bogema
25.03.11, 14:05
nieśmiałością zapytam:
Jestem niedawnozrobionym doktorem z dziedziny X (hum). Nigdy nie pracowałam na uczelni, a doktorat jest ukoronowaniem mojej działalności zawodowej. W tzw. międzyczasie skończyłam studia magisterskie z dziedziny Y. Z powodu słabej koniunktury na dziedzinę X oraz przychylnych dziedzinie Y koneksji firmowo-rodzinnych od paru lat systematycznie wchodzę w dziedzinę Y i zamierzam w niej osiąść (nie tracąc całkowicie kontaktu z dziedziną X). Do wykonywania pełną gębą zawodu z dziedziny Y potrzebne mi jednak uprawnienia zawodowe, które mogę zdobyć trzema sposobami:
1) ukończyć kilkuletnie szkolenie zakończone paskudym egzaminem,
2) zrobić doktorat z dziedziny Y i liczyć na to, że ustawa która dopuszcza dr do zawodu się nie zmieni, zanim go nie obronię,
3) zrobić habilitację z dziedziny Y.
Dziedzina X i Y są różne, ale moja dysertacja była "trochę Y".
Na myśl o 1) mnie mdli. 2) w sumie byłoby OK - mój dr zrobiłam w 3 lata, zakładam że jakoś nie zgłupiałam dramatycznie od tamtego czasu, ale nie wiem: drugi dr? Nie szkoda mięśni? A co do 3) to w ogóle nie wiem, czy to możliwe - jak napisałam, nie pracowałam i nie pracuję na uczelni. Czy w ogóle możliwe jest zrobienie habilitacji bez żywego kontaktu z uczelnią (myslę o uw)? A jeśli tak, to czy jest to bardzo wyboista droga? I mając na uwadze projekt ustawy i nadchodzący niż demograficzny, czy taka hab daje jakąś dodatkową perspektywe?
Aha, żeby już było jasne: dr mam na uw, a te drugie studia to prywatna uczelnia, choć niezła.