vidavil-125
01.12.15, 10:28
Nie wyglądało to dobrze.
Czołg następował za uciekającym Bondem. Gąsienica czołgu nawet wydarła dziurę w skarpetce uciekającego Bonda.
Bond w ostatniej chwili wpadł do stojącej na poboczu budki telefonicznej.
Sto czterdzieści cztery, rzucił Bond do zwisającej bezwładnie słuchawki telefonicznej.
Po drugiej stronie dziewczyna Bonda odebrała telefon i szybko sprawdziła w katalogu
co to jest sto czterdzieści cztery. Sto czterdzieści cztery oznaczało że Bond jest atakowany
przez czołg w budce telefonicznej.
Dziewczyna Bonda nie namyślając wskoczyła na potężnego czterocylindrowego Harleya Davidsona i pomknęła w kierunku budki telefonicznej.
Rozparty w czołgu czołgista delektował się już ostatnim życiem Bonda.
Nie było czasu. Dziewczyna Bonda ustawiła potężnego czterocylindrowego Harleya Davidsona
z przodu czołgu. Dziewczyna Bonda wrzuciła bieg i na maksa dodała gazu.
Harley Davidson zawył w miejscu.
Tylne koło napędzane potężnym czterocylindrowym silnikiem najpierw zerwało asfalt,
później kamienie pod asfaltem i na koniec zerwało kratkę uliczną i kawałek krawężnika.
Wszystko to spod koła Harleya Davidsona wpadło na maskę czołgu i zasypało szczelinę czołgisty.
Czołgista zaklął szpetnie prawą gąsienicą czołgu t tyle.
Ale co było dalej?
Vidavil.