Dodaj do ulubionych

czy habilitacje mozna sobie... przepisac?

13.11.09, 09:22
mozna, jak ten, od kogo przepiszesz, nie zaprotestuje.

"Pułkownik z Akademii Obrony Narodowej przepisał pracę habilitacyjną od kolegi. Na uczelni o tym wiedzą, ale pracę przyjęli, bo kolega pułkownika nie protestuje"

https://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7249125,Pulkownik_pozyczyl_habilitacje.html
Obserwuj wątek
    • salzburg Re: czy habilitacje mozna sobie... przepisac? 13.11.09, 11:09
      Na szczescie zazwyczaj nie - choc zdarzaja sie wyjatki. O czym
      swiadcza dwei negatywne recenzje.
    • dala.tata Re: czy habilitacje mozna sobie... przepisac? 13.11.09, 11:34
      jestem ciekaw co z tego wyniknie i czy beda badac plagiat czy moze komentowana
      czujnosc autora.
      • charioteer1 Re: czy habilitacje mozna sobie... przepisac? 13.11.09, 15:05
        Gdyby nie donos, to by przeglosowali.

        Do mnie wlasnie dotarlo, ze nie ma wlasciwie zadnych sposobow walki z
        autoplagiatami. Student przepisuje z licencjatu do pracy magisterskiej. Promotor
        jest inny, wiec sie nie polapie. Potem sie przepisuje z magisterki do doktoratu.
        Potem sie podwojnie wydaje habilitacje - raz jako ksiazke, drugi raz jako tzw.
        dorobek. Migalski przynajmniej uczciwie pozaznaczal, co skad poprzepisywal.
        • adept44_ltd Re: czy habilitacje mozna sobie... przepisac? 13.11.09, 15:09
          swoją drogą, oprócz żargonu o utracie czujności,rzuciło mi się w oczy właśnie to
          słowo 'donos', 'anonimowy donos', przecież to słowo jest jawnie pejoratywne i w
          tym kontekście odsłania naszą mentalność, ten, który ujawnił prawdę to donosiciel...
        • chilly Re: czy habilitacje mozna sobie... przepisac? 14.11.09, 16:54
          Charioteer! Ta akurat sprawa jest prosta do rozwiązania. W wielu
          instytutach panuje zwyczaj dostarczania przez studentów SUM swoim
          promotorom kserokopii pierwszej strpony pracy licencjackiej, spisu
          treści oraz ostatnich stron z indeksu.
          Co zaś do samej habilitacji w AON. Na tym m.in. forum wszystkie
          habilitacje przeprowadzone za granica (zwłaszcza Słowacja, Białoruś)
          są podejrzane moralnie. Czasami można sądzić, że własciwie wszystkie
          zostały uzyskane nieuczciwie. W przeciwieństwie do krajowych. Ten
          jednak przypadek pokazuje, że i habilitacje krajowe mogą być
          obciążone tym "grzechem pierworodnym". Przypuszczam też, że to tylko
          wierzchołek góry lodowej, przypadkowo odsłonięty.
          Sam znam przypadek inny, doktora niezłego i pracowitego, ale jednak
          wtórnego w tym co robi. Przy tym bez znajomości angielskiego - w
          dziedzinie nauk przyrodniczych niezbędnej. Wszyscy go cenili, ale
          szans na habilitacje nikt nie widział. Aż rozchorował się kierownik
          katedry (przez dziesięciolecia dbający o to, by nikt nie mógł mu
          zagrozić). I nagle zapaliło sie zielone światło. W kilka miesięcy
          była habilitacja i natychmiast stanowisko profesora.
          Więc nie mówmy o jasności kryteriów, braku układów czy kumoterstwa,
          a stąd i o potrzebie habilitacji.
    • flamengista to bardzo sympatyczna wiadomość 13.11.09, 15:02
      Jak wiadomo, prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Pułkownik takich
      przyjaciół ma. I chwała mu za to.
      • charioteer1 Re: to bardzo sympatyczna wiadomość 13.11.09, 15:06
        Ale towarzysze broni powinni sie wspierac, nie? W koncu ta habilitacja calemu
        wydzialowi potrzebna.
        • adept44_ltd Re: to bardzo sympatyczna wiadomość 13.11.09, 15:10
          no i zwiększa potencjał obronny NATO...
          • charioteer1 Re: to bardzo sympatyczna wiadomość 13.11.09, 15:12
            Marudzisz normalnie jak sendi z kaganem.


            adept44_ltd napisał:

            > no i zwiększa potencjał obronny NATO...
            • adept44_ltd Re: to bardzo sympatyczna wiadomość 13.11.09, 15:16
              no to chyba nie normalnie, nie?
        • flamengista prawidłowo 14.11.09, 13:11
          ja mam nadzieję, że poczciwy pułkownik za kilka lat zostanie generałem i
          profesorem - belwederskim!

          Ku chwale polskiej nauki i z korzyścią dla obrony narodowej.

          PS. I wyśle się go na dożywotnią placówkę dydaktyczno-wojskową w Sadr City.
    • mr_kagan Re: czy habilitacje mozna sobie... przepisac? 13.11.09, 15:05
      Military Intelligence.
    • flamengista Komuś jednak sprawa... 14.11.09, 13:26
      ...zapożyczeń w pracy płk. Górskiego się nie spodobała i napisał do rektora
      anonimowy donos".

      Nawet GW stosuje taki żargon. Słowem - zawiść ludzka doprowadziła do tego, że
      poczciwy pułkownik został oskarżony o takie świństwo.

      Rektor niby zachował się przyzwoicie, ale też chyba się trochę boi:

      "Oddałem sprawę komisji dyscyplinarnej. Do czasu rozstrzygnięcia poleciłem nie
      wyznaczać terminu kolokwium - mówi "Gazecie" gen. dyw. Romuald Ratajczak, rektor
      komendant AON. - Rozumiem jednak, że mogło ze strony płk. Górskiego wystąpić
      poczucie współwłasności i obniżenie czujności oraz dbałości o sposób korzystania
      ze źródeł"

      Teraz wszystko zależy od komisji, w której skład pewnie wchodzą te same osoby,
      które zasiadają w radzie wydziału. A rada wydziału zagłosowała za kolokwium.

      Jednak w tym przypadku wychodzą na jaw mankamenty nowych przepisów. Wcześniej CK
      mogła arbitralnie zablokować habilitację - co było złe. Teraz tego nie może
      zrobić, mimo dwóch negatywnych recenzji - też źle.

      Parę lat temu, przy starych przepisach dr N. z PAT miał podobny problem. Nie
      było plagiatu, praca była słaba. Naukowiec uwzględnił recenzje wydawnicze
      (druzgocące), wprowadził poprawki usuwając błędy wytknięte przez recenzentów i
      podmienił maszynopis pracy złożony przed kolokwium.

      Sprawa przeszła nawet przez kolokwium, zablokowali ją dopiero w Warszawie
      profesorowie-recenzenci z CK, którzy nie odpuścili.

      W obecnej sytuacji prawnej dr N. by się upiekło.
      • charioteer1 Re: Komuś jednak sprawa... 14.11.09, 18:06
        Fla, nie goraczkuj sie.

        > Teraz wszystko zależy od komisji, w której skład pewnie wchodzą te same osoby,
        > które zasiadają w radzie wydziału. A rada wydziału zagłosowała za kolokwium.

        Dlatego wlasnie uwazam, ze habilitacje jako stopien nalezy zniesc. Niech sobie
        uczelnie awansuja, kogo chca. Na dluzsza mete to uczelnia wlasnie powinna
        ponosic konsekwencje prowadzonej przez siebie polityki kadrowej.

        > Parę lat temu, przy starych przepisach dr N. z PAT miał podobny problem. Nie
        > było plagiatu, praca była słaba. Naukowiec uwzględnił recenzje wydawnicze
        > (druzgocące), wprowadził poprawki usuwając błędy wytknięte przez recenzentów i
        > podmienił maszynopis pracy złożony przed kolokwium.

        To musialo byc bardzo, bardzo dawno temu. Rozprawa habilitacyjna musi byc
        opublikowana przed otwarciem przewodu. Jedynie tajemnica wojskowa zwalnia z
        obowiazku publikacji.

        > Sprawa przeszła nawet przez kolokwium, zablokowali ją dopiero w Warszawie
        > profesorowie-recenzenci z CK, którzy nie odpuścili.

        A ja znam sprawe, w ktorej CK utracila habilitacje na podstawie jednej recenzji,
        ktora zawierala wierutne, niezgodne ze stanem faktycznym bzdury. I co z tego?
        Uwazasz, ze CK powoluje jakichs superherosow, ktorzy wyrastaja ponad krajowa nauke?
        • dala.tata Re: Komuś jednak sprawa... 14.11.09, 18:59
          i gdy okaze sie, ze przy doktoratach jest podobnie (a mysle, ze jest), to
          powinnismy zniesc doktoraty? co to za logika? czy nie chodzi o to, zeby ludzie
          pisali rzetelene recenzje i rzetelnie glosowali?
          • charioteer1 Re: Komuś jednak sprawa... 14.11.09, 19:51
            Doktorat mozna zostawic, ale dobrze by bylo za jednym zamachem zlikwidiwac tytul :-)
            • dala.tata Re: Komuś jednak sprawa... 14.11.09, 20:18
              Logika mi umyka, ale to na pewno ja....

              charioteer1 napisał:

              > Doktorat mozna zostawic, ale dobrze by bylo za jednym zamachem zlikwidiwac tytu
              > l :-)
              >
              • charioteer1 Re: Komuś jednak sprawa... 14.11.09, 20:23
                Dala, a jaka jest logika w posiadaniu dodatkowego stopnia po doktoracie?
                • dala.tata Re: Komuś jednak sprawa... 14.11.09, 21:05
                  sa argumenty za i przeciw. ja odrzucam idee, ze wszystkie systemy stopni
                  naukowych musza byc koniecznie wzorowane na USA. szwajcaria dosc ddobrze radzi
                  sobie z takim stopniem i bardzo watpie zeby wszyscy ciagle tam o nim
                  dyskutowali. dlaczego? bo system dziala. my jednak musimy koniecznie debatowac
                  habilitacje, bo taki fajny temat zastepczy.

                  mnie fascynuje to, ze nikt sie nie chce zajac tym, ze ludzie pisza nierzetelne
                  recenzje, ze ludzie plagiaty popelniaja, ale wola sie zajmowac filozofia stopnia
                  po doktoracie. i mielismy juz listy otwarte za i listy otwarte przeciw
                  habilitacji!! tylko kurde nie ma listow otwartych o wywalanie plagiatorow z
                  pracy, o to, zeby pisac uczciwe recenzje tez jakos nikt nie walczy apelami. bo
                  po co nie?

                  co za roznica, czy jest habilitacja czy nie? jesli system jest przezarty
                  nierzetelnoscia, to zniesienie wszystkich stopni na swiecie niczego nie zmieni.
                  • charioteer1 Re: Komuś jednak sprawa... 14.11.09, 21:50
                    Tak, tylko udowodnic nierzetelnosc recenzji jest piekielnie trudno poza
                    absolutnie skrajnymi przypadkami. Jezeli recenzent napisze, ze praca X jest
                    odkrywcza i przelomowa, musisz uwierzyc, ze recenzentowi podczas lektury
                    otworzyla sie klapka i doznal epifanii.

                    Walke z nierzetelnoscia trzeba by zaczac od podstaw, a czesto nie bardzo jest
                    komu to robic. Jezeli studentka bez krepacji powiadamia mnie, ze zamierza
                    przepisac czesc rozdzialow z licencjatu do pracy magisterskiej, to znaczy, ze
                    nie widzi w tym nic zdroznego, wrecz uwaza, ze wszyscy tak robia. Jezeli
                    recenzent nie widzi nic zdroznego w tym, ze habilitant przepisuje jego prace, a
                    to juz kolejny taki przypadek po Wroclawiu, to co powiedziec? Jezeli do
                    prowadzenia kierunku potrzebna jest habilitacja, a nie rzeczywisty dorobek
                    naukowy, to caly wydzial bedzie te habilitacje pisal wspolnymi silami, jezeli
                    zajdzie taka potrzeba.
                    • dala.tata Re: Komuś jednak sprawa... 14.11.09, 22:15
                      i jkao ze jest trudno udowodnic nierzetelnosc: zlikwidujmy habilitacje! brawo!
                      • charioteer1 Re: Komuś jednak sprawa... 14.11.09, 22:20
                        dala.tata napisał:

                        > i jkao ze jest trudno udowodnic nierzetelnosc: zlikwidujmy habilitacje! brawo!

                        Ale w jaki sposob wpadles na taki zwiazek przyczynowo-skutkowy?
        • lira_korbowa Re: Komuś jednak sprawa... 14.11.09, 23:00

          > Parę lat temu, przy starych przepisach dr N. z PAT miał podobny
          problem. Nie było plagiatu, praca była słaba. Naukowiec uwzględnił
          recenzje wydawnicze (druzgocące), wprowadził poprawki usuwając błędy
          wytknięte przez recenzentów i podmienił maszynopis pracy złożony
          przed kolokwium.

          >To musialo byc bardzo, bardzo dawno temu. Rozprawa habilitacyjna
          >musi byc opublikowana przed otwarciem przewodu.

          I była - i na tym cały problem polegał. Cóż w tym byłoby dziwnego -
          uwzględnić recenzje wydawnicze i poprawić rozprawę.
          Dr N. cichcem podmienił wydaną (i złożoną) książkę na nową wersję -
          poprawioną zresztą kosmetycznie (i wydrukowaną galopem). Koledzy z
          zaprzyjaźnionej uczelni złożyli doniesienie do prokutatury; zrobił
          się szum w mediach. W tej sytuacji przepuszczenie tej habilitacji na
          szczeblu uczelnianym było dla PAT strzałem w stopę - z góry wiadomo
          było, że CK to uwali.
          • flamengista i całe szczęście 15.11.09, 20:11
            pamiętam z resztą, że byłem w totalnym szoku, że tak się stało. Bo N. to była
            ważna persona, zajmująca eksponowane stanowisko i takim na ogół pewne rzeczy
            uchodzą na sucho.

            A błędy były w habilitacji koszmarne - z tego, co pamiętam chodziło o życiorys
            pewnego duchownego. N. np. pisał, że tenże duchowny wygłosił kazanie w tydzień
            po swojej śmierci;) Takich kwiatków było więcej.

            Prawdopodobnie kluczem do zrozumienia sprawy był dość konfliktowy charakter
            zainteresowanego - pewnie komuś nastąpił na odcisk. W przeciwnym wypadku byłby
            teraz nobliwym profesorem uniwersytetu i dyrektorem pewnego centrum...
            • dala.tata Re: i całe szczęście 15.11.09, 20:37
              no to jest rzeczywiscie blad, ktory podwaza dorobek habilitanta: pomylil daty!!!
              no po prostu skandal!

              nie chce sie zupelnie wypowiadac na temat jakosci pracy czy ksiazki, jednak to
              co tu napisaliscie wzbudza we mnie zal wobec zainteresowanego. ksiazek poprawiac
              nie wolno i nie daj boze w dacie sie pomylic. no strach sie bac!
              • flamengista Re: i całe szczęście 15.11.09, 20:51
                Powtarzam - nie jestem ekspertem od procedur habilitacyjnych. Opisałem sprawę
                tak, jak ją zapamiętałem z artykułów w prasie, wtedy byłem tym dosyć zainteresowany.

                Wydawało mi się, że od poprawiania pracy habilitacyjnej jest jej autor bądź
                życzliwi koledzy i rodzina, którzy pracę przeglądają przed złożeniem.

                A nie recenzenci wydawniczy, którzy napiszą: Józiu - tu napisałeś źle, popraw
                to. A Józio poprawia i jest wszystko cacy.

                Ale może się mylę...
        • flamengista no właśnie 15.11.09, 20:05
          Dlatego piszę - wcześniej było źle, teraz nie jest dużo lepiej. Też słyszałem o
          arbitralnym uwaleniu habilitacji w zasadzie bez merytorycznych powodów. Nie
          wiem, czy to tzw. "urban legends", ale się nasłyszałem.

          Co do sprawy z PAT:
          1. N. napisał książkę habilitacyjną i złożył do wydawnictwa.
          2. Recenzje wydawnicze były wnikliwe i bardzo złe.
          3. N. poprawił książkę i najwyraźniej wydał ją po raz wtóry, uwzględniając
          poprawki recenzentów.
          4. Tak poprawiona praca przeszła przez recenzentów (nowych, starych pominięto) i
          przez radę wydziału.
          5. Starzy recenzenci wydawniczy dowiedzieli się o sprawie, więc poruszyli niebo
          i ziemię, by sprawiedliwości stało się zadość.

          I mieli rację, bo habilitacja ma być pracą samodzielną. Więc nie można sobie
          wstępnie zatrudniać recenzentów, by wychwycili nasze błędy warsztatowe i nie
          tylko, a potem opublikować poprawione dzieło. To już praca zbiorowa.
          • charioteer1 Re: no właśnie 15.11.09, 20:24
            Fla, nic nie rozumiem z tego opisu. Recenzja wydawnicza jest przed wydaniem
            ksiazki. Po otrzymaniu recenzji poprawia sie tekst, a potem dopiero idzie do
            druku. To jest normalne, ze poprawil, a historii z poprawianiem po wydrukowaniu
            nie rozumiem.
            • dala.tata Re: no właśnie 15.11.09, 20:38
              oooo, widze ze chario napisala mniej wiecej co ja, a wlasciwie aj co chario.
              niezywkla zgodnosc
              • charioteer1 Re: no właśnie 15.11.09, 20:49
                Ale ja najpierw, a ty potem :p
              • flamengista jak to dokładnie było... 15.11.09, 21:05
                Wstyd na PAT, Wojciech Czuchnowski, GW Kraków 27.08.2003

                Pozornie ściśle naukowy spór w środowisku historyków sztuki zakończył się
                prokuratorskim śledztwem z przesłuchaniami kilkunastu osób i skandalem. A
                wszystko przez to, że ks. dr Józef N. z Papieskiej Akademii Teologicznej
                bezprawnie przerobił swoją pracę habilitacyjną. Sprawę umorzono, ale wstyd
                pozostał...

                14 kwietnia o g. 16.40 do mieszkania prof. Marcina Fabiańskiego, dyrektora
                Instytutu Historii Sztuki UJ, przyszedł policjant. Przyniósł nakaz zatrzymania
                dwóch książek autorstwa ks. dr. Józefa N., wykładowcy PAT i dyrektora jednej z
                ważnych placówek kościelnych w Krakowie. Książki nie powinny się między sobą
                różnić. Nosiły ten sam tytuł i miały ten sam numer katalogowy ISBN. Tymczasem
                jeden i drugi egzemplarz różniły się ok. 83 fragmentami. Właśnie ta różnica była
                przyczyną wizyty policjanta, który naukowe dzieło księdza N. pt. "Mecenat
                artystyczny bpa Jana Pawła Woronicza w Krakowie" zabrał i przekazał
                prokuratorowi dla celów śledztwa. Miesiąc wcześniej prof. Fabiański złożył w
                sprawie różnic w pozornie tej samej publikacji doniesienie o przestępstwie z
                art. 207 traktującego o fałszowaniu dokumentów.

                Gdyby to była zwykła publikacja....

                Oskarżenie, które ze strony prof. Fabiańskiego oraz innych historyków sztuki
                padło pod adresem księdza dr. N., było niezwykle poważne. Zarzucili mu, że
                bezprawnie przerobił własną pracę habilitacyjną, którą była właśnie książka o
                bp. Woroniczu. O co chodziło? W kwietniu 2002 ksiądz N. złożył w Radzie Wydziału
                PAT pracę o Woroniczu. Równolegle w sprzedaży praca ukazała się jako książka.
                Miesiąc później czterech historyków sztuki, z prof. Fabiańskim na czele, złożyło
                na ręce bp. Tadeusza Pieronka, rektora PAT, liczącą 15 stron niezwykle krytyczną
                recenzję, w której wytykali autorowi 83 poważne błędy podważające ich zdaniem
                wartość naukową pracy. Błędy miały różną rangę, ale były i takie, które
                rzeczywiście kompromitowały autora. Np. zdanie, że bp Woronicz, który zmarł 6
                grudnia 1829 r., wygłosił 19 dni po swojej śmierci kazanie...
                • flamengista cd. 15.11.09, 21:06
                  Nie dojrzał?

                  Po wystąpieniu naukowców ksiądz N. poprawił wszystkie błędy, wycofał z księgarń
                  wadliwe egzemplarze książki, drukując nowe, poprawione. Przede wszystkim zaś
                  oddał radzie wydziału poprawioną pracę. I to właśnie było przestępstwem. Praca
                  habilitacyjna nie jest bowiem zwykłą publikacją, lecz dokumentem, który raz
                  złożony w komisji nie może być zmieniony do czasu zakończenia habilitacji.

                  - Rozprawa habilitacyjna ma być samodzielnym, ukończonym dziełem, stanowiącym
                  dowód, że pracownik naukowy dojrzał do samodzielnego rozpracowania problemu -
                  powiedział "Gazecie" Hieronim Owczarek z Centralnej Komisji ds. Tytułów i Stopni
                  Naukowych. - Praca habilitacyjna po przedłożeniu radzie nie może podlegać żadnym
                  zmianom, bo byłoby to głęboko nieuczciwe. Nie wiem, jak możliwa była taka
                  podmiana.Wiadomo, że standardy nauki opierają się na zasadzie zaufania i
                  uczciwości, więc nie trzyma się takich rozpraw w sejfach. Tym bardziej taka
                  podmiana pracy, potem wydanie jej bez żadnych uwag, że publikacja została
                  zmieniona, to jest rzeczywiście przestępstwo i zwyczajny wstyd - kończy Hieronim
                  Owczarek.

                  "Służyć prawdzie"

                  Mimo że Rada Wydziału PAT wiedziała o dokonanej podmianie pracy, rozprawa
                  habilitacyjna odbyła się wiosną tego roku. Ksiądz N. był do tego stopnia pewny,
                  że habilitację otrzyma, że - jak twierdzi prof. Fabiański - zaczął już
                  oficjalnie używać tytułu doktora habilitowanego. Jednak habilitacji nie
                  otrzymał. - Z tego, co wiem, została odrzucona z przyczyn merytorycznych - mówi
                  dr Andrzej Włodarek, jeden z autorów krytycznej recenzji książki księdza N. Dr
                  Włodarek uważa, że również druga wersja publikacji budzi zastrzeżenia: -
                  Podstawowe błędy: pomylona data urodzenia głównego bohatera, pomylone imię jego
                  matki. Ta książka jest skandalem, wystąpiliśmy w imię obrony dobrego imienia
                  polskiej nauki. Byłoby to głębokie zaniechanie, gdybyśmy nie zajęli stanowiska.

                  Pytany, co jego zdaniem jest większym problemem: przerobienie habilitacji czy
                  jej błędy merytoryczne, dr Włodarek mówi: - Jedno i drugie. Ksiądz N. ma tytuł
                  doktora. Każdy, kto otrzymuje doktorat, potwierdza formułę: "Przyrzekam i
                  obiecuję służyć prawdzie".

                  Ksiądz Józef N., zapytany o sprawę, stwierdza, że naukowcy, których w ogóle nie
                  zna, uwzięli się na niego z niewiadomych powodów. - Przesłuchano tyle osób,
                  nawet drukarzy, a ja przecież nic takiego nie zrobiłem - ubolewa. - Naniosłem
                  poprawki, nie widziałem w tym niczego złego. A zresztą, przecież w końcu nie
                  otrzymałem tej habilitacji.

                  ***

                  18 lipca Prokuratura dla Krakowa Śródmieście umorzyła śledztwo w sprawie
                  zawiadomienia złożonego przez prof. Fabiańskiego. Jako uzasadnienie podano niską
                  szkodliwość czynu.

                  Nie udało się nam uzyskać komentarza nikogo z PAT. Przebywający za granicą bp
                  Pieronek powiedział, że sprawa jest zbyt skomplikowana, by mówić o niej przez
                  telefon. Rzecznik Akademii jest na urlopie.
                  • flamengista czyli 15.11.09, 21:15
                    ja rozumiem to tak:

                    recenzja była po wydaniu książki, kiedy praca była już złożona do recenzji przed
                    ew. kolokwium.

                    Autor wprowadził zmiany, wydał książkę powtórnie - pod tym samym tytułem, ale ze
                    zmienioną treścią i zamienił maszynopisy złożone do recenzji.

                    Tego chyba nie wolno robić...
                    • charioteer1 Re: czyli 15.11.09, 21:19
                      Po pierwsze, byly dwie rozne publikacje pod tym samym tytulem i z tym samym
                      numerem ISBN. Tak nie wolno robic.

                      Po drugie, to nie byli recenzenci wydawniczy, tylko "spoleczni". Nikt ich nie
                      powolywal na recenzentow.

                      Po trzecie, te "poprawiona" ksiazke przedstawil jako rozprawe, a nie maszynopis.
                      • flamengista dobra, ale 15.11.09, 21:34
                        co jest tu naganne:

                        1. zbyt późne wychwycenie błędów i poprawienie po terminie złożenia
                        2. podmienienie pracy (ew. fałszerstwo)
                        3. wydanie poprawionej książki z tym samym numerem ISBN

                        a może wszystkie powyższe;)
                        • charioteer1 Re: dobra, ale 15.11.09, 21:41
                          Falszerstwem jest juz wydanie poprawionej ksiazki z tym samym numerem ISBN.
                          Powinno byc wydanie drugie poprawione z nowym numerem ISBN. Czy doszlo do
                          podmienienia pracy po otwarciu przewodu, to nie wiem, bo z tekstu trudno to
                          jednoznacznie wyczytac.
                          • flamengista więc 15.11.09, 21:50
                            jeśli by wydał nową książkę - pod tym samym tytułem, ale z nowym nr. ISBN,
                            wycofując starą - to wszystko byłoby ok? (pomijam kwestie etyczne).

                            PS. moim zdaniem z artykuły wynika, że przewód już otwarto. A praca została
                            podmieniona przed wysłaniem jej do recenzentów.

                            PS2. Jeśli to byli "społeczni recenzenci" - to faktycznie N. musiał im podpaść.
                            No bo jakim cudem zainteresowali się nagle tą książką na tyle, by wnikliwie ją
                            przeczytać, odkryć że to habilitacja i napisać surową recenzję, którą przesłano
                            do rektora?

                            PS3. Inna sprawa, że gdyby nie oni pewnie marna habilitacja by przeszła. Na ile
                            marna, tego się już nigdy nie dowiemy.
                            • charioteer1 Re: więc 15.11.09, 22:30
                              flamengista napisał:

                              > jeśli by wydał nową książkę - pod tym samym tytułem, ale z nowym nr. ISBN,
                              > wycofując starą - to wszystko byłoby ok? (pomijam kwestie etyczne).

                              Mysle, ze pod wzgledem formalnym wszystko byloby ok, a merytorycznie to juz w
                              zaleznosci od uznania recenzentow.

                              Co do reszty, to prawdopodobnie masz racje, ale po prostu nie mam pewnosci.


                              > PS. moim zdaniem z artykuły wynika, że przewód już otwarto. A praca została
                              > podmieniona przed wysłaniem jej do recenzentów.
                              >
                              > PS2. Jeśli to byli "społeczni recenzenci" - to faktycznie N. musiał im podpaść.
                              > No bo jakim cudem zainteresowali się nagle tą książką na tyle, by wnikliwie ją
                              > przeczytać, odkryć że to habilitacja i napisać surową recenzję, którą przesłano
                              > do rektora?
                              >
                              > PS3. Inna sprawa, że gdyby nie oni pewnie marna habilitacja by przeszła. Na ile
                              > marna, tego się już nigdy nie dowiemy.
                  • adept44_ltd Re: cd. 16.11.09, 16:34
                    no ale nie wolno drugi raz tej samej książki przedstawiać jako pracy hab.
                    • charioteer1 Re: cd. 16.11.09, 17:50
                      Mozna. Czego ustawa nie zabrania, to jest dozwolone, a ustawa zabrania tylko w
                      szczegolnych przypadkach. Poza tym, jak masz nowy numer ISBN, to juz nie jest ta
                      sama ksiazka.
                      • adept44_ltd Re: cd. 16.11.09, 17:56
                        no tak, to w związku z ISBN...
                        hm, nie pamiętam ustawy, ale sam podpisywałem oświadczenie, że na podstawie tej
                        książki przystępuję pierwszy raz do kolokwium i wydawało mi się, że to jest
                        ustawowo zadekretowane
                        • charioteer1 Re: cd. 16.11.09, 18:00
                          Sam powiedziales, ze do kolokwium...
                • adept44_ltd Re: jak to dokładnie było... 16.11.09, 16:32
                  nakaz zatrzymania dwóch książek??? hm...
                  no coś tu jest zabawnego... znam przykład hab., którą uwalił jeden z rec. na
                  etapie wydawnictwa, powołano innego, autor na tyle wyczyścił książkę później, że
                  już trudno było wskazać dokładnie przepisane fragmenty...
          • dala.tata Re: no właśnie 15.11.09, 20:34
            szczerze powiedziawszy umyka mi logika. habilitacja jest praca samodzielna,
            jednak to nie znaczy ze habilitanci trzymaja jezyk za zebami i z nikim o tym nie
            rozmawiaja. habilitant wyslal do wydawnictwa, uwzglednil recenzje i wyslal
            jeszcze raz. wydawaloby mi sie, ze na tym polega wlasnie proces wydawniczy. co
            weicej, na tym powienien polegac proces wydawniczy.

            byc moze to jest luka w proceedurze, ale skoro habiltacja ma byc ksiazka, to
            ksiazke wydaje sie po uwzglednieniu recenzji wydawniczych, niewazne jakich.
            jelsi habilitacja ma byc wydaniem ksiazki od razu gotowej i doskonalej, to komus
            sie tu mocno popieprzylo. nie ma artykulu, ksiazki, rozdzialu, ktorego by nie
            mozna bylo zawsze poprawic. i PO TO SA RECENZJE!!!

            na czym polega tu sprawiedlowsc, nie wiem.
            • flamengista problem polegał na tym 15.11.09, 20:47
              że zainteresowany podmienił maszynopis, który był już złożony w sekretariacie i
              czekał na wysyłkę do recenzji.

              Ja tam na procedurach habilitacyjnych się nie znam, tak sprawę opisała krakowska
              GW. A ponieważ habilitacja została uwalona, widocznie powód był.

              Podkreślam, N. to nie była szara myszka, typowa ofiara systemu.
              • charioteer1 Re: problem polegał na tym 15.11.09, 20:57
                flamengista napisał:

                > że zainteresowany podmienił maszynopis, który był już złożony w sekretariacie i
                > czekał na wysyłkę do recenzji.

                ??? Ja tu w ogole nie widze sprawy. Przed recenzja wydawnicza mozna zmienic, po
                recenzji wydawniczej tez mozna jeszcze zmienic wszystko. Otwarcie przewodu
                dopiero jest ta chwila, kiedy juz nic zmieniac nie wolno.
                • flamengista przeczytaj tekst 15.11.09, 21:11
                  który zamieściłem w całości bo nie ma sensu dyskutować o tym, co "wydawało mi
                  się, że pamiętałem".

                  Przyznaję, pamięć mnie zawiodła i fakty przedstawiają się nieco inaczej. Ale
                  jeśli już poruszyliśmy ten temat, to interesuje mnie zdanie twoje i dala.taty w
                  tej kwestii.
            • charioteer1 Re: no właśnie 15.11.09, 20:50
              Ja mysle, ze ksiazki byly dwie, ale fla tak namacil, ze nie wiadomo, o co chodzi...
              • chilly Re: no właśnie 16.11.09, 18:17
                I jak w większości tych dyskusji, zginął gdzieś pułkownik...
                • charioteer1 Re: no właśnie 16.11.09, 18:41
                  A w sumie co za roznica, czy ksiadz, czy pulkownik?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka