Dodaj do ulubionych

Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebują- 2

14.01.09, 19:52
Widzę, że nasza grupa wzajmnego wsparcia cieszy się powodzeniem, jest
potrzebna, znaczy, dlatego pozwalam sobie założyć kolejny wątek z serii :)

Tu poprzedni:

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=86228&w=87713618
Obserwuj wątek
    • rennya ja poproszę - bo zwariuję 14.01.09, 20:42
      za dużo na moją biedną głowę - najpierw w domu, teraz w pracy :(
      powiedzcie - bedzie choć troche lepiej???
      • turzyca Re: ja poproszę - bo zwariuję 14.01.09, 20:49
        Bedzie, bedzie. Po burzy zawsze przychodzi slonce. Nie ma deszczu bez konca.
        Przytulic Cie? Albo poglaskac po glowie?
        • rennya i jedno i drugie poproszę 14.01.09, 22:55
          bo już drugi wieczór z rzędu chce mi sie wyć - a rzaaaadko tak bywa:(
          • besame.mucho Re: i jedno i drugie poproszę 15.01.09, 00:44
            Ja też mogę? Jak tak to tulę i głaszczę po głowie.
            P.S. może się na czymś wyżyj? Włącz sobie muzykę i potańcz, albo załóż
            ciepły dres, czapkę, słuchawki na uszy i pobiegaj? Takie porządne
            fizyczne zmachanie się pomaga czasami na przedłużający się paskudny
            nastrój.
            • rennya Re: i jedno i drugie poproszę 17.01.09, 23:31
              wrr... jutro młodego na sanki wyciągnę, jak zmarznę- może sie
              poprawi...
              • turzyca Re: i jedno i drugie poproszę 18.01.09, 20:14
                i jak nastroj? pomogly te sanki choc troche?


                PS zazdroszcze Ci sanek, u nas leje jak z cebra, wycieraczki na maxa a i tak nic
                nie bylo widac...
                • rennya pomogły chwilowo 23.01.09, 16:54
                  a teraz jest błoto i brud i nadal samopoczucie pod psem...
    • kaga9 ja i mój katar podczepiamy się;( 14.01.09, 21:43
      Dziewczyny, ratujcie! W tamtym tygodniu przeżyłam Katar Swojego Życia. Trzy noce
      z głowy, bo musiałam spać na siedząco, a nie umiem, złażąca skóra z nosa,
      posiekane usta, ból gardła od oddychania na mrozie ustami. Istna hekatomba.
      Dzisiaj wrócił. Nigdy tak nie miałam. Ból zatok i on. Co mam robić, żeby nie
      wracał co tydzień, bo ledwo żyję??? Poza tym nic mi nie dolega, to znaczy nie
      mam innych objawów przeziębienia. Zaznaczam, że chodzę w czapce, ciepło ubrana
      itd. Pocieszcie...może urok któraś odprawi?;)))
      • besame.mucho Re: ja i mój katar podczepiamy się;( 14.01.09, 21:59
        Wybierz się do laryngologa. Ja od dzieciństwa miałam częste problemy
        z katarem, tej zimy przeszły już wszystkie granice przyzwoitości
        (katar bez przerwy i naprawdę mocny). Poszłam do laryngologa (tylko
        warto wybrać dobrego, najlepiej z polecenia, a nie takiego, dla
        którego najlepszym rozwiązaniem jest wysłanie każdego na operację
        przegrody nosa ;) ), zrobiłam sobie prześwietlenie i tomografię
        zatok, dostałam lekarstwa i jestem dobrej myśli. Dlatego polecam
        znalezienie dobrego lekarza, nie ma co się męczyć :).
        Jeśli chodzi o same objawy, które jak wiadomo są paskudnie
        denerwujące, to polecam płukanie nosa roztworem soli (można kupić w
        aptece roztwór soli fizjologicznej - duża butelka za jakieś trzy
        złote - albo samemu mieszać przegotowaną wodę z odpowiednią ilością
        soli) - wylewa się trochę tego na dłoń, zatyka jedną dziurkę od
        nosa, a drugą wciąga, kropelki do kąpieli (olejek sosnowy, itd) i
        picie wapna. Warto też przykręcić ogrzewanie do nie więcej niż ok.
        20 stopni (nos nie lubi wysokich temperatur), a jeśli lubisz, kiedy
        jest cieplej, to koniecznie zawieś na kaloryferach pojemniki z wodą,
        albo kładź mokre ręczniki. Gorące suche powietrze jest dla nosa
        bardzo niedobre. Nie polecam natomiast dużych ilości spray'ów czy
        innych kropelek do nosa - naprawdę lepiej na nie uważać, moje
        aktualne problemy z błoną śluzową nosa wzięły się właśnie z tego, że
        z powodu częstych przeziębień za dużo ich używałam.

        A na złażącą skórę polecam Linomag. To taka maść do dostania w
        aptece. Okropnie tłusta i niezbyt ładnie pachnie, ale jak się na noc
        nałoży grubą warstwę, to rano jest zdecydowanie lepiej. Ja w czasie
        większeo kataru z Linomagiem się nie rozstaję, smaruję co chwila i
        nos mam czerwony, ale nie obtarty.

        No i oczywiście gorąca herbatka, ciepłe skarpetki i wygrzewanie się
        w łóżku. A na naprawdę mocne rozgrzanie na przeziębienie pisałam
        przepis tutaj, może się przyda:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=86228&w=88510486&a=88542254
        • besame.mucho Re: ja i mój katar podczepiamy się;( 14.01.09, 22:04
          Aha, do laryngologa to oczywiście, jeśli w ogóle miewasz problemy z
          katarem, albo jeśli ten nie będzie się chciał skończyć i tak będzie
          uparcie wracał. Bo jeśli to jeden katar + jeden nawrót, to jeszcze nie
          ma powodu do paniki, ale jeśli coś częstszego albo dłuższego, to warto
          sprawdzić jakie są tego przyczyny.
        • lavaenn Re: ja i mój katar podczepiamy się;( 15.01.09, 00:52
          ja zamiast linomagu polecam maść majerankową - też tłuste, działa,
          trochę mniej śmierdzi i kosztuje chyba 1,50 ;)
      • turzyca Re: ja i mój katar podczepiamy się;( 14.01.09, 22:03
        Na urokach sie nie znam, ale moge pomoc "szkielkiem i okiem". ;)
        Rozwazalas wezwanie na pomoc specjalisty? Ja bym sie ew. przeszla. Ale ja z moja
        laryngolog to jestem wrecz zaprzyjazniona. Jak Ci sie nie chce isc, to z moich
        wyprobowanych metod zwalczania paskudztwa:
        - opaska albo czapka na glowe takze po domu. Przynosi ulge, ulatwia walke z
        choroba i nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu.
        - termofor na twarz i lezysz. Ile wytrzymasz. Powtorki mile widziane. Po sesji
        rozgrzewajacej nie nalezy wychodzic na dwor, lepiej odczekac z godzine, dwie.
        - plucz nos i zatoki sola fizjologiczna. Strasznie obrzydliwe, ale bardzo
        pomocne. I zapobiega rozwijaniu sie nadkazenia bakteryjnego.
        - myj nos! Serio, serio. Jak najczesciej myj z wierzchu nos i smaruj go jakas
        mascia nawilzajaca. Moze byc nawet krem do rak. Jak nie chce Ci sie biegac co i
        rusz do lazienki to przygotuj sobie dobrze wilgotna sciereczke. Nie wiem co
        dokladnie, ale katar ma w sobie cos strasznie niszczacego skore, wiec regularne
        zmywanie tych resztek, ktore zostaja po dmuchaniu, ratuje przed masakra skory nosa.
        - ssij cukierki, zuj gume. Cokolwiek byle bez przerwy. Dzieki temu czesciej
        zamykasz usta i pobudzasz wydzielanie sliny, co oznacza mniej przesuszone
        sluzowki czyli ogranicza bol gardla wywolany przesuszeniem.


        Czesc tych rad to porady laryngologow, czesc to metody wynalezione podczas
        ciagnacych sie zapalen zatok. Wszystkie wyprobowane wielokrotnie i skuteczne. :)


        • kaga9 Re: ja i mój katar podczepiamy się;( 14.01.09, 22:53
          Mnóstwo rad, dziękuję, Besame& Turzyca!!! Na razie zaczęłam od żucia gumy i
          mycia nosa:) Nos smaruję chwilowo maścią z witaminą A (bo mam), jutro nabędę
          Linomag. Sól fizjologiczna? No dobra, spróbuję...choć brzmi drastycznie.

          Laryngologa i tak muszę poszukać, bo zapadam na chorobę zawodową i chyba będzie
          się musiał zająć mną na dłużej;/
          • besame.mucho Re: ja i mój katar podczepiamy się;( 15.01.09, 00:04
            Tylko się nie przestrasz Linomagu, uczciwie ostrzegam, że jest
            żółtawy i wygląda obrzydliwie ;). Ale daje efekty.
            A sól fizjologiczna to nic strasznego, chociaż tak brzmi. Chodzi po
            prostu o to, że warto czymś płukać sobie nos i zatoki (tak samo jak
            myjesz resztę ciała). A płyny ludzkiego organizmu mają pewną
            zawartość soli, dlatego nie płucze się nosa samą wodą, ale wodą z
            solą. Na pewno zdarzyło Ci się kiedyś przy pływaniu, albo mycia
            twarzy wziąć oddech nosem i wciągnąć trochę wody. Niezbyt przyjemne
            uczucie - nagły dosyć ostry ból. Kiedy wciągasz wodę z odpowiednią
            ilością soli, to tego uczucia zupełnie nie ma. Dlatego łatwiej jest
            kupić gotowy roztwór w aptece - ma dokładnie takie stężenie, jakie
            powinien mieć, żeby płukanie nie było nieprzyjemne. Kiedy robi się
            roztwór samodzielnie, to dobrze jest go próbować - przez jakiś czas,
            kiedy do wody dosypujemy soli, to językiem nie wyczuwamy jeszcze
            słonego smaku - właśnie przez to, że nasze własne płyny zawierają
            sól. Kiedy woda wydaje się najbardziej bez smaku, to oznaka, że
            roztwór jest akurat :).
            • kaga9 Re: ja i mój katar podczepiamy się;( 15.01.09, 00:20
              Muszę kupić. Jak mam katar, to nie wyczuwam smaku (nienawidzę tego), a jak mogę
              popróbować słonej wody, to...nie mam kataru i mi niepotrzebna. Impas;) A Linomag
              znam z wyglądu, chyba widziałam u jakiejś dzieciatej jednostki.
              • turzyca Re: ja i mój katar podczepiamy się;( 15.01.09, 00:46
                Kup sobie ampulki po 10 ml. Do oczu to troche za duzo, ale do nosa idealne.
                Akurat na jedno plukanie. :)
          • luliluli Re: ja i mój katar podczepiamy się;( 15.01.09, 07:56
            można płukać aptecznie:) aerozolem z wodą morską. Ale smakuje (bo to
            wpada do gardła) gorzej niż sama sól fizjologiczna i kosztuje jakies
            20 zł, a sól chyba 1,50 za 10 ampułek czy jakoś takoś:)
            Polecam nalać soli fiz. na dłoń (czystą) i wciągnąć jedną dziurką
            nosa zatykając drugą, a potem drugą zatykając pierwszą;) nie wlewaj
            tego jak kropli od góry, bo to ciśnienie też ma jakieśtam znaczenie.
            Mówiłam to ja, chora na zatoki 3 razy do roku od zawsze:P
            • luliluli Re: ja i mój katar podczepiamy się;( 15.01.09, 07:58
              oops, o ja zaspana! nie zauważyłam, że besame już Ci zaprezentowała
              instrukcję obsługi;)
              od siebie dodam - śpij w skarpetach:) /mam nadzieję, że tego nikt
              jeszcze nie napisał, mam poranną potrzebę poczucia się wyjątkową i
              oryginalną;))))/
              • besame.mucho Re: ja i mój katar podczepiamy się;( 15.01.09, 10:21
                Napisałam ;)
                Chociaż nie dokładnie tak samo, ja pisałam o ciepłych skarpetkach i
                wygrzewaniu się w łóżku, załóżmy, że mogło chodzić o dzień, a nie noc
                ;).
              • kaga9 Luliluli-jesteś wyjątkowa:))) n/t 15.01.09, 21:53

                • luliluli Re: Luliluli-jesteś wyjątkowa:))) n/t 16.01.09, 08:00
                  :D
      • madzioreck Re: ja i mój katar podczepiamy się;( 15.01.09, 17:31
        Oj, bidulko, współczuję... katar jest paskudny. Rozumiem Cię doskonale, jeśli
        chodzi o spanie na siedząco, bo u mnie takie katary występują zawsze z ostrym
        zapaleniem oskrzeli, i czasem boję się uduszenia. A z tą solą fizjologiczną to
        nie próbowałam, płukałam nosek zwykłą, przegotowaną wodą. Nieprzyjemne, ale
        skuteczne :)
        • kaga9 ja i mój katar podczepiamy się- raport;) 15.01.09, 22:02
          Kupiłam i zastosowałam sól fizjologiczną. W ampułkach. Ohyda, ale do przeżycia.
          Pani w aptece dała mi Alantan do smarowania nosa (nawet nieźle działa).
          Przecieram nos mokrym ręczniczkiem. Dużo piję. Łykam Ibuprom zatoki (pomaga, ma
          pseudoefedrynę).

          Okropieństwa dnia: nie czuję smaku. Wydałam majątek na chusteczki do nosa (w tym
          roku).

          Dzięki za wszystkie rady i wsparcie:)))
          • turzyca Re: ja i mój katar podczepiamy się- raport;) 15.01.09, 22:37
            Przejdz na papier toaletowy regina. Miekki i w ekstra _duzych_ rolkach. ;) Bo na
            chusteczkach to faktycznie sie bankructwo popelnia, a do tego te w pudelkach sa
            szorstkie.
            • kaga9 Re: ja i mój katar podczepiamy się- raport;) 15.01.09, 23:41
              W tamtym tygodniu kichałam w Velvet. Różowy;) Dzisiaj mam Reginę, ale właśnie
              chusteczki w pudełku, trzywarstwowe. Mięciutkie:)
              • besame.mucho Re: ja i mój katar podczepiamy się- raport;) 15.01.09, 23:49
                Fajne są takie zielone chusteczki Velvet nasączone jakimś balsamem. Są
                droższe niż zwykłe więc nie opłaca się ich cały czas kupować, ale
                kiedy już przychodzi ten moment, że wycieranie nosa nawet super-
                mięciutkimi chusteczkami paskudnie boli, to tamte są dla mnie
                nieocenione.
                • kaga9 Re: ja i mój katar podczepiamy się- raport;) 16.01.09, 00:04
                  Jutro kupię. Zużywam 1 pudło na popołudnie:(
                • plica Re: ja i mój katar podczepiamy się- raport;) 16.01.09, 14:34
                  mhm. tez je polecam. drogie, ale nie zdarty nos jest tego warty
                  • kaga9 Re: ja i mój katar podczepiamy się- raport;) 16.01.09, 19:37
                    Zastosowanie Waszych rad przynosi skutek- wróg w odwrocie! Yuppi!!! Jutro
                    powinnam mieć już spokój:D
    • evunaa Fizyka :((( 18.01.09, 10:51
      Jutro mam poprawkę z fizyki i nic nie umiem. Miał mi dziś tłumaczyć kolega,
      dlatego nawet nie próbowałam się uczyć, ale wczoraj wieczorem powiedział, że nie
      da rady ;(
      Nie wiem, jak mam się nauczyć tego sama i to w dodatku na jutro... a w środę
      kolejne koło z fizyki :(
      Dlaczego na politechnice musi być tyle fizyki?:(
      • rennya współczuję, pogłaskuję 18.01.09, 17:38
        'natycham' do nauki
        miałam dużo fizyki na studiach (mechanika, technika cieplna,
        wytrzymałość materiałów, podstawy konstrukcji maszyn, elektotechniki,
        automatyki...) pamiętam, "ciekawie" się tego uczyło
        a teoria czy zadania przed Tobą?? bo pamiętam, że razu pewnego szlag
        mnie trafiał nad zadaniami a na egzaminie oświeciło i zdałam
        głaszczę jednak, przytulam, łączę się w fizycznym bólu
        • evunaa Re: współczuję, pogłaskuję 18.01.09, 18:03
          Na razie zadania... Teoria 'dopiero' 28 stycznia. No i jeszcze muszą mnie do
          niej dopuścić ;)
          To moje ostatnie, mam nadzieję, zetknięcie z fizyką, bo ja szczerze tego
          przedmiotu nie trawię i pewnie, swoją drogą, dlatego tak ciężko mi wchodzi...
          idę czytać R.Resnicka i D. Holidaya, może mnie oświecą trochę.
          • siamese67 Re: współczuję, pogłaskuję 19.01.09, 14:48
            O, a ja sobie przypomniałam jak przez mgłę, że Resnick&Holiday to u nas w liceum Hoffmanowej był podręcznikiem obowiązującym + Skorko. I skrypt zadań Fabiański-Paczkowski dla Polibudy (chyba?). I to 25 lat temu. Ach, jak ja kochałam fizykę i naszego profesora....
          • milstar Sposób na zadania ;) 19.01.09, 15:36
            Może spróbuj uczyć się na zasadzie "jeżeli... to.."
            np. jeżeli sie zderzają kulki - to trzeba zastosować zasadę zachowania pędu
            jeżeli występuje stała grawitacji albo coś dzieje się daleko od Ziemi - to prawo
            powszechnego ciążenia itd

            pozdrowionka od fizyczki ;)
    • ametyst89 Koszmar sesji i ex-boyfrienda. 18.01.09, 18:05
      Nie dość, że mam egzamin na egzaminie, projekt w powijakach, to jeszcze się
      dowiaduję, że mój ex żali się wszystkim moim koleżankom jaki to on biedny i jaka
      to ja zła... W dodatku głowa mi pęka i nie mogę się zmusić do nauki.
      Jakieś sugestie?
      • tfu.tfu Re: Koszmar sesji i ex-boyfrienda. 18.01.09, 20:12
        wyśpij się najpierw ;) serio serio! a potem do boju! (a eksa z pusiapka w tyłek ;))
      • turzyca Re: Koszmar sesji i ex-boyfrienda. 18.01.09, 20:23
        Zawsze mozesz pojsc na spacer. Natlenisz sie, przemarzniesz, od razu Ci sie
        bedzie lepiej myslec. :)
        Eksia odpusc chwilowo, trzeba miec hierarchie zadan.
        Za to jak zdasz sesje, to poumawiaj sie z psiapsiolami na ploty "posesyjne, w
        ramach czczenia konca sesji" i rzuc w odpowiednim momencie jedno zdanie w stylu
        "wiesz ex mi sie snil, jak bylismy tam a tam, i jak wtedy
        powiedzial/chcial/zrobil" (tylko to musi byc cos wstrzasajacego i jedno
        zdarzenie, za duzo argumentow jest gorsze od zbyt malej ilosc argumentow,
        epizody przemocowe sa do tego idealne), a potem po ewentualnym achu, mowisz "no
        ale na szczescie nie jestesmy juz razem i to sa tylko glupie sny, w
        rzeczywistosci to juz za mna" i tu zmiana temat na cos milszego. Ale taka
        wyrazna, ostra, zeby nie bylo watpliwosci, ze ex Ci dokopal i nie chcesz o tym
        rozmawiac. Kto mieczem wojuje...
      • skarabeusz_81 Re: Koszmar sesji i ex-boyfrienda. 18.01.09, 21:15
        podpisuje sie lapkami z powyzszym, dotlenic sie (spacer), wyspac a o bylym sie nie przejmowac, bo to przeszlosc(?)
        p.s a te kolezanki sa bardziej sklonne uwierzyc jemu niz tobie? ehh
      • jolka-pol-ka Re: Koszmar sesji i ex-boyfrienda. 18.01.09, 21:53
        sesja minie jak każda inna, głowa przestanie łupać kiedyś, a eks
        jest i zostanie MAZGAJEM :)
      • kaga9 Re: Koszmar sesji i ex-boyfrienda. 18.01.09, 22:12
        Grzane wino. Pół godziny odpoczynku. Eksa dorzucimy do stosu, na którym spłoną
        pusiapki;) Daj spokój, twarda kobieto! Dasz radę, nie takie sesje się zaliczało:DDD
      • ametyst89 Kocham Was :D 18.01.09, 22:40
        Już mi lepiej dziękuję :)
        A koleżanki mi współczują na szczęście nie są po jego stronie, jeszcze się
        pytają jak ja z taką babą mogłam być. "Szczególnie TY" - bom znana z męskiego
        charakteru :P
        I głowa już mnie nie boli :)
        Kochane jesteście :*
    • lavaenn Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 19.01.09, 13:41
      nie ma to jak rozchorować się w ostatnim tygodniu przed sesją, nie?
      jutro mam egzamin i dwa kolosy, a w czwartek mega-zaliczenie...
      niech ktoś tą grypę skopie żeby sobie poszła :/
      • ametyst89 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 19.01.09, 14:28
        A kysz grypo! *kopie boleśnie*

        Swoją drogą mi pomaga Grypex HotActiv plus Gripex Noc ;)
        • ametyst89 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 19.01.09, 14:29
          Gripex miało być.
          Za reklame mi powinni płacić :P
    • effka454 Aaaa... nie cierpię grypy, przeziębień 19.01.09, 17:16
      i innych świństw latających obecnie w powietrzu - i oczywiście prawo serii od
      razu działa bezbłędnie :(
      Starszy wrócił w piątek ze szkoły z bólem glowy, a w nocy już miał 38 z
      kreskami... Młodsza zaczęła dziś w nocy też gorączkować... A Małżonek wychodząc
      rano do pracy marudzil, że boli go głowa :P
      Nie dam się, ktoś musi to towarzystwo postawić na nogi... ale nie znoszę "prawa
      serii"...

      [Trzyma się dzielnie, ale ma tego dość] :(
      • tfu.tfu Re: Aaaa... nie cierpię grypy, przeziębień 19.01.09, 17:23
        lipę pić, wypacać, nie dac sie, narzekać w grupie wsparcia ile wlezie ;)
        • effka454 Re: Aaaa... nie cierpię grypy, przeziębień 20.01.09, 17:24
          tfu.tfu napisała:

          > lipę pić, wypacać, nie dac sie, narzekać w grupie wsparcia ile wlezie ;)

          Pijamy lipę z sokiem malinowym, wygrzewamy się, smarujemy nosy itd. itp. A i tak
          czuję, że katarzysko wyciąga po mnie swe lepkie łapska :P
          Marudzę tu, bo w domu mam troje marudzących zdechlaków, ktorych trzeba poratować
          i utulić, a jeszcze w tv straszą epidemią grypy :P
          :(
          • turzyca Re: Aaaa... nie cierpię grypy, przeziębień 20.01.09, 17:40
            Termoforem po lbie! Tzn. chcialam powiedziec termofory na lby. Mozna wetknac
            sluchawki w uszy, ale lezec musi, wiec nie bedzie sie po domu platac. ;) I
            rozgrzewanie naprawde pomaga. A termofory latwiejsze do zorganizowania od
            inhalacji, wiec warto uzupelnic inhalacje tez o takie rozgrzewanie. :)
      • wera9954 Re: Aaaa... nie cierpię grypy, przeziębień 21.01.09, 15:25
        Nie martw się, moja mama ma takie same problemy, zwłaszcza ze mną. Chociaż ja to
        już się przyzwyczaiłam do przeziębienia ;)
    • daslicht A się staro czuję jakoś... 20.01.09, 21:44
      Jak w temacie. Stare próchno ze mnie i w ogóle buuuu! :(
      • joankb Re: A się staro czuję jakoś... 20.01.09, 23:01
        Przyznaj się - chcesz mieć prawo do życzeń i prezentów jutro...
        • daslicht Re: A się staro czuję jakoś... 20.01.09, 23:13
          Jutro to Dzień Babci jest... a ja może babcią się nie czuję, ale
          jakoś tak staro, brzydko, beznadziejnie i w ogóle :(
          BTW, żeby być babcią, też trzeba sobie zasłużyć a ja już chyba sobie
          nie zasłużę, TAKICH nikt nie chce :P
      • plica Re: A się staro czuję jakoś... 21.01.09, 07:31
        a stara to ile ? dasz 70 ? :)
        • daslicht Re: A się staro czuję jakoś... 21.01.09, 12:04
          Ja nie daję :P
      • madzioreck Re: A się staro czuję jakoś... 21.01.09, 22:38
        daslicht napisała:

        > Jak w temacie. Stare próchno ze mnie i w ogóle buuuu! :(

        Daslicht, jak ja Cię kopnę za chwilę, to będziesz miała stare próchno ;) Jestem
        w Twoim wieku i wypraszam sobie próchna ;P
        A tak poważnie, może to po prostu chwilowy podły nastrój...?
    • monika3411 Nie wiem czego chcę :-((( 21.01.09, 14:38
      Jestem w ciąży i baaaardzo się boję. Wiem wiem powinnam skakać z radości i w ogóle. A ja ciągle płaczę, warczę na męża i w ogóle jest mi źle :-(((
      Nie chce mi się czytać o stanikach na czas ciąży. Czuję się gruba, mam wieeeelki biust, dzisiaj coś mi zatrzeszczało we Frei Margo, którą lubię. I ciągle mnie mdli, i mogłabym wciąż spać, i boli brzuch (mam nadzieję, że to nic groźnego). Buuuuuuuuuuuuuuuuu.............
      • madzioreck Re: Nie wiem czego chcę :-((( 21.01.09, 22:36
        Przede wszystkim przytulam Cię mocno i głaskam po główce, a nawet pozwalam na
        siebie powarczeć ;) Dużo Ci nie poradzę, bo brak doświadczenia ciążowego... ale
        chyba większość tego co Ci doskwiera jest naturalne - spanie, mdłości itd. A
        który miesiąc ? :) I czy to pierwsza ciąża?
        Nie przejmuj się, ze nie skaczesz z radości - nie ma "powinnam". Masz prawo czuć
        się mniej radośnie, niżby oczekiwano :)
        Wszystko będzie dobrze <cmok> :)
        • monika3411 Re: Nie wiem czego chcę :-((( 22.01.09, 08:40
          Dziękuję :-)
          Tak, to naturalne objawy. Ale bardzo mnie denerwują... Wiem o tej ciąży od
          tygodnia. Jutro pierwsza wizyta u lekarza.
          Boję się wszystkiego.
          To moja trzecia ciąża. Córka ma prawie 11 lat. Drugie dziecko straciłam w 20 tc.
          Staram się myśleć pozytywnie, ale mam tak wiele obaw, pytań...
          Ehhh jak dobrze, że mogę się wygadać :-)
          • tfu.tfu Re: Nie wiem czego chcę :-((( 22.01.09, 11:16
            ściskam Cię mocno mocno mocno!!! na hormony nie poradzisz :) ale mozliwe, ze
            lekarz poradzi jakies techniki relaksacyjne. w "star trek: enterprise" jest taka
            scena - vulcan (t'pol) mówi do przerażonej dziewczyny, żeby sobie wyobraziła
            swój umysł jako wzburzone morze, nad którym ma kontrolę, wystarczy, że uspokoi
            fale. próbowałam raz czy dwa, działa :D na nudności świezy imbir. ssij
            kawałeczek tuż po przebudzeniu, albo dodawaj do herbaty (gorzkie, ale działa)
          • effka454 Re: Nie wiem czego chcę :-((( 22.01.09, 14:47
            Na pewno wszystko będzie dobrze. A lekarz jest między innymi od odpowiadania na
            wszelkie pytania i wątpliwości - więc nie miej skrupułów i wykorzystaj swój
            bojowy nastrój przy pierwszej wizycie ;)
            Ps. mnie na poranne mdlości pomagala skorka od chleba - nic innego nie dzialalo.
            Ściskam niezbyt mocno, ale czule :)
      • jud.yta Re: Nie wiem czego chcę :-((( 22.01.09, 00:12
        Bardzo bardzo Co gratuluję, to pewnie pierwszy trymestr, ze masz
        taki nastrój. Przytulam Cię mocno i zobaczysz będzie dobrze. I
        przytulam Twój brzuszek :) Pewnie już jest piękny :)
        • monika3411 Re: Nie wiem czego chcę :-((( 22.01.09, 08:41
          Dziękuję :-)
          Ależ Wy kochane jesteście :-)))
      • luliluli Re: Nie wiem czego chcę :-((( 22.01.09, 09:32
        ojej:) gratulacje:) ból brzucha podobno spowodowany jest
        powiększaniem się macicy - ale nie wymądrzam się, bom bezdzietna
        jeszcze. Gratuluję jeszcze raz i z małą nutką zazdrości;)
      • martvica Re: Nie wiem czego chcę :-((( 22.01.09, 19:02
        Na mdłości imbir, herbatka albo kawałek do żucia, potwierdzam. Najskuteczniejszy
        środek przeciwmdłościowy.
      • monika3411 Dziękuję Kochane :-) 22.01.09, 19:19
        Że poprzytulałyście i nie przewracałyśćie oczami, że marudzę :-)
        Dzięki za rady. Jutro muszę nabyć imbir, a dzisiaj poćwiczę skórkę
        od chleba (mąż kupił taki świeżutki pachnący chlebuś
        mniammmmmm............)
        To idę pod kocyk :-)
        Kurczę te mdłości w sumie nie są złe, mąż koło mnie skacze, robi
        herbatkę i w ogóle jest taki troskliwy, że momentami podnosi mi tym
        ciśnienie ;-)
        • jud.yta Re: Dziękuję Kochane :-) 23.01.09, 19:35
          A ja to Ci zazdroszczę :) mimo, że mam już dwoje dzieci i już mi
          starczy, ale jakoś zawsze marzę o takich malutkich, cieplutkich,
          ładnie pachnących mleczkiem dzidziusiach.
          Szkoda, że te moje córeczki tak szybko rosną.
    • martvica Ehhhh... 22.01.09, 18:59
      Strasznie się zapuściłam w ciągu ostatniego roku
      Przeżyłam czwarty dzień A6W a pozostałe są takie straszne!
      Wystawiłam na allegro mój najśliczniejszy za mały stanik :(
      Jestem tak spłukana finansowo że łojezusmario. Przyszłość nie rysuje się zbyt
      różowo.
      Boli mnie brzuch i zupełnie nie wiem czemu
      Zamiast się cieszyć z wczorajszego zaspokojenia ekhem, pewnych potrzeb
      ogólnoludzkich, zaczynam się martvić że na kolejny raz będę czekać kolejne pół
      roku (chociaż dla takiej ilości endorfin będzie warto, nie uwierzycie, ale
      wracając do domu strasznie się zachwycałam pogodą, a była mgła, mżawka i fe).
      Jestem totalnie wyprana z kreatywności, a obiecałam sobie że dziś wystawię na
      Allegro mnóstwo nowych rzeczy (to już w większości zrobiłam), a poza tym
      powymyślam trochę nazw i opisów do biżuterii i może spróbuję opowiadanko
      machnąć... Ble.
      • wera9954 Re: Ehhhh... 22.01.09, 19:06
        Nie martw się :)
        Odzyskasz troszeczkę kaski sprzedając stanik.
        Kiedy będziesz miała więcej pieniędzy, kupisz sobie nowy, równie śliczny stanik :)
        Brzuch przestanie boleć.
        Co do wyprania z kreatywności, ja jestem ciągle wyprana ;)
        • monika3411 Re: Ehhhh... 22.01.09, 19:20
          O to to......... Bardzo dobrze powiedziane :-)
    • tfu.tfu mam "zapalone" zatoki 22.01.09, 20:15
      milion nierozwiazywalnych (na dziś) problemów i będę zaraz wyć z bólu i
      frustracji :(
      niech mnie ktoś przytuli, albo dobije, bo juz nie mogę :/
      • wera9954 Re: mam "zapalone" zatoki 22.01.09, 20:16
        Tulę mocno i ściśliwie :)
      • monika3411 Re: mam "zapalone" zatoki 22.01.09, 20:23
        Przytulam mocno <tuli>
      • martvica Re: mam "zapalone" zatoki 22.01.09, 20:31
        <przytula>
      • madzioreck Re: mam "zapalone" zatoki 22.01.09, 20:49
        Przytulam mocnooooo, bidulko :)
        • tfu.tfu Dzięki! Kochane jesteście! 23.01.09, 00:53
          :)
          lezę do łóżka, i tak nic konstruktywnego nie zrobię już :(
      • effka454 Re: mam "zapalone" zatoki 23.01.09, 18:14
        Też Cię przytulam
        <przytul>

        A na nierozwiązywalne sprawy ostry kozik
        <ciach>
        • tfu.tfu Re: mam "zapalone" zatoki 24.01.09, 23:12
          ściskam mocno i dziękuję :) bez Was, Dziewczyny, to ja bym na bank oszalała!
          • joankb Re: mam "zapalone" zatoki 24.01.09, 23:27
            Nie szalej i sio!!! do łózka.... Musisz wyleczyć te zatoki, w podrózy to nie
            żarty :)). Jeszcze w samolocie....
            • turzyca Re: mam "zapalone" zatoki 24.01.09, 23:32
              Joankb ma racje! W samolocie kazda, najmniejsza nawet, niedroznosc zatok boli
              jak diabli. Latwiej mi bylo zniesc 10 godzin podrozy przez Atlantyk ze zwyklym
              przeziebieniem, bo tylko powietrze bylo dramatycznie za suche niz godzine lotu
              do Wiednia z prawie nieobecnym zapaleniem zatok. Prawie robi roznice.
              Turbulencyjki byly godne miana tortur...
              • tfu.tfu Re: mam "zapalone" zatoki 25.01.09, 11:21
                a wizzair bardzo zacnie trzęsie: znaczy mam się nażreć przeciwbólowych przed
                lotem? :/
                • agafka88 Re: mam "zapalone" zatoki 25.01.09, 11:27
                  tfu.tfu napisała:

                  > a wizzair bardzo zacnie trzęsie: znaczy mam się nażreć przeciwbólowych przed
                  > lotem? :/

                  Ja leciełam kilka razy wizzairem i byłam zadowolona, cóż myślę, że to kwestia
                  szczęśćia.

                  W każdym razie z Polski do Anglii leciałam lepszym samolotem wizzaira, niż potem
                  z Anglii do Rpa British Airways (samolot wyglądał na starszy ode mnie ;))
                  • tfu.tfu Re: mam "zapalone" zatoki 25.01.09, 12:01
                    BA i LOT są przereklamowane ;) a wizzair miewa straszne rzęchy ;) (inna rzecz,
                    że nad szkocją zawsze są turbulencje ;)
            • tfu.tfu Re: mam "zapalone" zatoki 25.01.09, 11:20
              nie mam czasu na łóżko :/ ale czapę założę może? na co w ogóle człowiekowi
              zatoki? chyba do zapychania tylko :/ błech!
    • mmm-mm Nie rozumie doroslych... 23.01.09, 05:40
      Sama sie do nich niby zaliczam od tego roku, ale: kupuje przez internet staniki
      zawsze przynajmniej o polowe przecenione, place sama swoja karta, za swoje
      pieniadze. Tylko wynajmujemy mieszkanie i te paczki przychodza najpierw do
      wlasciciela, a potem on nam daje. No i dzisiaj przyszlo kilka koszulek, ktore
      sobie i siostrze zamowilam, bo potrzebuje biale i z kolnierzykiem do szkoly.
      Kazda po 10$, taniej nie kupisz, swietnie leza jeszcze przesylke mialam za
      darmo. Paczka leciutka, nawet kg nie wazy, zapakowana w woreczek
      nieprzezroczysty foliowy. I gosciu daje ta paczke mojej siostrze z mina jakbysmy
      kupowaly NIE WIADOMO ILE, NIE WIADOMO ZA ILE I BEZ POTRZEBY I WIEDZY RODZICOW.
      No cholera. Place swoimi pieniedzmi, na kilka stanikow i te koszulki nie wydalam
      nawet 200$, co jest malo w porownaniu do tego ile czekow cotygodniowych mialam.
      Co to nie moge sobie niczego kupic, jak tanio i nie pozbywam benzyny ani czasu?
      Co go obchodzi, co do mnie przychodzi? Paczki sa leciutkie, male, nie zajmuja
      duzo miejsca w skrzynce. I o co mu chodzi, no o co? Brak wlasnego dostepu do
      swojej poczty to jest rzecz, ktorej mi strasznie brakuje w USA. I tak bedzie
      dopoki nie kupimy wlasnego mieszkania. A co to za roznica jakby do mnie koperty
      przychodzily zamiast tych paczuszek? Nie moge tego zrozumiec. A jeszcze 3
      staniki maja przyjsc. Razem bedzie 6, bo 3 ida do sprzedania. Czy to jest tak
      okropnie duzo, ze sugeruje, ze wydaje niewiadomo ile? Na paczkach nie pisze co
      jest w srodku. Ja nie moge, co robic, zalozyc sobie skrzynke pocztowa, na
      poczcie? Tylko trzeba by bylo jezdzic, a mi sie nie chce. Musialam tyle napisac,
      bo mnie to wkurzylo okropnie.
      • inez69 Re: Nie rozumie doroslych... 23.02.09, 16:33
        a nie lepiej jechac raz na parę dni na pocztę niż oglądać czyjeś
        miny i sie denerwować?
    • malagracja Dziewczyny, boje sie :( 23.01.09, 18:04
      Znacie moja historie.

      przed minuta wszedl moj mlodszy brat do domu..PIJANY! Dostał 2 plaskacze od
      ojca. Za chwile ksiadz wejdzie po kolędzie! Boje sie tego co bedzie po kolędzie!!!

      Moze wziac cos na uspokojenie?
      • turzyca Re: Dziewczyny, boje sie :( 23.01.09, 18:57
        Poczekaj, ale co sie ma dziac? Zniknij z drogi, zaszyj sie grzecznie nad
        ksiazeczka i ucz sie do matury. Ty dzis jestes grzeczna, nie pchaj lapy, gdzie
        konia kuja. Chyba ze tworzycie z bratem zgrany front i chcesz go koniecznie
        bronic. Ale nie pamietam, zeby on Cie ostatnio bronil...
        • malagracja Re: Dziewczyny, boje sie :( 23.01.09, 19:37
          Każda "akcja" się kończy na mnie. "On pije ale ty nie jestes lepsza...xyz" i się
          zaczyna...
          • turzyca Re: Dziewczyny, boje sie :( 23.01.09, 20:02
            A musisz byc w poblizu? Przyleci sie awanturowac do Twojego pokoju? Takze gdy
            spisz? Tudziez "spisz"?

            Ech, do matury juz nawet nie 100 dni. Jeszcze chwila i bedziesz wolna. Wiesz
            jakie fajne kierunki studiow sa we Wroclawiu?
            • malagracja Re: Dziewczyny, boje sie :( 23.01.09, 20:48
              Na razie to szukam maszyny do szycia :)
              Dzieki za wsparcie, milo sie do kogos odezwac
          • ametyst89 Re: Dziewczyny, boje sie :( 23.01.09, 20:15
            Po burzy zawsze jest tęcza. Unikaj punktów sporu o ile możesz, Twoja tęcza już
            niedaleko.
            • malagracja Re: Dziewczyny, boje sie :( 23.01.09, 20:49
              Tak, mam klucz do pokoju. Zamknelam sie..oby nie chcieli tu przyleciec
              Dziekuje za wsparcie :)
    • kasia.winna paczka przyszła, a ja nie mam siły przymierzyć 24.01.09, 16:33
      Dotarła do mnie długo wyczekiwana OLA, a ja w końcówce grypy ledwo
      jestem w stanie leżeć bez trzymanki i nie mam siły, żeby ją
      przymierzyć. Poza tym w 4 dni schudłam 3 kilo, głównie "w oczach", i
      boję się, że będzie za duża. I L4 mi sie skończyło, a wcale nie
      czuję na siłach odwalać pełną dniówkę w robocie od poniedziałku. Ech
      żyzń.
      • madzioreck Re: paczka przyszła, a ja nie mam siły przymierzy 25.01.09, 17:22
        Głaskam biedactwo po głowie :) Ale poważnie, to trzeba iść do lekarza jeszcze
        raz, jeśli jest tak źle...
        • kasia.winna Re: paczka przyszła, a ja nie mam siły przymierzy 25.01.09, 19:15
          Dzieki Madziorecku :) Dzis juz nie jest tak tragicznie. Co prawda podpieram sie
          przed kompem wszystkimi lokciami i chyba zaraz odpadne, ale rano wbilam sie w
          maskaradke i chyba bedzie ok. Metek na wszelki wypadek jeszcze nie obrywam.
          Dziewczyny, nie lapcie tej zarazy, ktora teraz fruwa w powietrzu, bo strasznie
          oslabia i cialo i ducha.
          • tfu.tfu Re: paczka przyszła, a ja nie mam siły przymierzy 25.01.09, 22:57
            kasiu! szoruj do lekarza, albo nawet zamów domówkę! przecież się absolutnie nie
            nadajesz do pracy :(
            ściskam mocno!
    • prostokvashino no co za facet;( 24.01.09, 22:22
      No po-prostu szlag mnie dzisiaj trafił. Tak na niego zdenerwowałam się, że aż
      brzuch zaczął mnie boleć i takie bolesne wzdęcia mam:(( Jak by mi nerwów w pracy
      mało było.
      Niby głupota. Chodzi o drapanie mnie brodą jak jest nieogolony. Dziś nie ogolił
      się, przyszedł i znów zaczął po brzuchu drapać lub po szyi. No nie podoba mi się
      to, drapie i wkurza! I mówiłam o tym wcześniej już wiele razy. Żeby już chociaż
      stwierdził, że zapomina, to jeszcze jakoś by uszło (no bywa, ja też często
      zapominałam o różnych rzeczach). ALe nie on twierdzi, że 'ojejciu, przecież to
      nie boli.' Tłumaczę na różne sposoby, że boli, drapie. Już dziś wkurzyłam się i
      podrapałam go szczotką, żeby zobaczył jakie to przyjemne. To wiecie co zrobił??
      Poszedł do domu, 'żeby mnie nie denerwować bardziej'. Widzi, że aż doszło do
      takiej awantury, to chyba powinien zrozumieć, że moze i nie boli to drapania,
      ale zależy mi żeby nei drapał. Nie, nie zrozumiał i nadal stawiał na swoim
      'przecież to nie boli'.
      No żesz cholera jasna, czy to jest przejaw totalnego idiotyzmu czy ignorancji co
      do mojego zdania?
      • turzyca Re: no co za facet;( 24.01.09, 22:35
        Ja tam go troche rozumiem. Bo ja uwielbiam laskotac. Byc laskotana tez. I dla
        mnie to taka przygrywka do pieszczotliwych przepychanek, wiec jak mi ktos
        smutnym powaznym tonem mowi "nie laskocz mnie, nie lubie tego", to psuje mi
        calosc zabawy. W skrajnym przypadku pewnie tez bym strzelila focha. Za to jak
        mnie w odwecie wylaskocze do ostatniego tchu lub zartobliwym usciskiem
        unieruchomi, to jestem cala happy.
        Prawdopodobnie nie odczytalas wlasciwie sygnalow, trzeba go bylo powalic,
        zwiazac i laskotac piorkiem po piecie w odwecie za drapanie. A potem zrobic
        sobie przyjemna godzinke we wlasciwych okolicznosciach przyrody. ;)

        A tak w ogole to sprawdz, bo moze, jakby smyral Cie slabiej i/lub po innych
        czesciach ciala, to by to bylo przyjemne? Mnostwo ludzi uwielbia byc drapanych
        po plecach, moze Ty tez? On mialby swoje drapanie broda, Ty mialabys drapanie po
        plecach i wszyscy byliby zadowoleni.
        A takie zupelnie leciutenkie drapanie to jest calkiem niezla gra wstepna... ;)
        • aadrianka A ja rozumiem Prostokvashino 25.01.09, 12:35
          Nie cierpię drapania, łaskotania, skrobania i dostaję od tego białej
          gorączki. Zwłaszcza jeśli wyraźnie powiedziałam, że tego nie znoszę
          i sobie nie życzę. Owszem, podczas łaskotania zaczynam się śmiać, to
          rodzaj odruchu, ale absolutnie nie sygnał, że łaskotanie sprawia mi
          przyjemność.
          Niestety wiadomo, kiedy kobieta mówi "nie", to tak naprawdę
          myśli "tak". Przynajmniej w opinii wielu facetów.
          Spróbuj mu wyjaśnić, że to nie o drapanie samo w sobie chodzi, tylko
          nieliczenie się z Twoim zdaniem.
          • prostokvashino Re: A ja rozumiem Prostokvashino 25.01.09, 18:38
            No właśnie. Ja mam chyba przesuszoną skórę, bo prawie każdy dotyk - to
            łaskotanie. Wyjątek plecy - tam można mnie drapac, łąskotać, głaskać, gnieść
            przy porządnym masażu. Stosuję kurację balsamową, ale różnie jest z tym pamiętaniem.
            No i pal licho, jak by on po-prostu zapominał o tym (tak właśnie do wczoraj
            myślałam),ale jak się okazało, to ja 'przesadzam' i nie znam się na żartach.
            Nawet po tym, jak w akcie desperacji, żeby pokazać, ża NAPRAWDĘ mi na tym
            zależy, podrapałam go leciutko szczotką z metalowymi końcówkami, zeby zobaczył,
            CO ja czuję i dlaczego tego nie znoszę. Nic to nie dało, stwierdził, że postara
            się pamiętać (już zaczęłam się cieszyć), apotem stwierdził, że nie znam się na
            żartach, przesadzam (ZNÓW TO SAMO!!) i poszedł, 'bo po co ma mnie jeszcze
            bardziej denerowwać'.
            No żesz kurka! I właśnie mnie martwi już nie tyle to nieszczęsne drapanie, ile
            fakt, że do ostatniego olewał moje zdanie. On znał swoje i koniec. Martwi, skoro
            w tak błahych sprawach nie słucha, to co będzie w srawach poważnych, trudnych
            decyzjach etc??
            • turzyca Re: A ja rozumiem Prostokvashino 25.01.09, 19:56
              Ja sie oczywiscie moge mylic, bo psychologiem jest tu ktos inny, ale wlasnie o
              to chodzi, ze to jest blaha sprawa, a Ty traktujesz ja serio. Serio w sensie
              jakby to byla faktycznie sprawa wielkiego kalibru, a nie drobiazg. I moze on
              teraz siedzi i sie zastanawia "nie no cholera, ja ja chcialem troche pomiziac, a
              ona takiego focha odstrzelila. Jak ona jest taka przewrazliwiona i wszystko,
              nawet zarty, bierze tak zupelnie serio, to czy to ma sens?"

              Potraktuj to jako droczenie sie, troche takie konskie zaloty i wejdz w konwencje
              - kaz mu sie drapac po plecach albo obejmij go od tylu tak, zeby nie mogl sie
              wywinac i dmuchaj za uchem.

              A kiedys tam, jak Ci juz emocje opadna to pocwiczcie na spokojnie rozne sposoby
              na mizianie. Z broda jest podobnie jak z paznokciami - moge rozorac komus twarz
              jednym pociagnieciem, ale zazwyczaj sluza mi do pieszczotliwego poskrobywania,
              ktore nie tylko nie zostawia sladow, ale wrecz jest ledwo wyczuwalne.
              • tfu.tfu Re: A ja rozumiem Prostokvashino 25.01.09, 23:01
                końskie zaloty są dobre dla koni, ja niecierpię drapania zarostem po twarzy np.
                i nie cierpie, jak muszę o cos prosić więcej niz 3 razy, bo to tylko świadczy o
                tym, że facet mnie ignoruje, a moje prośby (i pewnie potrzeby) ma głęboko w rzyci...
                dziewczyna dała jasny komunikat: proszę, nie rób tak, bo tego nie lubię i nie
                sprawia mi to przyjemności, tylko ból. więc jeśli facet nie zrozumiał, to ja
                przepraszam i idę z psem na siku ;)
                • prostokvashino Kurcze, napisałam post ze 3h temu i poszedł... 25.01.09, 23:49
                  Ze 3 godziny temu wysmarowałam taaki długaśny post i ta głupia gazeta go nie
                  wysłała, bo niby nie zalogowana byłam, ale za to zacząć pisać odpowiedź
                  pozwoliła. Nie rozumiem, grrr://

                  Możecie mnie skrzyczeć, że ja taka egoistka (czasami kubeł zimnej wody też się
                  przydaje), ale jak ja mam inaczej tłumaczyć mu? Nie chce mi się już, ile można.
                  To nie był pierwszy raz z tą brodą, oczywiście chce mi drapać szyję, biust i
                  brzuch - najbardzioej wrażliwe miejsca. No jeszcze wewnętrzną stronę ud tak
                  mam.Plecy - nigdy. Wczoraj po-prostu w końcu prawie awanturę zrobiłam, żeby
                  zrozumiał, że przysłowiowe 'nie' - to oznacza 'nie' ,a nie 'tak' lub 'spróbuj
                  jeszcze ponamawiać'. Nawet po 'awanturze', stwierdził, że przesadzam z tym
                  drapaniem. NO ZESZ, nawet jak to mnie tak naprawdę nie drapie, tylko jest gdzieś
                  w podświadomości problem, to i tak uważam,ze powinien to uszanować i dać sobie
                  spokój.
                  Co do zalotów, niestety jego chyba są bliższe końskim, bo nic wspólnego z moją
                  przyjemnością nie mają. (złośliwa jestem, ale dziś jestem strasznie zła).I
                  mówiłam, że te rzeczy nie są nawet rpzyjemne, nie mówiąc już o tym, że
                  podniecające. A on itak swoje, bo JEMU to się podoba. ALe żebym chociaż miała
                  neutralny stosunek do tego, to jeszcze, kompromis itd, rozumiem. Ale mnie to
                  wkurza albo jest nieprzyjemne.!!!Kurde, wbijanie nosa w moją pierś, a dokładnie
                  centralnie w jej sutek, nie jest zachwycającym uczuciem (że on nawet rpzez
                  sweter wyceluje ten sutek). Jak jemu nie podobało się całowanie i łaskotanie
                  ucha, to przestałam po pierwszej próbie, mimo że to uwielbiam.
                  No niestety chyba moja złośliwość i egoizm wynikają z tego, że ostatnio jakoś
                  niczego nie jestem pewna. Jesteśmy ze 4 miesiące razem, a mnie już różne rzeczy
                  wkurzają. Przeciez jeszcze powinniśmy mieć różowe okulary i nie widzieć żadnych
                  wad,nawet takich widocznych na pierwszy rzut oka. Nie wiem, czy mu zalezy, co
                  raz bardziej wydaje mi się, ze nie: przez ten cały czas może dosłownie z 10 razy
                  powiedział do mnie słonko. Poza tym nic, jak stare małżeństwo. ANi nie napisze
                  smsa, że tęskni. Z drugiej strony prawie codziennie odbiera mnie z pracy (ma po
                  drodze), zabierął z tańców wieczorem i odwoził do domu. Ostatnio pojechał 600km,
                  zebym ja zdążyła kilka spraw w urzędach różnych miast pozałatwiać (pociągami nie
                  wyrobiła bym się w 1 dzień).
                  Dziwne to i wkurzające.
                  • besame.mucho Re: Kurcze, napisałam post ze 3h temu i poszedł.. 26.01.09, 00:00
                    No to Ci powiem, że poza tym drapaniem zazdroszczę ;). Mnie wkurzają
                    wszystkie "słonka" "kochania" i inne misiaczki, a lubię jak facet
                    widzi, że przydałaby mi się pomoc w szybkim i sprawnym pozałatwianiu
                    czegoś i tę pomoc oferuje :).
                    A próbowałaś z nim o tym drapaniu pogadać nie kiedy to robi, tylko
                    tak po prostu zacząć na ten temat rozmowę? Jak mojemu byłemu
                    marudziłam, że mnie drapie, to też czasem narzekał, że jak to raz
                    mnie drapie, a raz nie, że jak nie mam ochoty, to żebym po prostu
                    powiedziała, a nie zwalała na drapanie (kiedy mnie naprawdę po
                    prostu drapał :) ) i tak dalej i tak dalej. Pomogło jak spokojnie mu
                    wytłumaczyłam, że po pierwsze mam wrażliwą skórę, a po drugie w na
                    przykład w czasie okresu nawet lekkie obcieranie o cokolwiek bardzo
                    mi podrażnia skórę i boli. Może on po prostu źle reaguje, kiedy
                    mówisz mu żeby przestał coś robić - spróbuj pogadać z nim o tym
                    drapaniu tak po prostu. Nie wypominaj, tylko spokojnie wytłumacz, że
                    masz taką skórę, że Cię to boli. Możesz mu na przykład powiedzieć,
                    że boli Cię kiedy Cię drapie, ale za to bardzo Ci się podoba kiedy
                    dotyka Cię w taki a taki sposób - niech facet nie ma wrażenia, że
                    jesteś tylko na "nie" :).
                    • turzyca O, to jest madre. :) 26.01.09, 00:26
                      > A próbowałaś z nim o tym drapaniu pogadać nie kiedy to robi, tylko
                      > tak po prostu zacząć na ten temat rozmowę?
                      [...]
                      Możesz mu na przykład powiedzieć,
                      > że boli Cię kiedy Cię drapie, ale za to bardzo Ci się podoba kiedy
                      > dotyka Cię w taki a taki sposób - niech facet nie ma wrażenia, że
                      > jesteś tylko na "nie" :).

                      Wszystkie rozmowy prowadzone na spokojnie, nie w nerwach sa niezle. Bo w nerwach
                      siega sie po 150 bzdurnych argumentow. Konwersacje na pismie tez sa niezle,
                      szczegolnie w przypadku drazliwych tematow.
                      I w ogole proste komunikaty sa przydatne. A szczegolnie komunikaty pozytywne.
                      Wiekszosc ludzi nie jest telepatami, wiec jak sie im nie powie, co sie ma na
                      mysli, to nie beda wiedziec. :)
                  • turzyca Re: Kurcze, napisałam post ze 3h temu i poszedł.. 26.01.09, 00:21
                    Niezaleznie od tego, jaka to bzdura, ze mezczyzni sa z Marsa a kobiety z Wenus,
                    to cos w tym jest. ;) Tak naprawde to wynik chocby innej socjalizacji, o innych
                    roznicach nie mowiac. Ile razy Twoja Mama zwracala sie do Ciebie pieszczotliwie,
                    a ile jego do niego? A inne osoby w rodzinie? Ile razy Ty mowilas z bliskimi o
                    uczuciach, a ile on? To sa jakies tam nawyki, ktore wynosi sie z domu i ew.
                    rozwija w dalszym zyciu. (I oczywiscie trafiaja sie przypadki odwrotne, ale
                    statystycznie mamy wieksze szanse trafic tak, a nie odwrotnie.) I to ze facet
                    nie pisze, ze teskni, nie oznacza, ze nie teskni. Moze siedziec i zastanawiac
                    sie, jakby bylo fajnie gdybys byla, jak fajnie ze sie wieczor spotkacie, ale
                    wyslac Ci o tym smsa? Po co? Jak Ci na tym bardzo zalezy, to mozesz go nauczyc
                    tego rodzaju dzialalnosci, ale ze chwilowo z jego punktu widzenia to czynnosc
                    tak samo absurdalna jak dla foki skakanie przez kolko, to trzeba siegnac po
                    metode, dzieki ktorej uczy sie foke przeskakiwac przez kolko. ;) Czyli
                    zachecajac do jakiegokolwiek wlasciwego ruchu i chwalc za kazdym razem ten ruch.
                    Ale moim zdaniem naprawde nie piekne smsy i szalone gesty sa miernikiem jakosci
                    milosci. Gdzies jeszcze po roznych moich archiwach placza sie plomienne
                    wyznania, smsy wysylane o wszystkich porach dnia i nocy, zdrobnienia, czule
                    slowka, a wszystko to bylo objawem "milosci tak wielkiej", ze prowadzila do
                    przemocy. Wole proste "kocham Cie", bez zadnych wymyslnych dodatkow, nawet
                    powiedziane z rzadka, ale miec swiadomosc, ze za tym idzie prawdziwa milosc,
                    taka z wzajemnym szacunkiem, troska, taka konstruktywna, z pewnoscia, ze moge na
                    tej osobie polegac jak na Zawiszy.
                    Sama musisz zrobic bilans swojego zwiazku, ocenic, czy jego zaangazowanie, jego
                    stosunek do Ciebie w sprawach waznych i mniej waznych jest taki, jakiego bys
                    chciala. Czy jego wady nie sa az tak duze, zeby Ci przeszkadzac. To wcale nie
                    jest prawda, ze zawsze ma sie na poczatku idealnie rozowe okulary, ja niektore
                    wady dostrzeglam w pierwszych tygodniach, ale uznalam, ze nie sa to cechy
                    podwazajace sens zwiazku. Jaka jest sytuacja w Twoim zwiazku to musisz sama ocenic.


                    I naprawde jestem zdania, ze nie powinnas traktowac tej sytuacji w kategoriach
                    wielkich typu "brak szacunku dla moich prosb" tylko uznac, ze to jest drobiazg i
                    zastosowac metody odpowiedniego kalibru czyli przy nastepnej probie zaczac go
                    ciumciac za to ucho. A nastepnie zapowiedziec, ze bedziesz go ciumciac za ucho
                    za kazdym razem, kiedy bedzie Cie drapac i proponujesz przejscie do rzeczy,
                    ktore sprawiaja Wam obydwojgu przyjemnosc. I przy kolejnej akcji spytac sie czy
                    masz sie zajac jego uchem czy wezmiecie sie do milszych zajec.
                    I uswiadomic mu, ze Ty tez rezygnujesz z czegos co bardzo lubisz. Niech nie
                    czuje sie tym jedynym, ktory jest zmuszony do wyrzeczen. :)

                • turzyca Re: A ja rozumiem Prostokvashino 25.01.09, 23:53
                  W sumie mozna do tego i tak podchodzic.
                  -Dlaczego zerwalas z Krzyskiem?
                  -Bo mnie drapal zarostem.
                  • prostokvashino Dzięki dziewczyny. 26.01.09, 00:55
                    Nie wiem jeszcze, co zrobię. Od dawna wiem, ze muszę sobie to poukładać. Ta
                    sytuacja nei jest głównym problemem, tylko wydaje mi się, ze stała się takim
                    ostatnim gwoździem do trumny. COś w tym stylu. Od około miesiąca chyba się
                    zastanawiam nad tym, czy to co między nami się dzieje jest normalne i rokuje coś
                    sensownego na przyszłość czy nie.
                    Ale wasze posty pomogły mi zobaczyć to wszystko z różnych punków widzenia. A z
                    tym 'ciumcianiem za ucho' uśmiałam się i od razu humor mi się polepszył.
            • koza-1985 śniadanie z rektorem 06.02.09, 20:59
              aaaaaaaaaaaaaa.....!!9 rano rektorat w cztery oczy o marktingu, ja kontra
              Żmija
              pierwszy raz po 5 latach studiów taki stres, w dodatku idę sama bo nikt
              się nie odważył:/
              najbardziej się boję, że jak będę już pod drzwiami to zdezerteruję.
              a mogłam się na środowy pisemny nauczyć, a nie wyjść po 10 minutach z
              sali... cholerny markjetink:/
              wyraziłam swoją złośc i frustrację, mogę więc wracać do nauki:)
        • quleczka Re: no co za facet;( 25.01.09, 17:36
          nie wiem jak tam zarost rzeczonego pana i twoja skora... ale ja tam calkowicie
          rozumiem :_

          u mnie to nie jest tak, ze nie boli, wrecz przeciwnie...jak ktos ma twardy
          zarost to boli jak najbardziej i juz w polowie gry wstepnej wygladam jakbym
          dostala naglego uczulenia na cos... cala twarz czerowna jak burak i piecze :p

          tak wiec jak ktos ma wrazliwa skore to mowienie, ze nie boli jest nietrafione...

          jaa toleruje dwa stany - gladko ogolony lub kilkudniowy zarost, taki co juz nie
          jest ostry tak bardzo :)
      • malagracja Wspieram 25.01.09, 19:50
        Mam zupelnie odwrotnie jak Ty :)

        Jak moj chlopak zaczyna mnie drapac po dloni, nastawiam mu lokiec, ramie, szyje,
        policzek, szczeke, kark, brzuch, noge, plecy, stope - wszystko. Mocno, lekko..
        szalu dostaje jak przestaje.

        A moze mu sie podoba, ze Ciebie to denerwuje? Moj specjalnie czasami cos zrobi
        zeby zobaczyc jak sie bulwersuje.
    • milstar Nowa praca... 29.01.09, 19:20
      W poniedziałek zaczynam. Boję się, że niedam rady i "w ogóle". No i jest na 7.30, a ja ostatnio przez depresję mogę spać i spać...
      • kaga9 Re: Nowa praca... 30.01.09, 01:11
        Zazdroszczę Ci. Normalnie nie cierpię zmian, mogłabym przepracować całe życie
        przy jednym biurku, ale tak nie znoszę swojej pracy, że chętnie bym napisała to,
        co Ty- "zaczynam, boję się i w ogóle". A z czym masz nie dać rady?? Jeśli z
        "całokształtem", to spokojnie- na 5 minut przed egzaminem zawsze przychodzi do
        głowy paniczne "Boże, nic nie umiem". To zupełnie normalne:))) Za tydzień
        napiszesz nam bardzo optymistycznego posta, jestem pewna:) Powodzenia:D
      • luliluli Re: Nowa praca... 30.01.09, 07:54
        to normalne, że się boisz tej zmiany:) ale na pewno sobie poradzisz!
        może nawet niesamowicie Ci się spodoba;) będę trzymać kciuki
        • milstar Re: Nowa praca... 31.01.09, 11:17
          Dzięki :)
          Ja niby wiem, że będzie dobrze, aleee ;)
    • daslicht Ból okrutny! ;( 31.01.09, 19:20
      W poniedziałek, na szczęście o 14, mam egzamin z Mojego Ukochanego
      Przedmiotu. Tzn. sam przedmiot jest nawet w porządku, tylko babki
      wredne i ilość pytań niewspółmierna do ilości czasu. Tak więc nie
      boję się braku wiedzy, a tego, że nie zdążę napisać odpowiedzi.

      Na domiar złego przyplątało mi się zapalenie pęcherza, wyję z bólu i
      kompletnie nie mogę się przez to uczyć. AŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! ;
      ((((

      A jak nie przejdzie, to na egzaminie, na którym nie ma czasu myśleć
      (tam trzeba być obrytym, a nie myśleć!), będę się skręcać zamiast
      pisać najszybciej jak się da ;(
      • milstar Re: Ból okrutny! ;( 01.02.09, 20:01
        Ojojoj... współczuję. A kocykiem przykryłaś pęcherz? Masz w tych okolicach ciepło?
      • brykanty Re: Ból okrutny! ;( 01.02.09, 21:24
        Może lekarze mnie wyśmieją, ale ja w takich przypadkach funduję sobie b. dużo picia (ok. 4 litrów) - kwaśne herbatki zagryzane wit. C i magnezem, bo można sobie za dużo elektrolitów wypłukać. I siedzenie w gorącej wodzie. Tylko trzeba mieć kibelek koło wanny, bo można nie zdążyć. Ale to pomaga tylko na początku, przy bardziej rozwiniętej infekcji trzeba do lekarza
        • daslicht Re: Ból okrutny! ;( 01.02.09, 21:48
          ALe właśnie tak się robi - trzeba się zakwasić, jeść zboża i
          pomarańcze, odpuścić sobie mleczko czy herbatę (alkalizuje a musi
          być kwaśno żeby bakterie powybijać). Witamina C musująca (ja mam 500
          mg), nospa, urosept, termoforek na dół brzuszka i jest lepiej :)

          Przez 2 dni wyłam z bólu, teraz już jest w porządku i znów boję się
          bardziej o czas na egzaminie, a nie o to że się posikam :)

          Jutro o 14 chwila prawdy! Czy Kasia umie pisać ręcznie z prędkością
          ponaddźwiękową? Przekonamy się! :P
      • ederlezi1981 Re: Ból okrutny! ;( 01.02.09, 23:30
        Nie wiem, na ile skuteczne- ale na pewno nie zaszkodzi- a dziewczyny chyba nie polecały: (suszona) żurawina. Zurawina ponoc ma jakieś tam silne działanie anty-cośtam i jajkiś jej akstrakt jest w lekach na uklad moczowy, w mnue jest tego pełno na wage na wszystkich stoiskach z owocami, to pewnie wszedzie, a jest dobra, kwaskowata, ale przyjemnie, można sobie tak pogryzać, jak słoniecznik.
    • kasiamat00 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 01.02.09, 18:39
      Niech mnie ktoś przytuli... Głupie dziecko nie zorientowało się, że mu się
      ważność karty bankomatowej kończy, co oznacza, że jestem odcięta od pieniędzy.
      Na szczęście nowa karta czeka już u rodzinki, a więc mnie czeka przymusowa
      wycieczka w weekend (której nie było w planach), drugie na szczęście - jakimś
      cudem mam przy sobie więcej niż 50 zł gotówki, więc bezproblowo przeżyję do
      końca tygodnia. Do tego rozwalił mi się nosek okularów, odpadło to ochronne coś
      :/ No i znowu mam wrażenie, że ktoś ode mnie oczekuje, że będę silną,
      inteligentną, atrakcyjną i w ogóle idealną Kasią. A ja mam dość. Nie zamierzam
      biegać na siłownię 3 razy w tygodniu, spędzać pół godziny dziennie przed lustrem
      żeby się umalować, szukać krawcowej, żeby w końcu idealnie dopasowane ubrania,
      pracować po 10 godzin dziennie, a w wolnej chwili douczać się miliona rzeczy.
      Nie i już.
      • agafka88 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 01.02.09, 20:01
        tulę Kasiu. I przesyłam uściski.

        Sama dobrze wiesz, że nikt nie jest idealny i wszyscy ludzie Cię kochają za to
        jaka jesteś - chyba nikt by nie wytrzymał z idealną Kasią, co?
      • turzyca Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 01.02.09, 22:06
        Kasiulka, glaski.
        A nie mozesz podjac kasy w oddziale banku? Na dowod albo co?


        PS Dac Ci namiar na swietna optyczke?
        • kasiamat00 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 01.02.09, 22:33
          Nie mogę, bo mBank oddziałów nie ma. Finansowo mnie to nie rusza, bo mam rezerwę
          która spokojnie wystarczy mi do piątku, poza tym istnieje kilka osób, które po
          usłyszeniu takiej historii zareagowały/zareagują w stylu "ile ci pożyczyć?" ;)
          Tylko konieczność przejechania połowy Polski tam i z powrotem w ciągu 2 dni z
          takiego głupiego powodu mnie wkurza. A naszej kochanej poczcie nie zaufam na
          tyle, aby poprosić rodzinkę o wysłanie karty.

          Za namiary na optyczkę będę wdzięczna, w ogóle za namiary na wszelkich
          fachowców. W najbliższym czasie powinnam:
          - pójść do fryzjera, a wcześniej przestać się bać co on zrobi z moją głową ;)
          - zmienić okulary (akurat nadarzyła się okazja)
          - znaleźć sobie krawcową i uszyć co najmniej jedno oficjalne ubranko
          - przejść się kilka razy do kina celem poprawienia sobie humoru (a jeszcze
          lepiej do Teatru Kwadrat, oni mają na mnie zbawienny wpływ)
          - zapisać się na angielski (odwlekam od paru lat), bo moja angielszczyzna
          ostatnio woła o pomstę do nieba
          - zacząć się ruszać (siłownia, taniec, cokolwiek - chwilowo jeden szaleniec
          zawziął się i chce mnie uczyć pływać, chociaż tyle ruchu będę miała)
          - przejść się w końcu do psychologa, ale tu obawy są jeszcze większe niż w
          przypadku fryzjera :/

          Tak, już mi przeszło, głaski pomogły :D Dziękuję :)
          • turzyca Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 01:16
            Zaczelabym od zmiany fryzury, a potem do tego dopasowywalabym okulary. Moge polecic fryzjerke (ja wybieram pania Marie, jedyna fryzjerka, ktora znam, ktora dokladnie wie, co bedzie na glowie po jej dzialaniach) i optyka, gdzie przyjmuje dwie starsze panie, ktore rzucaja na Ciebie okiem, wysluchuja, co masz do powiedzenia, daja Ci oprawki i... masz problem ze zdjeciem ich, zeby Ci szkla wmontowaly, bo nie chcesz sie z tymi cudnymi okularami nawet na 5 minut rozstawac. ;)
            W ogole to fajna okolica, bo tuz obok optyka jest znakomity zaklad szyjacy rekawiczki, a po drugiej stronie Marszalkowskiej jest zaklad paskarski i, dalej w kierunku Wisly, znakomity szewc. A oprocz tego pare fajnych antykwariatow i jedna z moich ulubionych bibliotek.


            Do teatru Kwadrat chetnie bym sie z Toba przeszla, jak sobie przypomne Kobuszewskiego w "Dwoch morgach utrapienia", to musze sie usmiechac. A graja jeszcze "Tartuffe'a" w Narodowym? Malajkat jest po prostu wyborowy, a ze Stenka tworza swietny duet. Niby Molier znany, ale jednak klasa aktorow tez ma znaczenie.

            Podobno kolo Feminy jest fajna szkola jezykowa, gdzie uczysz sie modulowo, wiec mozesz sobie terminy zajec dopasowac do wlasnego planu. A moze zacznij od angielskich sluchowisk? Anglicy robia fantastyczne sluchowiska i to z kazdego gatunku literackiego. Swietny zbior miala British Council School, teraz przeniesli to do jakiejs biblioteki miejskiej.

            Moja krawcowa niestety wyjechala z Polski, a psycholozka skonczyla pracowac, wiec tu Ci nie pomoge.


            A co do ruchu - moze zapiszesz sie na joge? Joga jest mrau. ;)

            Trzymaj sie cieplo. :)
          • besame.mucho Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 16:04
            Dobrze obcina Maciek na ulicy Widok (Widok 8 chyba). Niestety
            potwornie drogo. Ale jak się do fryzjera wybiera raz na kilka lat to
            można przeżyć ;).

            Jeśli chcesz iść do teatru na coś poprawiającego humor, to poluj na
            "Dzieła wszystkie Szekspira (w nieco skróconej wersji)" w
            Prochoffni. Widziałam dwa razy (raz dobrych kilka lat temu, drugi
            raz 4 czy 5 lat temu) i dwa razy płakałam ze śmiechu.

            W kinie, to w Lunie można trafić na fajne rzeczy - no i są
            poniedziałki za 5 zł. A jak nic nie trafisz, to zawsze możesz wpaść
            do mnie na poprawienie humoru, mieszkam blisko i uwielbiam robić
            sobie z kimś maratony filmowe przy winku :).

            Pływanie to fajna sprawa, jeśli nie umiesz to dobrze, że się
            nauczysz! Choćby po to, żeby sobie potem spokojnie i dumnie żabką
            dryfować, ja tak najbardziej lubię ;).
            • besame.mucho Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 16:06
              Aha, z kartą zostaje jeszcze opcja wysłania kurierem, bezpieczniej to
              niż pocztą. Mama mi tak raz wysyłała, kiedy miałam taką sytuację jak
              Ty, tylko w Amsterdamie, więc weekendowy powrót po kartę nie był
              najlepszym pomysłem. Tylko to drożej niż pocztą, a niewykluczone, że i
              drożej niż samej pojechać na weekend.
    • monika3411 Ehhh.... 01.02.09, 19:50
      Miałam w planach na dzisiejszy wieczór malowanie włosów i zrobienie
      paznokci. Wycięłam skórki (jakoś nie mogę się przekonać do ich
      odsuwania) i zamiast pomaszerować do łazienki robić sobie topazowy
      zmierzch (czy jakoś tak) na głowie, pomalowałam pazury. Nie ta
      kolejność, zawsze muszę coś pokręcić... Wrrrr... Dlaczego mnie to
      nie dziwi...? Może mąż mi pomaluje jak wrócą z córką z zakupów...
      wątpię, bo raz mi malował włosy i uświnił sobie ulubioną
      koszulkę.... Ehhh....
      • kaga9 Re: Ehhh.... 01.02.09, 21:44
        Heh, jakbym siebie widziała- zawsze na odwrót! Mężowi zorganizuj na stałe
        "koszulkę do farbowania włosów żonie" (mój taką ma), niech już nie farbuje Cię w
        "cywilnych" ciuchach:)
    • semele2 sesja 01.02.09, 20:06
      Mam jutro morderczy, pisemny egzamin z dwudziestolecia międzywojennego.
      Aktualnie panikuję. Materiału jest tyle, że nie ogarniam go mózgiem w całości...
      • kaga9 Re: sesja 01.02.09, 21:41
        A jakie to studia? Pewnie gdzieś pisałaś, ale przeoczyłam <wstydzi się>.
        Dwudziestolecie uwielbiam swoim humanistycznym umysłem, ale materiału zarówno na
        filologii, jak i na historii kupa (że tak niestosownie...). Panikuj, ale
        przecież wiesz, że po pierwsze- umiesz dużo, a wszystkiego nie wie nikt, po
        drugie- zawsze można polać wody;) Powodzenia!!!
        • semele2 Re: sesja 01.02.09, 22:01
          Na historii. Jutro dwudziestolecie, za tydzień po 1945. Ale na razie skupiam się
          na bliższym niebezpieczeństwie ;).

          Też w sumie lubię dwudziestolecie. Ale jest w nim tak cholernie dużo
          szczególików, na których można mnie złapać...
      • turzyca Re: sesja 01.02.09, 22:04
        O rany! Pisemny egzamin? Z dwudziestolecia? Wspolczuje serdecznie i trzymam kciuki.

        U nas wszystkie epoki sa ustne, nie wyobrazam sobie zdawania tego pisemnie. (Ale
        za to caly XX wiek na raz.)
        • semele2 Re: sesja 01.02.09, 22:09
          Do tej pory było ustnie. Ja jestem pierwszym rocznikiem licencjatu, przyjęli nas
          dużo i katedra stwierdziła, że robi pisemny egzamin. W przyszłym roku wrócą do
          ustnych, bo profesor się zbuntował. A ja mam takie zezowate szczęście.

          Też mam cały XX wiek naraz. Tylko profesor postanowił być ludzki pan i uznał, że
          skoro i tak przyjął zasadę, że trzeba zaliczyć i dwudziestolecie, i historię po
          1945, to może nam między tymi częściami dać tydzień przerwy.

          Zdawałam do tej pory pisemnie tylko starożytną, resztę ustnie. I wolałam ustnie...
          • kaga9 Re: sesja 01.02.09, 23:13
            Semele, jak Ci pytania nie podejdą, napisz własną wersję egzaminu. Coś w tym guście:

            "Dwudziestolecie zakończyło się mniej więcej tak:
            <Długośmy na ten dzień czekali
            Z nadzieją niecierpliwą w duszy
            Kidy bez słów towarzysz Stalin
            Na mapie fajką strzałki ruszy...">" itd:)

            Kocham tę pieśń:)
            • semele2 Re: sesja 02.02.09, 06:53
              Taaaaak. A w trakcie:
              "Więc śmiech piskliwy we mnie wzbiera
              Na widok pychy i charyzmy.
              Na waszą miarę to kariera:
              Kariera Nikodema Dyzmy!"

              Wybacz, autor ten sam, więc absolutnie nie mogłam się powstrzymać :D.
              • kaga9 Re: sesja 02.02.09, 23:08
                Uwielbiam faceta:))) Mój mąż, jak mu podskoczę, patrzy na mnie znam okularów i
                syczy "niewyżyta Niemra" (w ogóle twierdzi, że z moim zachowaniem to dla mnie
                wprost "Sen..." (nieprawdaaaaaaaaa)- ze względu na imię też).

                Jak poszedł egzamin???
                • semele2 Re: sesja 03.02.09, 15:07
                  Egzamin do przodu :). Jeszcze nie wiem, na jaką ocenę, bo to będzie wiadomo
                  dopiero jak napiszę drugą część, ale na pewno dwudziestolecie pójdzie bez
                  poprawki :).

                  A widzisz, mnie mój TŻ od niewyżytych Niemr nie wyzywa ;). Ba, nawet ma u mnie
                  ostatnio ogromnego plusa, bo pod koniec lutego wyciąga mnie do teatru na
                  "Sarmatię" (o fabule spektaklu nie mam fiołkowego pojęcia, wiem, że są tam
                  wplecione piosenki z "Sarmatii" i to mi w zupełności wystarczyło).

                  Dziewczyny, bardzo dziękuję za słowa pocieszenia :). I idę wkuwać na drugą część...
    • kaga9 nie chcę iść do pracy:(((((((((((((( 02.02.09, 01:21
      Właśnie skończyły mi się ferie. Spędziłam je m.in. na sprawdzaniu próbnych
      egzaminów gimnazjalnych i wbijaniu wyników w systemie 0-1 w Excela, sama radość.
      Muszę wrócić do pracy, a czuję się jak dziecko z fobią szkolną- najchętniej
      schowałabym się do szafy. Nie mogę spać (jak widać).

      Pocieszcie:((( Napiszcie, że mimo kryzysu jest szansa, że za rok o tej porze
      będę już pracować w innym zawodzie, że wreszcie mi się uda...
      • dziwna_dziewczyna Re: nie chcę iść do pracy:(((((((((((((( 02.02.09, 01:42
        Myśle, że Twoim podopiecznym nie chce się jeszcze bardziej ;)
        I będą robić wszystko żeby Cię zagadać, więc po prostu za bardzo się nie opieraj.
        A za rok to jeszcze dwa razy zdążysz być swoją szefową, a co dopiero znaleźć pracę w wymarzonym zawodzie. No kto, jak nie Ty? ;)
      • semele2 Re: nie chcę iść do pracy:(((((((((((((( 02.02.09, 06:52
        Szanse są zawsze :). A w jakim zawodzie chcesz pracować? Może zrobi Ci się
        lepiej, jak nam o tym poopowiadasz? Przyjemny temat często rozładowuje zły nastrój.
      • madzioreck Re: nie chcę iść do pracy:(((((((((((((( 02.02.09, 19:26
        Oj, jak ja Cię rozumiem... <przytula>
      • kaga9 Re: nie chcę iść do pracy:(((((((((((((( 02.02.09, 23:22
        Dzięki:))) Rano nie przeczytałam, bo...zaspałam, to znaczy wstałam skandalicznie
        późno i już nie odpaliłam kompa:( Ale WIEDZIAŁAM, że mogę na was liczyć i po
        powrocie przeczytam coś ciepłego:***

        Ekhem, no więc tak najbardziej na świecie tobym chciała pracować za cichym
        biurkiem, mogę jakieś teksty pisać, korygować, przeredagowywać, mogę grzebać w
        archiwach, takie tam. Nic z adrenaliną ani niezbędnym tupetem, żadna tam giełda,
        reportaże ani przedstawicielstwo handlowe;) Lubię ciszę i spokój, mogłabym
        pracować w domu, ale obawiam się, że stałabym się totalnym odludkiem. I Bóg wie
        po co w tej sytuacji polazłam w tym roku na podyplomowy HR. Ale może...Dzięki za
        cierpliwość:)
    • ottiss egz z Ekonomii HELP 02.02.09, 02:48
      niech mnie ktos przytuli lub strzaska po gebie. w pt mam 2 egz ,w tym jeden z ekonomii(na socjologii),ktorej nienawidze. jestem zupelnie nieekonomicznym umyslem,nie rozumiem,myli mi sie itp w dodatku mam poczucie ,ze "sie mnie zmusza" do nauki czegos,czego nie chce ,nie lubie i (czy juz wspominalam ?) nienawidze. a to nie rokuje najlepiej.

      w dodatku caly ten tydz jestem chora,antybiotyki ,kaszel,katar,goraczka i dopiero dzis sie wzielam za nauke na ekonomie,i juz mam dosc,juz nie rozumiem pewnej rzeczy,a jak sobie dam rade na egzaminie? :(
      • kaga9 Re: egz z Ekonomii HELP 02.02.09, 23:29
        To ja przytulę do mej humanistycznej piersi <tuli>. Nie mogłabym strzaskać po
        gębie kogoś, kto nie ma ochoty na egzamin z ekonomii;) I pomyśleć, że też kiedyś
        chciałam studiować socjologię...Ale pan na dniu otwartym na UW powiedział, że
        "to nie są studia humanistyczne dla panienek z dobrych domów, tylko dla umysłów
        ścisłych", którym jako żywo nigdy nie byłam...
        • ottiss Re: egz z Ekonomii HELP 04.02.09, 14:08
          nie ma to jak przytulenie do piersi :D

          ja naiwnie myslalam ze to bedzie taka "ekonomia" a nie Ekonomia ;) niestety babeczka powiedziala nam ,ze jest uczelni ekonomicznej,takie ma wyksztalcenie,o socjologii pojecia nie ma wiec nie zrobi socjologii ekonomii.

          kurcze,troche mi lepiej ;) mam nadzieje ze nie wpadne zas w dol rozpaczy ekonomicznej
        • ottiss kaga9 :) 17.02.09, 15:46
          kaga9 napisała:

          > To ja przytulę do mej humanistycznej piersi <tuli>.

          DZIE-KU_JE :)Chyba musze sie czesciej do tej Twojej piersi przytulac ,bo ZDALAM :D jeee!!!! co prawda na 3,ale zdalam znienawidzona ekonomie :) uff moge juz wszystko zapomniec ;) awansem moge sie przytulic z racji piatkowego egz?:>
          • kaga9 Re: kaga9 :) 18.02.09, 14:45
            Dawaj;))) Ekstraaa, zupełnie gratis szczerze się ucieszyłam, że mój biust się na
            coś przydał:))) W piątek z czego masz? Może jakiś lepsiejszy stanik włożę...
      • helenka333 Re: egz z Ekonomii HELP 03.02.09, 15:25
        psytulam :*
        a egzamin ustny czy pisemny? Może nie powinnam tak mówić ale jeśli pisemny to
        może uda Ci się coś ściągnąć? Ja tak mialam z metodologią- okropieństwo bleee-
        nawet nie przejżałam notatek a egzam był z calego roku i poprostu usiadłam koło
        życzliwej i dobrze obeznanej w mojej wiedzowej sytuacji kolezanki i zaliczyłam
        na marne 3 ale jednak, wiem to zuo ale jak pomysle, że niektórzy ludzie z roku
        męczyli się z tym do IV roku (egzamin byl na drugim) to mi jakoś wyrzuty
        sumienia mijają ;)
        Naucz się tyle ile Ci się uda, to czego nie rozumiesz może ktoś bardziej
        obeznany będzie mógł Ci wytłumaczyć? Bo przyswajanie czegoś czego się nie lubi i
        totalnie nie rozumie jest męczarnia, na same wspomnienie takich przedmiotów
        zbiera mi się na wymioty :/ na pocieszenie dodam, że najważniejsze jest
        pozytywne podejście, mi na samym takim podejściu z minimalną wiedzą udało się
        zdać nie jeden egzamin ;)
        • ottiss Re: egz z Ekonomii HELP 04.02.09, 14:06
          egzamin pisemny i to opisowy :( gdyby byl test moze udaloby sie cos strzelic.. ech..

          musze sprawdzic kto bedzie umial i czy bedzie dla mnie "zyczliwy" :D choc na razie kogo pytam-ten ma problemy.

          chyba zrobie jakies sciagi -wiem wiem,to niemoralne zupelnie i kajam sie juz teraz
        • ottiss helenka333 17.02.09, 15:47
          sciagi zrobilam,ale uzyc sie ich nie dalo :) ale zdalam na 3 i jestem duuumna jak paw,bo zrobilam to sama i mimo nienawisci do ekonomii :)jeszcze raz dziekuje
    • helenka333 zły sen? :/ 02.02.09, 14:01
      Miałam dziś kolejną (5ta chyba) jazdę na prawko, to była totalna masakra :/
      ostatnim razem szło mi całkiem dobrze a dzisiaj... Zupełnie się skupić nie
      mogłam. Gdyby nie instruktor zaliczyłabym parę lusterek i jednego rowerzystę.
      Instruktor stwierdził, że się chyba z siostra bliźniaczka zamieniłam :/ W ogóle
      kilka dni temu (jeszcze przed poprzednia jazda) miałam koszmar, że mi tak
      fatalnie idzie i dzisiaj ten koszmar się urzeczywistnił, brrrr... jeszcze teraz
      mi się ręce trzęsą i, jak wcześniej się jazd nie mogłam doczekać, tak teraz nie
      wiem czy to w ogolę ma sens:/ Boje się, ze teraz będę się tym bardziej
      stresować i...napisałabym, że będzie jeszcze gorzej ale już chyba nie może :(

      Jeśli się już żalę to napisze od razu co tak poza jazdami spędza mi sens z
      powiek- nie mogę znaleźć pracy :/ Wysłałam ostatnio kilka cv i póki co byłam na
      1 rozmowie. Teraz zrobiłam sobie przerwę na czas sesji ale niedługo znów zacznę
      wysyłać. Dobija mnie to, że czas leci a ja pozostaje bez pracy, kasy coraz
      mniej, mama suszy głowę, ostatnio wymyśliła, ze skoro nic w Poznaniu (tam
      studiuję) nie robię (chodzenie na zajęcia, sesja i pisanie mgrki to jest właśnie
      nic według niej) to mam wracać do mojego rodzinnego miasta i mogę tu pracować w
      osiedlowym spożywczaku (praca w sklepie-chętnie ale z bielizną;)), dodała
      jeszcze, ze zmarnowałam 5 lat studiów bo nie poszłam na drugi kierunek
      (studiowałam dziennie i od 2 roku pracowalam)

      no to się 'uwywnętrzniłam' obszernie, dzięki za taka możliwość;) skończy się ten
      zły sen, prawda? pozdrawiam:)
      • luliluli Re: zły sen? :/ 02.02.09, 14:49
        Helenko:)
        1) zły dzień zdarza się pewnie nawet Robertowi Kubicy;) nie ma co po
        jednym dniu skazywać swojego "kierownicowania" na niepowodzenie.
        Następnym razem usiądź za kierownicą, jakby poprzednia jazda w ogóle
        nie istniała. Im bardziej będziesz się straszyć i źle nastawiać, tym
        gorzej będzie Ci szło, bo za kierownicą chodzi o zdecydowanie,
        pewność i skupienie, a nie o wieczny strach przed zdarzeniami na
        drodze:) będziesz wspaniałą kierowniczką;) zamiast panikować, skup
        się i zacznij się cieszyć, że nabywasz nową (skomplikowaną i
        potrzebną) umiejętność:) żeby ruszać na raz obiema ręcyma, nogima i
        łebkiem, potrzeba wielu lekcji i odrobiny odwagi;> przde wszystkim
        jesteś wielka, że decydujesz się na to teraz i już, a nie za rok, za
        dwa, kiedyś...:)

        2) z pracą nie jest łatwo. Nie chcąc Cię załamywać powiem, że
        jeszcze trudniej jest dziewczynom w wieku "końcowostudiowym", bo (to
        cytat!) "w Pani wieku albo Pani już myśli o założeniu rodziny, albo
        zaraz zacznie"... wszystko opada na takie podejście:| ale przy dużej
        dozie determinacji uda się wszystko:) wysyłaj cierpliwie CV, mierz
        wysoko, nie zrażaj się niepowodzeniami, przed Tobą jeszcze wiele
        śmiesznych i głupich rozmów kwalifikacyjnych. Nie stresuj się;) a
        idąc na rozmowę powiedz sobie przed lustrem, że to oni Ciebie
        potrzebują, a nie Ty ich:) działa!:D
        Polecam też pocztę pantoflową, może ktoś wie o wolnym miejscu w
        swojej firmie? nie pozostaje niestety nic innego jak życzyć Ci
        wytrwałości:) oszukańcza rada odnośnie mamy - zdawaj mega długie
        relacje ze swoich niewiarygodnie licznych codziennych zadań - od
        super trudnych jazd przez wielogodzinne siedzenie w bibliotece po
        wyczerpujące i liczne rozmowy kwalifikacyjne;> sprytem ją, sprytem...
        • helenka333 Re: zły sen? :/ 03.02.09, 15:32
          Dziękuję za rady luliluli, z tą "oszukańczą" metoda dla mamy to strzał w 10tke
          ;) co do pracy wiem, że ciężko :/ najwyżej będę musiała łapać to co akurat
          wpadnie w ręce i szukać czegoś lepszego, z moim wykształceniem (komunikacja
          społeczna ale w instytucie filozofii i z tego co wiem mgra będę mieć z
          filozofii) łatwo nie będzie. W dodatku dziś się dowiedziałam, że koleżankę z
          nudnej ale dobrze płatnej posadki zwolnili, kryzys?
          A prawko... trzymaj kciuki w czwartek kolejna jazda ;) obym wróciła cała ;)
    • m.arta.m obrzydliwy, okropny egzamin 02.02.09, 16:28
      z beznadziejnego przedmiotu, którego nie cierpię, nie pojmuję i nie chcę.
      nie wiadomo, czego i z czego się uczyć. nie wiadomo, co umieć. nic nie wiadomo,
      nikt nawet nie wie, co w tym temacie jest czym.
      Do tego jest ustny, a ja na ustnych nie potrafię powiedzieć nic, choćbym była
      obryta, obkuta i nauczona. po prostiu wchodzę i nie umiem już nic, aż do
      wyjścia. I całe moje wygadanie gdzieś sobie ulatuje, nagle nie potrafię obejść
      tematu dookoła tak, żeby rozmówca (egzaminator) dał się omamić.

      No po prostu załamka potworna :/
    • gusia1313 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 21:05
      Ja bardzo potrzebuje wsparcia....Jutro dbieram wyniki ca
      125....Jeśli to rak to co dalej???????
      • madzioreck Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 21:11
        Wspieram i przytulam mocno <przytula>.
        Czemu boisz się, że to rak? Może to jakaś torbiel albo coś...?
        • gusia1313 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 21:20
          Mam torbiel na jednym jajniku na drugim jajniku oraz kolejną w
          pochwie... Do tego utrzymujący sie płyn w zatoce douglasa.. Może
          mieć to podłoże nowotworowe wg mojego lekarza.:-(
          • madzioreck Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 21:28
            A może "może", ale nie musi...? Niestety nie znam się na tym, nie będę też
            pisać, żebyś się nie martwiła, bo to głupia rada w tej sytuacji, nie da się, ale
            postaraj się być dobrej myśli i nie wyobrażać sobie najgorszego?
            • gusia1313 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 21:40
              A więc nie potrafie sie nie martwić....Nie moge o tym przestać
              myśleć...Po prostu nie potrafię..........................
              • madzioreck Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 21:41
                Wiem, ze się martwisz, to normalne w takiej sytuacji :(
          • madzioreck Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 21:40
            Jeśli możesz, to napisz jutro, jak tam, ale chyba będziesz miała robione jakieś
            dodatkowe badania? Bo podwyższone ca125 nie musi świadczyć o nowotworze, z tego
            co się zdążyłam zorientować.
            • gusia1313 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 21:46
              Tak..Wiem o tym.. Mój lekarz też o tym wie ....Jeśłi mój wynik
              będzie wyższy niż mój wiek (34) to mam do niego przyjechać na
              sygnale no i bedziemy się juz martwic zbiorowo tzn we dwoje...
              No a dodatkowe badania i tak bedą bo jeśli nawet to ca bedzie w
              normie to i tak zbyt wiele niespodzianek w moich organach
              wewnetrznych zostało znalezionych....
              Oczywiście dam znać.....
              • madzioreck Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 21:51
                To czekam :) Zawsze masz tu z kim pogadać, jeśli chcesz to pisz też na priv.
                Staraj się jednak być dobrej myśli, to ważne w leczeniu różnych cholerstw :)

                Cyt:(żebyś się chociaż na chwilkę uśmiechnęła) "Po to Pan Bóg dał Ci du...o, byś
                je wypiął na choróbsko" (hasło ukazało się po rozwiązaniu krzyżówki;))
                • gusia1313 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 02.02.09, 21:58
                  Oj bardzo bardzo dobre.....
                  Kurde dlaczego zycie jest takie nieobliczalne? Czemu nie może byc
                  trudno ale nie aż abstrakcyjnie... ja po prostu nie dowierzam że
                  można tyle znaleźć złych rzeczy w jednej części mojego organizmu...
                  Koszmar....
                  • gusia1313 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 03.02.09, 21:54
                    No cóż odebrałam wyniki są w normie i to nie rak....Na
                    szczęście...Wielka ulga...
                    • joankb Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 03.02.09, 22:06
                      Świetnie :)). To teraz już spokojniej bierz się za leczenie wszystkich innych
                      choróbsk. Spokojnie i z optymizmem - pamiętaj, że to jedna z podstaw dobrych
                      wyników leczenia.
                    • madzioreck Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 03.02.09, 22:20
                      Uuuuuuuffffffff... A teraz marsz do lekarza leczyć te torbiele :)
                    • semele2 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 04.02.09, 07:24
                      Strasznie się cieszę i trzymam kciuki, żebyś szybko wyleczyła wszystkie
                      pozostałe choroby.

                      Dogrzebałam się do wątku tak o poranku i teraz cały dzień mi się będzie gęba do
                      tego śmiała :).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka