-rose Re: Odkopuję :) 28.02.12, 16:04
          Ja nie muszę, tylko mi głupio tyle spać.
          • ederlezi1981 Re: Odkopuję :) 28.02.12, 16:30
            indigo-rose napisała:
            > Ja nie muszę, tylko mi głupio tyle spać.
            A mi juz nie. Jeżeli zdarza się, że pracuję całą sobotę i niedzielę od 8 lub 8.30 (plus dojazd komunikacja miejską), to nie widzę powodu, dla którego miałoby byc mi głupio w środę, gdy mnie ktos budzi o 9.00. To on/ona mnie budzi w końcu!
            A co do przemiany- jakoś przed świątami się trochę "naprostowałam" i wstałąwałam może nie wcześnie, ale nie póxniej, niż o 10. Po wigilii obudziłam się wczesnym popołudniem i tak mi zostało do noworocznego powrotu do pracy.
          • kasica_k Re: Odkopuję :) 28.02.12, 17:24
            Ale w jakim sensie "tyle"? Czy sypiasz po 15 godzin na dobę? Nie, zapewne sypiasz tyle ile przeciętny człowiek, tylko w innych godzinach niż skowronki. Nie widzę tu powodu do poczucia winy. Problem jest wtedy, kiedy śpi się do takiej godziny, że umyka nam całkowicie dzień pracy przeciętnego człowieka i po prostu nie mamy kiedy załatwić potrzebnych spraw, bo współpracownicy czy kontrahenci już dawno w domach albo przy kolacji, urzędy zamknięte i tak dalej :) Dlatego warto jednak nie przesuwać sobie rytmu za bardzo w przód. No i oczywiście potrzeba światła też jest nie bez znaczenia, za mało światła dziennego obniża nastrój.
            • indigo-rose Re: Odkopuję :) 28.02.12, 18:59
              Najwięcej sypiałam 11-12, ale to było za czasów nieuregulowanych hormonów. Teraz przeciętnie 9 godzin, czyli nieco więcej niż norma.
              Problem mam z tym, że okropnie mnie wkurzają:
              - budzące telefony o 8, kiedy ja wygodnie przewracam się na drugi bok, a dowolna instytucja stwierdza, że pogada sobie ze mną;
              - rozbawienie dowolnej osoby dzwoniącej do mnie o 11 i pytającej, co robię, kiedy odpowiadam, że jem śniadanie;
              - wszyscy pytający, czy mi czasem "nie jest za dobrze", że sobie śpię do południa, a oni robią cokolwiek;
              - pretensje, że nie odebrałam telefonu rano, bo spałam.
              • kasica_k Re: Odkopuję :) 28.02.12, 22:02
                Telefon można na noc wyciszać, a otoczenie się w końcu przyzwyczai. No chyba, że to Ty wolisz się dostosować - Twój wybór ;)
              • jul-kaa Re: Odkopuję :) 28.02.12, 22:35
                indigo-rose napisała:
                > - budzące telefony o 8, kiedy ja wygodnie przewracam się na drugi bok, a dowoln
                > a instytucja stwierdza, że pogada sobie ze mną;

                Telefon mam wyłączony

                > - rozbawienie dowolnej osoby dzwoniącej do mnie o 11 i pytającej, co robię, kie
                > dy odpowiadam, że jem śniadanie;

                E tam, ja doskonale wiem, do kogo warto dzwonić przed 10 (co i tak mi się nie zdarza, bo często wtedy śpię), a kogo tylko niepotrzebnie obudzę. Mnie też ludzie znają. Pamiętam jak dziewczyna poznana na porodówce dzwoniła do mnie kilka razy o 7-8 rano. Przecież obie miałyśmy maleńkie dzieci, więc NA PEWNO obie nie spałyśmy. Guzik, ja spałam.
                Mam też koleżankę, którą o 20.30 telefonem można obudzić... Dzwonię do 20.

                > - wszyscy pytający, czy mi czasem "nie jest za dobrze", że sobie śpię do połudn
                > ia, a oni robią cokolwiek;

                O, tu bywam złośliwa.

                > - pretensje, że nie odebrałam telefonu rano, bo spałam.

                Phi, niech sobie pretensjują.
                • indigo-rose Re: Odkopuję :) 29.02.12, 13:49
                  To może u mnie też się wszyscy przyzwyczają? Domownicy już wiedzą, że przed 11 wstanę tylko jeśli sama chcę i nie ma mnie po co budzić. Najwyżej sobie pozwolą na jakiś żartobliwie kąśliwy komentarz, jak już mnie zobaczą.
                  Komórkę wyciszam, stacjonarny mnie czasem budzi. Ewentualnie monter liczników, sprzątaczka czy inni przedstawiciele ludu pracującego dobijający się do drzwi o 9 - nawet jeśli to nie ja im otwieram.
                  Oby reszta świata dała mi spokój, bo na razie czuję się trochę dyskryminowana przez całe to skowronkowe towarzystwo dookoła.
                  • indigo-rose Re: Odkopuję :) 29.02.12, 13:57
                    Oczywiście miałam na myśli moje skowronkowe towarzystwo. Obecne na forum życzliwe skowronki proszę o wybaczenie niezręcznego sformułowania :)
          • satia2004 Re: Odkopuję :) 28.02.12, 18:38
            indigo-rose napisała:
            > Ja nie muszę, tylko mi głupio tyle spać.

            Nie śpisz 'tyle' tylko śpisz w innych godzinach. Między 3 w nocy a 11 rano jest tyle samo czasu co między 22 a 6. To otoczenie (wybaczcie skowronki) wmawia sowom, że to lenie i śpiochy. Ten stereotyp bierze się jeszcze z czasów gdzie rzeczywiście trzeba było wstać skoro świt bo słońce wyznaczało rytm pracy.
          • ja_joanna Re: Odkopuję :) 29.02.12, 09:06
            To nie zmieniaj nawyków tylko myśli na ich temat. :-)
    • black_halo Re: Z sowy w skowronka? 28.02.12, 20:58
      Poszlam do pracy, wstaje o 6 rano i nawet powiem szczerze, ok. 23 czuje sie juz zmeczona.

      Generalnie trzeba nieco samodyscypliny a najlepiej zaczac w weekend. W piatek idziesz spac mozliwie pozno i nastawiasz budzik na 6 rano. Chocby nie wiem co, wstajesz i myjesz te cholerne okna, robisz pranie, gotujesz obiady na caly tydzien, prasujesz ciuchy na caly miesiac, potem idziesz na 2 godziny na basen, z basenu wracasz piechota, wczesnym wieczorem chlupiesz cos mocniejszego i ... padasz do lozka o 20. Znowu budzik na 5 rano i idziesz na 6 rano do kosciola, chocbys nawet byla niewierzaca. Nie siadasz w lawce zeby podsypiac tylko stoisz w pierwszym rzedzie pod oltarzem i starasz sie zapamietac co mowil ksionc ! Potem idziesz na spacer, dzien spedzasz na zakupach w galerii handlowej (to dziwne ale podczas zakupow nigdy nie jestem senna czy zmeczona), kupujesz sobie fajna pizamke na zachete a w drodze powrotnej wstepujesz na basen zeby sie porzadnie zmeczyc. Wracasz do domu, wskakujesz w nowa pizamke i ... spisz jak zabita o 20. Bez problemu wstajesz o 6 rano do roboty.

      Kluczem jest dyscyplina w weekend. Jesli np. pojde na koncert czy impreze i wroce nad ranem a nastepnie przespie sie do 14 to w poniedzialek jestem kawalkiem zwlok nadgryzionych juz powaznie. Do niczego ! Natomiast jesli poloze sie spac najpozniej o polnocy to moge sobie nieco pofolgowac i pospac do 9 rano. Ot i cala tejemnica. Oczywiscie najtrudniej jest wstac za pierwszym razem. Nie wiem czy cie to pocieszy ale ja od roku wstaje o 6 rano. Pierwszy raz w zyciu tak wczesnie, poprzednie prace byly duzo blizej i mozna bylo zaczac nawet i 10, bardzo fajna godzina. Niestety tutaj gdzie pracuje moge zaczac najpozniej o 9 ale problem jest w korkach. Dlatego wyjezdzam o 6.30 i do pracy jade 45-50 minut zamiast 1.5-2 godziny.
      • satia2004 Re: Z sowy w skowronka? 29.02.12, 09:37
        black_halo napisała:
        > Kluczem jest dyscyplina w weekend. Jesli np. pojde na koncert czy impreze i wro
        > ce nad ranem a nastepnie przespie sie do 14 to w poniedzialek jestem kawalkiem
        > zwlok nadgryzionych juz powaznie. Do niczego ! Natomiast jesli poloze sie spac
        > najpozniej o polnocy to moge sobie nieco pofolgowac i pospac do 9 rano. Ot i ca
        > la tejemnica

        Ciekawe tylko, że np. na mnie ta 'ot i cała tajemnica' nie działa. Próbuję od ponad 1,5 roku - bezskutecznie. Wstaję regularnie wcześnie rano (do pracy jadę przez 7) i kończy się tylko tym, że pół dnia jestem senna. Zmuszenie do wysiłku fizycznego niewiele daje - czasem uda mi się przez to wcześniej zasnąć ale i tak rano budzę się niewyspana. A zwykle choćbym nie wiem jak miała męczący dzień mój mózg budzi się o 22-giej. Tak - fizycznie mogę być tak zmęczona, że nie podniosę się z łóżka ale sudoku rozwiązuję bezbłędnie :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka