alex_k 05.12.11, 18:04 Bardzo potrzebuję pomocy w przetłumaczeniu kilkunastu linijek maila. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
teresa104 Mam słownik, oglądałam "Krteka", "Arabellę" 05.12.11, 19:09 i uczyłam się słowackiego. Nadam się?;) A tak po prawdzie, translator Ci nie wystarczy? To jakaś precyzyjna rzecz? Odpowiedz Link
turzyca Re: Mam słownik, oglądałam "Krteka", "Arabellę" 05.12.11, 19:19 Ja bym sie raczej spytala w ktora strone to tlumaczenie. :) Odpowiedz Link
alex_k Re: Czy jest tu ktoś, kto zna język czeski? 05.12.11, 19:33 Z czeskiego na polski :-) Mail w sprawie naprawy gwarancyjnej lapka Acer, serwis w Czechach, kontakt w sprawie zgłoszenia był po polsku, teraz jak komputer dotarł na miejsce, piszą do nas po czesku. Też oglądałam Arabellę i Krecika, dzieci tylko Krecika i nikt z domowników ni w ząb nie rozumie o co w mailu biega, a jedyna odszyfrowana rzecz jest trochę niepokojąca, bo są to dość spore sumy. Translator jeszcze bardziej sprawę zagmatwał. Odpowiedz Link
alex_k Tekst 05.12.11, 19:37 Vazeny zakazniku Acer, Vase oprava cislo servisniho pripadu: xxxxxxxxx byla prijata v nasem servisnim centru. V pripade, ze se jedna o pozarucni opravu provede technik diagnostiku zavady, podle ktere bude vytvorena cenova nabidka na opravu a dalsi podminky provedeni opravy zavady. Cenovou nabidku obdrzite nejpozdeji do dvou tydnu. Oprava bude provedena v zavislosti na dostupnosti nahradnich dilu, nejpozdeji vsak do 30ti dnu od obdrzeni Vaseho souhlasu s podminkami cenove nabidky. Za diagnostiku zavady a zpracovani cenove nabidky je uctovana castka ve vysi 800 Kc. Tato castka nebude uctovana v pripade vaseho souhlasu s opravou nebo pokud bude na zarizeni provedena zaroven zarucni oprava. Acer Customer service Odpowiedz Link
kis-moho Re: Tekst 05.12.11, 19:41 Jak lapek na gwarancji, to robią Cie w jajo. Jak rozumiem, sprawdzą co lapkowi jest i zaproponują cenę naprawy. Sama wycena będzie kosztować 800 korun, jak będą naprawiać, to tych 800 korun Ci już nie policzą. Ale niech ktoś znający czeski zweryfikuje moje przypuszczenia. Odpowiedz Link
alex_k Re: Tekst 05.12.11, 19:51 Ja też tak zrozumiałam, ale nie mogę uwierzyć, że drugi raz mogłoby mnie spotkać coś takiego. Jakiś czas temu wysłałam do Wołomina laptop Lenovo, przez telefon opisywałam usterkę, pytałam, czy naprawią w ramach gwarancji, kazali przysłać lapka. Jak już go dostali, to stwierdzili, że jest to naprawa niegwarancyjna (przycisk gładzika się zacinał, wiedzieli o tym) i zarządali sfinansowania naprawy (ok 500zł), a jesli nie, zwrot kosztów diagnozy (140zł) Odpowiedz Link
kis-moho Re: Tekst 05.12.11, 19:55 Ja się nie znam na gwarancjach, raz tylko naprawiałam lapka (Toshiba) - wysłałam, wymienili ekran, odesłali. Może załóż nowy wątek, bo nie wiem, czy dużo osób do tego zagląda, na pewno ktoś się lepiej zna na gwarancjach. Tylko dodam, że ja nie mówię po czesku, tyle wywnioskowałam z dźwięków jak czytałam sobie ten tekst na głos :o) więc może niech ktoś bardziej zdolny językowo to potwierdzi - bo może obie robimy (czeski) błąd i omijamy jakieś kluczowe sformułowanie. Odpowiedz Link
kk345 Re: Tekst 05.12.11, 22:31 alex, a nie możesz im po ludzku napisać, ze in inglisz plis? Pomijając już taki luksus, że ja kiedyś korespondowalam z serwisem Acer i pięknie gadali po polsku:) Odpowiedz Link
teresa104 Re: Tekst 05.12.11, 20:25 Ojej, to jak ja della zalałam grochówką, to cała klawiatura kosztowała mnie 500 złotych, z gładzikiem i łechtaczką włącznie. Przed chwilą me progi opuścił pan od pralki, która popsuła mi się w sobotę. Jestem pozytywnie zaskoczona. Stwierdził, że nie wie, choć ma pewne przypuszczenia, że w domu ma schematy, douczy się, sprawdzi to i owo i jutro wróci, jeśli się zgodzę. I nie wziął żadnych pieniędzy za tak zwaną fatygę. No i nie śmierdział. Odpowiedz Link
teresa104 Krtek nie pomaga:) 05.12.11, 20:15 Tam stoi tak, że diagnostyka usterki kosztuje 800 koron i tak kwota nie zostanie pobrana w przypadku zgody na naprawę, albo w sytuacji przeprowadzenia naprawy gwarancyjnej. Wszak nie każda usterka będzie objęta gwarancją. Czyli: 1. płacisz 800 koron za doagnostykę i ci odsyłają zarizeni, urządzenie znaczy 2. płacisz za naprawę pozagwarancyjną i wtedy to 800 koron "rozpłyną" ci w koszcie naprawy 3. w przypadku naprawy gwarancyjnej nie doliczają 800 koron za diagnostykę. Ofertę cenową przyślą Ci za tygodnie (jak rozumiem, dotyczy to sytuacji, gdy za naprawę płącisz z własnej kieszeni, bo nie obejmuje tego gwarancja). Naprawę przeprowadzą do 30 dni od otrzymania Twojej zgody i warunków cenowych. Oczywiście za nic nie ręczę, przepraszam, nie mój region. Odpowiedz Link
kis-moho Re: Krtek nie pomaga:) 05.12.11, 20:44 > Tam stoi tak, że diagnostyka usterki kosztuje 800 koron i tak kwota nie zostani > e pobrana w przypadku zgody na naprawę, albo w sytuacji przeprowadzenia naprawy > gwarancyjnej. No i wiedziałam, że jeżeli nie rozumiem do końca tego jednego zdania, to lepiej się nie wymądrzać ;o) Odpowiedz Link
teresa104 Moim zdaniem 05.12.11, 21:04 to oni się asekurują, że skoro ktoś myśli, że się wykręci sianem, bo stwierdzili, że naprawa jest niegwarancyjna, to niech nie myśli. A oni już znajdą sposób, żeby klient zabulił. 2 tygodnie na ofertę, miesiąc na naprawę, czyni to półtora miesiąca bez komputera. Chore. Kto sobie może pozwolić, żeby tak się bawić. Prędzej bym kupiła nowy, a stary rzuciła z dachu. Raz pisałam z Czeszkami, które miały przyjechać do nas na konferencję. Mordęga. Ja pisałam do nich po angielsku, proste zdania, organizacyjne, one odpowiadały zawsze po czesku elaboratami na dwie strony. No to ja, pomna zdradliwych podobieństw językowych, ryłam w czeskich słownikach i odpisywałam po angielsku, żeby ich na rycie nie narażać, a one mi na to po pepicku. Nosz kurczę, gadka gęsi z prosięciem. Odpowiedz Link
kis-moho Re: Moim zdaniem 05.12.11, 21:08 Tereso, może Ty mi będziesz umiała wyjaśnić nurtujący mnie od dawna problem? Dlaczego ze Słowakami mogę sobie pogadać bez problemu, oni po słowacku, ja po polsku, rozumiemy się nieźle. A z Czechami idzie tylko po angielsku względnie niemiecku, bo ja ich ani w ząb nie rozumiem? Język pisany (na szamponach) przecież wygląda prawie identycznie, no i oni się przecież w jednym kraju chyba rozumieli świetnie? Swoją drogą, kiedyś w Pradze kupiłam śmietanę - napisane smetana (chyba?), pomyślałam, że będzie dobre. A w pojemniczku był biały płyn, śmietany to w ogóle nie przypominało. Poczułam bardzo się zrobiona w konia. Odpowiedz Link
teresa104 Re: Moim zdaniem 05.12.11, 21:20 Czeski bardziej się różni od polskiego niż słowacki. W szczegóły się nie wdam, musiałabym się przyjrzeć. Uczyłam się słowackiego i naprawdę było to dość łatwe i poprawiało humor jak joga śmiechu. Co do smetany, ja na pobycie w Czechach byłam tam zmęczona tą kluszczaną kuchnią, że jak zobaczyłam w sklepie tvaroh, to ślina poleciała mi na samą myśl o jędrnym kwaskowatym serze. Kupiłam, rozpakowałam, jeszcze pod sklepem zapuściłam zęby i... przyrównałabym to do miękkiego gipsu. Zmielone, mdłe. Stałam i plułam próbując oczyścić przestrzeń między zębami a policzkami z tej mazi. Brr. Odpowiedz Link
kis-moho Re: Moim zdaniem 05.12.11, 21:25 Mnie czeskie napisy też śmieszą, ale może faktycznie nieco mniej niż słowackie? Czechy to dla mnie w ogóle kraj kulinarnych rozczarowań. Pamiętam, że jako dziecko jadałam wiele razy w Czechach takie napompowane białe knedle. Puchate i pyszne, były dodatkiem do gulaszu. Jak pojechałam ostatnio do Czech, to pełna nadziei zamówiłam knedle i dostałam plastry zbitych ziemniaków z boczkiem. Ochyda. A o puchatych knedliczkach nikt nie słyszał :o( Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Moim zdaniem 05.12.11, 21:47 kis-moho napisała: Jak pojechałam ostatnio do Czech, to pełna nadz > iei zamówiłam knedle i dostałam plastry zbitych ziemniaków z boczkiem. Ochyda. > A o puchatych knedliczkach nikt nie słyszał :o( Poważnie? Ja mieszkałam w Polsce w sumie całkiem niedaleko czeskiej granicy i czasem odwiedzając ojczyste strony robię sobie wycieczkę na gulasz i knedliki (houskový knedlík). Żarcie w Czechach jest lepsze i tańsze niż w Polsce. ;-) Potrafię te knedle nawet robić, nauczył mnie autentyczny Czech. Przyrządza się je z czerstwego chleba (bułki) i prostego ciasta z mąki, wody i czasem jajka. Gotuje jako jedną wielką kluchę i następnie tnie najlepiej nitką na grube, puszyste plastry. Wyglądają tak Możliwe jednak, że w innych regionach knedlík oznacza jeszcze coś innego. Odpowiedz Link
kis-moho Re: Moim zdaniem 05.12.11, 21:56 No właśnie nie takie. Mają być puchate jak gąbka... Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Moim zdaniem 05.12.11, 22:13 kis-moho napisała: > No właśnie nie takie. Mają być puchate jak gąbka... Te bułkowe też są puszyste, te na zdjęciu były tylko przysmażone. Możliwe jednak, że jadłaś knedliki z drożdowego ciasta, bez bułki. Coś jak to Może miały nieco bardziej okrągły kszałt, ale autentyczne knedliki są zawsze plastrowate. Odpowiedz Link
kocio-kocio Re: Moim zdaniem 05.12.11, 22:22 A to może były nasze kluski na parze? Parowańce? Odpowiedz Link
kis-moho Re: Moim zdaniem 05.12.11, 22:23 > A to może były nasze kluski na parze? Parowańce? Na to wychodzi. Ja ich z domu nie znałam, myślałam, że to czeska specjalność. Odpowiedz Link
teresa104 Re: Moim zdaniem 05.12.11, 21:51 To chyba musiałaś źle trafić. Ja czasem bywam z chłopem w Pradze na kilka godzin, jakieś urządzenia tam mają, trzeba je wymieniać, serwisować. To się z nim zabieram. I jemy normalne puchate knedliki, a ja pod Hradczanami zarzucam sobie jeszcze smażeny syr z hranolkami - perwera, żóły ser z głębokiego tłuszczu, paniera, frytki:) I piwko. A na Słowacji (w Bratysławie też są urządzenia) kupiłam sobie taką maszynę do haluszek. I trzepię te haluszki fjużyn z parmezanem, suszonymi pomidorami i tymiankiem. Albo z boczkiem, fetą, majerankiem. Żałuję że ekspansja firmy na Rumunię się nie udała, na krzywy ryj więc tam nie pojadę, muszę się wybrać celowo. Odpowiedz Link
kis-moho Re: Moim zdaniem 05.12.11, 21:59 > I jemy normalne puchate knedliki Takie jak gąbka? Białe, okrągłe, puchate i z powietrzem w środku? Nie takie krojone na plastry? To muszę dać Czechom jeszcze jedną szansę. > A na Słowacji (w Bratysławie też są urządzenia) kupiłam sobie taką maszynę do h > aluszek. Też mam, na Węgrzech kluseczki się nazywają nokkedli. Parmezan brzmi świetnie, ja robię z pietruszką, też pycha. > Żałuję że ekspansja firmy na Rumunię się nie udała, na krzywy ryj więc tam nie > pojadę, muszę się wybrać celowo. Jedź jak możesz, to najpiękniejszy kraj jaki w życiu widziałam. Odpowiedz Link
teresa104 I puchate, i krojone. Jednocześnie. 05.12.11, 22:03 A może chodzi Ci o coś takiego: www.mojeprzepisy.pl/Przepis/pampuchy/zdjecia/ Odpowiedz Link
kis-moho Re: I puchate, i krojone. Jednocześnie. 05.12.11, 22:06 Jak krojone to nie to. Tamte występowały tylko jako kule. Te pampuchy to może być to, wyglądają nieźle, ale musiałabym zobaczyć środek. To też czeskie? Odpowiedz Link
kis-moho Tak! 05.12.11, 22:13 Tereso, odnalazłaś moje pampuchy. Wikipedia potwierdza, to to. Widzę, że mam szansę je też w Poznaniu dostać, nie trzeba jechać do Czech :o) Odpowiedz Link
kocio-kocio Re: Tak! 05.12.11, 22:23 Czyli pampuchy. Dostaniesz też mrożone w Tesco. A jak będziesz w Warszawie, to Cię mogę zaprosić. Odpowiedz Link
kis-moho Re: Tak! 05.12.11, 22:24 > Dostaniesz też mrożone w Tesco. > A jak będziesz w Warszawie, to Cię mogę zaprosić. :o) Będę się przypominać. Odpowiedz Link
kocio-kocio Re: Tak! 05.12.11, 22:27 Różnica jest taka, że my, na Woli (warszawskiej) parowańce jemy z sokiem malinowym. Z gulaszem czy innym sosem wydają się nam dziwne, chociaż ja w ramach przełamywania stereotypów serwuję je jako dodatek do gęsi, albo kaczki. Razem z czerwoną kapustą. Odpowiedz Link
teresa104 Re: Tak! 05.12.11, 22:26 W Łodzi to też karma popularna. Kupuje się zimne zafoliowane, odgrzewa się w domu na durszlaku wstawionym do garnka z wrzącą wodą. Je z gulaszem, z sosem grzybowym, z cynaderkami w sosie, albo ze zsiadłym mlekiem bełtanym z truskawkami /jagodami /... . Muszą być słodkawe, pachnieć wanilią. Odpowiedz Link
teresa104 Tylko w Łodzi 05.12.11, 22:34 nie pytaj o parowańce albo pyzy drożdżowe, bo choć nikt Cię niczym nie zabije, to nikt nie zrozumie. To są pampuchy albo kluski na parze. A piłkarzyki to trambambula. Odpowiedz Link
teresa104 Nadal. 05.12.11, 22:39 To oficjalna nazwa na tej ziemi. Żaden potocyzm. I nadal "jak cie złape, to ci skóre przetrzepe". Odpowiedz Link
kk345 Re: Nadal. 05.12.11, 22:42 Muszę się podciągnąć, bo na razie wiem tylko na pewno, że "kot z miasta Łodzi pochodzi"... Odpowiedz Link
slotna Re: Tylko w Łodzi 05.12.11, 22:57 Ja je znalam tylko jako kluski na parze, jedlismy je czesto: albo ze smietana lub kefirem zmiksowanym z truskawkami, albo z gulaszem i kiszona kapusta. Na slodko nie jadlam od dziecinstwa, teraz tylko wytrawnie. Czasem kupne (stad dowiedzialam sie o istnieniu nazwy "pampuchy"), ale czesciej robione wlasnorecznie. Maszyna do chleba bardzo sie do tego przydaje ;) W Czechach natomiast jadlam knedliki krojone, klusek nie pamietam, a bylam kilka razy. Jedzenie tam zawsze wydawalo mi sie bardzo smaczne (mimo ze zasadniczo wole kuchnie srodziemnomorska), a przede wszystkim tanie. Przyjemny jezyk, mili ludzie, swietne piwo, wspaniali pisarze, pollegalna marihuana, cudowne filmy, przewaga ateistow... w zasadzie musze sie zastanowic, co ja robie w Irlandii ;) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Tylko w Łodzi 05.12.11, 23:05 slotna napisała: Jedzenie tam zawsze wyd > awalo mi sie bardzo smaczne (mimo ze zasadniczo wole kuchnie srodziemnomorska), > a przede wszystkim tanie. Przyjemny jezyk, mili ludzie, swietne piwo, wspanial > i pisarze, pollegalna marihuana, cudowne filmy, przewaga ateistow... w zasadzie > musze sie zastanowic, co ja robie w Irlandii ;) > Też się już nad tym zastanawiałam, dlatego przyjaźniłam się kiedyś intymniej z takim jednym Czechem. ;-) Problem tylko, że czeski jest mało romantyczny, a Czesi w miłości strasznie zbereźni, czyli prostopášný. ;-) Odpowiedz Link
slotna Re: Tylko w Łodzi 05.12.11, 23:10 Dla mnie brzmi calkiem romantycznie, wiem, ze sie mowi, ze jest smieszny, ale jakos nie mam ucha do tego chyba. A zberezni w jakim sensie? ;)) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Tylko w Łodzi 05.12.11, 23:17 slotna napisała: >A zberezni w jakim sensie? ;)) Sodoma i Gomora. ;-))) Odpowiedz Link
slotna Re: Tylko w Łodzi 05.12.11, 23:19 Uuuu, takie buty. No, nie kus, nie kus, silo nieczysta :P Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Tylko w Łodzi 05.12.11, 23:22 slotna napisała: > Uuuu, takie buty. No, nie kus, nie kus, silo nieczysta :P > W sumie jak pomyślę, to niczego nie żałuję. ;-))) Odpowiedz Link
kk345 Re: Tak! 05.12.11, 22:27 Zapraszamy, tylko nie pytaj w Poznaniu o pampuchy, bo Cie śmiechem zabijemy. Pyzy drożdżowe to są, podane po bożemu z kaczką z jabłkami i modrą kapustka. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: I puchate, i krojone. Jednocześnie. 05.12.11, 22:18 kis-moho napisała: > Jak krojone to nie to. Tamte występowały tylko jako kule. Te pampuchy to może b > yć to, wyglądają nieźle, ale musiałabym zobaczyć środek. To też czeskie? Pampuchy to śląskie buchty. Drożdżowe, puszyste ciasto gotowane na parze. Moja babcia robiła znakomite. ;-) Możliwe, że mają czeskie korzenie. W mojej rodzinnej miejscowości nie mówiło się też drzewo, tylko strom. ;-) Odpowiedz Link
kis-moho Re: I puchate, i krojone. Jednocześnie. 05.12.11, 22:22 Wikipedia mówi, że nazywają się też kluchy na lumpie, i mogą być z Wielkopolski. To chyba takie ogólnoregionalne danie, na które ja trafiałam tylko u Czechów. Nawet nie wiecie, jak długo tych klusek szukałam :o) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: I puchate, i krojone. Jednocześnie. 05.12.11, 22:30 kis-moho napisała: > Wikipedia mówi, że nazywają się też kluchy na lumpie, i mogą być z Wielkopolski > . To chyba takie ogólnoregionalne danie, na które ja trafiałam tylko u Czechów. > > Nawet nie wiecie, jak długo tych klusek szukałam :o) Nie wiedziałam, że jada się je te[ w Wielkopolsce. Znajdziesz je też w Opolskim i Katowickim. A jak będziesz w Czechach, albo na Słowacji to pytaj o parene buchty. Odpowiedz Link
joankara Re: I puchate, i krojone. Jednocześnie. 06.12.11, 18:05 A mnie to w Będzinie w przedszkolu dawali na obiad. Z sosem czekoladowym. Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa! Nic innego nie chciałam jeść, a to mogłam zawsze i bez ograniczeń! Kluski na parze są wszędzie (w Krakowie w prawie każdym spożywczym można kupić do odgrzewania na parze), ale tego sosu czekoladowego jak z przedszkola, smaku dzieciństwa, nie potrafię odtworzyć. Jak to możliwe, że Ty to tylko w Czechach spotkałaś? Toż to potrawa popularna w całej Polsce i nie tylko, w Sztutgarcie, gdzie przez jakiś czas pracowałam, na stołówce zakładowej dawali - z sosem waniliowym i czekoladową posypką, prawie jak u nas w przedszkolu. Odpowiedz Link
kis-moho Re: I puchate, i krojone. Jednocześnie. 06.12.11, 18:21 W Monachium tez daja na slodko, ale to nie to samo, poza tym takie mrozone pampuchy w uniwersyteckiej mensie nie sa takie puchate i lekkie. Ja tesknie za takimi z miesem :o) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Moim zdaniem 05.12.11, 21:33 A biały płyn, to nie śmietana? ;-) Oczekiwałaś pewnie polskiej, gęstej śmietany, ale słodka kremówka do ubijania (zwana też šlehačka), jest zawsze dosyć rzadka, w konsystencji mleka. Ta gęsta nazywa się kyselá smetana. Pamiętam to zdziwienie, gdy niemiecka śmietana za nic nie chciała przypominać śmietany i nie robiła się z czasem gęsta i kwaśna. Dopiero później odkryłam, że istnieje różnica pomiędzy Schlagsahne i Sauresahne. Odpowiedz Link
kis-moho Re: Moim zdaniem 05.12.11, 21:45 No, bo to była właśnie kremówka, która zupełnie nie nadawała się do noworocznej soczewicy :o) A niemieckie wyroby mleczne ogarnęłam po chyba roku pobytu. Molke i Buttermilch to nie były produkty, które znałabym z domu. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Moim zdaniem 05.12.11, 21:48 kis-moho napisała: > No, bo to była właśnie kremówka, która zupełnie nie nadawała się do noworocznej > soczewicy :o) O kurcze, a co się dodaje do noworocznej soczewicy? ;-) To jakaś regionalna potrawa? Odpowiedz Link
kis-moho Re: Moim zdaniem 05.12.11, 21:54 Noworoczna soczewica to żelazny węgierski punkt programu, jak u nas karp na Wigilię :o) Bez soczewicy nie będzie w nowym roku pieniędzy. Tego dnia nie należy też jeść drobiu ani ryb, a najlepiej strzelić sobie świńskie ucho albo ogonek. Soczewica to tzw. lencse-főzelék. Főzelék to są dania z (roz)gotowanych warzyw - wyglądają paskudnie, smakują często bardzo dobrze, o ile nie są za tłuste. Więcej informacji np. tu. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Moim zdaniem 05.12.11, 22:02 kis-moho napisała: Főzelék to są dania z (roz)gotowanych warzyw > - wyglądają paskudnie, smakują często bardzo dobrze, o ile nie są za tłuste. Wi > ęcej informacji Faktycznie, to co widać na zdjęciu pasuje do romantycznej nazwy fozelek. ;-) Odpowiedz Link
kis-moho Re: Moim zdaniem 05.12.11, 22:08 No mówię, że danie wygląda strasznie. Ale jak jest dobrze zrobione, to jest przepyszne. A kiełbasę można (a nawet trzeba) sobie odpuścić, bo w środku jest i tak wędzona szynka. Odpowiedz Link
joankara Re: Moim zdaniem 06.12.11, 18:26 kis-moho napisała: > Molke i Buttermilch to nie były produkty, które znałabym z domu. Ani serwatki, ani maślanki? To co Ty miałaś z dzieciństwa? Po maślankę, po prawdzie trzeba było na wieś jechać, w domu tego nie było, ale u ciotki na wsi stała maślnica, nawet pozwalała mi ubijać, fajna zabawa była, ale za szybko się męczyłam, to masła nie udało mi się nigdy zrobić, ale co się pobawiłam, to moje. A maślankę, produkt uboczny, dostawaliśmy do picia, jak już ciocia ubiła masło. W tamtych czasach na wsi wszystko sami robili, nawet chleb w takim ogromnym piecu ciotka piekła. Jak on smakował! Z masłem ubitym w maślnicy i z miodem z ula. Teraz już tego nie ma, auto z chlebem i nabiałem co rano przyjeżdża, nawet krów nie trzymają, ani kur, a maślankę w sklepie można kupić. A mama robiła w domu twaróg z kwaśnego mleka, to serwatka też była. Też uwielbiałam, z napojów mlecznych serwatka moja ulubiona, nie wiem, co u nas mleczarnie z tym robią, że w sklepach nie ma, a w Niemczech jest. Odpowiedz Link
kis-moho Re: Moim zdaniem 06.12.11, 18:32 > Ani serwatki, ani maślanki? To co Ty miałaś z dzieciństwa? Jaka maslanka? Jakie ule? Ja jestem dziecko blokowiska, co widac po moich kulinarnych doswiadczeniach z dziecinstwa :o) Odpowiedz Link
kocio-kocio Re: Moim zdaniem 06.12.11, 20:32 Ja tam warszawianka z baby prababy, nie mam wiejskiej rodziny, więc i maślanki z dzieciństwa nie pamiętam. Teraz nie lubię, a serwatkę (jak robię ser z mleka od chłopa) puszczam w rurę, bo mnie odrzuca. Za to i maślankę i serwatkę w sklepach widuję. Odpowiedz Link
teresa104 A Wy we w tej Warszawie 06.12.11, 20:42 to nie mieliście w sklepach maślanki? Była sprzedawana w takich półprzejrzystych workach foliowych, jak mleko w folii. Te worki kojarzyły mi się z pęcherzami na skórze. Nie piłam, bo matka mówiła, że to odpad. Dzisiejsze to, co sprzedawane jest jako "maślanka", nie ma z maślanką nic wspólnego. Odpowiedz Link
kis-moho Re: A Wy we w tej Warszawie 06.12.11, 20:45 Może mieliśmy, ale u mnie w domu nie piło się mleka w ogóle. Jak przestano mnie karmić piersią, to już więcej nie musiałam, tylko w przedszkolu (a i tam strajkowałam, przez co zabroniono mi tańczyć z moją ówczesną miłością). Mleko do tej pory uznaje tylko w kawie i kakao. Odpowiedz Link
kocio-kocio Re: A Wy we w tej Warszawie 06.12.11, 21:15 Nie wiem. Nie używaliśmy. Może i była. Odpowiedz Link
kis-moho Re: Moim zdaniem 06.12.11, 20:43 > Ja tam warszawianka z baby prababy, nie mam wiejskiej rodziny No właśnie, ja też nie mam (chociaż warszawianką jestem dopiero w drugim pokoleniu, co się podobno jeszcze nie liczy ;o)) - całe dzieciństwo cierpiałam, że inne dzieci mogą jeździć do babci/cioci na wsi, a ja takiej nie mam. No i nie znam się na serwatkach i maślankach (też zresztą za nimi nie przepadam). Odpowiedz Link
alex_k Re: Czy jest tu ktoś, kto zna język czeski? 06.12.11, 19:05 Oj, jak mi się pięknie mój wątek rozwinął! :-) W spawie pisma - udało nam się dziś dodzwonić do serwisu, i okazało się, że komputer właściwie nawet jeszcze nie dotarł na miejsce, więc wogóle już nie wiadomo o co chodzi. Obiecano nam jedynie, że wszelka korespondencja będzie do nas kierowana po polsku. W sprawie bucht czeskich - u mnie to jest ekspresowe danie awaryjne. Gotowe buchty, z Lidla np., moczę na chwilę w wodzie, wkładam do garnka do gotowania w mikrofali (plastikowy a przykrywka ma dziurki), na każdej buchcie kładę spory wiórek masła. Do mikrofali na ok 3min. Po wyjęciu wsypuję do środka słodkie kakao, zamykam, potrząsam i mam buchty w gorącym sosie czekoladowym. Odpowiedz Link
joankara Re: Czy jest tu ktoś, kto zna język czeski? 07.12.11, 23:38 Tak po prostu? Posypać kakaowym proszkiem i już? Taki czekoladowy sos jak w przedszkolu? Odpowiedz Link
alex_k Re: Czy jest tu ktoś, kto zna język czeski? 08.12.11, 09:00 Nie wiem, czy taki jak w przedszkolu, nie chodziłam do przedszkola :-P, ale sos jest pycha. Smakuje jak polewa do murzynka, w końcu tam też jest masło, kakao i woda :-) No a robi się tak po prostu, u mnie dzieciaki same sobie robią. Odpowiedz Link