dala.tata
14.06.10, 12:13
poszedlem w piatek do bilioteki, by wypozyczyc kilka ksiazek i pryz okazji
zapytalem o opoznienia w sprowadzeniu pewnej ksiazki. juz miesiac czekam.
gdy przyszla pani z wypozyczalni miedzybliotecznej, oswiadczyla mi, ze
ksiazki nie posiada zadna biblioteka w UK. slabym glosem, lekko
proszaco zapytalem: no to co teraz? pani duzo pewniejszym glosem
odpowiedziala: nie wiem, to zalezy od pana. na co ja, kurczac sie w
sobie: ale o sso chodzi? na co pani patrzac na mnie z lekkim
politowaniem: no musi pan podjac decyzje, czy mamy szukac za granica.
wyprostowujac sie powiedzialem juz glosem profesorskim tak, oczywiscie,
mnie ta ksiazka jest bardzo potrzebna. pani popatrzyla na mnie
podejrzliwie i powiedziala no to OK, bedziemy szukac. stwierdzilem, ze
ostatnie slowo musi nalezec do mnie: sprobujcie w Niemczech,
powiedzialem. Pani chyba stwierdzila, ze ostatnie slowo bedzie nalezec jednak
do niej, powiedziala: moze w Niemczech tez sprobujemy.
no i od wczoraj czekam dalej.....