100krotna
15.06.17, 18:58
Minimalistka czy zakupoholiczka, jesteście może jedną z nich?
Mnie nieco boli głowa od tempa, w jakim gromadzę pierdoły i jak szybko przybywa mi ich w domu - mimo, że nie uważam się za zakupoholiczkę, ot, znajduję ładne rzeczy mimochodem, niektóre z nich okazują się nawet później przydatne ;)
Od mniej więcej roku dosyć skutecznie walczę z chodzeniem do galerii handlowych dla przyjemności (chyba, że na tortillę z McD, wstyd, ale jakieś słabości może sobie człowiek pielęgnować, prawda? Tak raz na dwa tygodnie...)
Zakupy odzieżowe robię w second-handach. Po pierwsze, bo uwielbiam, kręci mnie to, mam dobre oko. Po drugie, nie chcę wspierać marek "fast fashion"*. Po trzecie, snobistyczne "nic mi się w sklepach nie podoba", po czwarte: stosunek jakości do ceny**. Obiecałam sobie, że chwilowo, powiedzmy cały 2017 rok, nie kupuję żadnych ubrań z sieciówek. Wyjątkiem mogą być dobrej jakości rzeczy polskiej produkcji, bielizna i buty.
Udaje mi się czasami "zracjonalizować" potrzebę kupowania jak już jestem w sklepie, chwilę noszę coś pod pachą, pytam samą siebie, czy naprawdę tego potrzebuję i czy chcę wydać na to pieniądze, ostatecznie odkładam, zracjonalizowałam sobie. Działa mniej-więcej w 50% przypadków. Drugim sposobem jest chodzenie do sklepu po coś, czego naprawdę potrzebuję, w chwilach kiedy mam ochotę na zakupy. Do tego, łatwiej mi zrezygnować z zakupu, jeżeli jestem sama, w towarzystwie znacznie trudniej.
Na szczęście, nie kupuję za dużo kosmetyków ani elektroniki, dokładnie tyle, ile mi potrzeba. Nie robię kompulsywnych zakupów przez internet, nigdy mnie to nie dopadło :-) Znalazłam też kilka lat temu rewelacyjną krawcową, u której co prawda nie szyję (jeszcze) ale przerabiam ubrania i daję im drugie życie (np. 20-letni kaszmirowy płaszcz po mamie)
Co do minimalizmu - zrobiłam porządek w szafie*** oraz w kosmetyczce****, mam tylko to, czego używam lub noszę (poza kilkoma sztukami ciuchów, sentymentalnymi). Nie widzę jednak potrzeby pozbywania się rzeczy, nie przepadam też za minimalistycznymi wnętrzami, mamy też jedno kolekcjonerskie hobby, wspólne z mężem. Na szczęście mam miejsce, żeby trzymać nawet nieużywane rzeczy.
A jak to wygląda u Was? Czy podążacie za trendami? Kupujecie ubrania, elektronikę, zmieniacie dodatki w domu raz na sezon? Jesteście minimalistkami, kupujecie rzadko i bardzo świadomie, dbając o ekologię i filozofię fair trade? Macie w domu tylko 100 przedmiotów albo przemawia do Was idea "capsule wardrobe"? Zastanawiałyście się nad tym czy w ogóle nie? Porządkujecie mieszkanie bo brakuje Wam miejsca, tyle rzeczy zgromadziliście przez lata? Czy może uważacie, że ze wszystkim należy znaleźć złoty środek i nie demonizować? Chciało Wam się to wszystko czytać, czy zbytnio popłynęłam z moim wywodem?
Ja chwilowo uczę się, żeby nie wyrzucać kasy na głupoty, mając gdzieś z tyłu głowy myśl o fair trade, odrobinę o ekologii i jakości.
* Linkuję bardzo miły filmik o fast fashion jednej z lubianych przeze mnie youtuberek. (po angielsku)
** Wczoraj znalazłam dla brata białą koszulę YSL, w stanie idealnym, za 4,86 zł. I teraz możecie się zastanawiać, czy założyłam cały ten wątek tylko po to, żeby się pochwalić :-)
*** Ubrania nie zniszczone i dobrej jakości, moje i nie moje, bo zrobiłam zrzutę wśród rodziny i koleżanek; zawiozłam zaprzyjaźnionej siostrze z Caritasu.
****Przeterminowana i na wpół-zużyta kolorówka świetnie nadaje się do kolorowania postaci z kilkuletnimi córkami przyjaciółki.