Dodaj do ulubionych

Praca a odpoczynek

04.11.14, 16:17
Takie mam pytanie z gatunku statystycznych do osób pracujących normalnie, w sensie takich, które nie mają nienormowanego czasu pracy czy własnej dg, tylko normalnie chodzą do roboty na 8h (albo mniej czy więcej, też piszcie).

Ile czasu zajmuje Wam codziennie praca + dojazd? I czy po takiej dniówce od razu zabieracie się do swoich zajęć, typu odbieranie dzieci, gotowanie, hobby, czy co tam jeszcze, czy raczej musicie najpierw biernie odpocząć (jeśli tak, to ile?), a dopiero potem zabieracie się za obowiązki i dodatkowe zajęcia? A może nie musicie biernie odpoczywać, tylko np. wystarczy Wam aktywne odpoczywanie, typu jakaś aktywność fizyczna?
I czy uważacie swoją pracę za stresującą?
A jak Wasi partnerzy?

Pytam, bo usiłuję zrozumieć, jak to jest pracować na etacie - miewam czasem z mężem dyskusje na temat tego, że nie znam życia, skoro pracuję w chałupie, więc chętnie się dowiem, jak mają inni, bo może on mi kit wciska, że praca taka stresująca i on musi tyle odpoczywać ;) ;) ;)
Obserwuj wątek
    • kis-moho Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 16:38
      > Ile czasu zajmuje Wam codziennie praca + dojazd?

      Wychodzę 7:30, jestem w domu zwykle albo o 18, albo o 19 (ale jednak 18 jest częstsza). Czyli... 10.5 h. Dość daleko dojeżdżam, niestety.

      I czy po takiej dniówce od raz
      > u zabieracie się do swoich zajęć, typu odbieranie dzieci, gotowanie, hobby, czy
      > co tam jeszcze, czy raczej musicie najpierw biernie odpocząć (jeśli tak, to il
      > e?), a dopiero potem zabieracie się za obowiązki i dodatkowe zajęcia?

      Od razu. W drodze powrotnej zwykle spotykam się z Lubym, jeżeli trzeba, idziemy na zakupy, w domu najpierw ogarniamy co trzeba (ale nie jest tego dużo, ogarnięcie kolacji, poustawianie rzeczy po odkurzaczu, nastawienie prania), potem jemy kolację, a potem ewentualnie ogarniamy jakieś sprawy organizacyjne, typu przejrzenie rachunków czy kupienie biletów, odpowiedzi na maile itp. A potem się lenimy ;o) Luby ze dwa razy w tygodniu wyskakuje w ramach "odpoczynku" na basen, ja niestety nie bardzo mam ostatnio siłę na jakieś większy wysiłek fizyczny. Ale w jeszcze jakiś czas temu też starałam się raz/dwa razy w tygodniu jakoś konkretniej poćwiczyć. Rezultaty bywały różne, raz lepiej, raz gorzej.

      > I czy uważacie swoją pracę za stresującą?
      Niespecjalnie.

      > A jak Wasi partnerzy?
      Mniej więcej tak jak ja, różnice w miarę opisałam wyżej. Z tą różnicą, że Luby wychodzi jakieś 45 do godziny później niż ja, trochę krócej pracuje i zdecydowanie krócej dojeżdża.

      bo może on mi kit wciska, że praca taka stre
      > sująca i on musi tyle odpoczywać ;) ;) ;)

      Czy my tu nie wchodzimy na dość grząski grunt? ;o)
      • yaga7 Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 16:48
        kis-moho napisała:

        > Wychodzę 7:30, jestem w domu zwykle albo o 18, albo o 19 (ale jednak 18 jest cz
        > ęstsza). Czyli... 10.5 h. Dość daleko dojeżdżam, niestety.

        To późno jesteś.

        > Od razu. W drodze powrotnej zwykle spotykam się z Lubym, jeżeli trzeba, idziemy
        > na zakupy, w domu najpierw ogarniamy co trzeba (ale nie jest tego dużo, ogarni
        > ęcie kolacji, poustawianie rzeczy po odkurzaczu, nastawienie prania), potem jem
        > y kolację, a potem ewentualnie ogarniamy jakieś sprawy organizacyjne, typu prze
        > jrzenie rachunków czy kupienie biletów, odpowiedzi na maile itp. A potem się le
        > nimy ;o)

        Z drugiej strony jak jesteście w domu 18-19 to dla mnie nic dziwnego, że najpierw ogarniacie, potem się lenicie.

        > > A jak Wasi partnerzy?
        > Mniej więcej tak jak ja, różnice w miarę opisałam wyżej. Z tą różnicą, że Luby
        > wychodzi jakieś 45 do godziny później niż ja, trochę krócej pracuje i zdecydowa
        > nie krócej dojeżdża.

        I też nie ma stresującej roboty? :)

        > Czy my tu nie wchodzimy na dość grząski grunt? ;o)

        Hehe, sama nie wiem ;)
        Na żywo nie bardzo mam porównanie, bo teściowie mają własną firmę, w mojej najbliższej rodzinie też większość ma firmy bądź nienormowany czas pracy, ja w życiu na 8-godzinnym etacie nie byłam (bywałam na innych), więc w sumie to nie wiem tak naprawdę, jak wygląda życie ludzia, który pracuje te 8h. Znaczy mam męża, no ale wlaśnie nie wiem, czy jego tryb pracy/odpoczywania to jest taki normalny, czy nie ;) I chętnie poczytam, jak mają inni, tak w ramach poszerzania wiedzy :)
        • kis-moho Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 16:55
          > To późno jesteś.

          Bo ja wiem? Dla mnie to jest przestawienie się z godzin pracy od 10 do bardzo późna, więc czasem aż się dziwie jak dużo czasu mam wieczorem ;o) No ale wtedy mieszkałam sama, i życie społeczne prowadziłam tylko w weekendy. Żeby być wcześniej, musiałabym wychodzić 6:30, a na to jeszcze nie jestem psychicznie gotowa ;o) To zresztą zależy, jak mam normalną ilość roboty, jestem w domu 5:45, to nie dramat. Jak idziemy po drodze na większe zakupy (1-2x w tygodniu) to powiedzmy 6:30. Jak jestem zawalona pracą, to bywa i przed 7, ale to nie jest jednak reguła.

          > I też nie ma stresującej roboty? :)

          Luby? W życiu, lotos na jeziorze jest w porównaniu z nim zestresowany. To już ja bardziej miewam okresowe napinki jak coś trzeba kończyć na czas, a nie wychodzi. Tzn. wiesz, zależy co masz na myśli pisząc stresująca praca? Żadnemu z nas nie zdarza się nie spać po nocach z powodu pracy. Mi się zdarza martwić się o eksperymenty pod prysznicem, Luby chyba się wyłącza po wyjściu z pracy.

          więc w sumie to nie wiem
          > tak naprawdę, jak wygląda życie ludzia, który pracuje te 8h

          My oboje mamy raczej luźne godziny pracy, więc nie wiem, na ile to jest pomocne. Mi nikt nie liczy godzin, Luby musi być ileśtam w tygodniu, ale też bez pracy od do.
          • yaga7 Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 17:01
            kis-moho napisała:

            > Bo ja wiem? Dla mnie to jest przestawienie się z godzin pracy od 10 do bardzo p
            > óźna, więc czasem aż się dziwie jak dużo czasu mam wieczorem ;o) No ale wtedy m
            > ieszkałam sama, i życie społeczne prowadziłam tylko w weekendy. Żeby być wcześn
            > iej, musiałabym wychodzić 6:30, a na to jeszcze nie jestem psychicznie gotowa ;
            > o) To zresztą zależy, jak mam normalną ilość roboty, jestem w domu 5:45, to nie
            > dramat. Jak idziemy po drodze na większe zakupy (1-2x w tygodniu) to powiedzmy
            > 6:30. Jak jestem zawalona pracą, to bywa i przed 7, ale to nie jest jednak reg
            > uła.

            Ok, dla mnie powrót do domu o 18 to byłoby późno, o to mi chodziło :)

            > Luby? W życiu, lotos na jeziorze jest w porównaniu z nim zestresowany. To już j
            > a bardziej miewam okresowe napinki jak coś trzeba kończyć na czas, a nie wychod
            > zi. Tzn. wiesz, zależy co masz na myśli pisząc stresująca praca? Żadnemu z nas
            > nie zdarza się nie spać po nocach z powodu pracy. Mi się zdarza martwić się o e
            > ksperymenty pod prysznicem, Luby chyba się wyłącza po wyjściu z pracy.

            No to nie pasujecie do mojej grupy statystycznej ;)
            Tak, chodzi mi ewentualnie o niespanie, jakieś problemy zdrowotne, itp. Martwienie się wieczorami, że coś tam, coś tam itp.

            > My oboje mamy raczej luźne godziny pracy, więc nie wiem, na ile to jest pomocne
            > . Mi nikt nie liczy godzin, Luby musi być ileśtam w tygodniu, ale też bez pracy
            > od do.

            A skoro Ci nikt nie liczy godzin, to tak z ciekawości, możesz sobie wyjść w środku dnia i coś załatwić?
            • kis-moho Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 17:19
              > A skoro Ci nikt nie liczy godzin, to tak z ciekawości, możesz sobie wyjść w śro
              > dku dnia i coś załatwić?

              Teoretycznie mogę, nikt by pewnie nawet nie zauważył. Mogę sobie też po prostu nie przyjść. Z tym, że pracuję na strasznym zadupiu (te dojazdy nie biorą się znikąd), i wyjście + powrót są absolutnie nieopłacalne. Jak muszę coś załatwić w miejscu, które jest otwarte w nieprzyjaznych dla mnie godzinach, to przychodzę później albo wychodzę wcześniej.
              Haczyk jest taki, że mnie nikt nie rozlicza z godzin ani siedzenia za biurkiem, ale z efektów mojej pracy. A tych może nie być nawet gdybym siedziała w pracy po 14 godzin. Więc ta wolność jest dość umowna, raczej zachęca do nadgodzin niż wyskakiwania na kawę.
            • kasiamat00 Re: Praca a odpoczynek 05.11.14, 21:18
              Ja nie kis-moho, ale odpowiem - tak, mogę wyjść z pracy w środku dnia i coś załatwić, jak to będę robić raz-dwa razy w miesiącu, to nikt pewnie nawet okiem nie mrugnie, z dużym prawdopodobieństwem nawet nie zauważy. Mogę też przyjść do pracy o dowolnej porze (powiedzmy między 7 a 12 rano, regularność nie jest konieczna) i wyjść o dowolnej (powiedzmy od 15), dopóki praca jest zrobiona, a ja jestem w miarę uchwytna i pojawiam się na spotkaniach, to też pies z kulawą nogą się tym nie zainteresuje.
    • madzioreck Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 16:54
      Praca zajmuje mi (od wyjścia z domu do wejścia do domu) jakieś 9,5 godziny. Czy stresująca... ja wiem... nie to, co w poprzedniej, więc nie, raczej nie mam głowy zrytej stresem ;) Ale po poprzedniej pracy często nie nadawałam się do niczego i nierzadko odchorowywałam stres.

      I czy po takiej dniówce od raz
      > u zabieracie się do swoich zajęć, typu odbieranie dzieci, gotowanie, hobby, czy
      > co tam jeszcze, czy raczej musicie najpierw biernie odpocząć (jeśli tak, to il
      > e?), a dopiero potem zabieracie się za obowiązki i dodatkowe zajęcia? A może ni
      > e musicie biernie odpoczywać,

      To pewnie cecha osobnicza. Ja mam tak, że jeśli mam coś do zrobienia w domu po pracy, to najlepiej, jak zabieram się za to od razu, bo jak się rozsiądę odpocząć biernie, to bardzo trudno mi się potem za cokolwiek zabrać. Poza tym ja jednak lubię odhaczyć wszystkie "trzeba" - praca w pracy i domowa robota, a później się wykąpać i zająć się odpoczywaniem, mieć wolne, a jak mi się zachce spać, to idę spać. Nie lubię, jak coś mi wisi nad głową.

      Mąż mój z kolei woli po pracy odpocząć biernie, albo nawet się zdrzemnąć, ale on bywa, że pracuje po 10 godzin, praca stresująca, cały dzień za kółkiem i nawet siku według rozkładu. Ponadto, jeśli danego dnia zaczynał pracę o 3 rano, tj. wstał np. o 1:30 (ja się wtedy kładę...), to bywa, że po pracy nadaje się dokładnie do niczego, uwala się i śpi. Co jest do zrobienia, robi później, jeśli to nic pilnego. Ogólnie - on ma raczej odwrotnie niż ja, nawet kiedy wypadnie mu zmiana we w miarę "normalnych" godzinach.

      > Pytam, bo usiłuję zrozumieć, jak to jest pracować na etacie - miewam czasem z m
      > ężem dyskusje na temat tego, że nie znam życia, skoro pracuję w chałupie, więc
      > chętnie się dowiem, jak mają inni,

      No bo z jednej strony ja mam tak, że normowany czas pracy to poczucie bezpieczeństwa i uporządkowania w sensie - praca zajmuje mi tyle a tyle, potem jestem wolna. Z drugiej - trochę uwiązuje fakt stałych godzin, i to takich w jakich ja pracuję, co powoduje, że tygodniami nie mogę czegoś załatwić, gdzieś pójść, trudno mi się gdzieś umówić, bo wtedy, kiedy mogę to zrobić, jestem w pracy. Albo lecę z wywalonym ozorem przed/po pracy i kombinuję jak koń pod górkę.

      bo może on mi kit wciska, że praca taka stre
      > sująca i on musi tyle odpoczywać ;) ;) ;)

      Ja np. potrzebuję odpoczywać (w sensie mieć czas dla siebie) sporo, niezależnie od charakteru pracy. Rzadko bywam po pracy fizycznie czy psychicznie zmęczona, żeby faktycznie musieć specjalnie odpoczywać, ale gdybym nie miała tych, powiedzmy, 3 godzin dla siebie, oszalałabym zapewne albo chodziła co najmniej zestresowana.
      • yaga7 Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 17:05
        madzioreck napisała:

        > To pewnie cecha osobnicza. Ja mam tak, że jeśli mam coś do zrobienia w domu po
        > pracy, to najlepiej, jak zabieram się za to od razu, bo jak się rozsiądę odpocz
        > ąć biernie, to bardzo trudno mi się potem za cokolwiek zabrać. Poza tym ja jedn
        > ak lubię odhaczyć wszystkie "trzeba" - praca w pracy i domowa robota, a później
        > się wykąpać i zająć się odpoczywaniem, mieć wolne, a jak mi się zachce spać, t
        > o idę spać. Nie lubię, jak coś mi wisi nad głową.
        >
        > Mąż mój z kolei woli po pracy odpocząć biernie, albo nawet się zdrzemnąć, ale o
        > n bywa, że pracuje po 10 godzin, praca stresująca, cały dzień za kółkiem i nawe
        > t siku według rozkładu. Ponadto, jeśli danego dnia zaczynał pracę o 3 rano, tj.
        > wstał np. o 1:30 (ja się wtedy kładę...), to bywa, że po pracy nadaje się dokł
        > adnie do niczego, uwala się i śpi. Co jest do zrobienia, robi później, jeśli to
        > nic pilnego. Ogólnie - on ma raczej odwrotnie niż ja, nawet kiedy wypadnie mu
        > zmiana we w miarę "normalnych" godzinach.

        No właśnie, u nas jest podobnie. W sensie ja wolałabym odwalić wszystko, potem się lenić, mąż na odwrót ;) I czasem zastanawiam się, czy to cecha osobnicza, czy stereotypowe męskie podejście, czy stresująca robota, czy wszystko po trochu.

        > Ja np. potrzebuję odpoczywać (w sensie mieć czas dla siebie) sporo, niezależnie
        > od charakteru pracy. Rzadko bywam po pracy fizycznie czy psychicznie zmęczona,
        > żeby faktycznie musieć specjalnie odpoczywać, ale gdybym nie miała tych, powie
        > dzmy, 3 godzin dla siebie, oszalałabym zapewne albo chodziła co najmniej zestre
        > sowana.

        Ale te 3 godziny masz dla siebie codziennie? W sensie jak wrócisz do domu, to codziennie poza obowiązkami domowymi masz 3 godziny tylko dla siebie, bez męża? :)
        • kis-moho Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 17:23
          I czasem zastanawiam się, czy to cecha osobnicza, c
          > zy stereotypowe męskie podejście, czy stresująca robota, czy wszystko po trochu

          Znam osoby (żeby było sprawiedliwie płci obojga ;o)) czekające z rozpoczęciem jakichkolwiek czynności do momentu, aż będzie jasne, że ich to nie ominie. Ale faktem jest, że każdy odpoczywa jednak inaczej, jak macie jakiś podział kto co robi, to w sumie wszystko jedno kiedy, byleby było zrobione, nie? Na pewno po stresującej pracy potrzeba ciszy i odpoczynku, jak pracowałam kiedyś w turystyce, najczęściej przychodziłam do domu i wchodziłam do wanny na co najmniej pół godziny. Wchodzenie w tym czasie do łazienki nie było najlepszym pomysłem.
          • yaga7 Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 17:37
            kis-moho napisała:

            Ale f
            > aktem jest, że każdy odpoczywa jednak inaczej, jak macie jakiś podział kto co r
            > obi, to w sumie wszystko jedno kiedy, byleby było zrobione, nie? Na pewno po st
            > resującej pracy potrzeba ciszy i odpoczynku, jak pracowałam kiedyś w turystyce,
            > najczęściej przychodziłam do domu i wchodziłam do wanny na co najmniej pół god
            > ziny. Wchodzenie w tym czasie do łazienki nie było najlepszym pomysłem.

            No, z tym podziałem to właśnie różnie bywa, bo ja statystycznie pracuję mniej niż mąż, bo przede wszystkim odpada mi czas na dojazdy, jestem skowronkiem, więc zaczynam z samego rana, do tego mam na pewno znacznie mniej stresującą pracę, więc sobie tak żyję (raczej) na luzie i nie wiem, czy pomału nie zaczynam tracić kontaktu z rzeczywistością ;)

            > Znam osoby (żeby było sprawiedliwie płci obojga ;o)) czekające z rozpoczęciem j
            > akichkolwiek czynności do momentu, aż będzie jasne, że ich to nie ominie.

            Ja mam właśnie dokładnie odwrotnie i bywają okresy, że to powyższe podejście strasznie mnie wkurza, a bywają okresy, że staram się wrzucić na luz i wtedy jest ok.
        • madzioreck Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 17:28
          > No właśnie, u nas jest podobnie. W sensie ja wolałabym odwalić wszystko, potem
          > się lenić, mąż na odwrót ;) I czasem zastanawiam się, czy to cecha osobnicza, c
          > zy stereotypowe męskie podejście, czy stresująca robota, czy wszystko po trochu.

          Myślę, że to zależy też trochę od tego, jak bardzo danemu człowiekowi zależy na tym, żeby to coś do zrobienia było zrobione ;) Tzn. jeśli nie muszę dziś koniecznie wstawić prania, to sobie myślę... aaaa tam, wstawię później. Bo jak nie wstawię, to nic się nie stanie, więc nie wisi mi nad głową, że koniecznie muszę.
          Wczoraj na przykład nie chciało mi się od razu pójść ugotować, zasiadłam do kompa, ale cały czas z tyłu głowy miałam, że posiedzę tylko chwilkę, zaraz idę do kuchni, bo muszę ugotować. I taki ten wieczór jakiś wtedy... dopiero wróciłam, "chwilę" posiedziałam, gary i czas spać ;)

          > Ale te 3 godziny masz dla siebie codziennie? W sensie jak wrócisz do domu, to c
          > odziennie poza obowiązkami domowymi masz 3 godziny tylko dla siebie, bez
          > męża? :)

          Zwykle tak. Bo albo mąż idzie do pracy na rano (a "rano" to u niego jak wyżej) i od 21 śpi jak niemowlę, albo pracuje po południu i wtedy wraca często w okolicach północy. Ja wracam do domu przed 19 lub przed 20, więc jak ogarnę, co mam do zrobienia, to ten czas mam.
          Przy czym "czas dla mnie" nie oznacza "bez męża", bardziej chodzi o to, że mogę spokojnie poczytać, pomalować pazury, posiedzieć przy kompie, a nie, że musimy gdzieś jechać czy coś robić (nawet przyjemne aktywności nie zastępują mi tych moich godzinek, więc po kilku dniach wypełnionych nawet samymi atrakcjami, jestem zwyczajnie stęskniona za tą ciszą i spokojem), nikt nic ode mnie nie chce. Nie wiem, czy umiem to dobrze wyjaśnić :) Lenienie się z mężem też częściowo się zalicza do "spokojnych 3 godzin" ;) Po prostu z uwagi na jego i moje godziny pracy, zwykle ten mój czas jest bez męża, bo tak wychodzi, a nie, że tak ma być. Uff.
          • yaga7 Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 17:38
            madzioreck napisała:
            > Zwykle tak. Bo albo mąż idzie do pracy na rano (a "rano" to u niego jak wyżej)
            > i od 21 śpi jak niemowlę, albo pracuje po południu i wtedy wraca często w okoli
            > cach północy. Ja wracam do domu przed 19 lub przed 20, więc jak ogarnę, co mam
            > do zrobienia, to ten czas mam.
            > Przy czym "czas dla mnie" nie oznacza "bez męża", bardziej chodzi o to, że mogę
            > spokojnie poczytać, pomalować pazury, posiedzieć przy kompie, a nie, że musimy
            > gdzieś jechać czy coś robić (nawet przyjemne aktywności nie zastępują mi tych
            > moich godzinek, więc po kilku dniach wypełnionych nawet samymi atrakcjami, jest
            > em zwyczajnie stęskniona za tą ciszą i spokojem), nikt nic ode mnie nie chce. N
            > ie wiem, czy umiem to dobrze wyjaśnić :) Lenienie się z mężem też częściowo się
            > zalicza do "spokojnych 3 godzin" ;) Po prostu z uwagi na jego i moje godziny p
            > racy, zwykle ten mój czas jest bez męża, bo tak wychodzi, a nie, że tak ma być.
            > Uff.

            OK, rozumiem :)
    • kulka_kulkowa Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 18:25
      Uwaga, uwaga, będzie długie!

      Teoretycznie pracuję 8h (8-16), w praktyce na co dzień jestem w pracy 7,5h, a czasem, niezbyt często, trzeba zostać dłużej. Do pracy mam niedaleko, dojazd 10 minut, piechotą z pół godzinki. Jak jest w miarę ładna pogoda, to staram się wrócić pieszo. Często po drodze robię jakieś zakupy. Rzadko mi się zdarza od razu zabrać do domowych obowiązków - np. teraz siedzę z kotem na kolanach :) Jak tak o tym piszę, to brzmi jak sielanka, ale pewnie szkopuł w tkwi w "stresującej pracy". Czasami mam ochotę wziąć torebkę i wychodząc powiedzieć, gdzie mnie wszyscy mogą pocałować ;) Czasami mi się podoba, czasem jest nudno, a czasem jest taka jazda bez trzymanki, że w domu potrzebuję ciszy i jakichś "głupot" do poczytania (np. czasopismo o wnętrzach, blogi, fora). Jak sobie trochę posiedzę, to zabieram się za obiad, bo mój mąż wraca ok. 19. Mimo że nie cierpię gotować, to staram się zrobić coś zjadliwego na ciepło na obiadokolację. 2 x w tygodniu obiad jest bardzo "po łebkach", bo mam zumbę i musi być coś na szybko. Czasami mam wenę i od razu po powrocie z pracy coś robię, ale z reguły są jakieś tam wieczorne prania i wielkie sobotnie porządki.

      Mąż pracuje zwykle 10-11h, z dojazdem ok. 12-12,5h (7-18 w pracy). Czasem krócej, ale to się wszystko okazuje "w praniu" (jest instruktorem jazdy - nigdy nie wiadomo czy ktoś jazdy nie odwoła albo się nie dopisze). Jak przychodzi, to czasem idzie biegać, ale najczęściej jemy, co tam upichcę i wtedy on kanapa i tv, a ja do garów - chyba że mi się strasznie nie chce. Czasem on zmywa, ale z reguły jest tak zmęczony, że nie mam sumienia go gonić do roboty. Jego praca w domu to wynoszenie śmieci, większe zakupy (mój ostatni wymysł, bo boli mnie kręgosłup i nie będę dźwigać siat) i jak ma wolną sobotę, to odkurzanie i jakieś tam bieżące sprawy porządkowe albo przysłowiowe wbicie gwoździ. A, i z reguły niedzielne obiady :)
      Kiedyś był równiejszy podział obowiązków (często gotował!), ale zmienił pracę i teraz mamy "lepiej" ;P
    • magdalaena1977 Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 19:27
      yaga7 napisała:

      > Takie mam pytanie z gatunku statystycznych do osób pracujących normalnie, w sen
      > sie takich, które nie mają nienormowanego czasu pracy czy własnej dg, tylko nor
      > malnie chodzą do roboty na 8h (albo mniej czy więcej, też piszcie).

      Mam etat, ale nie muszę codziennie siedzieć w pracy po 8 godzin.

      > Ile czasu zajmuje Wam codziennie praca + dojazd?

      To zależy. W niektóre dni wychodzę o 8:15, żeby o 8:30 być w pracy i pracować przez 10 - 11 godzin. Czasami kończę pracę o 14:40. Czasami nie przychodzę w ogóle i pracuję w domu.

      > I czy po takiej dniówce od raz
      > u zabieracie się do swoich zajęć, typu odbieranie dzieci, gotowanie, hobby, czy
      > co tam jeszcze, czy raczej musicie najpierw biernie odpocząć (jeśli tak, to il
      > e?), a dopiero potem zabieracie się za obowiązki i dodatkowe zajęcia?

      Jeśli mam ciężki dzień, to coś szybko zjadam i kładę się spać na 2 - 3 godziny. A potem powoli zabieram się za różne domowe czynności. Nie mam dzieci, więc jeśli jestem zbyt zmęczona, to nie sprzątam i już.

      > I czy uważacie swoją pracę za stresującą?

      W niektóre dni tak, w niektóre nie (zależy, co robię). Ale to taki dobry stres - męczący, ale dający sporo satysfakcji.
    • jul-kaa Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 20:02
      Pracuję codziennie od 8 do 16, popołudniami miewam: zajęcia ze studentami, zebrania, spotkania, prowadzę warsztaty. W normalne dni wychodzę ok. 7.30, wracam koło 16.40. Jeśli mam coś po - wracam między 19 a 21. W pracy różnie - nie siedzę i nie piję kawy, ale czasem pracuję spokojnie, w ciszy, czasem mam spotkanie za spotkaniem, a czasem mam mnóstwo okropnego stresu, latania, czasem awantur.
      Moje samopoczucie zależy od dnia. Jeśli miałam zajęcia po pracy - wiadomo, jestem znacznie bardziej zmęczona. Jeśli nie, to oczywiście zależy, co się działo w pracy. Jeśli było bardzo stresująco, ale udało się zamknąć trudny temat, jestem zmęczona, ale czuję się dobrze. Kiedy jednak sprawa zostaje, czuję się źle, jestem zestresowana, zdarza mi się zamknąć na godzinę (albo i dwie) przed mężem i dzieckiem.
      Pracę przynoszę do domu - czasem mejle, czasem telefony, papiery, dokumenty. Nikt mi za to nie płaci, ale czuję się zobowiązana. Czasem nie śpię z powodu pracy.
      Aktywnie odpoczywam tylko w weekendy, w tygodniu praktycznie nigdy.

      Pracowałam w domu, wszystko było inaczej ;)
    • maggianna Re: Praca a odpoczynek 04.11.14, 22:24
      Wychodzę z domu ok 8:30, jestem w pracy ok 8:50, teoretycznie pracuje 8,5 h (w tym jest pol godz przerwy na lunch), w praktyce rzadko wychodzę przed 17:30. Staram sie w ciagu tych pol godziny pójść na szybki spacer, ale udaje mi sie to nie cześciej niz 2 razy w tyg.
      Mam pewna dowolność w rozpoczęciu pracy wiec jakbym przyszła na 7:30 to teoretycznie mogę wyjsć wcześniej ale nigdy mi sie to nie udało wiec wole zacząć pózniej.
      Ale zdarzają sie dni ze pracuje dłużej - np od 8-18:30, przynajmniej raz w tyg.
      Po pracy sprawdzam maile, odbieram telefony. Od czasu do czasu pracuje z domu ale wtedy w godz pracy biura muszę byc pod tel i odpowiadać na maile.

      Po pracy 2 razy w tyg biegnę na siłownie i raz na rehabilitacje (tez cwiczenia) i wtedy wracam ok 21, chyba ze jeszcze spotykam sie ze znajomymi, idę do kina czy teatru.
      Raz w tyg mam zajęcia językowe, wiec wtedy wracam do domu ok 18:30 i przygotowuje sie do lekcji która jest 20:30-22:00.
      No i raz w tyg po pracy umawiam sie ze znajomymi na kolacje czy inne atrakcje wiec wtedy docieram do domu nawet i po północy :-)
      W weekendy chodzę na siłownie i spędzam czas aktywnie i ze znajomymi.
      Raz w tyg zawsze staram sie spędzić wieczór w domu i sama, zeby odpocząć od ludzi :-)

      Praca bywa stresująca, szalona, intensywna ze nie wiem co mam w ręce włożyć i non stop coś sie dzieje i ktoś coś chce - w najgorsze dni odbieram kilkadziesiąt tel i kilkaset maili, ale jak szef jest na dluszym urlopie to sa tez spokojne, wręcz nudne dni. Ogólnie mam na codzień kontakt z mnóstwem ludzi i jak juz wrócę do domu to potrzebuje ciszy, spokoju i samotności przez pol godziny. Staram sie po pracy nie myślec o pracy ale czasem bywa to trudne.

      Nie sprzątam, nie prasuje, czasem coś piorę (to wszystko ogarnia pani która przychodzi w sobotę rano, nawet pościel zmienia), ostatnio nawet nie robię zakupów bo codziennie przyjeżdza jedzenie, wiec jak juz dotrę do domu to mam czas dla siebie i mogę położyć sie na kanapie z książka :-)
      Im mniej aktywnie spędzam czas tym bardziej jestem zmęczona, po weekendzie spędzonym w domu na leżeniu i czytaniu książek, w poniedziałek jestem zmęczona bardziej ńiz w piątek.
    • teresa104 A może on naprawdę musi tyle wypoczywać 05.11.14, 20:12
      Bo wiesz, to nie tylko kwestia tego, czy praca na etacie jest męcząca, ale też temperamentu człowieka, jego wydolności.

      No i nie dopuszczaj do sytuacji, żeby mąż Ci zarzucał, że Twoja praca jest łatwa i niewymagająca. Teraz powinnaś zacząć ostentacyjnie narzekać na przemęczenie i polegiwać w sposób widoczny i demonstracyjny.
      • yaga7 Re: A może on naprawdę musi tyle wypoczywać 05.11.14, 21:47
        teresa104 napisała:

        > Bo wiesz, to nie tylko kwestia tego, czy praca na etacie jest męcząca, ale też
        > temperamentu człowieka, jego wydolności.

        Pewnie masz rację :)

        > No i nie dopuszczaj do sytuacji, żeby mąż Ci zarzucał, że Twoja praca jest łatw
        > a i niewymagająca. Teraz powinnaś zacząć ostentacyjnie narzekać na przemęczenie
        > i polegiwać w sposób widoczny i demonstracyjny.

        To się dowiem, że mam mniej pracować i wypoczywać ;) Co w moim przypadku jest do zrobienia, wystarczy po prostu nie przyjąć połowy zleceń i już można wypoczywać i nie być zmęczonym ;)
    • kasiamat00 Re: Praca a odpoczynek 05.11.14, 21:09
      Oficjalnie pracuję 40 godzin tygodniowo, zwykle mi pewnie tyle nie wychodzi, za to czasami faktycznie jest to 10+ godzin dziennie. Dojazd w jedną stronę zajmuje mi pół godziny komunikacją publiczną. Raz w tygodniu mogę pracować z domu i o ile wiem na pewno, że praca zdalna nie jest dla mnie, o tyle z tego jednego dnia korzystam prawie zawsze, bo to powoduje, że mam w tygodniu dużo więcej czasu. Zaczynając od tego, że mogę spokojnie puścić kilka razy pralkę w tym czasie i wieczorami i w sobotę mam spokój, poprzez możliwość zrobienia jakiejś drobnicy (odkurzenie pokoju itp) jak akurat nie mam weny (w pracy wtedy albo pójdę na kawę, albo będę siedzieć w necie), a na możliwości sensownego umówienia się z hydraulikiem czy innym elektrykiem kończąc.

      Odpoczynek po pracy - zależy od dnia, pogody, mojego samopoczucia itd. Zakupy robię po drodze do domu, bo każda inna wersja to strata czasu. Czasami w ramach odpoczynku wysiadam 2 przystanki wcześniej i idę do domu te 2-3 kilometry spacerową trasą wzdłuż strumyka, ale to głównie latem.

      I tak, te dni kiedy jestem w biurze są bardziej stresujące niż te, kiedy pracuję z domu, choćby z tego prostego powodu, że muszę się kontaktować na żywo z ludźmi, muszę się z nimi kontaktować w trybie całkowicie interaktywnym (na IRCu mogę wziąć 3 głębokie oddechy zanim odpowiem), nie mogę rzucić wiązanką zanim odpowiem na jakiegoś maila, nie mogę się położyć na kanapie na 15 minut żeby pomyśleć, jak chcę zadzwonić, to muszę szukać jakiegoś miejsca, gdzie nie będzie to przeszkadzać postronnym itd. Dla mnie bycie pod ostrzałem ludzkich spojrzeń przez 8 godzin dziennie jest męczące, nie mam jednoosobowego biura.
    • sylwiastka Re: Praca a odpoczynek 05.11.14, 21:20
      Pracuję minimum 8 godzin dziennie, ale często dłużej. Mam dość dowolne godziny pracy, ale powinnam się stawić przed 10.30. Z w pracy reguły pojawiam się o 10 i wychodzę po 19 w domu jestem koło 20. Do pracy mam 15 minut komunikacją, 20 rowerem lub 35 na piechotę. Wracam przeważnie szybkim spacerem robiąc drobne zakupy. Po powrocie leżę na kanapie i marnuję czas przeczesując internet, załatwiam też drobne sprawy. W tygodniu nie sprzątam, czasami gotuję lub idę do knajpy coś zjeść. W weekendy odpoczywam od ludzi (mnie meczy przebywanie wśród ludzi, nie sama praca), czyli siedzę w domu i napawam się ciszą, porządkuję. Spotykam się z niemęczącymi przyjaciółmi (zazwyczaj wypad poza miasto) lub idę do pracy i pracuję w samotności. Czasami wracam wcześniej lub przychodzę później gdy rano chcę coś załatwić, bez problemu mogę się też urwać na godzinę czy dwie w ciągu dnia. W zasadzie sama wyznaczam sobie, co muszę zrobić w danym dniu. I w tym względzie tez nie umiem się wczuć w rolę etatowców o stałych godzinach pracy.
    • yaga7 Re: Praca a odpoczynek 05.11.14, 21:44
      Dzięki za kolejne wpisy :)

      Czyli jak na razie przeważają osoby, które jednak mają jakoś tam nienormowany czas pracy, a nie dokładnie 8 dziennie od-do.
    • bathilda Re: Praca a odpoczynek 06.11.14, 10:43
      Yaga ja myślę, że taki wątek choć poznawczo ciekawy to jednak problemu nie rozwiąże. Poziom stresu w pracy zależy od charakteru pracy i charakteru osoby, to czy się to robi w domu czy na etacie wg mnie ma mniejsze znaczenie. Choć akurat ja jestem klasycznym typem pracownika a nie przedsiębiorcy, w moim odczuciu ktoś kto ma dg i musi walczyć o zlecenia ma z definicji wyższy poziom stresu niż etatowiec ze stałą pensją.

      Wydaje mi się też że porównywanie planu dnia singla i osoby z większą rodziną mija się z celem - on po prostu nie może być taki sam. No ale dla kompletności danych statystycznych i ja się dorzucę :). Ja teraz jestem na macierzyńskim więc Ci opiszę jak to wyglądało w zeszłym roku i będzie wyglądać w przyszłym roku.

      Pracuję 8-16. Do pracy jadę pół godziny, to bardzo krótko jak na warszawskie warunki. Budzik o 6 rano, żeby wstać, wyszykować siebie i dzieci do wyjścia (odwozi je mąż). W ciągu dnia raczej nie mam opcji wyjścia na godzinę żeby kupić nowe buty, choć jak jest jakaś sytuacja ekstremalna w stylu lekarz to zwykle mogę to z szefem jakoś dogadać. Po pracy odbieram dzieci ze żłobka / przedszkola / szkoły, w domu jesteśmy zwykle koło 17.30. Jeśli jest ładna pogoda wpadamy na chwilę na plac zabaw i wtedy jesteśmy w domu później, zwykle ok. 18.30. Potem sprawdzanie lekcji starszego, zabawianie młodszych, kolacja, szykowanie rzeczy na następny dzień, czytanie książeczek, karmienie, mycie, usypianie, itd. Całość ręka w rękę w mężem. Część czynności można oczywiście zakwalifikować do przyjemności np. kiedy gramy całą rodziną w jakąś grę planszową. Ale to nie jest tak, że mam czas "dla siebie", to mimo wszystko czas dla dzieci, choć staramy się mieć z tego tyle frajdy ile się da. Czas wolny zaczyna się o 20.30, kiedy cała nasza trójka jest w łóżkach. Są wieczory kiedy nic nie mamy zaplanowane i można poczytać książkę czy obejrzeć serial. Zwykle jednak najpierw jest ileś tam rzeczy do załatwienia, do przegadania, do zaplanowania. Powiedziałabym że realnie czas "dla siebie" mam gdzieś od 21.30. A że my chodzimy wcześnie spać (bo budzik o 6 rano) to jest go zwykle godzina - półtorej. W weekendy zwykle załatwiamy jakieś zakupy niespożywcze (nowe buty na zimę itp.), odwiedzamy rodziców, staramy się zorganizować jakąś wycieczkę z dzieciakami np. do parku czy jakiegoś fajnego muzeum. Aha - pracę mam stresującą w umiarkowanym stopniu. Po wyjściu nadal mam maile w komórce ale bardzo rzadko pracuję wieczorem lub w weekend.

      Jak nie miałam dzieci i pracowałam jeszcze w innym miejscu (ale też na etacie) to w biurze zwykle byłam 8-18 (godzina przerwy na lunch + godzina "standardowych" nadgodzin). Choć zdarzało się i 8-20. Albo 8-22, ale to tylko parę tygodni w roku. W przerwie lunchowej zwykle szłam na obiad i spacer ale mogłam też załatwić różne rzeczy. Rano jechałam 45 min a wieczorem godzinę czyli w domu nie było mnie od 7.15 do 19. Po tej 19 już miałam względny spokój, czasem trzeba było zrobić jakieś zakupy czy zamieść. Za to praca była bardzo stresująca, często śniła mi się po nocach.
      • yaga7 Re: Praca a odpoczynek 06.11.14, 11:55
        bathilda napisała:

        > Yaga ja myślę, że taki wątek choć poznawczo ciekawy to jednak problemu nie rozw
        > iąże.

        Mnie nie chodzi o rozwiązanie problemu, tylko właśnie o poznanie, jak ludzie mają. Naokoło siebie w realu nie mam za dużo reprezentatywnych przykładów, stąd pomysł, żeby zapytać się tutaj, bo czasem lubię się zastanawiać, jak mają inni. Dzięki temu nie wiem, może coś mi wpadnie do głowy, coś przemyślę, coś poprawię itp.

        > Wydaje mi się też że porównywanie planu dnia singla i osoby z większą rodziną m
        > ija się z celem - on po prostu nie może być taki sam.

        Tu masz całkowitą rację. Dlatego zawarłam w moim poście pytanie o partnerów, bo jednak jak już się mieszka w dwójkę, to jest inaczej niż jak się mieszkało samemu, ja to na swoim przykładzie widzę doskonale ;)

        No ale dla kompletności d
        > anych statystycznych i ja się dorzucę :). Ja teraz jestem na macierzyńskim więc
        > Ci opiszę jak to wyglądało w zeszłym roku i będzie wyglądać w przyszłym roku.

        Dzięki :)
    • jehanette Re: Praca a odpoczynek 10.11.14, 12:34
      Myślę że wiele zależy od charakteru człowieka i jego konstrukcji psychicznej.

      Ja mam małe dziecko (3 lata), więc mój dzień wygląda zupełnie inaczej niż osoby bezdzietnej. Kiedyś jak wracałam do domu to od razu zapadałam w opcję "błogiego lenistwa" i znacznie trudniej było mi się zebrać do jakichkolwiek obowiązków domowych :P Teraz po pracy - i tak nie ma szans na błogie lenistwo, więc przy okazji robi się różne rzeczy w domu - pranie, drobne porządki, albo jak ładna pogoda to spacer etc. No a jak dziecko idzie spać i jesteśmy w czasie kid-free po 20/20.30 to już raczej mi się nie chce wychodzić z domu czy jakoś super aktywnie działać. Czasem robimy wtedy zakupy w pobliskim dyskoncie, w sensie jedno z nas robi.

      Jak dojeżdżałam do pracy 1,5h w jedną stronę, więc poza domem spędzałam ok 11h, to po powrocie byłam już zwykle tak rozlazła i wymiętolona, że nie chciało mi się za wiele...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka