Dodaj do ulubionych

upadlam na plecy a boli mnie szyja

09.02.14, 19:51
Wczoraj niefortunnie wywalilam sie na krawezniku i wyladowalam plecami na kancie takiego kamiennego bloku. Troche mnie te miejsce boli ale nie ma nawet siniaka. Za to od rana boli mnie szyja, tak jakby mnie przewialo. Nie mam mdlosci, zawrotow ani bolu glowy i na jutro umowilam sie do lekarza pierwszego kontaktu. Zastanawiam sie jednak czy nie powinnam isc na pogotowie.
Obserwuj wątek
    • mniickhiateal Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 09.02.14, 20:35
      Nie jestem lekarzem i absolutnie nie należy mnie traktować wiążąco, ale często upadając ma się odruch poderwania głowy i ogólnie kurczowego napięcia mięśni szyi, i tak mi się około-jogicznie skojarzyło z opisanymi objawami. Ale może jeszcze ktoś kompetętszy Ci doradzi, czy lecieć na pogotowie, czy nie. Mam w każdym razie nadzieję, że Twój pierwszy kontakt ma w gabinecie rentgen.
    • kk345 Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 09.02.14, 20:41
      Chroniąc przy upadku glowę naciągnęłaś pewnie mięśnie karku czy ramion. Doraźnie posmaruj na noc jakas maścią rozgrzewającą, a na wszelki wypadek zrób jutro przeswietlenie
    • azymut17 Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 09.02.14, 20:48
      Niestety moje doświadczenia z lekarzami i obecnym stanem służby zdrowia wskazują na to, że jak tylko jest coś do załatwienia na teraz, a nie na "za rok", to trzeba jechać na SOR. Poczekasz 6-7 godzin, ale przynajmniej Cię zbadają i zrobią rentgen. Jest ryzyko, że lekarz pierwszego kontaktu będzie mógł tylko dać skierowanie do ortopedy, gdzie terminy będą na grudzień :-(

      Jednak jeśli upadek nie był zbyt groźny, to taki ból szyi jest normalny - jak już ktoś wyżej pisał, przy takim upadku napinasz mięśnie szyi. Jak kiedyś wywaliłam się na nartach, to też miałam takie bóle.
      • kk345 Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 09.02.14, 21:19
        > trzeba jechać na SOR. Poczekasz 6-7 godzin, ale przynajmniej Cię zbadają i zrobi
        > ą rentgen
        Tylko na SORze nie mów, ze upadłaś wczoraj- dziś,dopiero co, przed godziną, przyjechałaś, bo boli.
        • dar61 upadłam wczora a boli tukej? 09.02.14, 22:29
          {Kk345}:

          ... Tylko na SOR-ze nie mów, ze upadłaś wczoraj - dziś, dopiero co, przed godziną - przyjechałaś, bo boli ...

          Oj, nie docenia {Kk345} lekarskich [proto]umiejętności rozpoznawania ... plam opadowych.
          ;-)
          A dla poszkodowanej - i nie tylko - aż kusi zachwalić 1. kilka lekcji dżudo: „sztuka upadania".
          Ze 3 razy mnie to uchroniło przed większymi ciałoodkształceniami.
          Dżudokursik by, oczywiście, po okresie karencji.

          Zasyła fluidy uzdrawiania.
          d61
          • kk345 Re: upadłam wczora a boli tukej? 09.02.14, 23:12
            dar61 powinien wiedzieć, ze plamy opadowe na szczęście coeur_de_boeuf nie grożą i oby tak pozostało przez wiele, wiele długich lat. Bo dar61 myli chyba sińce, z wybroczynami po zatrzymaniu krążenia....
            • dar61 Noga Justyny a sprawa polska 09.02.14, 23:44
              Ojej... Przecież tam wstawiłem 3 kropki.
              Inna rzecz, że służba zdrowia rzeczywiście wyczynia nam różne brewerie.

              Do końca z przypadku {C_d_b} chichów nie czyniłbym, za ważna to sprawa. Podobne boleści szyi są nawet po śnie na złym podgłówku.
              Jednak poważnie traktuję tę poradę o umiejętności upadania, bo dla dam w słusznym wieku ważniejsze to niż dla panów - pono osteoproblem częściej je spotyka.
              O [nie-sportowych] lekcjach upadania słyszałem już dawno - po takich kursikach już Wasze uwielbienie do wyższego obcasu może być nawet zimą głębsze, o Ryzykantki Wy nasze kochane Justynopodobne...

              A! I szkoda, że nadal klan healerów nie w każdym [polskojęzycznym] kraju ma legalne prawo miętoszenia szyj kerdebefowych, gdy szyje tego wymagają. Memu dziadkowi taki paramedyk kilka razy pomógł, ale to nie w RP było...
              • kk345 Re: Noga Justyny a sprawa polska 09.02.14, 23:58
                > Jednak poważnie traktuję tę poradę o umiejętności upadania, bo dla dam w słuszn
                > ym wieku ważniejsze to niż dla panów - pono osteoproblem częściej je spo
                > tyka.

                To ten moment, kiedy dar61 powinien zamilknąć, zanim coeur_de_boeuf uzna, ze uwagi o damach w słusznym wieku są skierowane do niej...

                > A! I szkoda, że nadal klan healerów nie w każdym [polskojęzycznym] kraju ma leg
                > alne prawo miętoszenia szyj kerdebefowych, gdy szyje tego wymagają. Memu
                > dziadkowi taki paramedyk kilka razy pomógł, ale to nie w RP było...
                Nie wiem, skąd jest dar61, ale w Poznaniu jak najbardziej mozna udać sie po pomoc do kręgarza, czy innego magka od kręgosłupa...
                • dar61 po karku go, po! 10.02.14, 10:51
                  Ojej... Długo wrzepiałem oczy w nieupublicznioną jeszcze linijkę uwypukloną reką {Kk345} i jestem, byłem pewien, że nie namawiałbym Pań w słusznym wieku do aktywnego kursu umiejętności upadania, ale panie młodsze - jak najbardziej. I nadal namawiam. Tak jak do nienoszenia [zimą?] obuwia na podwyższonym obcasie, ale to już inna opowieść.

                  Kręgarze w RP?
                  Jeśli się nie mylę, nie mają oni nadal uprawnień paramedycznych, stąd nie każdy nadwy/erężony kark oddać im warto w łapska.
                  Mnie się kilka razy zdarzało nadwerężyć kręgosłup. Wtedy skutecznie działało zwykłe nocowanie metodą podnamiotowo-turystyczną: na podścielonym kocu na podłodze, śladowo poduszka.
                  Nie wiem, czy polubiłyby to Staniczanki.
                  Masaż szyi może być ... ciekawszy.
                  • pierwszalitera Re: po karku go, po! 10.02.14, 11:39
                    dar61 napisał:

                    > ] do aktywnego kursu umiejętności upadania, ale panie młodsze - jak najbardziej
                    > . I nadal namawiam.

                    I słusznie, bo "czym skrupka za młodu" itd. Wiele umiejętności (i mieśnie) należy trenować za młodu, by dobrze nam służyły w "słusznym wieku". Ale niestety wiele ludzi nie lubi, gdy zwraca się im uwagę na możliwość współodpowiedzialności za życiowe przypadki. ;-)

                    >Tak jak do nienoszenia > Jeśli się nie mylę, nie mają oni nadal uprawnień paramedycznych, stąd nie każdy
                    > nadwy/erężony kark oddać im warto w łapska.[zimą?] obuwia na podwyższonym obcasie, ale to już inna opowieść.

                    Na płaskim obuwiu też można się przepięknie wywalić, zwłaszcza, gdy czujemy się w pozornym
                    bezpieczeństwie. ;-)

                    > Jeśli się nie mylę, nie mają oni nadal uprawnień paramedycznych, stąd nie każdy
                    > nadwy/erężony kark oddać im warto w łapska.

                    Nie wiem, dlaczego zakłada się zawsze najgorszą możliwość. Może warto pomyśleć na początek o tym, że to pobite i nadwyrężone mięśnie bolą, a te nie wymagają ani żadnych kręgarzy ani innych terapii, tylko kilku dni regeneracji.

                    > Mnie się kilka razy zdarzało nadwerężyć kręgosłup. Wtedy skutecznie działało zw
                    > ykłe nocowanie metodą podnamiotowo-turystyczną: na podścielonym kocu na podłodz
                    > e, śladowo poduszka.
                    > Nie wiem, czy polubiłyby to Staniczanki.
                    > Masaż szyi może być ... ciekawszy.

                    Hm, może i pomogło, a może tylko placebo, bo spania na podłogach dziś żaden ortopeda już nie powinien polecić. Nasz kręgosłup nie jest prosty jak deska i dlatego na płaskiej desce w ogóle nie czuje się najlepiej. Materac o odpowiedniej miękkości jest o wiele lepszy.
                    Wiele bólów w plecach nie ma zresztą nic wspólnego z kręgosłupem, to co najczęściej boli, to nasze słabe, mało trenowane i przeciążone codziennością mięśnie. I tu owszem, masaż może trochę pomóc. Przy prawdziwych urazach kręgosłupa ręce precz od takich zabiegów.
                    • kocio-kocio Re: po karku go, po! 10.02.14, 15:43
                      No przy dyskopatii polecają doraźnie twarde nie tylko spanie, ale i leżenie przez kilka dni na płasko w dodatku z nogami uniesionymi do pozycji "krzesełkowej" + tzw. szwedzka poduszka + leki rozkurczowe.
                      I to pomaga.
                      • pierwszalitera Re: po karku go, po! 10.02.14, 16:20
                        kocio-kocio napisała:

                        > No przy dyskopatii polecają doraźnie twarde nie tylko spanie, ale i leżenie prz
                        > ez kilka dni na płasko w dodatku z nogami uniesionymi do pozycji "krzesełkowej"
                        > + tzw. szwedzka poduszka + leki rozkurczowe.
                        > I to pomaga.
                        >

                        Dyskopatię, to trzeba najpierw stwierdzić u lekarza. Co dalej, zależy od konkretnego przypadku. Nie jestem pewna, czy spanie na twardym podłożu jest tu na pewno wskazane, ale już sama pozycja krzesełkowa, czyli wygięcie odcinka lędźwiowego, pokazuje, że nie o "prostowanie" kręgosłupa chodzi, a o ułatwienie utrzymania odciążającgo kształtu litery S. Śpiąc na twardym płaskim podłożu, o taką postawę trudno. Dopiero materac o odpowiedniej miękkości, znaczy pozwalający zapaść się cięższym miejscom i podtrzymujący lżejsze, odciąża nasz kręgosłup. Tak to powinno wyglądać gdy leżmy na boku, a tak na plecach. Na plecach widać wyraźnie S kręgosłupa i wygięcie podłoża/materaca. Na twardej podłodze tego się nie da. No chyba właśnie, że podciągniesz do góry nogi i podłożysz w odpowiednim miejscu poduszkę, ale kto tak śpi? Zakładając jednak, że większość ludzi z dyskopatią ma fatalnie dobrane materace, (na przykład za twarde, za miękkie, wyleżane, niedostosowane do wagi, czy nie przeznaczone w ogóle do dłuższego spania, jak kanapowe wersalki) latami maltretujące kręgosłup i spanie na nich sprawy na pewno nie poprawi, nic dziwnego, że lekarze zalecają ten sposób.
                        • slotna Re: po karku go, po! 10.02.14, 17:03
                          Ja spie z poduszka pod nogami :) Albo w ogole z dodatkowym kocem zwinietym i podlozonym. Miekkie materace robia mi krzywde, wstaje polamana, ale fakt, ze na takim jakims profesjonalnym chyba nie spalam nigdy (albo nie wiedzialam o tym).
                          • pierwszalitera Re: po karku go, po! 10.02.14, 19:22
                            slotna napisała:

                            > Ja spie z poduszka pod nogami :) Albo w ogole z dodatkowym kocem zwinietym i po
                            > dlozonym. Miekkie materace robia mi krzywde, wstaje polamana, ale fakt, ze na t
                            > akim jakims profesjonalnym chyba nie spalam nigdy (albo nie wiedzialam o tym).
                            >

                            Wiesz, ja staram się do mojego całego ciała podchodzić z szacunkiem i robię sporo rzeczy, o których myślę, że są niegłupie, jak na przykład regularne wizyty u dentysty, czy dobieranie wygodnych butów. ;-) I skoro wybieram też stanik niewbijający się fiszbiną w pierś, to jestem zdania, że mojemu kręgosłupowi w nocy też należy się dobre traktowanie. Materac przy tym nie musi być super duper profesjonalno ortopedyczny, tylko dobrze dobrany do moich potrzeb. Skoro radzisz sobie z poduszką po nogami, to super. U mnie część lędźwiowa kręgosłupa jest na przykład zupełnie niewrażliwa, ja problemy mam raczej w górnej jego części i w przyczepionych tam mięśniach. A że nie ważę dużo, to zbyt twardy materac nie poddaje się pod moim ciężarem i nie pozwala moim kościom biodra oraz barku zapaść się, co powoduje długoterminowo nieprzyjemne i bolesne napięcie mięśni chroniących kręgosłup przed niefizjologicznym ułożeniem. Pewno musiałabym sobie wsuwać poduszki w talii i jeszcze układać jakąś specjalnie pod szyją, to ja już wolę kupić raz na parę lat materac i mieć z tym spokój. Co nie oznacza, że materac ma być bardzo miękki, ale z dwojga złego wolę już lepiej taki, zawsze jakoś tam się w tej wacie zawinę i kilka nocy wytrzymam. Na bardzo twardym nie potrafię często nawet rozluźnić mięśni i długo nie mogę zasnąć. Poza tym, ważna jest nie tylko twardość czy miękkość materaca zależna od wagi i pozycja spania, ale także dobra tzw. elastyczność punktowa, znaczy materac reaguje tylko na miejsca ucisku, a nie na całej powierzchni. Takie materce dopasowują się lepiej do sylwetki.
                            Ale materac to tylko jeden z czynników decydujących o zdrowiu naszego kręgosłupa. :-)
                            • slotna Re: po karku go, po! 10.02.14, 22:26
                              Ja jestem pewnie sporo ciezsza od ciebie. Spie glownie na boku, ulozona na facecie albo wlasnie kocyku dodatkowym czy innych takich (jak bylam mala robilam sobie taki walek z zabawek pluszowych, az kiedys dostalam gigantyczna pande, byla idealna do uwalania sie na :)). Na plasko jakos nie lubie, nie lubie tez zapadac sie w materac. Jak sie kiedys dorobie takiego pro, opisze wrazenia :)
                              • madzioreck Re: po karku go, po! 10.02.14, 22:37
                                Myślę, ze nie chodzi o zapadanie się w materac, tylko o dobranie go tak, żeby uginał się pod wypukłościami ciała i podpierał kręgosłup. Za miękki do bani, ale przy za twardym krzyż wisi w powietrzu. Wstałabym połamana.
                                • pierwszalitera Re: po karku go, po! 11.02.14, 09:31
                                  madzioreck napisała:

                                  > Myślę, ze nie chodzi o zapadanie się w materac, tylko o dobranie go tak, żeby u
                                  > ginał się pod wypukłościami ciała i podpierał kręgosłup. Za miękki do bani, ale
                                  > przy za twardym krzyż wisi w powietrzu. Wstałabym połamana.

                                  Dokładnie o to chodzi. Zapadać mają się tylko niektóre, cięższe i wystające miejsca, by kręgosłup i mięśnie się odprężyły. Być może niektórzy nie potrafią sobie tego wyobrazić i interpretują fałszywie to zapadanie, bo są jeszcze bardzo młodzi i mają jeszcze bardzo mało wymagające kręgosłupy i/albo przypadkowo mają całkiem dobrze dopasowane miejsca do spania.
                                  Swoją drogą, szczególnie dla kobiety o dużej różnicy biodra/talia dobrze dobrany materac o punktowej elastyczności jest ważny, bo biodro (leżąc na boku) musi lekko wejść (zapaść się) w materac. Inaczej talia wisi, nie ma podtrzymania i z wiekiem można dostać problemów w dolnej części kręgosłupa.
                                  • slotna Re: po karku go, po! 11.02.14, 14:43
                                    No tez mowie, ze takich miekkich, ze az sie zapadaja pode mna nie lubie. Nie sa wygodne. Ten, na ktorym spie teraz sie dosc ugina, ale nieprzesadnie, moze nawet jest jakis taki "lepszy", dowiem sie az z ciekawosci :)
                                    • slotna Re: po karku go, po! 11.02.14, 14:44
                                      Ale spalam niegdys na stancji na twardej kozetce i bylo mi dobrze, to wiem :)
                                    • pierwszalitera Re: po karku go, po! 11.02.14, 21:07
                                      slotna napisała:

                                      > No tez mowie, ze takich miekkich, ze az sie zapadaja pode mna nie lubie.

                                      Ja za takim też nie przepadam i nie takie zapadanie, w sensie nie mieć żadnej podpory, mam na myśli. Nie wiem tylko jakiego słówka mam użyć, by było precyzyjnie, bo nawet (polscy) sprzedawcy materaców mówią o zapadaniu.
                          • turzyca Re: po karku go, po! 23.02.14, 23:16
                            slotna napisała:

                            > Ja spie z poduszka pod nogami :) Albo w ogole z dodatkowym kocem zwinietym i po
                            > dlozonym.

                            Poduszka pod nogami to moje wyjscie wyjazdowe - w hotelu nie bardzo mam wplyw na materac, a wiekszosc hotelowych poduszek jest dla mnie za wielka. Dokonuje wiec lekkiego przemeblowania lozka. :)
                • teresa104 Re: Noga Justyny a sprawa polska 10.02.14, 14:48
                  Obcowanie ze starą matką uczy mnie, że bycie w "słusznym wieku" nie jest ani straszne, ani nie jest obraźliwe być tak określoną. A co do sztuki upadania - właśnie ta matka kiedyś tak rąbnęła na ziemię, że na łopatce miała odcisk trapera własnego buta. I nic jej poza tym nie było, mogła w całości oddać się lamentom nad zabrudzonym kożuszkiem. Niech żyje joga.
                  • kk345 Re: Noga Justyny a sprawa polska 10.02.14, 16:03
                    teresa104 napisała:

                    > Obcowanie ze starą matką uczy mnie, że bycie w "słusznym wieku" nie jest ani st
                    > raszne, ani nie jest obraźliwe być tak określoną.

                    Niczego nie ujmuję Twojej matce, sama też mam zamiar pogodnie godzić sie ze słusznym wiekiem, ale moje doświadczenie uczy, ze jednak większość kobiet nie lubi być traktowana takim określeniem. Dar61, jako niewątpliwy dzentelmen, powinien moim zdaniem zwracać uwagę na takie niuanse:D

                    Co do słuszności (bądź nie) nauki upadania nie wypowiedziałam się najmniejszym słowem.
                    • pierwszalitera Re: Noga Justyny a sprawa polska 10.02.14, 16:34
                      kk345 napisała:

                      > Niczego nie ujmuję Twojej matce, sama też mam zamiar pogodnie godzić sie ze słu
                      > sznym wiekiem, ale moje doświadczenie uczy, ze jednak większość kobiet nie lubi
                      > być traktowana takim określeniem. Dar61, jako niewątpliwy dzentelmen, powinien
                      > moim zdaniem zwracać uwagę na takie niuanse:D

                      Osoby z grupy wiekowej niezaliczającej się jeszcze do tego określenia raczej na coś takiego nie zareagują, bo niby dlaczego miałyby? Coś co mnie nie dotyczy, bo jestem młodsza i na taką wyglądam, nie mogę potraktować jako obrazy. A skoro jestem czy zbliżam się do słusznego wieku i chcę podobno pogodnie się z tym godzić, też może mi to też powiewać. W końcu sztuka olewania z wiekiem pewnych rzeczy, to coś na co się pracowało właśnie z upływającym czasem. Więc kto tu miałby być urażony? Istnieją jeszcze panie kłamiące co do własnego wieku? Po co? By wyglądać starzej niż pokazuje sfałszowana metryka? ;-)
                      • kk345 Re: Noga Justyny a sprawa polska 10.02.14, 18:48
                        > Istnieją jeszcze panie kłamiące co do własnego wieku?
                        > Po co? By wyglądać starzej niż pokazuje sfałszowana metryka? ;-)
                        Naprawdę przy swoim przebogatym doświadczeniu życiowym tego nie wiesz?
                        • pierwszalitera Re: Noga Justyny a sprawa polska 10.02.14, 20:01
                          kk345 napisała:

                          > Naprawdę przy swoim przebogatym doświadczeniu życiowym tego nie wiesz?

                          Zastanawiam się jakie mogą być motywy takich kobiet i czy warto ułatwiać im takie zachowanie powołując się publicznie na dżentelmeńskie zasady. ;-)
                          Bo przypadkowym przechodniom na ulicy mówić nie muszę, ile mam lat. Jeżeli gdzieś jakiś pan uśmiecha się do mnie w celu flirtowania, to zakładam, że a) rozpoznał po mojej powierzchowności, że nieletnia już długo nie jestem, b) moje zmarszczki mu jeszcze nie przeszkadzają, więc też nie muszę mu mówić kiedy się urodziłam, a tym bardziej kłamać. No chyba, że zamierza traktować mnie jako potencjalną matkę swoich jeszcze nie narodzonych dzieci, wtedy pytanie o ilość pozostałego mi czasu do menopauzy może mieć dla niego znaczenie, ale do tego musimy się trochę jednak poznać i wolałabym też nie kłamać, że dzieci już nie planuję. ;-)
                          W życiu zawodowo-oficjalnym takie rzeczy prędko się wydają, niestety żyję w kraju, w którym identyfikacja osoby ścisłe związana jest z datą urodzenia, jest ona na każdym dokumencie, świadectwie, dyplomie, umowie itp. Nikogo więc nie oszukam, a nawet byłoby mi głupio się narażać, bo wyszłabym na kogoś z początkiem demencji. Znajomym prędzej też zaimponuję, gdy podam swój prawdziwy wiek, zbiorę kilka komplementów za dobrą pielęgnację. Więc niby kiedy?
                          Ach sorry, istnieje jedna jedyna sytuacja, w której kłamię co do wieku, gdy zmuszają mnie do podania tej informacji przy banalnych zakupach w internecie. Nic im do tego, ile mam lat, gdy zamawiam trzy puszki karmy dla kota, ale w niektórych sklepach trzeba założyć konto z trzema loginami, czterema pytaniami bezpieczeństwa, pięcioma numerami telefonów i właśnie datą urodzenia. A że dane bankowe czy karty kredytowej plus adres już mają, tylko grupy krwi i odcisków palców im jeszcze brakuje. W takich sytuacjach lubię się buntować i przy nieistotnych dla sprzedawcy informacjach kłamać. Ale nie mam problemów by zrobić się przy tym starszą, najwyżej podkręcę statystyki emerytów. ;-)
                          Tyle mówi MOJE doświadczenie. Coś mnie w życiu obeszło, co wymagałoby odejmowania sobie lat?
                          • kk345 Re: Noga Justyny a sprawa polska 10.02.14, 22:56
                            > Tyle mówi MOJE doświadczenie. Coś mnie w życiu obeszło, co wymagałoby odejmowan
                            > ia sobie lat?
                            I bez mrugnięcia okiem powiedziałabyś np.60-latce, ze jest w "słusznym wieku"? Bo wiesz, Twoje doswiadczenie to nie tylko to, co sama stosujesz do siebie, ale także interakcja z innymi ludźmi. I w moim zacofanym otoczeniu kobiecie po 40-stce, 50-tce i starszej takich rzeczy się nie mówi-tak z zasady i już. Taki kod społeczny.
                            • pierwszalitera Re: Noga Justyny a sprawa polska 11.02.14, 10:42
                              kk345 napisała:

                              > I bez mrugnięcia okiem powiedziałabyś np.60-latce, ze jest w "słusznym wieku"?
                              > Bo wiesz, Twoje doswiadczenie to nie tylko to, co sama stosujesz do siebie, ale
                              > także interakcja z innymi ludźmi. I w moim zacofanym otoczeniu kobiecie po 40-
                              > stce, 50-tce i starszej takich rzeczy się nie mówi-tak z zasady i już. Taki kod
                              > społeczny.

                              Kody społeczne nie są ani uniwersalne, anie nie niezmienialne przez wieki. Niektóre miały pewnie sens, gdy jedynymi wartościami definiującymi kobietę były jej młodość, atrakcyjność seksualna i siła rozrodcza. Strata tych cech była faktycznie smutną sprawą, wykluczeniem i nic dziwnego, że kobiety wrażliwie podchodziły do oceny własnego wieku. Biorąc jednak pod uwagę, że dla dzisiejszych kobiet słuszny wiek to prawie połowa życia, bezsensowne i mało logiczne (jak chcesz nazwij to zacofane) jest płakanie nad stratami, lepiej koncentrować się na tym, co się zyskało i co jeszcze można zyskać. A zyskać można sporo - wiedzę, umiejętności, kompetencje, mądrość życiową, doświadczenie, potwierdzenie, majątek, władzę, pewność siebie, wzrost samooceny i zadowolenia z życia. Nawet młodsze wyglądanie w starszym wieku, to coś, co trzeba umieć i na to zapracować, czyli kolejna kompetencja z której można być dumną. Wiek to nie ujmna. Nie wiem czym zastąpić określenie słuszny wiek. Masz jakąś propozycję? Poreprodukcyjny? Menopauzalny? Emerytalny? Hmm, w Niemczech do niedawna działała partia generacyjna skupiająca ludzi po 65-tym roku życia, pod nazwą Szare Pantery. Wiek szarych panter - bardzo mi się podoba. Ale dla kogoś, kto ma problemy z akceptacją rzeczy nieuniknionych, pewnie też niewystarczająco delikatne.
                              • kk345 Re: Noga Justyny a sprawa polska 11.02.14, 12:13
                                Tak wiele słów, a jednak brak odpowiedzi:

                                > > I bez mrugnięcia okiem powiedziałabyś np.60-latce, ze jest w "słusznym wi
                                > eku"?
                                • pierwszalitera Re: Noga Justyny a sprawa polska 11.02.14, 21:00
                                  kk345 napisała:

                                  > Tak wiele słów, a jednak brak odpowiedzi:
                                  >
                                  > > > I bez mrugnięcia okiem powiedziałabyś np.60-latce, ze jest w "słusz
                                  > nym wi
                                  > > eku"?

                                  Popełniłam tyle słów, byś zrozumiała dlaczego jestem zdania, że nikt nie musi mieć z tym problemów. Albo naprawdę sądzisz, że akurat mnie oko zaczęłoby drgać? ;-)
                                  • kk345 Re: Noga Justyny a sprawa polska 11.02.14, 21:33
                                    Nie umiesz albo nie chcesz odpowiedzieć-OK

                                    >Albo naprawdę sądzisz, że akurat mnie oko zaczęłoby drgać? ;-)

                                    A nie, mam całkowitą pewnośc, ze nic by Ci nie drgneło...
                                    • pierwszalitera Re: Noga Justyny a sprawa polska 11.02.14, 22:07
                                      kk345 napisała:


                                      > A nie, mam całkowitą pewnośc, ze nic by Ci nie drgneło...

                                      I tak trzymać, wszystko jędrne, napięte, nie drga i nie wachluje, choć wiek słuszny. ;-)
                    • teresa104 Re: Noga Justyny a sprawa polska 10.02.14, 16:41
                      Córka koleżanki szacowała mój wiek, stwierdziła "pani jest stara, ma pani pewno 24 lata".
                      Potem ja miałam zgadywać jej wiek, a znam go co do dnia, i celowo dodałam jej rok, no spuchła z dumy normalnie, że jest taka duża i że mnie zmyliła. Takie igraszki z metryką. W sumie obie byłyśmy zadowolone. Nigdy zatem nie wiadomo, co której damie leży:)

                      • kk345 Re: Noga Justyny a sprawa polska 10.02.14, 18:47
                        > W sumie obie byłyśmy zadowolone. Nigdy zatem nie wiadomo, co
                        > której damie leży:)
                        I tego się trzymajmy:)
    • agafka88 Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 10.02.14, 12:24
      Idź na SOR.

      Mnie szyja zaczęła boleć na drugi dzień po wypadku samochodowym, też odczuwałam ból jakby po przewianiu, okazało się, że mam skręcony odcinek szyjny kręgosłupa. Lepiej dmuchać na zimne i się przebadać, niż pogarszać sobie kontuzję.
    • coeur_de_boeuf Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 23.02.14, 14:40
      Dwa dni po upadku bylam z tym u lekarza rodzinnego i wyszlo mu, ze nic mi nie jest. Natomiast jakos od tygodnia mam takie dziwne objawy jak dretwienie skory prawego uda. Nawet nie wiem jak to okreslic, jakbym znieczulenie dostala. Wyczytalam, ze to moze byc zwiazane z upadkiem i zastanawiam sie czy isc znow do lekarza czy samo przejdzie? Pierwszy raz mi sie to zdarzylo po tym jak przysnelam na kanapie w dziwnej pozycji i potem mialam naprawde mocno zdretwiala noge ale myslalam, ze przejdzie. A teraz zdarza sie np. jak zaloze noge na noge nawet na kilka minut albo rano jak leze w lozku. Nic mnie nie boli absolutnie.
      • bib24 Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 23.02.14, 17:02
        jak dla mnie to kręgosłup w odcinku lędzwiowym. możesz
        - iść do kręgarza / masażysty
        - czekać czy przejdzie
        - zrobić rezonans
        - robić ćwiczenia mckenziego (znajdziesz na youtube, tzw przeprosty)

        • coeur_de_boeuf Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 23.02.14, 20:46
          bib24 napisała:

          > jak dla mnie to kręgosłup w odcinku lędzwiowym. możesz
          > - iść do kręgarza / masażysty
          > - czekać czy przejdzie
          > - zrobić rezonans
          > - robić ćwiczenia mckenziego (znajdziesz na youtube, tzw przeprosty)

          Mozliwe. Mam siedzaca prace, malo cwicze i mam troche kilogramow w nadmierze. Dobre 15 lat temu poslizgnelam sie na schodach i niefortunnie dodatkowo zjechalam jeszcze pare schodkow na czterech literach. Zrobiono mi po jakims miesiacu przeswietlenie, wykazalo lekkie przeciazenie na tym odcinku.

          Czy to moze byc cos powaznego czym musze sie martwic?
          • kk345 Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 23.02.14, 23:46
            > Czy to moze byc cos powaznego czym musze sie martwic?

            Nie lekceważ- kręgosłup tym trudniej sie naprawia, im dłużej są z nim problemy.
          • bib24 Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 24.02.14, 10:57
            Nie jestem lekarzem więc mój post jest zupełnie laicki (tylko doświadczenie życiowe).

            Takie uczucie nazywa sie parestezja. Ja bym to łączyła ewidentnie z upadkiem. To z jednej strony dobra wiadomość, a z drugiej zła.
            Dobra bo jak to kręgosłup to się da naprawić. Choroby neurologiczne sa paskudne, ale one sie nie biorą z przewrócenia.
            Zła bo to może potrwać a jak nic nie będziesz robić może się nasilać.

            Proponuję:
            - iść do DOBREGO POLECANEGO masażysty ewnetualnie kręgaża. Czasem 1 masaż może pomóc. To może być wzmożone napięcie mięśni, które ciągnie kręgosłup. Nawet 1 masaż może wystarczyć.
            - iść do lekarza pierwszego kontaktu po skierowanie do neurologa, zapisać się na wizytę. lub iść prywatnie.
            - raczej nie rób rtg, tylko ten nieszczęsny rezonas. żadnej tomografii! u mnie w mieście rezonans kosztuje 250 zł, zapisujesz się z dnia na dzień a od razu widać co jest nie tak. Bez rezonansu neurolog i masażysta będa pracować troche na ślepo.
            - z wynikami rezonansu mozna już bardzo dużo zdziałać. jeżeli masz przesunięty dysk poszukaj rehabilitanta z mckenzim, niech ci pokaże ćwiczenia w domu.


            uff ale się rozpisałam...
          • pierwszalitera Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 24.02.14, 11:55
            coeur_de_boeuf napisał(a):

            > Mozliwe. Mam siedzaca prace, malo cwicze i mam troche kilogramow w nadmierze.

            To wypada coś z tym zrobić, bo z wiekiem będzie coraz gorzej. Nie dołączę się do czarnych głosów ogłaszających ci straszne neurologiczne choroby, bo przypuszczam, że żadnych nie masz. Ja dziwię się też trochę, że ludzie z każdym bólem biegną zaraz na rezonanse i tomografie. Tak robi się, jak ból trwa dłużej (kilka tygodni) i staje się dokuczliwy, to normalne bowiem, że nasze ciało eksploatowane w niefizjologiczny sposób zaczyna nam dokuczać i tu oraz tam pobolewać, szczególnie gdy musi wyrównać szok nagłego upadku. Lekarze zresztą rzadko mają lekarstwo cud na takie sprawy, odpowiedzialność za swoje zdrowie należy wziąć w swoje ręce. Zacząć od gimnastyki na kręgosłup, albo może regularnie pływać, czy nawet już samo zwiększenie ruchu codziennego (więcej chodzić) wzmocni mięśnie. To mięśnie odciążają bowiem przeciążony kręgosłup i żadne nastawianie i przepychanie kręgów nic nie da, jak zaniedbujesz najważniejsze. W życiu nie dałabym też sobie przesuwać kręgów przez kręgarzy i podobnych znachorów, mogą zrobić więcej szkody niż pożytku
            • felisdomestica Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 24.02.14, 14:31
              Popieram. Gmeranie przy kręgosłupie bez skierowania od właściwego lekarza to spore ryzyko.
              I nie upierałabym się przy rezonansie, bo zwykły rentgen pokaże, jeśli jest dyskopatia, a to ona jest najczęstszym powodem bólów. Przy upadku mogła się zaostrzyć. Drętwienia są częstym objawem i neurolog/ortopeda zwykle pyta, czy coś takiego występuje.
              Rentgen ma tę przewagę nad rezonansem, że jest tani i nie trzeba na niego czekać.
      • azymut17 Re: upadlam na plecy a boli mnie szyja 23.02.14, 20:18
        Miałam coś podobnego, okazało się to sprawą dla neurologa. Ucisk na kręgosłup. U mnie dało się naprawić ćwiczeniami.
    • helenka333 Podłącze się 12.03.14, 10:38
      Od czterech dni boli mnie kręgosłup w dolnym odcinku, z tymże 'boli' to mało powiedziane, ledwo chodzę, ledwo podnoszę się z krzesła i łóżka, a pracować trzeba i w domu milion rzeczy zrobić. Wiem, że powinnam wzmacniać mięśnie kręgosłupa- jestem wysoka + mama ma problemy z kręgosłupem. W tym celu postanowiłam zacząć chodzić na zajęcia z pilatesu i ćwiczenia wzmacniające kręgosłup. Tydzień temu byłam pierwszy raz na pilatesie i wiecie co? zasłabłam, nagle zaczęło mi się robić ciemno przed oczami i bach- nie było to ze zmęczenia, pilates jest spokojny, nawet nie miałam przyspieszonego pulsu. Czy ból pleców i takie zasłabnięcie może mieć jakiś mianownik wspólny? Po jakim czasie powinnam iść jednak do lekarza? Piszę 'jednak' bo nie bardzo widzę w tym sens- albo da mi receptę na mocne środki przeciwbólowe albo skierowanie na jakieś badania, zdjęcia i do specjalisty, gdzie termin będę miała w najlepszym wypadku za kilka miesięcy... Ogólnie czuję się jak hipochondryk- od końca zeszłego roku albo jestem chora, albo mam kilkudniowe napady migreny, a teraz znów te plecy, a jeszcze trzydziestki nawet nie mam.
      • teresa104 Re: Podłącze się 12.03.14, 11:05
        Moim zdaniem powinnaś z tym kręgosłupem normalnie pójść do lekarza. Te odległe terminy są częściowo prawdą. Czyli częściowo nieprawdą. Jak dostaniesz skierowanie, weźmiesz telefon i zadzwonisz po kolei do wszystkich znalezionych lekarzy z kontraktem z NFZ i gwarantuję, że wizytę da się znaleźć bardzo nieodległą. Załatwiam rozmaite specjalistyczne wizyty dla niepełnosprawnej szwagierki i będącej na ty z Aleksandrem Macedońskim teściowej i bardzo rzadko muszę czekać dłużej niż dwa tygodnie. Tyle że muszę przełamywać ich upór, żeby chodzić do ich ukochanej, molochowatej, od lat 80. XIX wieku nieremontowanej przychodni bez parkingu i podjazdu. I to ta batalia czasem mi się nie udaje, nie starcia ze służbą zdrowia.

        Co do zasłabnięcia, to ciężko wyrokować, może być spowodowane mnóstwem schorzeń i dysfunkcji, cokolwiek tu napiszemy, nie będzie miało jakiegokolwiek znaczenia, uzasadnienia, zastosowania. Do lekarza.
        • helenka333 Re: Podłącze się 12.03.14, 11:41
          No pójdę w końcu, chyba nawet dzisiaj. Mój opór przed chodzeniem do lekarzy wynika też z tego, że jak właśnie kręgosłup mnie nagle zaczął boleć, jeszcze na studiach, poszłam do lekarza, ten wysłał mnie na zdjęcie i do ortopedy, okazało się, że mam skrzywiony kręgosłup w okolicy piersiowej, pani która opisywała zdjęcie podsumowała to tak "dziewczyno jaki Ty masz krzywy kręgosłup, jak mogłaś o tym nie wiedzieć?". Pół roku czekałam na wizytę u ortopedy, jakiś super specjalista podobno, który podsumował to tak, że mam tylko 10 stopni skrzywienia, a interweniuje się od 13 (nie pamiętam dokładnie czy tak te stopnie się rozkładały, ale mniej więcej) i mam sobie ściągnąć ćwiczenia z internetu...
          • teresa104 Re: Podłącze się 12.03.14, 12:12
            Mój pies miał opór, kiedy był wieziony na szczepienie, czyli był zdrowy. Ale jak był chory, to wyrywał się z samochodu już na widok budynku przychodni i wdzierał do gabinetu bez kolejki.

            Kto z nas nie słyszał "ale sobie pani wyhodowała!", "ale sobie pan dał ten ząb spartolić!". Należy to puszczać mimo uszu, to formuły rytualne.

            Idź, nie wypisuj już więcej.
          • zooba Re: Podłącze się 12.03.14, 13:21
            Jak będziesz miała skierowanie do ortopedy to jest w Poznaniu (al. Solidarnosci) akie gabinet z maksymalnie chorym sposobem wstrzeliwania się na wizytę ale z dnia na dzień, a dokładniej w ciągu 12 godzin. System przypomina systemy kolejkowe za komuny i wymaga samozaparcia ale zdesperowany pacjent ma większą motywację niż moja babcia kiedy stała do rzeźnika. Jakby co, pisz na gazetowego, napiszę ci jak się dostać do tego ortopedy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka