Dodaj do ulubionych

Leki na alergię - brać czy jeszcze nie?

01.07.13, 16:58
Od dwóch miesięcy, albo lepiej, mam katar. Czekam za wizytę u alergologa i laryngologa, ale razem ze skierowaniami dostałam też leki (jeden doustny, drugi do nosa). Nie wiem, czy je brać, czy nie? Czy nie wpłyną na wyniki ewentualnych testów? Trochę mnie męczy i dobija ciągłe, przepraszam, smarkanie, trudno mi normalnie funkcjonować, ale chciałabym też się dowiedzieć, co za dziadostwo mi się przyplątało...
Pomocy!
Obserwuj wątek
    • marikooo Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 01.07.13, 19:25
      Przed testami wypadałoby odstawić, ale nie wiem, z jakim wyprzedzeniem.
      Odstaw przy okazji mleko krowie i ogranicz jego przetwory, to może katar Ci się zmniejszy i przestanie tak dobijać. Mnie odstawienie mleka do tego stopnia zmniejszyło katar (alergia na roztocza), że w ogóle przestałam brać leki.
      • madzioreck Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 01.07.13, 19:46
        > Odstaw przy okazji mleko krowie i ogranicz jego przetwory, to może katar Ci się
        > zmniejszy i przestanie tak dobijać.

        Matulu, nie... przeca ja latem tylko nabiałem żyję, no i warzywem :(
        Na razie psiknęłam do nosa takim czymś i jest nieco lepiej.
        Generalnie to podejrzewam, że ta alergia to może być na moje szczury. Ewentualnie na pyłki. Albo diabli wiedzą, na co - jako dziecko byłam alergikiem (kurz, roztocza, pyłki, zwierzęta też musieliśmy oddać), ale nie miałam kataru, tylko skurcze oskrzeli i częste zapalenia. Myślałam, że już spokój, całe lata na nic nie byłam uczulona :(
        • marikooo Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 01.07.13, 20:27
          madzioreck napisała:

          > Matulu, nie... przeca ja latem tylko nabiałem żyję, no i warzywem :(

          No wiem, że nie jest łatwo. Ale wierz mi, że warto spróbować. W moim przypadku jakość życia z drożnym nosem przeważa nad ewentualną przyjemnością z jedzenia mleka ;)
          • madzioreck Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 01.07.13, 23:53
            Ja nie twierdzę, że nie warto, tylko, że ze względu na pilnowanie wagi już i tak wielu rzeczy nie jem albo jem bardzo rzadko, a do tego latem mam kiepski apetyt i nabiał + warzywa to jest to. Ale jeśli to będzie konieczne, to mówi się trudno...
            • teresa104 Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 02.07.13, 08:31
              Jeśli chcesz naprawdę odstawić przetwory mleka krowiego, na rynku jest masa serów owczych i kozich. Taniej nie jest, ale się da, ja innych prawie nie jem.
        • teresa104 Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 01.07.13, 20:46
          Możesz oczywiście robić eksperymenty z eliminacją pokarmów, ale boję się, że to metoda trochę na macanta. Ja WIEM, że mam alergię na mleko krowie i niemal wszystkie zboża naszego klimatu, ograniczenie ich było sugestią lekarza, kiedy skarżyłam się na parchaty ryj zimą, kiedy zazwyczaj parchatego ryja nie miałam (zmieniło się to, że teraz alergoidy przyjmuję cały rok - odczulanie). Pomogło wyraźnie, parch zszedł i dotąd nie wrócił (mimo szczytu pylenia!), dziwnie nie doświadczam fotoalergii, pomogło zresztą nie tylko na ryj ale też kiszki. Trochę ta "dieta" jest szkodząca na portfel, choć kto wie, jak to się wyliczy w ostatecznym rozrachunku (oszczędność na maściach, kremach, lekach, kosmetykach, zyski w humorze nie do wyliczenia), zmusza do poszukiwań nowych produktów i dań, już się człek nie zapcha zapiekanką na dworcu.

          Jak postanowisz coś odstawić, to nie zapominaj o alergii krzyżowej. A tu już powstaje niezła upierdliwość. Przykładowa tabelka:
          www.nexter.pl/pliki/alergeny_reagujace_krzyzowo.pdf
          Dlatego ja bym najpierw stłumiła objawy, czekała na lekarzy i ich diagnozy, potem zadawała sobie trud odstawiania czegokolwiek, bo jak człowiek w to się wda, to zaraz zostanie na wodzie i ryżu. Szkoda życia. A jak się okaże, że to od szczurów, to za bezdurno sobie te katusze zadasz.
    • teresa104 Brać. 01.07.13, 20:09
      Nie ma co się szczypać, bez leków choróbsko pójdzie dalej, spojówki, skóra, uszy, oskrzela, nie ma sensu się męczyć, najmniejszego sensu nie ma, ojczyzna tego od Ciebie także nie wymaga.
      Jeśli będziesz miała iść na testy to odstawisz, dwa - trzy dni wcześniej spokojnie wystarczy, z górką nawet. Kiedy ja odstawiam leki zwykle nazajutrz mam pełne objawy alergii, na lekach choroba jest zupełnie wyciszona, raz na tydzień kichnę (co skrupulatnie odnotowuję w karcie samoobserwacji;)
      Co dostałaś? Antyhistaminę doustnie i steryd donosowo?
      • teresa104 Odnośnie testów jeszcze: 01.07.13, 20:14
        możliwe też, że wcale testów Ci teraz nie zrobią, poczekają do jesieni / naturalnego wyciszenia objawów. Będą Cię leczyć objawowo, zrobią Ci spirometrię, czy nie ma zwiastunów obturacji i tyle. Gdzie zapisałaś się do alergo?
        • madzioreck Re: Odnośnie testów jeszcze: 01.07.13, 23:47
          No, jeśli do jesieni mi przejdzie, to na co mię w sumie testy ;)
          Do alergo mnie ktoś wyznacza, więc jeszcze nie wiem.
          Ciekawi mnie natomiast, dlaczego mnie do laryngologa wysyłają...
          • teresa104 Re: Odnośnie testów jeszcze: 02.07.13, 08:28
            :) Na to Ci testy, żeby za rok wiedzieć, co robić. I żeby leczyć, powstrzymać marsz alergiczny. Katarek zamieni się z latami na przykład w aktywną astmę, uwrażliwienie na kolejne alergeny, nie chcesz tego.
            Katarek rzuca się na zatoki, zapalona alergicznie śluzówka jest wrotami dla wszelkich infekcji. Laryngolog jest jak najbardziej dobrym pomysłem, lepiej te problemy zdusić w zarodku.
      • madzioreck Re: Brać. 01.07.13, 23:45
        > Co dostałaś? Antyhistaminę doustnie i steryd donosowo?

        Hm... Rupafin, a do nosa Budehrin.
        • teresa104 Re: Brać. 02.07.13, 08:23
          Czyli tak. Antyhist i steryd. buderhin.
    • akna Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 01.07.13, 23:09
      antyhistaminowe powinno się odstawić min. 2 tygodnie przed testami.
      • pinupgirl_dg Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 02.07.13, 00:28

        > antyhistaminowe powinno się odstawić min. 2 tygodnie przed testami.

        Mi lekarz tak samo powiedział.
    • ja_joanna Tak. I nie tylko. 02.07.13, 00:31
      Też się dołączam do głosów za: brać.
      Testów nie robi się w sezonie alergicznym podobno, bo reakcje mogą być nieoczekiwanie duże.

      Natomiast zbyt długo trwający katar może zapoczątkować astmę. Tak było niestety u mnie i teraz oprócz łykania tabletek na alergię i sterydu do nosa mam na stałe steryd wziewny. Nie polecam.
      Lepiej dmuchać na zimne.

      Produkty mleczne zaśluzowują organizm i zwiększają przez to produkcję kataru, dlatego im mniej ich jesz, tym lepiej. Ja też jestem nabiałolubna, ale jest to jednak ważne i staram się unikać.
      Jeśli mogę Ci coś poradzić, czym ratuję się ostatnio w fazach zaostrzonego kataru (u mnie w lecie czasem i kombinacja tabletek i sterydu do nosa nie wystarcza), to płukanie nosa roztworem wody z solą (używam do tego specjalnego pojemnika i gotowych saszetek z odpowiednim dozowaniem, ale to taka wersja "luksusowa", można też dobrać odpowiednie stężenie samemu). Przy większym katarze przepuszczam na każdą dziurkę po ćwierć litra roztworu i mam spokój na parę godzin.

      Ponadto ulgę przynieść Ci może picie wapna. Istnieją takie tabletki musujące specjalne dla alergików, tam jest też drugi składnik, który pomaga na alergię, coś na "k", ale nie pamiętam dokładnie, w aptece Ci powiedzą.
      • pierwszalitera Re: Tak. I nie tylko. 02.07.13, 11:13
        ja_joanna napisała:

        > Testów nie robi się w sezonie alergicznym podobno, bo reakcje mogą być nieoczek
        > iwanie duże.

        Robi się, bo po pierwsze, niektóre alergeny mają sezon przez cały rok (patrz sierść zwierzęca, kurz itp), a po drugie, te reakcje to wcale nie musi być alergia. Trochę się dzwię nawet, że lekarz przepisuje leki bez podstawowego testu. To nie jest ani droga, ani skomplikowana sprawa, a daje pierwszą orientację. Ja też podejrzewałam alergię na trawy i inne rzeczy, a test wyszedł negatywny, przyczyna mojego posmarkiwania była inna. Z drugiej strony długi, nieleczony katar faktycznie nie jest korzystny. Nie musi kończyć się astmą, ale znam osoby, które u powodu nieleczonej alergii nabawiły się przewlekłych stanów zaplanych uszu i dosyć dużych kłopotów. Sprawdzenie na co reagujemy alergicznie to jednak podstawa, bo może się okazać, że unikanie alergenów wcale nie jest takie trudne i nie musi być, że mamy pińset krzyżowych komplikacji.
        • ja_joanna Re: Tak. I nie tylko. 02.07.13, 15:07
          Pewnie nie musi kończyć się astmą, jednak mój pulmunolog tak mi to tłumaczył - że nieleczony chroniczny katar "zmienia piętro", przenosząc się na dół.
          Ja się nie upieram przy tym, czy robi się czy nie w sezonie – jest to informacja, którą słyszałam – organizm w sezonie podobno może być bardziej wrażliwy. Ale być może jest to kwestia do indywidualnej decyzji alergologa.
          • pinupgirl_dg Re: Tak. I nie tylko. 02.07.13, 15:16
            > Ja się nie upieram przy tym, czy robi się czy nie w sezonie – jest to informacja, którą
            > słyszałam – organizm w sezonie podobno może być bardziej wrażliwy. Ale być może jest
            > to kwestia do indywidualnej decyzji alergologa.

            Możliwe. Mój alergolog też radzi się wstrzymać do końca czerwca, bo to szczyt sezonu. Być może nie chodzi o wyniki testów, tylko o odstawienie leków w takim gorącym okresie, bo poza tym, że pacjent ma odstawić leki, również nie może mieć żadnej infekcji, nie wiem. W moim wypadku miałam za małą przerwę (leki antyhistaminowe przepisał mi laryngolog), gdybym ich nie brała wcześniej, pewnie by mi zrobiono testy, ale skoro byłam w trakcie, kazano mi zaczekać.
          • madzioreck Re: Tak. I nie tylko. 02.07.13, 15:38
            ja_joanna napisała:

            > Pewnie nie musi kończyć się astmą, jednak mój pulmunolog tak mi to tłumaczył -
            > że nieleczony chroniczny katar "zmienia piętro", przenosząc się na dół.

            Biorąc pod uwagę, co się u mnie działo kiedyś, to raczej ten katar jest zmianą piętra w górę... w oskrzelach też coś mi lekko ten teges, coś tam odkrztuszam. Pozostałością z dzieciństwa jest też to, że w zasadzie każde przeziębienie lubi się kończyć w oskrzelach i dusić jak kiedyś (choć w ciągu ostatnich paru lat też się to poprawiło i ze 3 razy udało mi się być tylko przeziębioną).
            W każdym razie sterydzik do nosa działa jak złoto, od wczoraj nie wiem, ze mam katar (albo to po prostu jeden z lepszych dni, bo nie przez cały czas tak mnie męczy, są dni, ze też nic się nie dzieje, a nazajutrz masakra)
            • teresa104 Re: Tak. I nie tylko. 02.07.13, 16:14
              Tyle że to się nie przenosi jak w szybie windowym, tylko jak w "Cube 2".

              KONIECZNIE powiedz alergologowi o tych objawach oskrzelowych. I w ogóle, proszę, nie zabagnij tego, władujesz się w tarapaty.
              • madzioreck Re: Tak. I nie tylko. 02.07.13, 23:05
                Oczywiście, że powiem, o ile tylko zechce słuchać. W dzieciństwie raz omal się nie udusiłam, tak mi się wzięły i zacisnęły oskrzela, babcia mnie niosła do lekarza przewieszoną przez ramię. Nie pałam chęcią na powtórkę. Raczej jestem w strachu. BTW, znasz dobrego alergologa?
                • teresa104 Re: Tak. I nie tylko. 03.07.13, 09:34
                  Znam alergologa. Chodzę na Pomorską (nie w budynku CKD, idzie się w lewo do pawilonu bodaj C-5 Alergologia, Immunologia), właściwie wszyscy lekarze tam mają spójną linię, zresztą urządzają konsylia i poszczególne przypadki są analizowane. Chodzę tam do dra Kosińskiego, niezwykle skrupulatny facet, bardzo dociekliwy, do upierdliwości wręcz, normalnie kajet musiałam założyć, żeby być w stanie odpowiadać na jego pytania. Leczę się u alergologów od urodzenia, lepszego żyjącego nie mogę polecić. Ale do kogokolwiek tam trafisz będzie dobrze. W ogóle dobrze zorganizowana przychodnia.
                  • madzioreck Po wizycie 23.10.13, 12:27
                    . Chodzę tam do dra Kosińskiego, niezwykle skrupulatny facet, bardzo dociekliwy
                    > , do upierdliwości wręcz, normalnie kajet musiałam założyć, żeby być w stanie o
                    > dpowiadać na jego pytania.

                    Racja, racja. Maglował mnie 40 minut, wysłał na spirometrię i wrócił do maglowania. Spirometria wyszła piękna, BTW. Po wypytaniu o różne rzeczy wiadomo na razie tyle, że cokolwiek mnie poddusza, raczej nie jest to astma. A zestaw objawów i okoliczności ich występowania to trudno powiedzieć, do czego pasują, w każdym razie testy i wizytę mam za niecały miesiąc. Mogłam mieć testy od razu, ale na Rupafinie jestem, nie wiedziałam, kiedy i czy odstawić, a jakbym odstawiła sama, to męczyłabym się z katarem, bo nie wiedziałam, że buderinem się mogę ratować.
                    • teresa104 Re: Po wizycie 23.10.13, 13:01
                      No to do przodu:) Zmodyfikował Ci leki?
                      • madzioreck Re: Po wizycie 23.10.13, 13:14
                        Nie. Rupafin mi jako tako pomaga na katar, więc na razie te kilkanaście dni mam jeszcze pobrać. Alvesco, które dostałam od internisty wybrałam ale nie zauważyłam działania, więc nie dał dalej, zdziwił się jedynie, że Berotec mi pomaga przy zacisku. Może ja te zaciski to tylko w głowie mam... nie wiem.
                        • teresa104 Re: Po wizycie 23.10.13, 20:57
                          Berotec jak najbardziej rozszerza oskrzela, może czymś innym się zdziwił, na przykład tym, że masz obturację przy Alvesco, nie wiem.
                          Dla domowej diagnostyki zbliżającej się duszności można kupić sobie pikflometr (od 50 złotych wzwyż) i nieco zbliżyć się do prawdy, czy oskrzela faktycznie zaczynają się zaciskać, czy coś sobie wmawiasz. Ale jedynie zbliżyć do prawdy, nie poznać ją. Bo przecież jeśli skutecznie sobie coś wmawiasz, to wynik na pikflometrze też łatwo może być gorszy, mimo braku zwężenia oskrzeli.
                          O szczurach mówiłaś?
                          • madzioreck Re: Po wizycie 23.10.13, 23:13
                            Tak, mówiłam o ogonach, w ankietce zaznaczyłam, ale na razie nic nie mówił.
                            No nie wiem sama. A, i jeszcze się zdziwił, jak powiedziałam, że chwila intensywnego ruchu (ale nie takiego do zadyszki) mi pomaga przy zacisku. Trudno mi o dokładne obserwacje, bo to się nie zdarza aż tak często, ale jak sobie odtańczę zumbowy kawałek, to mija. Albo jak się czymś dobrze zajmę. No i doktor twierdzi, że przy astmie to raczej dokładnie odwrotnie.
                            Cóż no, nic sama nie wymyślę, założę kajet i będę pisać.
                            • teresa104 Re: Po wizycie 24.10.13, 21:20
                              Hm, no więc tak: chwila po intensywnym wysiłku jest czasem, kiedy zdrowe płuca trenującego cokolwiek człowieka mają ciut lepsze parametry niż po odpoczynku. Natomiast, gdyby te "zaciski" miały zwiastować prawdziwy atak astmy, to ruch raczej by go wzmógł lub przyspieszył.

                              Może przyjmujesz pozycję niesprzyjającą oddychaniu, na przykład garbisz się przy siedzeniu, w dodatku wyczekujesz pogorszenia, bo masz od dawna objawy alergii. I kiedy zmienisz pozycję, albo przypomnisz sobie o oddychaniu, to najpierw musisz rozprężyć klatkę, a stan lekkiego niedotlenienia i konieczność wzmożonego oddychania interpretujesz jako obturację. Tu pikflometr dałby odpowiedź, bo bada przepływ szczytowy i objętość pierwszosekundową, nie bada niedotlenienia krwi. Prawidłowy wynik (przy prawidłowo wykonanym wydechu) - wmawiasz sobie. Pogorszony FEV1 (wrażliwsza dana od PEF) o więcej niż 20% - nie wmawiasz sobie. A kiedy się człowiek kiedykolwiek naprawdę dusił, to wmawiać sobie jest łatwo, to naturalne, to strach, że będzie gorzej.

                              A może masz wentylację skopaną w domu?

                              Ale fajny doktor, nie?;) Czasem można zaobserwować na korytarzu, jak biega wkurzony ("Czemu ja nie mam pacjentów?! Siedzę sam i bąki zbijam! Wszyscy nagle ozdrowieli?!"), a rękawy kitla plączą mu się pod nogami.
                              • madzioreck Re: Po wizycie 24.10.13, 21:35
                                > Może przyjmujesz pozycję niesprzyjającą oddychaniu, na przykład garbisz się prz
                                > y siedzeniu, w dodatku wyczekujesz pogorszenia, bo masz od dawna objawy alergii
                                > . I kiedy zmienisz pozycję, albo przypomnisz sobie o oddychaniu, to najpierw mu
                                > sisz rozprężyć klatkę, a stan lekkiego niedotlenienia i konieczność wzmożonego
                                > oddychania interpretujesz jako obturację.

                                Dziś rano obudziłam się z zaciskiem, trochę pokaszlałam (tak poza wszystkim mam lekką infekcję wirusową, która ani w te, ani wewte - internistka stwierdziła, jak byłam po receptę), na dworze w drodze do pracy się poprawiło, ale w autobusie pogorszyło i poszedł Berotec. Później już spokój.
                                Albo któregoś dnia zdarzyło mi się w drodze z pracy (lekko). Przeszło bez Berotecu.
                                Ale moje nerwy na pewno coś mają do rzeczy.

                                A kie
                                > dy się człowiek kiedykolwiek naprawdę dusił, to wmawiać sobie jest łatwo, to na
                                > turalne, to strach, że będzie gorzej.

                                Ano... jak tylko dostałam ten katar i było już jasne, że to nie na przeziębienie się zbiera, od razu się wystraszyłam, że wraca to co kiedyś. Mam też skłonność martwić się na zapas...

                                > Ale fajny doktor, nie?;) Czasem można zaobserwować na korytarzu, jak biega wkur
                                > zony ("Czemu ja nie mam pacjentów?! Siedzę sam i bąki zbijam! Wszyscy nagle ozd
                                > rowieli?!"), a rękawy kitla plączą mu się pod nogami.

                                Hm, ja byłam tak zestresowana (boję się lekarzy, no i tam siedziała jeszcze jakaś kobieta, która się słowem nie odzywała), że w sumie nie wiem... ale tak, dość teatralny ;) Miał ubaw, kiedy wypytywał mnie o zawód :D Teraz ma obłożenie, pierwszy wolny termin 19 listopada :/
                                Niestety, byłam na tyle zestresowana, że nie zapytałam o parę rzeczy - na przykład o to, czy robienie spirometrii nie miałby większego sensu, gdyby pierwsze dmuchanie następowało w czasie "ataku" (może być niewykonalne), znaczy, czy spirometria wykazuje zmiany również wtedy, kiedy potencjalny astmatyk się akurat dobrze czuje. No i nie zapytałam, czy jest jakaś inna możliwa przyczyna duszności (poza astmą i hipochondrią). A może nie tyle zestresowana, co zaskoczona, że nie orzekł od razu astmy i nie kazał szczurów wyrzucać, bo jednak jakoś byłam na to nastawiona...

                                Pikflometr sobie najpewniej sprawię, masz? Polecisz jakiś konkretny? Są różne modele?
                                • teresa104 Re: Po wizycie 24.10.13, 22:16
                                  Pikflometr dałam jakiś czas temu jednej koleżance, z tego co wiem nie użyła ani razu. Jak go odzyskam (zaraz puszczam mail) i bateria jeszcze będzie działać, to Ci pożyczę, ja już się nadiagnozowałam na wszystkie strony. Mam chyba nawet jeszcze ze dwie tutki jednorazowe. Daj mi ze dwa tygodnie na tę akcję, koleżanka jest na emigracji.
                                  A jak chcesz mieć swój, to ja kupiłam taki: www.medansklep.pl/product/Pikflometr-elektroniczny/?id=71

                                  Co do spiro w czasie ataku - no w Twoim przypadku raczej niemożliwe, nawet gdybyś dusiła się śmiertelnie, to zanim pogotowie dowiezie cię do szpitala, to tak cię nafaszerują lekami, że w spiro wyjdzie najwyżej znużenie życiem. Ale można założyć, że skoro jesteś ciągle w stanie nieleczonej alergii, to płuca masz nieco skurczone (jeśli masz do tego skłonność) i zareagowałyby na leki rozszerzające oskrzela. Wtedy robi się dwie spirometrie - normalną i po podaniu rozszerzacza. Jeśli reagujesz na rozszerzanie - masz obturację. Zdrowe płuca od leku się nie powiększają, nie działają lepiej, w każdym razie niewiele lepiej. Spirometria pokazuje obturację, której astmatyk jeszcze nie czuje (podobnie jak FEV1 domowym pikflometrem).

                                  Spisz sobie pytania i pytaj go. 19 listopada to nie jest zły termin, cały wrzesień był na urlopie i teraz odrabia, listopad to miesiąc, kiedy każdy chce do alergologa, naprawdę nie jest źle.

                                  Ja się boję pytań, bo znowu, kretynka, nie zanotowałam, czy 11 maja był deszcz, czy mam kępę pokrzywy po drodze na przystanek, czy szedł tatuś Halinki, jak szłam z listem do skrzynki. Ale przychodnia jest miła, ładna, rzetelna, zające tam biegają, a po drodze do tramwaju obok tego nasypu jest zawsze cała masa sójek.
                                  • madzioreck Re: Po wizycie 24.10.13, 23:07
                                    Jak go odzyskam (zaraz puszczam mail) i bateria jeszcze będzie działać,
                                    > to Ci pożyczę, ja już się nadiagnozowałam na wszystkie strony. Mam chyba nawet
                                    > jeszcze ze dwie tutki jednorazowe. Daj mi ze dwa tygodnie na tę akcję, koleżan
                                    > ka jest na emigracji.

                                    Byłoby super :*

                                    Ale można
                                    > założyć, że skoro jesteś ciągle w stanie nieleczonej alergii, to płuca masz ni
                                    > eco skurczone (jeśli masz do tego skłonność) i zareagowałyby na leki rozszerzaj
                                    > ące oskrzela. Wtedy robi się dwie spirometrie - normalną i po podaniu rozszerza
                                    > cza. Jeśli reagujesz na rozszerzanie - masz obturację. Zdrowe płuca od leku się
                                    > nie powiększają, nie działają lepiej, w każdym razie niewiele lepiej.

                                    Miałam dwie spirometrie robione - przed lekiem i po 4 dawkach czegoś na V - praktycznie zero różnicy. Wykresy się pokrywają, wartości też. Doktorek mówi: wszystko w najlepszym porządku...
                                    BTW, pielęgniarka robiąca badanie - genialna :D Jak ona pokrzykuje, jak zagrzewa do wysiłkowych wdechów i wydechów :D

                                    > Ja się boję pytań, bo znowu, kretynka, nie zanotowałam, czy 11 maja był deszcz,
                                    > czy mam kępę pokrzywy po drodze na przystanek, czy szedł tatuś Halinki, jak sz
                                    > łam z listem do skrzynki. Ale przychodnia jest miła, ładna, rzetelna, zające t
                                    > am biegają, a po drodze do tramwaju obok tego nasypu jest zawsze cała masa sóje
                                    > k.

                                    Ano dlatego od dziś dnia notuję, pogodę, autobus, wszystko... on mnie pyta, ile ja tych zacisków miałam... matko kochana, no przeca nie liczyłam...
                                    Wnikliwy faktycznie bardzo. Pozaglądał mi też do nosa (wyśmiał moją laryngolog, nic se nie muszę prostować). Obiło mi sie o uszy, że on jest też pulmonologiem.
                                    Jutro odbieram RTG klatki piersiowej, na początku listopada mam tomografię zatok. W życiu, od dzieciństwa, nie latałam tyle po lekarzach... no ale może się dowiem, co za badziewie.
                                    • teresa104 WYRZUT! 25.10.13, 05:57
                                      Ventolin. No to spiro dobrze, "zaciski" jednak są. Licz, notuj. Tym lepiej, że masz te 3 tygodnie do wizyty, poobserwujesz się, zliczysz smarki, zanotujesz i się pochwalisz.
                                    • teresa104 Masz mail. 11.11.13, 22:24
                                      I czekam na odzew.
              • madzioreck No to tak... 22.07.13, 15:38
                > KONIECZNIE powiedz alergologowi o tych objawach oskrzelowych. I w ogóle, proszę
                > , nie zabagnij tego, władujesz się w tarapaty.

                W oskrzela już poszło, choć Rupafin grzecznie biorę.
                Do poleconej (ktoś inny też mi polecił tego lekarza) przychodni się wyznaczyłam... termin na koniec października. Do konkretnego lekarza nie chcieli zapisać. Zresztą tak czy inaczej będę szukała innej przychodni, z krótszym terminem. Mam nadzieje, że znajdzie się ktoś, kto przepisze mi przedtem jakiś Berotec czy coś.
                • teresa104 Re: No to tak... 02.08.13, 16:30
                  Ja w takiej sytuacji, kiedy wiedziałam, jakiego leku potrzebuję, a musiałam swoje odczekać do przychodni, poszłam prywatnie do Luxmedu na Milionowej do prof. Kuny (taki niby super spec), nawet mnie przez watówkę nie zbadał, przepisał wszystkiego na 90 dni, dubeltowe dawki na recepcie napisał, w rezultacie miałam medykamentów na pół roku. Jeden wziewny steryd + jeden Ventolin na wszelki wypadek przepisze Ci każdy, Kuna jest na to zdecydowanie za drogi i za niemiły.

                  Do października jest trochę czasu, ale kiedy już zostaniesz pacjentką tej przychodni, to termin kolejnej wizyty określasz sobie sama niemal co do godziny, kiedy masz życzenie. Może będziemy się spotykać, choć licha to zapewne pociecha. Kosińskiego polecam, bo dobrze znam, ale gadam tam z różnymi ludźmi i raczej opinie o różnych lekarzach są zbieżne, leczeni jesteśmy w podobnym rygorze, bo to rygor jest, leczniczy reżym. Jedna facetka notorycznie się spóźnia, ale nazwisko przemilczę. Za to leczy podobnie.
                  • madzioreck Re: No to tak... 02.08.13, 16:42
                    Internista dał mnie, o co poprosiłam, oraz kolejne skierowania (pulmonolog, RTG klaty), bo mi się zaciski w oskrzelach robią. Także wracam do noszenia przy sobie starego przyjaciela Berotecu :)
                    • teresa104 Re: No to tak... 02.08.13, 17:48
                      Możliwe że masz te oskrzela zapakowane i dlatego jest gorzej. Zdjęcie sprawę wyjaśni. Berotec oskrzela rozszerza, ale nie leczy. Może czujesz, że możesz dojechać do października w ten sposób, musisz jednak być świadoma, że Twój stan od tego się nie polepsza, choć też nie powinien znacząco się pogorszyć, że to jest leczenie objawów, nie choroby. Żeby nie było tak, że w pewnej chwili berotec nie pomoże. Dlatego ja bym szukała czym prędzej pulmo, dzwoń najpierw po prywatnych z umową z NFZ, mają często terminy od ręki.
                      Przejęłam się, bo wiem, co znaczy duszność, choć sama od lat nie miałam (dzięki konsekwentnemu braniu i upierdliwemu wieloletniemu odczulaniu), poza incydentem z kokluszem, który skończył się pogotowiem i szpitalem (Łagiewniki - te dla odmiany odradzam, choć jest ładnie, czysto, sale dwuosobowe z pełną łazienką, głodowałam jak pies łańcuchowy, poza tym wszyscy z automatu dostają tam augmentin w żyłę, bez względu na to, czy mają podejrzenie guza płuc, POChP, astmę, tak na zaś).
            • pierwszalitera Re: Tak. I nie tylko. 03.07.13, 10:45
              madzioreck napisała:

              > W każdym razie sterydzik do nosa działa jak złoto, od wczoraj nie wiem, ze mam
              > katar (albo to po prostu jeden z lepszych dni, bo nie przez cały czas tak mnie
              > męczy, są dni, ze też nic się nie dzieje, a nazajutrz masakra)

              No tak, sterydzik działa, jak to sterydzik, tylko to ciągle żadna gwarancja, że masz naprawdę alergię. Tym bardziej, że piszesz o przeziębieniach i problemach z oskrzelami. Przyczyna może być w wiele bardziej banalna i mogą to być wrażliwe, skłonne do podrażnień oraz wysuszeń śluzówki. Takie reakcje są wtedy częste i wprawdzające w błąd, bo zaczynają się niejednokrotnie wiosną po suchej i mroźnej zimie, kiedy w powietrzu zaczyna fruwać cała masa pyłków i innego kurzu drażniącego mechnicznie śluzówki. A jak jeszcze złapiesz jakieś przeziębienie, to możesz kaszlec i smarkać z podduszaniem nawet pół roku. Ale to nie musi być alergia. Sprawdź jeszcze, czy sytuacja się poprawia, jak dbasz o dostateczne nawiliżanie śluzówek, czyli unikanie klimatyzacji, dbanie o wyższą wilgotność powietrza pomieszczeń, zwłaszcza sypialni, częste picie płynów i spray z wodą morską do nosa. Możesz spróbować także inhalatora oraz wakacji nad morzem. Niestety powietrze w Polsce nie jest dobre dla ludzi z tą przypadłością. Latem jest zwykle za suche, zimą do tego bardzo zanieczyszczone (te nieszczczęsne spalanie plastiku w prywatnych piecach) i moja nadwrażliowość odzywa się zawsze, gdy do Polski przyjeżdżam. Nie mówiąc o tym, że po locie w samolocie (po dłuższej jeździe w samochodzie też) śluzówka nosa i oskrzeli tylko czeka by zareagować pseudoprzeziębieniem na byle co. Pseudo nie oznacza jednak, że symptomy są lekkie, obkurczające się śluzówki mogą dawać uczucie prawie astmatyczych napadów z uczuciem zawężania się płuc i topienia się we własnej flegmie, bardzo często przy wieczornej zmianie pozycji z wertykalnej na horyzontalną. Nie mówię, że alergii nie masz, ale zrób jak najszybciej test potwierdzający swoje podejrzenie, bo sterydy mogą wrażliwą śluzówkę tylko jeszcze bardziej uwrażliwić i trudniej będzie to kontrolować.
    • madzioreck Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 02.07.13, 01:04
      Dziewczyny, bardzo dziękuję za porady. Jutro lecę odebrać piguły i jazda. Faktycznie nie ma co się męczyć jak nawet nie wiem, kiedy termin wizyty i czy jakieś testy będą.
      Mam tylko ogromną nadzieję, że to nie moje szczury :(
    • tfu.tfu Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 02.07.13, 01:25
      ja biorę, bo łzawienie, smarkanie, utrata głosu czy kaszel niemal gruźliczy nie są warte takich poświęceń. u mnie loratadyna wystarcza (na skórne i tak nic nie działa, a stres zawsze zaostrza), ergo brać.
    • madzioreck Po testach jestem 19.11.13, 13:54
      No i byłam rano na testach. Roztocza, trawy, zboże. Zwierzęta nie, aczkolwiek w zestawie jest tylko pies i kot. Czemu nie dają gryzoniowych próbek, przecież gryzoń w chałupie to nie jest taka znów niespotykana rzecz...
      Ponieważ jednak mój zestaw objawów jest mocno nietypowy (teraz już poszłam z kajetem z zapiskami z miesiąca), to właściwie wiele nie wiemy. Katar katarem, ale objawy oskrzelowe pasują do nie wiadomo czego. Spirometria znów prześliczna, RTG klatki też. Osłuchowo nie słychać nic, a mnie rano przyduszało. Pikflometr mówi, że mam schizy, a mnie przydusza i kaszlę. Wprawdzie mam go od kilku dni (dziękuje, Tereso!), ale maszyna uparcie pokazuje to samo czy mnie zaciska, czy nie.

      W piątek jadę tam znów, zrobią mi prowokacyjną próbę oskrzeli czy jak to się tam nazywa. Będą mi ładować w oskrzela coś i patrzeć, czy się zaciskają.

      Fajna ta przychodnia. Pielęgniarka na spiro mi recytowała Pawlikowską-Jasnorzewską, śmiejąc się perliście, a kiedy ja dmuchałam w tutkę, doktor biegał łopocząc fartuchem i szukał mi terminu badania. Czuję się naprawdę zaopiekowana :)
      • teresa104 Re: Po testach jestem 19.11.13, 21:00
        Teraz to roztocza tylko Ci grożą. Też byłam na nie uczulona, ale po latach okazało się, że przeszło. Został mi nawyk ogołacania przestrzeni, a każdy dywan kojarzy mi się z siedliskiem zła, brudem i kupami, choćby wisiał jeszcze w sklepie. Alergia przeistacza się w bzika;)

        Rób dwa badania dziennie, rano i wieczorem o zbliżonych porach. To duszenie się z rana jest też wskazaniem na roztocza - pościel, materac. Przy czym nieco gorsze dane poranne są naturalne, to fizjologia. Dopiero pogorszenie własnych danych coś mówi.

        Uwrażliwienie na szczury może być pozorne, po prostu organizm szaleje, a jak się wyciszy "główną" alergię, to, jak Ci mówiłam na żywym przykładzie, te poboczne dziwnie słabną same. Może posiadanie szczurów zwiększa też ilość roztoczy. Może szczurze białka, jako mocno alergizujące, indukowały objawy posiadanej wcześniej alergii na roztocza. Może te przeziębienia, o których mówiłaś, że zaczynają się tygodniami, to właśnie objawy alergii.

        Przychodnia dziwna, taka... normalna. Jakby leczyć tam mieli. :)
        • madzioreck Re: Po testach jestem 19.11.13, 21:30
          Ja poza tapicerowaną kanapą i fotelami raczej nie mam kurzołapów, bo nienawidzę tego prać i odkurzać. Nie mam firan, zasłon, dywanów. Zresztą tych kanap zasiuśkanych też chętnie bym się pozbyła, aczkolwiek przy zwierzakach z pazurami i zębami skóra czy ekoskóra to słaby pomysł. Chyba sobie jakiegoś Karchera sprawię.
          Muszę sobie też sprawić nowe kołdry i poduszki, bo mam strasznie stare. I w zasadzie łóżko+materac, bo śpimy na stareńkiej, choć wygodnej kanapie... roztoczy tam się uzbierało z jakichś co najmniej 30 lat.

          > Uwrażliwienie na szczury może być pozorne, po prostu organizm szaleje, a jak si
          > ę wyciszy "główną" alergię, to, jak Ci mówiłam na żywym przykładzie, te poboczn
          > e dziwnie słabną same. Może posiadanie szczurów zwiększa też ilość roztoczy. Mo
          > że szczurze białka, jako mocno alergizujące, indukowały objawy posiadanej wcześ
          > niej alergii na roztocza. Może te przeziębienia, o których mówiłaś, że zaczynaj
          > ą się tygodniami, to właśnie objawy alergii.

          Wiesz, że nie myślałam o tym wcześniej, o tych przeziębieniach... sądziłam, że mam taką zajebiaszczą odporność, że mnie wirusiska próbują rozłożyć i nie dają rady...;)
          Trochę mi się nie podobają bąble po co którejś tam kropelce szczurzego moczu. W sumie zapomniałam powiedzieć o tym, bo to od stosunkowo niedawna, a doktora jakoś w ogóle średnio interesują te moje zwierze. Bąble znikają po kilku minutach, zresztą chyba nie zwracałam aż tak uwagi, bo od zawsze potrafił mi na twarzy taki wyskoczyć, zwykle na policzku albo czole. jak po ugryzieniu komara, i zniknąć po kilku minutach.
          Ale kataru ani duszności ze szczurami nie umiem powiązać, mogę wsadzać nos w futro i pić z kubka, z którego one mi żłopią herbatę i nic z tego nie wynika. W tym moja nadzieja zresztą.
          Za to w niedzielę dostałam masakrycznego kataru, masakrycznego. W godzinę po tym, jak odkurzyłam mieszkanie. Na taki katar nawet Buderhin nie od razu dał radę.

          > Przychodnia dziwna, taka... normalna. Jakby leczyć tam mieli. :)

          No, ale i tak dziś wszyscy tam marudzili, bo była 5-osobowa kolejka na testy skórne/z krwi i spirometrię. I ktoś się ciskał, jak to tak można pokrzykiwać na pacjentów (a teraz wdeeeeeeech! iiiiii wyyyyyydeeeeeech!!!), i co to za głupie badanie, powinni jakieś inne wymyślić, bo człowiek się męczy i nie ma siły dmuchnąć i wyniki do bani wychodzą. I pielęgniarka mi się poskarżyła: no tak, bo ja przecież krzyczę! Może jeszcze biję!!!
          • teresa104 Re: Po testach jestem 19.11.13, 21:48
            Wiesz, jak się czasem popatrzy na te ludzkie spirometrie z objętością 1.5 litra, to się nie ma co dziwić, że ich badanie męczy, bo ich męczy wszystko.

            Chyba posłanie powinnaś wymienić jak najszybciej.
            • madzioreck Re: Po testach jestem 19.11.13, 22:01
              Zaraz zaczynam czytanie o materacach, pokrowcach i pościelach.
              I odkurzacz, bo mój chyba co wciągnie, to wydmuchuje z powrotem.
              Hm. Nawilżacz powietrza? Oczyszczacz?
              • teresa104 Re: Po testach jestem 19.11.13, 22:17
                Nie stosowałam nigdy żadnych oczyszczaczy. Zimą kładę gruby mokry ręcznik na kaloryferze, bo wilgotniejsze powietrze jest lepsze, a ja mam w mieszkaniu bardzo sucho.
                Na materace mam pokrowce, które ściągam i piorę, jak mi się przypomni, nie są jakieś specjalne. Kołdry kupuję dość cienkie i takie, które można prać. Ze sztucznym wypełnieniem. I takie, których nie żal wywalić, bo wielu takich prań na gorąco nie przetrzymują. Poduszki podobnie. Tę cienką kołdrę można docisnąć, w razie gdyby było zimno, bawełnianą narzutą (te z Ikei są doskonałe), które też można prać na gorąco i wręcz z każdym praniem są fajniejsze.
                Nie stosuję żadnych specjalnych "antyalergicznych" piernatów, staram się tylko trzymać czysto.
                Odkurzacza w ogóle nie mam, kurze i podłogi przecieramy (głównie nie ja:) na mokro, grube brudy zbieram arkuszem zwilżonego ręcznika papierowego, bo to niemiłe, jak się na szmacie przy myciu włosy ciągną.
                Czyli w sumie żadnych specjalnych sprzętów, zabiegów, mrożenia, wypalania nie stosuję. Tylko podwyższoną dyscyplinę higieniczną posłania.
                A teraz idę spać w hotelowe wyro, wyleżane na środku, pewno ma tyle lat, co ja, i na bank ktoś w nim już umarł.
                • madzioreck Re: Po testach jestem 19.11.13, 22:31
                  Czyli wyprawa do Ikei po te poliestrowe takie tam, uff-uff. Nieostrożnie zagłębiłam się w wątki na WDPD o pościelach antyalergicznych, a tam powłoki specjalne roztoczobójcze, jedwabie...

                  >A teraz idę spać w hotelowe wyro, wyleżane na środku, pewno ma tyle lat, co ja,
                  > i na bank ktoś w nim już umarł.

                  Kolorowych :D
    • kis-moho Stres? 20.11.13, 20:12
      Drogie alergiczki, czy Wam stres jakoś wyraźnie wpływa na wasze objawy? W tym roku znowu walczę z moją skórą, jak na razie zwycięsko (odpukać), ale zauważyłam, że jak tylko się czymś zestresuję, to od razu newralgiczne punkty zaczynają mnie swędzieć. Normalne?
      Do lekarza się wybieram, mam nadzieję, że zrobię od lat planowane testy, ale to dopiero w styczniu.
      • moopie23 Re: Stres? 20.11.13, 23:43
        Całkowicie normalne ;)

        Jak nie mam problemów i wyczerpujących zadań na głowie to wszystko jest cacy - zero duszności i problemów skórnych.
        Zaczyna się stres - zaczynają się duszności, wysypki, swędzące plamy i w ogóle skóra gorzej reaguje (albo maksymalnie wysuszona albo się przetłuszcza).
      • azymut17 Re: Stres? 21.11.13, 00:06
        W przypadku AZS stres jest jednym z częściej obecnie wymienianych czynników powodujących zaostrzenie choroby. Dlatego wśród polecanych metod leczniczych jest medytacja i inne techniki relaksacyjne.
        Osobiście od wielu lat reaguję na stres wysypką i przesuszeniem skóry, która pęka do krwi. Co ciekawe, obecnie nie jestem na nic uczulona (ale AZS nie zawsze jest połączone z alergią).
    • madzioreck No i nie ma dobrych wieści... 22.11.13, 13:00
      Prowokacja oskrzeli skończyła się dla mnie nebulizacją mniej więcej w połowie badania :]
      Doktor wpadł i wykrzykiwał, że się nie spodziewał. Nie przy tych objawach. No ale wyszło co wyszło.
      Zagadałam o zwierzęta moje, bo chyba o nich zapomniał - zrobili mi więc od razu test na szczury, akurat tym wynikiem zaskoczona nie jestem.
      Nie przeszło mu przez gardło wprost, że mam się ich pozbyć, no ale... :( Oczywiście decyzja moja. Jeśli "się pozbędę", to pewnie temat astmy się rozejdzie po kościach, bo moje oskrzela bez leków wciąż wydmuchują wyniki powyżej normy, ale jeśli nie, to ryzykuję czynną astmę, którą trzeba będzie leczyć.
      Na razie kazał mi je wywalić do drugiego pokoju, wymyć wszystko, męża zaprząc do opieki i "niech pani najlepiej ich nie dotyka".
      A ja wracam do domu, one biegną do mnie, cieszą się, pchają na ręce - no nic tylko usiąść i płakać :(
      • teresa104 Re: No i nie ma dobrych wieści... 22.11.13, 13:50
        A jakim alergenem miałaś prowokację?

        Czyli są próbki szczurowe.

        Trudna sprawa:( Może popróbuj na forum szczurowym rozdać swoje zwierzęta?
        • teresa104 Re: No i nie ma dobrych wieści... 22.11.13, 14:09
          Pamiętam, co mi mówiłaś o szczurach i o ich stresie w innym domu, myślałam o tym długo, wydaje mi się, że jak się zważy ryzyka Twoje i szczurze, dobro Twoje i szczurze, to należy postawić na Ciebie, bo Twoje ryzyko jest ogromne, a one mogą się odnaleźć w innym domu tak samo, jak odnalazły się u Ciebie, nie jesteś jedyną dobrą szczurzą panią na świecie, ale dla siebie jesteś jedyna. Astma to cholerstwo, a nawet zagrożenie życia. Chyba za dużo chcesz poświęcić. Jak już dane są znane, koniec z gdybaniem i jakośtobędziem.
          A może ja tak uważam, bo może jestem człowiekiem egoistycznym i złym.
        • madzioreck Re: No i nie ma dobrych wieści... 22.11.13, 15:14
          Metacholina była w użyciu.

          Wiesz, dom to się pewnie przez forum by znalazł. To, JAK się ich... pozbyć, to najmniejszy kłopot.
          Najpierw spróbuję je przeprowadzić do innego pokoju i nie mieć z nimi kontaktu. A potem wyciepię tyle kurzu i roztoczy z domu, ile się da. Może się uda :(
          Na dłuższą metę szczury na pewno poradziłyby sobie z rozstaniem lepiej, niż ja...
          • teresa104 Re: No i nie ma dobrych wieści... 22.11.13, 15:38
            Pewno wyprowadzenie szczurów do innego pokoju jest dobrym etapem przejściowym przed ich wydaniem.
            Nie sprzątaj osobiście. Idź w tym czasie gdzieś.
            Masz znowu się stawić u Kosy? Obserwacje, leki?
            • pierwszalitera Re: No i nie ma dobrych wieści... 22.11.13, 16:07
              teresa104 napisała:

              > Pewno wyprowadzenie szczurów do innego pokoju jest dobrym etapem przejściowym p
              > rzed ich wydaniem.

              Moim zdaniem, to jak rozstanie z toksycznym facetem, takie na raty przedłuża tylko ból i rzadko do czegoś korzystnego prowadzi. W tym przypadku mamy dodatkowo zagrożenie zdrowia, przeprowadzka do innego pokoju nie daje bowiem żadnej pewności, że nie będziemy reagować. Mieszkanie to nie laboratorium z komorą dekompresyjną. I może zabrzmi to brutalne, ale o czym my tu mówimy? To przecież tylko szczury. Gryzonie, które przeżyją w każdej kanalizacji i naprawdę do niczego nie potrzebują miłości człowieka.
              • madzioreck Re: No i nie ma dobrych wieści... 22.11.13, 18:12
                tym przypadku mamy dodatkowo
                > zagrożenie zdrowia, przeprowadzka do innego pokoju nie daje bowiem żadnej pewn
                > ości, że nie będziemy reagować.

                Nie ma. Ale nie ma też pewności, że to nie pomoże. Ponieważ nie mam kataru ani duszności po kontakcie ze szczurami, nawet pomimo tego, że jestem jakiś czas bez leków, jak zwykle ludzie na nie uczuleni, to ustaliłam na razie z lekarzem takie rozwiązanie. Jeśli jest szansa, że to mi pomoże, to chcę ją wykorzystać, nawet, jeśli to tylko przedłużanie sprawy, nawet jeśli to głupie i ryzykowne. Nie sądzę, aby miesiąc czy dwa mnie zbawiły.

                I może zabrzmi to brutalne, ale o czym my tu mówimy? To przecież tyl
                > ko
                szczury. Gryzonie, które przeżyją w każdej kanalizacji i naprawdę do nic
                > zego nie potrzebują miłości człowieka.

                Dla Ciebie tylko, dla mnie - aż. Nigdy nie interesowało mnie mieszkanie ze zwierzętami, które mają tylko ładnie wyglądać i mają w nosie wszystko poza pełną michą. Nie wiem, czy miałaś do czynienia ze szczurami laboratoryjnymi, sądzę, że nie. To nie dzikie kanałowce i w związku z tym w kanalizacji i bez opieki człowieka NIE przeżyją. O ile coś ich wcześniej nie upoluje i nie zagryzą dzikie szczury, umrą na zapalenie płuc albo z głodu. To samo staie się nawet z dzikusem wychowanym przez człowieka. W tym wypadku porównywanie labika z dzikusem to jak porównywanie domowego, przerasowionego kotka z dziko żyjącym tygrysem, choć niby to kot, i to kot. Co do miłości, nie wiem, ale szczury zdradzają wszelkie objawy przywiązania, i nie jest tajemnicą, że szczury przywiązują się do opiekujących się nimi ludzi nie mniej niż psy.
                Ale to tak tylko informacyjnie, bo jeśli przyjdzie mi pożegnać się z nimi na dobre, to nie przewiduję dla nich ani kanału, ani braku miłości, tylko najlepszy dom, jaki znajdę.
                • pierwszalitera Re: No i nie ma dobrych wieści... 22.11.13, 20:23
                  madzioreck napisała:

                  To samo staie się nawet z dzikusem w
                  > ychowanym przez człowieka. W tym wypadku porównywanie labika z dzikusem to jak
                  > porównywanie domowego, przerasowionego kotka z dziko żyjącym tygrysem, choć nib
                  > y to kot, i to kot.

                  Co do kotów, to one świetnie dają sobie bez człowieka. Ale masz rację, natura poza ludzkim mieszkaniem jest brutalna, dlatego zwierzęta mają tam takie same szanse, jak te dziko żyjące, które też czasem chorują i nawet umierają. Oczwiście ty też wolałabyś złotą klatkę zamiast wolności, to twój osobisty wybór, zwierząt nikt o to nie pyta. Nie proponowałam też byś szczury wypuściła do kanału, tylko spojrzała na sprawę racjonalnie. To tylko zwierzęta.
                  • madzioreck Totalne OT, ale dobra... 22.11.13, 20:32
                    Co do kotów, to one świetnie dają sobie bez człowieka. Ale masz rację, natura p
                    > oza ludzkim mieszkaniem jest brutalna, dlatego zwierzęta mają tam takie same sz
                    > anse, jak te dziko żyjące, które też czasem chorują i nawet umierają. Oczwiście
                    > ty też wolałabyś złotą klatkę zamiast wolności, to twój osobisty wybór, zwier
                    > ząt nikt o to nie pyta.

                    Mówisz, ze zwierzę, które od setek pokoleń nie widziało na oczy natury, poradziłoby sobie wypuszczone na wolność tak samo, jak dziko żyjące od zawsze? Bzdura, really. Nie mają żadnych szans na przeżycie. Zresztą ludzie wyrzucają mnóstwo szczurów na ulicę, na śmietnik - i jakoś w naturze nie roi się od laboratoryjnych odmian kolorystycznych i znaczeniowych, w które obfitują szczury hodowlane. Według Twojej teorii powinny się radośnie rozmnażać na wolności, a tymczasem łaciate i wielkouche ogony w naturze to tylko w filmach...
                    • miss-alchemist Re: Totalne OT, ale dobra... 22.11.13, 20:36
                      > Mówisz, ze zwierzę, które od setek pokoleń nie widziało na oczy natury, poradzi
                      > łoby sobie wypuszczone na wolność tak samo, jak dziko żyjące od zawsze? Bzdura,
                      > really. Nie mają żadnych szans na przeżycie. Zresztą ludzie wyrzucają mnóstwo
                      > szczurów na ulicę, na śmietnik - i jakoś w naturze nie roi się od laboratoryjny
                      > ch odmian kolorystycznych i znaczeniowych, w które obfitują szczury hodowlane.
                      > Według Twojej teorii powinny się radośnie rozmnażać na wolności, a tymczasem ła
                      > ciate i wielkouche ogony w naturze to tylko w filmach...

                      Daj spokój, ona po prostu po raz kolejny wypowiada się na temat, o którym nie ma zielonego pojęcia, i do tego z pozycji eksperta. Szkoda czasu na dyskusję.
                    • pierwszalitera Re: Totalne OT, ale dobra... 22.11.13, 21:34
                      madzioreck napisała:

                      > Mówisz, ze zwierzę, które od setek pokoleń nie widziało na oczy natury, poradzi
                      > łoby sobie wypuszczone na wolność tak samo, jak dziko żyjące od zawsze? Bzdura,
                      > really. Nie mają żadnych szans na przeżycie. Zresztą ludzie wyrzucają mnóstwo
                      > szczurów na ulicę, na śmietnik

                      Ja nie pisałam o szczurach, a o kotach, bo ty podałaś ten przykład. Nie wiem jak dają sobie radę na wolności zwierzęta pochodzące z chowu wsobowego, na pewno o wiele gorzej od tych rozwijających się w naturalnych warunkach, ale ty musisz chyba zdawać sobie sprawę, że takie zwierzęta hoduje się dla egoizmu człowieka i branie coś takiego do domu, to nie jest w moich oczach żaden powód do dumy. Sama czymś takim nakręcasz tylko to, co cię tak bardzo oburza, pozbywanie się tych zwierząt, gdy z jakiś tam względów nie pasują. Jednym powodem może być właśnie też alergia. Mnie było trochę szkoda tych szczurów i gołębi, które widziałam w uniwersyteckim laboratorium, z niektórymi pracowałam i jestem za tym, by rozmnażanie i hodowlę tych zwierząt ograniczyć do abolutnego minimum. To nie są zabawki dla ludzi i w ludzkich mieszkaniach nie mają nic do szukania. One się wcale do nas nie przywiązują, one się tylko do ludzkiej obecności przyzwczajają i nas tolerują. I przypominam, nie kazałam ci tych szczurów wyrzucać do kanalizacji, nie rozumiem tylko dramatu rozłąki, to są szczury, a nie filmowa Lassie, czy inny Flipper. Nie lubię romantyzowania relacji zwierz - człowiek, bo zwierz na tym tylko traci.
                      • madzioreck Re: Totalne OT, ale dobra... 22.11.13, 21:51
                        > Ja nie pisałam o szczurach, a o kotach, bo ty podałaś ten przykład.

                        To było tylko porównanie.

                        Nie wiem ja
                        > k dają sobie radę na wolności zwierzęta pochodzące z chowu wsobowego, na pewno
                        > o wiele gorzej od tych rozwijających się w naturalnych warunkach,

                        No więc w ogóle nie dają sobie rady.

                        ale ty musisz
                        > chyba zdawać sobie sprawę, że takie zwierzęta hoduje się dla egoizmu człowieka
                        > i branie coś takiego do domu, to nie jest w moich oczach żaden powód do dumy.
                        Sama czymś takim nakręcasz tylko to, co cię tak bardzo oburza, pozbywanie się t
                        > ych zwierząt, gdy z jakiś tam względów nie pasują. Jednym powodem może być właś
                        > nie też alergia. Mnie było trochę szkoda tych szczurów i gołębi, które widzia
                        > łam w uniwersyteckim laboratorium, z niektórymi pracowałam i jestem za tym, by
                        > rozmnażanie i hodowlę tych zwierząt ograniczyć do abolutnego minimum.

                        Dla mnie opieka nad zwierzętami to nie jest powód do dumy. Tak się składa, że ktoś te zwierzęta z natury zabrał, dla ludzkiego egoizmu, tak, szczególnie zwierzęta laboratoryjne - po to, żeby człowiek na własnej, przepraszam, dupie, nie testował w męczarniach tego i owego, i wykorzystał do tego zwierzęta - korzyści chyba wszyscy znają...? I ktoś je z tych labów wypuścił w świat. Same się nie prosiły. I teraz ktoś się nimi zajmuje, bo proces jest już nie do odwrócenia. Chyba, że pozwolimy wyzdychać tym wszystkim, które miałyby trafić do czyjegoś domu.

                        To nie są
                        > zabawki dla ludzi i w ludzkich mieszkaniach nie mają nic do szukania. One się
                        > wcale do nas nie przywiązują, one się tylko do ludzkiej obecności przyzwczajają
                        > i nas tolerują.

                        No tak. Muszę to powiedzieć moim szczurzycom, jak mi się wylegują na kolanach, przytulają, iskają, łażą za mną po domu albo spychają z kolan jedna z drugą, albo jak się cieszą jak głupole, kiedy wracamy do domu. Muszę im powiedzieć, że coś im się popieprzyło, bo powinny nas jedynie tolerować i ewentualnie łaskawie nie gryźć.

                        I przypominam, nie kazałam ci tych szczurów wyrzucać do kanali
                        > zacji, nie rozumiem tylko dramatu rozłąki,

                        No właśnie, nie rozumiesz. Masz jedno potencjalne zmartwienie w życiu mniej, poniekąd zazdroszczę.

                        Nie lubię romantyzowania relacji zwierz - człowiek, bo zwier
                        > z na tym tylko traci.

                        Błędnie zakładasz, że ja uczłowieczam zwierzęta. Zauważenie relacji między ludźmi i zwierzętami czy między różnymi zwierzętami to jednak co innego. I nie wiem, na czym ta strata polega.


                        • pierwszalitera Re: Totalne OT, ale dobra... 23.11.13, 11:41
                          madzioreck napisała:

                          > Błędnie zakładasz, że ja uczłowieczam zwierzęta. Zauważenie relacji między ludź
                          > mi i zwierzętami czy między różnymi zwierzętami to jednak co innego. I nie wiem
                          > , na czym ta strata polega.
                          >

                          Po pierwsze dziękuję ci bardzo, że nie zareagowałaś na moje wpisy histerycznie, bardzo to doceniam. Te ad personalne reakcje urażonych dusz niekiedy bardzo mnie już męczą. A teraz wyobraź sobie, że cały wątek nie dotyczy szczurów, tylko bliskiej ci osoby, na przykład partnera. Piszesz więc do nas, że ta osoba wywołuje u ciebie swoją obecnością ciężkie problemy zdrowotne, a próba terapii nic nie daje, toksyczności nie da się usunąć, nie pasujecie do siebie i tyle. I też macie miłe wspólne momenty, ta osoba garnie się do ciebie, by następnie swoim zachowaniem sprawić ci ból i ściągnąć cię znowu w dół. Też nieumyślnie, to taki człowiek, taka jego natura, jego potrzeby nie pokrywają się z twoimi, nie możesz tego zmienić. Jestem pewna, by poradzono ci tej osoby się pozbyć i nikt nie miałby tyle skrupułów jak przy twoich pupilkach. I nikt by się nie zastanawiał, czy ta osoba da sobie radę bez ciebie. Więc tu jest jeszcze inaczej, nie uczłowieczasz szczurów, tylko nadajesz im jeszcze inny charakter, zwierz jako szlachetniejsza od człowieka istota. Nie robią ci dobrze, ale broniłabyś do końca, bo mają takie fajne łapki i wskakują ci dobrowolnie na kolana. To może cieszy, ale może być też mylnie interpretowane. Szczury bowiem, to zwierzęta społeczne, mają spory repertuar zachowań nastawionych na bliskość, ale to nie są dowody miłości. Wzajemne iskanie to rodzaj komunikacji i zabawę zaczyna zwykle ten osobnik, który w hierarchii jest niżej. Wasze szczury więc traktują was jako wyższych pozycją, jako tych, którym pewna uwaga się należy, więc latają za wami i walczą o pierwszeństwo waszej łaski. W końcu wzmacniasz to zachowanie nagradzając szczury żywnością. Czyli chodzi o podtrzymanie wyuczonej reakcji w odpowiedzi na bodźce bądź jej intensyfikacja w zakresie naturalnych zachowań. Ale to nie nasze ludzkie bezinteresowne uczucie. Ja bardzo lubię zwierzęta, mogę obserwować je godzinami. W naturze. Fascynują mnie też koty, ale nie mam serca zamykać je domu i zabierać im wolność, tylko dlatego, że jest to dla nich bezpieczniejsze i zapewni im dłuższe życie, dlatego nie sprawię sobie kota w miejskim mieszkaniu. Koty się też do mnie garną, chcą być przeze mnie pieszczone, jeden kot znajomych kładzie mi się na szyi jak szal, chyba mnie uwielbia, ja go też lubię, ale nie sądzę, by chodziło o rodzaj ludzkiego przywiązania.
              • miss-alchemist Re: No i nie ma dobrych wieści... 22.11.13, 19:28
                > I może zabrzmi to brutalne, ale o czym my tu mówimy? To przecież tyl
                > ko
                szczury. Gryzonie, które przeżyją w każdej kanalizacji i naprawdę do nic
                > zego nie potrzebują miłości człowieka.

                Jak masz pisać takie głupoty, to lepiej nie pisz nic w ogóle... OJP, i ty jesteś podobno psychologiem...
                • pierwszalitera Re: No i nie ma dobrych wieści... 22.11.13, 20:29
                  miss-alchemist napisała:

                  > Jak masz pisać takie głupoty, to lepiej nie pisz nic w ogóle... OJP, i ty jeste
                  > ś podobno psychologiem...

                  Uraziłam czyjeś delikatne uczucia, pisząc jak jest? Zwierzęta to zwierzęta i mam do nich pragmatyczne podejście. Nie mylę ich z ludźmi. Z drugiej strony, nie używają wulgaryzmów, więc czasem faktycznie mają nad ludźmi przewagę.
                  • miss-alchemist Re: No i nie ma dobrych wieści... 22.11.13, 20:40
                    "Czasami lepiej milczeć i sprawiać wrażenie idioty, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości..."

                    Nic nie wiesz o zwierzętach domowych. Nic. Do tego wypowiadasz się w sposób wykazujący empatię na poziomie niższym, niż u wyżej wspomnianych szczurów. Z mojej strony EOT.
            • madzioreck Re: No i nie ma dobrych wieści... 22.11.13, 17:22
              Idę za miesiąc. Obserwować, zapisywać. Leki nie, tylko doraźnie Berotec i do nosa jeśli będzie potrzeba.
    • madzioreck Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 28.12.13, 01:55
      10.12 miałam wizytę. Dostałam Symbicort, biorę sobie 2 sztachy na dobę i już od pierwszego jest fantastycznie.
      Dokopałam się do szczątków dokumentów z dzieciństwa, niestety część dokumentacji szlag trafił w pożarze. Z tego, co zostało, wyczytałam, że diagnozowane miałam przewlekłe obturacyjne zapalenia oskrzeli, oraz, że byłam odczulana. Uczulona byłam na to samo z grubsza co teraz, tylko więcej tego było. Roztocza, pyłki traw, zboża, zwierzęta, szczególnie koty (rodzice doprecyzowali, że to po zabawie z kotem w gościach omal nie zeszłam i od tego się to wszystko zaczęło). Odczulana byłam - nie wiem, czemu myślałam, że "mi przeszło". Odczulali mnie tylko na roztocza, inne alergie musiały więc ustąpić same, jak pisała Teresa, po wyeliminowaniu najbadziewniejszego. W każdym razie jak dotąd nie wróciła alergia na psa i kota, pewnie dlatego, że kontakt raczej okazjonalny. Prawdopodobnie to po prostu dawne odczulanie trzymało moje alergie za mordę, minęło ponad 20 lat i data ważności odczulania minęła...?
      Pokopałam też w innych dokumentach i zapiskach i wtedy przypomniało mi się to i owo, na co nie zwracałam uwagi. Niby problemy z oskrzelami przeszły w wieku ok. 7 lat, ale pamiętam kilka przekichanych i przesmarkanych wyjazdów na obozy w różnym wieku, nikt już tego nie łączył z alergiami, rodzice jakoś nie zarejestrowali. Pamiętam też jeden ekspresowy powrót z wakacji w Borach Tucholskich, jak miałam 17 lat - zwinęłam się do domu z powodu czegoś, co wyglądało jak porządne zapalenie oskrzeli z dusznościami, w przychodni wylądowałam w zabiegowym, dostałam wtedy też Berotec. "Zapalenie" bez żadnych innych objawów minęło jak ręką odjął 2 dni po powrocie do domu. I takich epizodów kilka było, budziłam się z bolącymi, zawalonymi oskrzelami, i przechodziło w ciągu doby, dwóch, kilku godzin.
      To wszystko mi rzuciło trochę światła na to, co się dzieje teraz. Chyba muszę opowiedzieć doktorkowi.
      • teresa104 Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 28.12.13, 10:08
        Ja w dzieciństwie też byłam odczulana na to samo, na co jestem odczulana ponownie teraz. Przeszło i wróciło, ale dało kilka lat normalnego życia, normalnego rozwoju pod każdym względem. Kosa pyta: I wtedy pani pomogło? - Pomogło. - To dobrze. Czyli drugi raz też pomoże.

        Ciekawe, że nie pamiętałaś swojej poprzedniej terapii, to dość uprzykrzające żywot jest, kilka lat zastrzyków (u mnie pięć), kombinowanie, kto zrobi zastrzyk przypadający podczas wyjazdu na kolonie, jak zdążyć po zastrzyku na lekcje, tramwaju nie pomylić, przystanku nie przegapić. Niezła szkoła to była, tym bardziej, że odczulano mnie wtedy znacznie większą liczbą wstrzyknięć; to, co teraz, to są wczasy, tramwaje są ciepłe, punktualne i luźne, przychodnia jak szwajcarski zegarek, personel przemiły, igły cienkie a taksówki na telefon.

        Pewno wiesz, że po sztachu musisz dobrze wypłukać usta, gardło, wyszorować język. Żeby się grzybek nie wdał. Wszelkie "zajady" monitoruj, nie zostawiaj najmniejszych zmian bez leczenia. Ze swojej praktyki spod nosa mogę polecić Candi - nazywane jest pomadką, a jest maleńką granatową tubką.
        • terepak Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 29.12.13, 16:56
          Poczytałam o waszych doświadczeniach w walce z dusznościami. Nazwisko lekarza zanotowałam. Tak na wszelki wypadek bo aktualnie leki mam ustawione i ze trzy- cztery lata mam duszności pod kontrolą. Sama leczę się u pulmonologa już 14 rok. Wcześniej nikt mnie prawidłowo nie zdiagnozował i zapalenia oskrzeli kilka razy w roku (i antybiotyk oczywiście). Z dzieciństwa też wspomnienia kaszlowo-katarowe.
          W trakcie leczenia długo ustawiano mi leki. Jak pomagały na oddychanie szkodziły na struny głosowe. Sterydy wziewne osiadały na strunach i przestawałam mówić. Ratunkiem okazało się Alvesko podawane przez tubę. O ten lek stoczyłam walkę z lekarzem bo sama go sobie wymyśliłam (po zjeździe dla astmatyków gdzie prezentowano wszelkie możliwe leki i nie tylko) a lekarz go nie znał, potem twierdził że dla dzieci , potem, że nie działa itp. U mnie działa. Dodatkowo Oxis. I coś przeciwalergicznego. Odczulanie też miałam na chwasty. Przez pięć lat i raczej pomogło.
          To co wyżej to lekarz a to co niżej raczej możesz sama zaordynować.

          SÓL
          - bocheńska do kąpieli (dobre apteki lub u producenta w workach 10 kilowych), solanka Zabłocka w areozolu lub do kąpieli, kąpiele w basenach solankowych (uzdrowiska) i tężnie solankowe (2-3 w Polsce - Ciechocinek, Inowrocław, i malutka w Konstancinie).
          Jaskiniom solnym ufać z ograniczeniem bo więcej tam gipsu niż soli a sól najczęściej z morza martwego.

          Ostatnio słyszałam o komorze pneumatycznej w Szczawnie. Podobno działa długofalowo.


        • madzioreck Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 29.12.13, 19:42
          Ciekawe, że nie pamiętałaś swojej poprzedniej terapii, to dość uprzykrzające ży
          > wot jest,

          Sama się dziwię... papierzyska znalazłam przy segregowaniu przydasiów do wyrzucenia zanim małżonek zaczął jeździć na szmacie i wypraszać te przemiłe pajęczaki, i przypomniałam sobie, po co je wsadziłam do dokumentów - lata temu, na "wszelki wypadek, jakby kiedyś coś", niech to cholera. Pamiętam wyjazdy na wiele tygodni do sanatoriów - za przedszkolaka do Łagiewnik, później Rabka, Rymanów, ale wyjazdy zaczęły się, kiedy ja już nie miałam ciągle duszności, w II klasie SP. Ale odczulania nie. Nie dam głowy, jak długo a to chodziłam, w każdym razie już nie w szkole, woził mnie zapewne tata i babcia - a wiecznie ze mną jeździł po jakichś lekarzach. Zastrzyków mogę nie pamiętać, bo chyba nigdy nie robiły na mnie specjalnego wrażenia, podobnie jak dentysta ;)

          O szorowaniu nie wiedziałam, o płukaniu wiem. Gdzie się kupuje to Candi? W aptece? :)
          • teresa104 Re: Leki na alergię - brać czy jeszcze nie? 29.12.13, 20:49
            Ty, a może myśmy razem w tych Łagiewnikach były! Tak, Twoja twarz od razu wydała mi się znajoma;) Ja tam spędziłam jako czterolatka dziewięć miesięcy. Była szkoła, lekcje, przeszłam wszystkie choroby wieku dziecięcego, nauczyłam się czytać i robić pielęgniarskie czepki z kartonu. W innych sanatoriach nie byłam. Do przychodni chodziłam na Mielczarskiego (wczoraj przejeżdżałam, stoi tam nowy blok) i moja dokumentacja tam przepadła. Za to pamiętam nazwisko jak dzwon: doktór (bo wtedy mówiło się "doktór") Grzymska.

            Candi jest w aptekach, najlepiej zamówić w jakiejś najtańszej online z odbiorem na miejscu, widzę, że duży rozrzut cenowy jest, nie ma co przepłacać. Ale poczekaj, może nie sparchaciejesz. Jęzor jest porowaty i na nim najwięcej zostaje. Zresztą skrobaczka do języka to dobra rzecz tak czy siak;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka